Na miniony weekend zaplanowaliśmy kolejną wyprawę na grzyby. W sobotę cały dzień lało, więc zrezygnowaliśmy z wypadu. Ale w niedzielę pogoda miała być lepsza. Mąż mój obudził mnie już o 6 rano. Ciemno jeszcze było, wstawać mi się nie chciało. W końcu się ubrałam, przyszykowałam kanapki i wyruszyliśmy.
Tak było rano zanim weszliśmy w las:
Ścieżki rozjechane kładami, w lesie mokro. Jednak było zdecydowanie cieplej, niż tydzień temu. A i ubrałam się przewidująco, więc jakby co - zimno nie było mi straszne. A bliżej południa zrobiło się słonecznie i ciepło. Kiedy schodziliśmy z grzybami do samochodu było już całkiem przyjemnie.
Wybłociliśmy się okrutnie, psiska też. Ifka maszerowała breją błotną chlastając rzadkim błotem na lewo i prawo, Tolka miała "podwozie" w skorupie błotnej. Tak wybłocone "panie" wdarły się do auta, które dzisiaj wymyłam i wyprałam z niego wszystkie pokrowce i koce, gdyż panna Tola raczyła zostawić wszędzie swe błotne ślady.
Rezultatem wyprawy były prawie cztery siaty rydzów i kilka prawdziwków.
Rydze zamarynowałam, prawdziwki wysuszyłam. W sumie wypad bardzo udany: pochodziliśmy po lesie, psy się wybiegały, mamy słoiki z grzybami.
Obserwatorzy
poniedziałek, 19 października 2015
wtorek, 13 października 2015
W zeszłym tygodniu
w Lidlu pokazały się akcesoria dziewiarsko-krawieckie. Z rozpędu (bo przecież nie robię już na takich drutach, tylko na addikach lub KnitPro z wymienną żyłką) kupiłam cztery komplety najgrubszych drutów 7, 8, 9, 10 mm i druty do warkoczy. Wszak dziewiarce zawsze się mogą przydać. I pewnie kiedyś znajdą zastosowanie - szczególnie wtedy, kiedy trzeba będzie przełożyć robótkę na inne druty (postojowe), by odzyskać te, na których się lubi robić. Właściwie to nie lubię takich sztywnych żyłek, które mają tendencję do odłamywania się od nasady druta... No cóż odezwała się krew "zbieracza".
A to moja jesienno-dyniowa dekoracja okna kuchennego. A któż mógł przewidzieć, że tak szybko powieje zimą...
A to moja jesienno-dyniowa dekoracja okna kuchennego. A któż mógł przewidzieć, że tak szybko powieje zimą...
niedziela, 11 października 2015
Na Turzańsk
pod Chryszczatą wybraliśmy się dzisiaj na rydze. Tereny te są wyjątkowo rydzodajne. Aura zupełnie nie sprzyjała - zimowy ziąb i porywisty wiatr dość szybko wygnał nas z lasu. Tak, że wycieczka zajęła zaledwie kilka godzin. Ubrałam się ciepło, a i tak dłonie w rękawiczkach zgrabiały, a stopy w butach zmarzły (nie włożyłam wełnianych skarpet, bo mi to po prostu do głowy nie przyszło). Nie byłoby mi za gorąco, gdybym pod spodnie włożyła getry. A życie uratowała mi ciepła kamizelka i czapka.
Wypad do lasu u podnóża Chryszczatej przyniósł rezultaty, może nie takie, jak spodziewaliśmy się, ale coś tam nazbieraliśmy. Grzybów mało, las spenetrowany i nachodzić się nieco trzeba było.
Przy okazji psiska się wybiegały i teraz śpią snem sprawiedliwych, mąż czyści rydze. Upiekłam dietetyczną szarlotkę i odpoczywamy od zimna popijając ciepłą herbatę.
Wypad do lasu u podnóża Chryszczatej przyniósł rezultaty, może nie takie, jak spodziewaliśmy się, ale coś tam nazbieraliśmy. Grzybów mało, las spenetrowany i nachodzić się nieco trzeba było.
Takich uroczych nakrapianych było najwięcej
Widoki też marne, świat pochmurny i zamglony
Wracamy...
