Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kwiatki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kwiatki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 lutego 2026

Godzina pąsowej róży

ten tytuł książki Marii Krüger  zaraz mi się przypomniał, kiedy Splocik w swoim przesłaniu na luty, Małe dekoracje, zaproponowała - pąs. Niezwykła to propozycja, gdyż kolor pąsowy w odniesieniu do robótek ręcznych jest zwyczajnie nieużywany. Właściwie jaki to kolor? Wywodzony z życia kolor kojarzy się z poczerwieniałą twarzą czy to ze złości, czy też z emocji, czy po użyciu alkoholu, albo zawstydzenia. Słowniki tłumaczą, że to kolor: jasnoczerwony, taki jak maki, a nawet jasny, nasycony czerwony, czasem z tonami różowymi. Stąd pojawia się pąsowa róża, usta czy bluzka. Nie jest to stricte kolor różowy, ani też czerwony. To odpowiedni odcień raczej czerwonego, ale też zmieszanego z różowym.

        

Stąd też szukałam w swoich zasobach takiego koloru włóczki, żeby sprostał powyższym wymaganiom i mam wrażenie, że mi się udało:


Ten pierwszy czerwony ma wymieszany odcień z jakimś różem, czego nie widać na fotce.
Na poniższym zdjęciu, też nie jest właściwie oddany odcień, to już inny kolor włóczki. Ale także mi się kojarzy w naturze z pąsowym.


Na poniższym zdjęciu obie róże razem:


Wracając do książki "Godzina pąsowej róży", musiała na mnie, wówczas nastolatce, wywrzeć duże wrażenie, skoro tytuł kołatał mi się po głowie do teraz. 
Pąsowa róża pełni w powieści rolę magicznego rekwizytu, który przenosi w czasie główną bohaterkę; z czasów przaśnego PRL-u do XIX- wiecznej Warszawy. Róża jest rekwizytem prababki ze starej fotografii. Kiedy Anda (główna bohaterka) przestawia wskazówki starego zegara, prababka schodzi ze zdjęcia wachlując się kwiatem, który jest związany z przenoszeniem się w czasie, symbolem dawnej epoki, przymierza płci i przygody romantycznej. 
Na zakończenie moich wywodów  zdjęcia róż, tym  razem różowych:



Doszyte do gumki do włosów i frotki zostały już wykorzystane praktycznie, na włosy i na rękę - jako bransoletka.

poniedziałek, 28 kwietnia 2025

Mój duży ogród

Do Zagórza zjechaliśmy po świętach. Ogród chociaż zaniedbany (najlepiej rośnie trawa), to powitał nas kwitnącymi kwiatami. Hiacynty już dogorywały. Mam ich mniej tutaj, aniżeli w Krakowie, ale i tak cieszyły jeszcze chwilkę. Tulipany kwitną ładnie, a część jest jeszcze w pąkach. W moim małym ogrodzie w Krakowie 90% cebul zeżarła nornica.


W apogeum kwitnięcia mam żonkile:




Po zrobieniu zdjęć odkryłam za chałupą jeszcze białe narcyzy, które zakwitają nieco później.

Magnolia także w ciągu tych czterech dni zakwitła i traci teraz kwiaty bardzo szybko:

Niestety druga, młodsza padła łupem koziołka, który rozniósł ogrodzenie drzewka i uciupał tak, że został mały złamany kijek. Trzecia żółta zastanawia się czy kwitnąć, czy jeszcze nie.

Cieszy mnie szachownica kostkowana, która objawiła się w dwóch miejscach, zarówno kostkowana fioletowa, jak i biała:


Runianka już przekwita:


Dalej mahonia, pigwowiec, porzeczka ozdobna:



I jeszcze szafirki, brunera, barwinek i bergenia:




A to nie wszystkie rośliny, które uraczyły nas kwitnieniem wiosennym.

sobota, 11 kwietnia 2015

Wiosna w rozkwicie

Dwa bardzo ciepłe dni dynamicznie przyspieszyły wiosnę. Pracujemy w ogrodzie, ptaszęta na drzewach wywodzą swe trele, motylki latają parami - widziałam parki cytrynków i pawiego oczka. Pogoda doskonała: jeszcze nie upalna, nie gryzą muchy i komary. Cudny czas i świat. Chce się żyć...
Dzisiaj więc kwietne migawki z ogrodu.
Kwitną cebulice i puszkinie.




Na trawnik wypęzły śnieżniki, a po kątach kryją się przylaszczki:



Żółte pierwiosnki pachną miodowo, fioletowe nieśmiało rozchylają płatki, a spod kamienia zaglądają fiołki:

 
 

Są już pierwsze miniaturki tulipanów:


Hiacynty rosną w oczach. Od wczoraj do dzisiaj wychyliły się z ziemi:


Tylko ciemiernikowi coś się pomyliło, nie kwitł w jesieni, ale wiosnę tak powitał:

sobota, 27 września 2014

W ogrodzie, zanim przyszła jesień...

Ostatnie zdjęcia z ogrodu, zanim zrobiło się zimno, mgliście i deszczowo:

 Zakwitły łany zimowitów:




Winobluszcz jeszcze zielony:

 
Mało słońca, wybujałe cynie:
 



W pełnym słońcu:


Niezawodna miechunka wysiewająca się samorzutnie z roku na rok:

 "Marcinki":

 

środa, 2 kwietnia 2014

Dawno

nie pokazywałam ogrodu. Tegoroczna wczesna i łaskawa wiosna przyspieszyła wegetację roślin tak mniej, więcej o miesiąc. Niektóre kwiaty przekwitły i nawet nie zdążyłam nacieszyć się ich urodą. Dlatego teraz pokazuję ostatnie migawki z ogrodu. O dziwo zaczynają kwitnąć nawet hiacynty (u mnie zwykle rozwijały się pod koniec kwietnia). Po raz pierwszy zakwitnie mi szachownica cesarska, która tkwi w ziemi już z lat dziesięć i dotąd nie miała ochoty wydać kwiatów. Pogroziłam jej w tamtym roku mówiąc: "skoro nie chcesz kwitnąć, to cię wyrzucę". Zapewne groźba podziałała...
No  to zdjęcia:








 

Śnieżniki, puszkinie, cebulice, przylaszczki "wywędrowały" z rabat i rosną w trawie. Wygląda to ładnie - niestety, by przetrwały na rok następny nie można będzie kosić w tym miejscu trawnika, dotąd aż nie uschną ich liście.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails