to ilustracja drugiej zabawy blogowej, w której biorę udział: Nici, nitki niteczki i jesienna odsłona magii jesieni. Niezwykła i dość oryginalna:
Zrobiłam dwa wianki. Bazę styropianową okleiłam kawałkami mchu, a potem jeszcze owinęłam nitką do szycia na maszynie, taką cieniutką, której prawie nie widać. Na koniec spryskałam wianki lakierem do włosów, żeby mech się lepiej trzymał.
Praca na ostatnim etapie przyspieszyła, kiedy już formowałam wianek, ale wcześniej była dość żmudna.
Nazbierałam w lesie mchu, potem go suszyłam, następnie podsuszony dzieliłam palcami, by uzyskać mech i wykruszyć wszystkie niepotrzebne: kamyczki, ziemię, listki itp. Dopiero tak przebrany mech, z którego wypadło mnóstwo zanieczyszczeń ponownie podsuszyłam i potem można było z niego skorzystać.
Taki wianek może być ozdobą na drzwi, biurko, może zostać zawieszony w ogrodzie itp. Moje wianki powędrują na cmentarz, na groby.
Mają stanowić osłonę małych gipsowych aniołków, jak pokazuje ostatnie zdjęcie.
.png)
.png)