Stoję skulona - przemarznięta niemal do szpiku kości
Dzisiejszy zbiór
niedziela, 4 października 2015
Miniony weekend
podarował nam niezwykle piękną aurę i przemiłe chwile spędzone z rodziną. Przyjechała córka z Wandzią, która za parę dni skończy dwa latka, a teraz jest na etapie gadania, gadania i gadania. Był mój brat z żoną i jego córka z rodziną. Dwie prawnuczki mojej mamy: pięcioletnia Zosia i nasza Wandzia pięknie się bawiły. Starsza Zosia niezwykle mądra i wrażliwa dziewczynka opiekowała się małą oraz inicjowała zabawy. To naprawdę był uroczy weekend.
Dziś, kiedy już córka pojechała - zabrałam psy, które czuły się nieco odrzucone, na czołgowisko. Było więc bieganie wzdłuż stawów, harce na łące i wąchanie w lesie, a także ostatnie kąpiele w Sanie. Teraz zmęczone "dziewczęta" śpią po zaliczeniu pieszo 6,5 km trasy. A ja w końcu odzywam się na bardzo zaniedbanym i zapuszczonym blogu. Czasu brak i brak. Pojawiają się inne piorytety i to jest dla mnie ważne.
Mam nadzieję, że uda mi się bardziej rytmicznie zamieszczać kolejne posty. Wiele materiału czeka na opracowanie. Dziś jednak tylko zdjęcia z popołudniowego spaceru.
Dziś, kiedy już córka pojechała - zabrałam psy, które czuły się nieco odrzucone, na czołgowisko. Było więc bieganie wzdłuż stawów, harce na łące i wąchanie w lesie, a także ostatnie kąpiele w Sanie. Teraz zmęczone "dziewczęta" śpią po zaliczeniu pieszo 6,5 km trasy. A ja w końcu odzywam się na bardzo zaniedbanym i zapuszczonym blogu. Czasu brak i brak. Pojawiają się inne piorytety i to jest dla mnie ważne.
Mam nadzieję, że uda mi się bardziej rytmicznie zamieszczać kolejne posty. Wiele materiału czeka na opracowanie. Dziś jednak tylko zdjęcia z popołudniowego spaceru.
poniedziałek, 21 września 2015
Moje desery
Normalnych słodyczy nie jadam ze względu na zawartość cukru. Szukam więc dla siebie alternatywnych deserów. Dziś podzielę się dwoma przepisami na "ciasta", które sobie przyrządzam od czasu do czasu. Jako, że cukru zupełnie nie używam, słodzików też (nie muszę wzbogacać potraw słodzikami, bo przyzwyczaiłam się do naturalnych smaków, nie odczuwam dyskomfortu, że coś tam nie jest słodkie).
Pierwszy deser to tradycyjny sernik na zimno. Przepis bajecznie prosty, a zrobić go można dosłownie z tego, co ma się pod ręką.
Sernik na zimno
Składniki:
3 łyżeczki żelatyny,
2 jogurty 400/500 ml (1,5% lub 2% tłuszczu) np. "Tola" z Biedronki; zamiennie mogą być sereki homogenizowanym (naturalne), albo twaróg sernikowy (czasem mieszam serek homo z jogurtem),
owoce sezonowe: borówki amerykańskie ( 250 g), albo jedna brzoskwinia itp.
2 łyżki kakao.
Rozpuszczam żelatynę w 1/2 l wody (czekam, aż ostygnie). Do miski przekładam jogurty (lub jogurt z serkiem, lub twaróg sernikowy), dodaję ostudzoną żelatynę, mieszam składniki. 2/3 wylewam do pojemnika plastikowego, do 1/3 dodaję 2 łyżki kakao - mieszam i wylewam do pojemnika w esy-floresy. Wrzucam opakowanie borówek amerykańskich lub pokrojoną drobno brzoskwinię.
Wkładam do lodówki. Jem, kiedy sernik stężeje. Kto lubi bardziej słodkie może dodać ksylitol, lub inulinę - ja nie odczuwam potrzeby, gdyż wystarcza mi słodkość owoców.
Drugie "ciasto": szarlotka sypana ciągle jest w fazie eksperymentów. Bezpośrednią inspiracją była szarlotka sypana Teni. Pierwszą zgodnie z oryginalnym przepisem zrobiłam dla rodziny - była wyśmienita. Potem zaczęłam fazę eksperymentów, by dostosować przepis do moich potrzeb, a więc bez cukru, mąki pszennej, grysiku, no i masła (niestety bez masła nie udaje się uzyskać dobrego efektu smakowego).
Mój wariant szarlotki sypanej:
Składniki:
1 kg jabłek
1 łyżeczka cynamonu
1 szklanka mąki kokosowej
1 szklanka mąki orzechowej
1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
3-4 łyżki oliwy z oliwek.
Starte jabłka prażę w rondlu. Suche składniki mieszam w misce i wykładam warstwami na blaszkę (na papier do pieczenia); 1/3 na spód, na to warstwa jabłek, znów 1/3 suchych składników, pozostałe jabłka, ostatnia warstwa suchych składników. Polewam to oliwą z oliwek. Piekę ok. 45 minut w piekarniku (180 stopni).
Próbowałam jedną mąkę zastąpić mąką sojową (nie wyszło zbyt dobre - smak mąki sojowej przebijał). Próbowałam masło (w oryginale) zastąpić mleczkiem kokosowym - szarlotka nie wchłonęła za bardzo tego mleka. Wersja z oliwą (może być poddawana obróbce termicznej) jest niezła, tylko oliwa jest dosyć kaloryczna. Kolejną wersję spróbuję z płatkami owsianymi zamiast np. mąki orzechowej. Jabłka są dosyć soczyste, puszczają sok, który przesącza ciasto, trzeba ten efekt jeszcze wzmocnić, W oryginale stopione masełko łączy się z jabłkami i cukrem - daje znakomity smak. W mojej wersji smak jest nieco inny - ja jem z zadowoleniem - mnie taka dietetyczna szarlotka smakuje.
Oczywiście dla rodziny robię normalne szarlotki, np. taką:
Pierwszy deser to tradycyjny sernik na zimno. Przepis bajecznie prosty, a zrobić go można dosłownie z tego, co ma się pod ręką.
Sernik na zimno
Składniki:
3 łyżeczki żelatyny,
2 jogurty 400/500 ml (1,5% lub 2% tłuszczu) np. "Tola" z Biedronki; zamiennie mogą być sereki homogenizowanym (naturalne), albo twaróg sernikowy (czasem mieszam serek homo z jogurtem),
owoce sezonowe: borówki amerykańskie ( 250 g), albo jedna brzoskwinia itp.
2 łyżki kakao.
Rozpuszczam żelatynę w 1/2 l wody (czekam, aż ostygnie). Do miski przekładam jogurty (lub jogurt z serkiem, lub twaróg sernikowy), dodaję ostudzoną żelatynę, mieszam składniki. 2/3 wylewam do pojemnika plastikowego, do 1/3 dodaję 2 łyżki kakao - mieszam i wylewam do pojemnika w esy-floresy. Wrzucam opakowanie borówek amerykańskich lub pokrojoną drobno brzoskwinię.
Wkładam do lodówki. Jem, kiedy sernik stężeje. Kto lubi bardziej słodkie może dodać ksylitol, lub inulinę - ja nie odczuwam potrzeby, gdyż wystarcza mi słodkość owoców.
Mój wariant szarlotki sypanej:
Składniki:
1 kg jabłek
1 łyżeczka cynamonu
1 szklanka mąki kokosowej
1 szklanka mąki orzechowej
1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
3-4 łyżki oliwy z oliwek.
Starte jabłka prażę w rondlu. Suche składniki mieszam w misce i wykładam warstwami na blaszkę (na papier do pieczenia); 1/3 na spód, na to warstwa jabłek, znów 1/3 suchych składników, pozostałe jabłka, ostatnia warstwa suchych składników. Polewam to oliwą z oliwek. Piekę ok. 45 minut w piekarniku (180 stopni).
Próbowałam jedną mąkę zastąpić mąką sojową (nie wyszło zbyt dobre - smak mąki sojowej przebijał). Próbowałam masło (w oryginale) zastąpić mleczkiem kokosowym - szarlotka nie wchłonęła za bardzo tego mleka. Wersja z oliwą (może być poddawana obróbce termicznej) jest niezła, tylko oliwa jest dosyć kaloryczna. Kolejną wersję spróbuję z płatkami owsianymi zamiast np. mąki orzechowej. Jabłka są dosyć soczyste, puszczają sok, który przesącza ciasto, trzeba ten efekt jeszcze wzmocnić, W oryginale stopione masełko łączy się z jabłkami i cukrem - daje znakomity smak. W mojej wersji smak jest nieco inny - ja jem z zadowoleniem - mnie taka dietetyczna szarlotka smakuje.
Oczywiście dla rodziny robię normalne szarlotki, np. taką:
Subskrybuj:
Posty (Atom)
