Obserwatorzy

piątek, 12 kwietnia 2024

Krótka wycieczka

Córka zaproponowała, żebyśmy się wybrały na wycieczkę do lasku zabierzowskiego. Przystałam chętnie, więc już późnym popołudniem wyruszyłyśmy z nią, wnuczkami i czterema psami na krótki rekonesans po lasku. Tras tam była wielość, jednak naszym zamiarem było dotarcie do dawnego kamieniołomu, gdzie utworzono piękne miejsce rekreacyjne. Pogoda udana, blask słońca przeświecał przez delikatną zieleń drzew. Zachwycały kwitnące rośliny. Rosły tam delikatne fiołki (jakże dorodne), jasnoty, gajowiec żółty, czosnaczek, jaskry,  miodunka, ziarnopłon, zawilce, nawet kokoryczka wypuściła swoje pastorały i prawie, prawie była gotowa do kwitnienia. 








Dotarłyśmy do starego kamieniołomu, który został wspaniale zagospodarowany dla odwiedzających. Rozświetlone późnym słońcem, odbijały się w wodzie skały, które stykały się z wodą: 
 



No i gdzie tu jest niebo, a gdzie woda?

Przy jeziorze utworzono tarasy spacerowe, jeszcze teraz częściowo pod woda (nawet ławki "moczyły nogi w wodzie"). Przygotowano tam też wielkie palenisko na ognisko. Mogę stwierdzić, że wspaniale zagospodarowano to miejsce.



Na koniec pożegnały nas rozległe pola kwitnącego rzepaku: 


czwartek, 11 kwietnia 2024

Na Maciejową i Stare Wierchy (Gorce)

wybrałyśmy się 6 kwietnia, tym razem dosyć tłumnie: córka z wnuczkami, ja i trzy psy (w tym dwa córki i moja Lusijka, dla której była to pierwsza wyprawa w góry i tak długa trasa - bo wyszło nam prawie 17 km). Pogoda w sobotę miała być cudna, ale nie była. W sumie w takiej umiarkowanej aurze dobrze się wędrowało i jeśli jeszcze na Maciejowej, i Starych Wierchach na początku grzało słoneczko, to później pogonił nas drobny deszczyk oraz zachmurzenie, które przykryło wcześniejsze widoki na Babią Górę i Tatry. Maszerowałyśmy jeszcze przed granicą Gorczańskiego Parku Narodowego, dlatego były z nami psy. Zresztą na trasie można było zobaczyć mnóstwo różnorodnych "burków" i rasowych, i zwykłych kundelków, które radośnie szły ze swoimi właścicielami.


Wyszłyśmy z Jasionowa zielonym szlakiem w kierunku Maciejowej. 

Trasa niezbyt trudna, wznosiła się delikatnie w górę, aczkolwiek o tej porze roku jeszcze błotnista, prowadziła przez las, co początkowo powodowało nawet przyjemny chłodek. 

Rozciągają się stąd bajeczne widoki, które już na samej Maciejowej jeszcze raz pokazały Babią Górę i Tatry. 

Widok na Babią Górę

i Tatry


W miejscu, gdzie pojawił się czerwony szlak, skręciłyśmy w prawo, by po kilkunastu minutach dotrzeć do polany Przysłop i Bacówki na Maciejowej. Schronisko zostało wybudowane w 1977 r. wg projektu S. Karpiela.  Urządzone zostało m.in. rzeźbami wykonanymi przez absolwentów Liceum Sztuk Plastycznych im. A. Kenara w Zakopanem. 


Szczyt samej Maciejowej (815 m n.p.m.) leży o kilometr dalej w kierunku południowo-wschodnim.



Następnie powędrowałyśmy do kolejnego schroniska na Starych Wierchach, gdzie sporo czasu posiedziałyśmy, jedząc prowiant,  podziwiając widoki i grzejąc się w wiosennym słoneczku.  Schronisko położone jest na wysokości 968 m n.p.m. na polanie Krauska. W XIII wieku biegła tędy Droga Królewska (był to fragment trasy łączącej Warszawę z Budapesztem). Ponoć w tym miejscu, gdzie posadowiono schronisko, stała kiedyś karczma, w której zatrzymywali się wędrowcy i m.in. spotykali się zbójnicy.



Pierwsze schronisko powstało w 1932 r., jednak podczas II wojny zostało spalone. Ponownie odbudowano je i uroczyście otwarto w 1974 r. Nosi ono imię Czesława Trybowskiego: działacza turystycznego i inicjatora jego odbudowy. Tutaj także udało nam się podziwiać wspaniałe widoki na Tatry i Babią Górę.



Pogoda zaczynała się psuć, kiedy podjęłyśmy decyzję, że jeszcze pójdziemy w kierunku Obidowca (1106 m n.p.m.) - nie wiem czy dotarłyśmy na szczyt, gdyż oznaczenia żadnego nie znalazłyśmy, a że pogoda zdecydowanie zaczęła się psuć, postraszyło nas nawet drobnym deszczem zawróciłyśmy w miejscu gdzie zielony szlak zaczynał schodzić w kierunku Suchory.


Obok widoków podziwiałyśmy też wspaniałe łąki pełne niebieskich krokusów, które wprawdzie już przekwitały, ale jeszcze cieszyły oczy niebieskością.



piątek, 5 kwietnia 2024

Obrusy ogrodowe

Sezon ogrodowy, z powodu ciepłej aury, zaczął się w tym roku niezwykle szybko. Już trzy razy byliśmy, jako goście, w ogrodzie działkowym mojej córki i piekliśmy kiełbasę na ognisku. Naturalnie wcześniej pomagałam córce w pracach na działce. Udało nam się zrobić nową rabatę dla roślin kwaśnolubnych, część iglaków poprzesadzać, a resztę uporządkować.  Rabata z azalii i rododendronów wymagała tylko oczyszczenia i mam nadzieję, że już niedługo będzie cieszyć oczy kwitnącymi roślinami.

Wracając jednak ogólnie do ogrodu - moja córka wymyśliła recykling. Przyniosła do mnie starą pościel dziecięcą dziewczynek i powiedziała, żeby uszyć jej obrusy ogrodowe:

No więc sprułam pościel, która okazała się na tyle wdzięczna, że poszwy były zrobione z dwóch materiałów o różnych wzorach - dzięki temu uzyskałam cztery różne kawałki. Obrębiłam je na maszynie i powstały ogrodowe obrusy. Dwa w kolorze różowym, a dwa w paski biało zielone:



A tu jeszcze obrusy pojedynczo:





Na koniec z poszewek na poduszki zrobiłam małe ściereczki, też cztery sztuki. Trzeba na stole w ogrodzie nakrywać kiełbasę czy chleb, więc będą jak znalazł:


Największym problemem okazało się to, że materiały były krzywo cięte, więc musiałam je równać za tzw. nitką

piątek, 29 marca 2024

Życzenia


 Życzenia wiosennych, szczęśliwych 
Świąt Wielkanocnych 
oraz miłej atmosfery rodzinnej życzę 
Wszystkim Czytelnikom

czwartek, 28 marca 2024

Kury

tradycyjnie lubię tworzyć z różnych materiałów. W zeszłym roku powstały kury betonowe (chciałam się do nich odwołać i jak się okazuje moich kur betonowych nie pokazywałam na blogu - w takim razie pokażę je w kwietniu, teraz przysiadły na tarasie). W tym roku wróciłam do mojego ulubionego surowca: owczej wełny i z niej wykonałam tegoroczne wielkanocne kury:

Te dwie zrobiłam szydełkiem słupkami i wypełniłam tylko otuliną. Siedzą sobie teraz na stoliczku i patrzą na siebie:

Powstała jeszcze jedna kura z owczej wełny, ta ma wypełnienie na spodzie z ryżu nasypanego do skarpetki, a potem dopiero uzupełniłam luki otuliną. Dlatego trzyma się stabilnie podłoża i daje się nieco formować. Miała posłużyć jako odbojnik, ogranicznik  drzwiowy (door stop), ale wyszła trochę za niska. Zrobię sobie następną, wyższą kurę. Na razie taka: 


Kury z tego wpisu dedykuję także zabawie blogowej u Splocika Małe dekoracje na kwiecień:

niedziela, 24 marca 2024

Poprawiłam

obciążniki do obrusu, które pokazałam w tym poście. Od początku miałam wrażenie, podobnie jak moje czytelniczki, że obciążniki są zbyt lekkie i nie spełnią swego zadania. Myślałam i myślałam, jak i z czego wykonać dodatkowe obciążenie. Wreszcie moje myśli powędrowały do pudełka z muszelkami, które chciałam kiedyś wykorzystać do innego celu, ale na drodze stanęła mi niemożliwość wywiercenia dziurek w muszelce.


Teraz jakoś udało mi się to w zaledwie kilku, bo praca ręczna, czyli wiercenie ręczne małym wiertełkiem jest dość żmudne i czasochłonne. Na razie większy projekt z muszelkami w roli  głównej musi poczekać. 





Tymczasem te cztery muszelki z dziurkami posłużyły jako tło dla zawieszek z sowami i utworzyły nowe obciążniki do obrusu. (A jak to woli, można obciążyć firanki).

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails