Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdrowe odżywianie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdrowe odżywianie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 lipca 2018

Sałatki z chwastów

Uważni Czytelnicy mojego bloga na pewno zauważyli, że interesuje mnie zdrowy tryb życia i zdrowe odżywianie. Przyznam, że po epoce zachłystywania się jakimiś oryginalnymi produktami pochodzącymi z różnych stron świata, ostatecznie skorygowałam swoje zapędy i stwierdziłam, że należy jednak trzymać się swojej strefy klimatycznej i regionu i tu szukać zdrowego pożywienia. Skupiłam się więc na tym co daje nasza ziemia i moje otoczenie.
Bardzo inspirujący stał się dla mnie blog Małgorzaty Kaczmarczyk. Następnie kupiłam sobie jej książkę "Zioła dla smaku, zdrowia i urody", którą czytuję do poduszki. Oczywiście nie jestem tak zaawansowana,jak autorka bloga, w czynieniu różnych ziołowych przetworów. Skupiam się dopiero na zbieraniu ziół na bieżące potrzeby, suszę na herbatki, myślę, że dojrzeję do wykorzystania ich do kolejnych celów dla domu, zdrowia i urody. Mam olbrzymi ogród, w bliskim sąsiedztwie lasu i łąk, gdzie duża część leży zwyczajnie niewykorzystana użytkowo. Może więc on stanowić mój własny poligon doświadczalny. Nawet nie muszę się dużo nachodzić, bo "bogactwo" roślin leży niemal u stóp. Wiele sama sprowadziłam do ogrodu i posadziłam, inne wysiały się same, jeszcze inne rosły od zawsze. Wystarczy mieć tylko oczy otwarte i korzystać. Lato tej wiosny było cudowne i przełożyło się na niezwykły urodzaj i bogactwo wszystkiego. To w sąsiadującym lesie można pojeść sobie leśnych malin, nazrywać czereśni, pokosztować jeżyn, których będzie dużo, bo widzę mnóstwo zielonych. Przypomniałam sobie w tym roku, kiedy na skraju lasu podjadałam czereśnie ich z dzieciństwa. Tam, gdzie wówczas mieszkaliśmy w sąsiedztwie był duży (dla mnie dziecka) stary ogród -  rosło tam m.in. potężne drzewo czereśniowe. Starsi chłopcy wspinali się wysoko i nam maluchom zrzucali wyłamane gałęzie z owocami...

No ale miało być o sałatce z chwastów. Na wiosnę najczęściej robiłam sałatkę z mniszka, młodego krwawnika i podagrycznika.

Mniszek, krwawnik, podagrycznik
 
Zbierałam listki, myłam dokładnie, następnie rozkładałam na ścierce, by odsączyły się z wody. Wszystko drobno siekałam... i dodawałam co tam aktualnie miałam w lodówce np. rzodkiewkę, ogórek zielony, kiszony, zieloną cebulkę, pomidora, a nawet ugotowaną fasolę, pokrojone kiszone jabłko, ząbek czosnku, ewentualnie jakieś ziarna (np. słonecznik,), albo orzechy.


Polewałam to wszystko olejem lnianym. Tłuszcz zawarty w oleju pozwala przyswoić z sałatki wszystkie witaminy.
Jeżeli sałatka wzbogacona była fasolą, albo gotowanym jajem - stanowiła dla mnie osobne danie obiadowe.



Moja  sałatka - to takie nic - ale zdrowo. Dopiero jak sobie człowiek poczyta, to dowiaduje się ileż to bogactwa zawartego jest w takich zwykłych roślinach.

A na koniec Hirek - jest u nas na wakacjach:

sobota, 2 czerwca 2018

W ogrodzie

dynamicznie zachodzą zmiany, dopiero co pachniał kwitnący oliwnik i wiciokrzew, teraz zapachem odurza jaśmin. Na tulipanowcu pokazały się pierwsze kwiaty:



A w oczku wodnym lilie: większe różowe i mniejsze  białe. Te różowe są bardzo ekspansywne, więc co kilka lat musimy je przerzedzać. Teraz cieszą oczy swą urodą. 





W porywach mamy w stawku rozwinięte 10-12 kwiatów. Jedne w pełni, inne już toną w wodzie. W tym roku ustawiliśmy nad oczkiem ławeczkę z granitowego krawężnika, na którym przysiadamy z kawą i patrzymy na  kwiaty obserwując też uganiające się nad taflą wody kolorowe ważki

Dużo czasu spędzamy w ogrodzie. Piekna wiosna sprzyja, odrabiamy zaległości (w ogrodzie zawsze mamy zaległości). 

Zajmują mnie rózności. Najpierw nazbierałam kwiatów mleczu i zrobiłam na zimę syrop. Tym razem na ksylitolu. Przyda się w przypadku infekcji. Pozostałości wykorzystałam, dodałam cukru i już zrobił mi się ocet. Dawne zapasy octu jabłkowego właśnie mi się kończą (na nowe jabłka jeszcze trzeba czekać), więc zrobiłam eksperyment z tym octem z kwiatów mniszka. Smakowo może bardzo minimalnie czuć goryczkę (kwiaty wyjęłam ze słoja po tygodniu). Ocet jest dość słaby i delikatny. Zastanawiam się czy nie poddać go kolejnej fermentacji, czy zostawić taki.

Kwitnie, a właściwie już kończy kwitnienie czarny bez. Na bieżąco nastawiam kolejne lemoniady z kwiatów bzu. Zrobiłam też syropy. Tym razem tylko moczyłam kwiaty w syropie cukrowym (48 godzin), potem zlałam do wyparzonych słoików i zapasteryzowałam. Kwiatów w syropie  nie gotowałam.

Upiekłam też swój pierwszy chleb na zakwasie. Tzn. ten tu prezentowany jest pierwszy. W tej chwili jemy już drugi i zapewne będą następne. Mój chleb jest żytnio-gryczany. Muszę przyznać, że nawet mój mąż w nim zasmakował. Pierwszy chlebek słabo mi wyrósł, następny był bardziej udany.



O kolejnych darach przyrody w następnym wpisie.

sobota, 22 października 2016

Pochwała jabłka

Polska jabłkami stoi. W zeszłym roku urodzaj tych owoców i embargo Rosji na zakup polskich jabłek, spowodowały straty naszych sadowników, którzy aby pozbyć się zbiorów - rozdawali je za darmo. I tak byłam świadkiem, kiedy to do podsanockiej wsi przyjeżdżały tiry z tym dobrodziejstwem. Rozdawanie odbywało się na placu przykościelnym - ludziska brali i po kilka (kilkanaście skrzynek). Ponoć jeden z rolników zajechał wozem, nabrał ile się zmieściło. Po co? "Krowy będę karmił". Oburzyło mnie to, gdyż w tym samym czasie mieszkańcy miasta musieli płacić za 1 kg jabłek w granicach 2 zł i więcej. Jednocześnie obserwowałam, że na drzewach w tej samej wsi (i nie tylko) jabłka wisiały do mrozów, aż spadły w trawę i zgniły... Ot polska rzeczywistość...


U mnie w ogrodzie jabłonie owocują co drugi rok. I tak w jednym roku obfitość tego dobra, w kolejnym malutko owoców. Staram się przerobić niemal każde jabłko, tym bardziej, że długo się nie utrzymują (nie mamy odmian zimowych). W tym roku, jabłek mało, zbierałam więc z drzewek samosiejek, które wiosną poprzycinaliśmy z nadzieją, że w przyszłości będą plony (jabłka, choć niewielkie, były twarde i nawet smaczne). Ostatnio dostałam cudne, ekologiczne owoce od sąsiada mojej mamy.


Jabłka lubię i jem (chociaż z umiarem, by nie spożywać za dużo fruktozy). W naszym domu lubi się dania z jabłkami: m.in. szarlotki, jabłka z makaronem lub ryżem, racuszki i naleśniki. Z dodatkiem cynamonu, a czasem imbiru czy goździków - potrawy zyskują niepowtarzalny smak.
Przetwarzam te owoce różnorodnie. Rozgotowuję jabłka i pasteryzuję w słoikach - w zimie wykorzystuję je do owsianki, naleśników, placków.


W tym roku powstała marmolada (bez dodatku cukru), ale za to z owocami pigwowca, co nadało jej oryginalny kwaśnawy smak i wzbogaciło o witaminę C. Ciekawe, że smak marmolady zależał od gatunku owoców. Z jednych był bardziej słodki, z innych bardziej cierpki.


No i w końcu jabłka suszę. Mam potem w zimie zdrową przekąskę w postaci czipsów jabłkowych (bogatych m.in. w błonnik). Suszę je albo w suszarce elektrycznej, albo podsuszam w piekarniku (a potem dochodzą na kaloryferze w  płóciennym woreczku).


Oczywiście cukrzyk powinien pamiętać, że najzdrowsze są surowe, a przetworów jabłkowych nie jeść w nadmiarze. Chociaż i tak jabłka mieszczą się w zakresie niskiego indeksu glikemicznego: jabłko świeże, duszone, i suszone - 35, sok jabłkowy (niesłodzony) - 50. Mają też nie tak dużo kalorii: 50/100g; średnie jabłko waży około 150 g - co daje około 75 kcal na sztukę. Wartości odżywcze jabłek są niebagatelne: zawierają witaminę C, B6, A, E, K, tiaminę, ryboflawinę, niacynę, kwas foliowy, błonnik, pektyny. Wspomagają metabolizm, ponoć mają wpływ na obniżanie cholesterolu, wspomagają walkę z nowotworami, wątrobę, kości, układ krążenia i nerwowy.

Kolejne dobrodziejstwo jabłek - to ocet jabłkowy. U mnie robi się w tym dużym słoju:


Ocet jabłkowy pomaga schudnąć - szczególnie pozbyć się oponki wokół brzucha, obniża poziom cukru we krwi (ważne dla cukrzyków), pomaga obniżyć cholesterol i trójglicerydy. A chociaż jest kwaśny, ma właściwości alkalizujące, odkwasza więc organizm i przywraca właściwe pH organizmu. Przydaje się do leczenia innych licznych schorzeń i dolegliwości. Najlepszy jest zrobiony przez nas w domu - wiemy wtedy co pijemy. Domowy ocet jest nieco mętny, gdyż powstaje w wyniku naturalnej fermentacji bakterii kwasu octowego. Aby się udał należy przestrzegać pewnych zasad: przede wszystkim słoik i narzędzia (łyżka) do mieszania powinny być  wyparzone. Ja mieszam ocet specjalną drewnianą łyżką, którą każdorazowo wyparzam, a słoik przechowuję w ciemnym miejscu. Do zrobienia octu można wykorzystać ogryzki jabłek pozostałe np. po przygotowaniu krążków jabłek do suszenia.
A więc póki jabłka jeszcze wiszą na drzewach, wykorzystujmy  je w naszym gospodarstwie domowym.

środa, 12 października 2016

Kiszone warzywa

Nieustannie poszukuję sposobów urozmaicenia mojej diety, która (nie ukrywam) w okresie redukcji była bardzo monotonna, jadłam głównie warzywa gotowane na parze (brokuł, kalafior, fasolka szparagowa), mięso (indyk, kurczak) z grilla elektrycznego bez tłuszczu, kasza z wody, strączkowe z wody, czasem jajo, biały ser lub jogurt naturalny, rzadko owoce - to tak ogólnie. Okres redukcji mam za sobą i teraz dbam o utrzymanie wagi oraz kondycji. Mogę już też zdecydowanie urozmaicić sobie dietę (waga się trzyma, nie mam efektu jojo, hemoglobina glikowana modelowa). Jednak nadal przestrzegam zasad zdrowego odżywiania
Naczelnym przykazaniem dla cukrzyka jest: jeść jak najmniej produktów przetworzonych. Odpadają więc wszystkie dania mączne typu: pierogi, pyzy, paluszki itp. - są dwukrotnie przetworzone, bo najpierw powstaje mąka ze zbóż, a potem ww. danie... Odpadają produkty przetworzone ze sklepu. Szukam więc urozmaicenia.
Moje ostatnie odkrycie to kiszonki. Warzywa dzięki kiszeniu zostają pozbawione cukrów prostych, niewskazanych dla cukrzyka. Proces kiszenia (kwaszenia) polega na przetworzeniu tych cukrów w na kwas mlekowy, co hamuje proces gnilny dzięki podniesieniu pH. Zawarte w kiszonkach sole mineralne oraz kwas mlekowy wpływają korzystnie na trawienie.
Ponieważ ten sposób konserwowania przeprowadzony jest w niskich temperaturach, zachowane zostają zawarte w żywności witaminy, gdyż wpływa na to zakwaszone środowisko. Jest to prosty i tani sposób konserwowania żywności, niewymagający skomplikowanych urządzeń i technologii.
Kiszę właściwie wszystko co możliwe: buraki, cukinię, kalafior, pomidory, paprykę, marchewkę, jabłka, kapustę.

Kiszona cukinia i marchewka;
brokuł niestety nie ukisł - nie nadaje się na kiszonki

Taki garnek sobie sprawiłam
 
Kiszonki warzywne jem na bieżąco - kiszę w kamiennym garnku, a po ukiszeniu przekładam do słoika i przechowuję w lodówce.

Dzisiaj napiszę więcej o wartości buraka czerwonego. Kiszę buraki już drugi miesiąc;
pijemy kiszony sok, a buraczki wykorzystuję czasem do sałatek. Przepisów, jak kisić można znaleźć w necie sporo. Nie używam żadnych skórek chlebowych, kolejny wsad "zaszczepiam" kubkiem kiszonego barszczu z poprzedniej kiszonki. Buraki kiszę w dużym szklanym słoju zakręcanym pokrywką. Przestrzegam też tego, by był wyparzony i każdorazowo wyparzam drewnianą łyżkę, którą sok w słoju mieszam.



Buraki zawierają: witaminy A, B1, B2, B3, B4, B5, B6, B12, C; pierwiastki: żelazo, potas, magnez, wapń, fosfor, miedź, chlor, fluor, cynk, bor, lit, molibden, sód, mangan, kobalt oraz bardzo rzadkie rubid i cez; cukry, białka, bioflawonidy, karoten, betaninę, kwas foliowy, jabłkowy, cytrynowy, szczawiowy, nikotynowy, antocyjany, błonnik. Są niskokaloryczne 100g to tylko 38 kcal. I co ważne dla cukrzyków - można pić sok, jeść surowe (kiszone) buraki, gdyż ich indeks glikemiczny wynosi 30, a gotowane są raczej niewskazane - indeks glikemiczny - 60.

Buraki można wykorzystać do walki z rakiem, anemią, nadciśnieniem, wspomagają pracę wątroby, pomagają walczyć z wrzodami żołądka, zgagą, nadkwasotą, osteoporozą, obniżają cholesterol, oczyszczają organizm. Można by mnożyć jeszcze ich dobroczynne działanie na organizm człowieka. Działają też jako naturalny środek dopingujący: sok z buraków wypity przed treningiem dostarcza energii,  powoduje mniejsze zmęczenie, a na następny dzień przyczynia się do szybszego usuwania zakwasów raz do budowy mięśni i poprawy kondycji.  Sprawdziłam sama - wypiłam przed treningiem dwa kubki soku buraczanego i podczas intensywnych zajęć cardio byłam pełna energii, bardziej wydolna i mniej zmęczona.
Dostałam od koleżanki worek buraków ekologicznych - sok z nich jest wspaniały w smaku. Mojej mamie także zawożę sok z buraków - ma słabe wyniki krwi, mam nadzieję, że buraki przyczynia się do poprawy morfologii.
Dodam jeszcze, że osoby zmagające się z chorobami tarczycy powinny korzystać z dobrodziejstwa kiszonek.

piątek, 13 maja 2016

Szynkowar

sobie kupiłam, żeby robić swojskie, zdrowe, parzone szyneczki.


Ogólnie jestem bardzo zadowolona - pierwsze próby dość udane: powstały szynka z indyka, przemieszana z odrobiną wołowiny i szynka z piersi kurczaka i indyka. Może jedynie za mało mięso doprawiłam. Dało się zjeść, a ponadto ofiarowałam zdrową wędlinkę mojej mamie.



Przyznać się muszę, że pierwsza próba  mi się nie udała. W swym zadufaniu i pewności siebie nie doczytałam o zasadach produkcji i szynka rozpadała mi się na kawałki - jednak te prezentowane dzisiaj na fotkach, to już całkiem udany produkt finalny.

*   *   *
A na koniec dnia ubranko dla lali. Lalka należała jeszcze do mojej córki. Prababcia Wandy przechowała ją w swym przepastnym domu. I teraz kiedy nasza mała wnuczka do nas przyjeżdża, bawi się Jasiem, którego oryginalne ubranko było już mocno sfatygowane. Więc z konieczności lalę należało przyodziać ponownie. Szybko zrobiłam sweterek, spodenki i czapeczkę.  Może w niezbyt porywających kolorach, ale na chybcika poszukanych w zapasach.
Oto Jaś w nowym ubraniu czeka na przyjazd Wandzi:

wtorek, 26 kwietnia 2016

Suszmy liście czosnku niedźwiedziego

O czosnku niedźwiedzim pisałam  w "Zielniku" oraz tu. Dziś wracam ponownie z tematem. Tym razem pragnę zachęcić moje Czytelniczki i Czytelników (jeżeli tacy są) do zbierania liści czosnku niedźwiedziego i ususzenia. Poza wcześniej opisanymi walorami (w podanych linkach), suszone liście czosnku są znakomitą przyprawą. Dodaję je do mięs (pieczonych i gotowanych), sosów. Szczególnie przypadł mi do smaku sos pomidorowy wzbogacony tym suszem.

 
 
Nazbierałam liści, podsuszyłam je w suszarce na grzyby i owoce. Wysuszone doszły w torebce papierowej położonej na kaloryferze (u nas z powodu zimna jeszcze grzeją).
W całym domu pachnie czosnkiem - nie zdawałam sobie z tego sprawy, dopiero kiedy wróciłam z pracy, poczułam zapach.

sobota, 6 lutego 2016

Słodycze bez cukru

Co jakiś czas dzielę się z moimi czytelnikami moimi pomysłami na słodycze bez cukru. Nie ukrywam, że jeżeli jakiś przepis mi się spodoba, a produkt posmakuje, to takie "słodycze" robię dość często. Ostatnio posmakowały mi fasolowe babeczki  i kokosowe kartofelki.
Pierwsze są źródłem białka i głównie służą mi jako "przegryzki" potreningowe. Drugie są już wybitnie "słodką" przekąską np. do kawy.


Fasolowe babeczki

Składniki:
puszka czerwonej fasoli,
2 banany lub ksylitol, albo stewia (2 łyżki),
2 jajka,
4 łyżki kakao,
cynamon, kardamon, imbir, gałka muszkatołowa (po 1/2 łyżeczki,
bakalie: rodzynki, orzechy, żurawina, migdały itp. (co się tam aktualnie ma w domu).

Fasolę opłukać na sicie; wszystkie składniki zblendować, dodać przyprawy i bakalie, wymieszać, nałożyć do silikonowych foremek lub papierowych papilotek (niestety ciasto do nich przywiera); piec w 190 st. C 25 minut.

 
Najczęściej staram się unikać dodawania bananów, które doskonale dosładzają, ale też podnoszą indeks glikemiczny babeczek. Jeżeli ciasto wydaje się za gęste, można dodać wody. A do środka daję takie bakalie, jakie aktualnie mam w domu. Babeczki można też spożywać np. na podwieczorek czy do kawy.
 
Kokosowe kartofelki powstają jako produkt uboczny wytwarzania mleka owsianego lub kokosowego. Po przecedzeniu mleka zostaje mi na sicie pulpa owsiana, albo kokosowa. początkowo ją wyrzucałam, potem jednak wpadłam na pomysł, że może posłużyć jako półprodukt do wykonania kartofelków.
 
Kokosowe kartofelki
I wersja
Składniki:
pulpa pozostała po produkcji mleka owsianego lub kokosowego,
wiórki kokosowe,
1- 1,5 łyżki masła orzechowego.
Do pulpy owsianej dodajemy masło orzechowe, wiórki kokosowe (ile zabierze aby uzyskać konsystencję pasty), mieszamy łyżką. Następnie toczymy kulki w rękach, obtaczamy w wiórkach kokosowych lub zmielonych orzechach. Wkładamy do pojemnika, przechowujemy w lodówce.
Jeżeli mamy bezcukrowe masło orzechowe, możemy pastę dosłodzić ksylitolem lub stewią.
Jeżeli robimy kokoski z pulpy kokosowej, dodajemy mniej suchych wiórków.
 
 
II wersja
Składniki:
pulpa pozostała po produkcji mleka owsianego lub kokosowego,
wiórki kokosowe,
1/2 opakowania serka mascarpone,
stewia lub ksylitol,
gorzka czekolada (90%), 1 płaska łyżka oleju kokosowego. 
 
Składniki jw. mieszamy w misce do uzyskania konsystencji pasty. Formujemy kulki.
W mikrofali topimy czekoladę z olejem kokosowym, polewamy kartofelki. Przechowujemy w lodówce.
Słodziki możemy zastąpić naturalnym miodem.
 

Nie ukrywam, że "kartofelki" są dosyć kaloryczne, zakładam jednak, że nikt się nimi nie będzie objadał (góra 1 - 2) do kawy.
 


poniedziałek, 21 września 2015

Moje desery

Normalnych słodyczy nie jadam ze względu na zawartość cukru. Szukam więc dla siebie alternatywnych deserów. Dziś podzielę się dwoma przepisami na "ciasta", które sobie przyrządzam od czasu do czasu. Jako, że cukru zupełnie nie używam, słodzików też (nie muszę wzbogacać potraw słodzikami, bo przyzwyczaiłam się do naturalnych smaków, nie odczuwam dyskomfortu, że coś tam nie jest słodkie).
Pierwszy deser to tradycyjny sernik na zimno. Przepis bajecznie prosty, a zrobić go można dosłownie z tego, co ma się pod ręką.

Sernik na zimno
Składniki:
3 łyżeczki żelatyny,
2 jogurty 400/500 ml (1,5% lub 2% tłuszczu) np. "Tola" z Biedronki; zamiennie mogą być  sereki homogenizowanym (naturalne), albo twaróg sernikowy (czasem mieszam serek homo z jogurtem),
owoce sezonowe: borówki amerykańskie ( 250 g), albo jedna brzoskwinia itp.
2 łyżki kakao.
Rozpuszczam żelatynę w 1/2 l wody (czekam, aż ostygnie). Do miski przekładam jogurty (lub jogurt z serkiem, lub twaróg sernikowy), dodaję ostudzoną żelatynę, mieszam składniki. 2/3 wylewam do pojemnika plastikowego, do 1/3 dodaję 2 łyżki kakao - mieszam i wylewam do pojemnika w esy-floresy. Wrzucam opakowanie borówek amerykańskich lub pokrojoną drobno brzoskwinię.
Wkładam do lodówki. Jem, kiedy sernik stężeje. Kto lubi bardziej słodkie może dodać ksylitol, lub inulinę - ja nie odczuwam potrzeby, gdyż wystarcza mi słodkość owoców.



Drugie "ciasto": szarlotka sypana ciągle jest w fazie eksperymentów. Bezpośrednią inspiracją była szarlotka sypana Teni. Pierwszą zgodnie z oryginalnym przepisem zrobiłam dla rodziny - była wyśmienita. Potem zaczęłam fazę eksperymentów, by dostosować przepis do moich potrzeb, a więc bez cukru, mąki pszennej, grysiku, no i masła (niestety bez masła nie udaje się uzyskać dobrego efektu smakowego).

Mój wariant szarlotki sypanej:
Składniki:
1 kg jabłek
1 łyżeczka cynamonu 
1 szklanka mąki kokosowej
1 szklanka mąki orzechowej
1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
 3-4 łyżki oliwy z oliwek.


Starte  jabłka prażę w rondlu. Suche składniki mieszam w misce i wykładam warstwami na blaszkę (na papier do pieczenia); 1/3 na spód, na to warstwa jabłek, znów 1/3 suchych składników, pozostałe jabłka, ostatnia warstwa suchych składników. Polewam to oliwą z oliwek. Piekę ok. 45 minut w piekarniku (180 stopni).


Próbowałam jedną mąkę zastąpić mąką sojową (nie  wyszło zbyt dobre - smak mąki sojowej przebijał). Próbowałam masło (w oryginale) zastąpić mleczkiem kokosowym - szarlotka nie wchłonęła za bardzo tego mleka. Wersja z oliwą (może być poddawana obróbce termicznej) jest niezła, tylko oliwa jest dosyć kaloryczna. Kolejną wersję spróbuję z płatkami owsianymi zamiast np. mąki orzechowej. Jabłka są dosyć soczyste, puszczają sok, który przesącza ciasto, trzeba ten efekt jeszcze wzmocnić, W oryginale stopione masełko łączy się z jabłkami i cukrem  - daje znakomity smak. W mojej wersji smak jest nieco inny - ja jem z zadowoleniem - mnie taka dietetyczna szarlotka smakuje.
Oczywiście dla rodziny robię normalne szarlotki, np. taką:

piątek, 24 kwietnia 2015

Czosnek niedźwiedzi kulinarnie

To już ostatnie chwile by zbierać liście czosnku niedźwiedziego. Za chwilkę pokażą się kwiaty i  liście staną się zbyt twarde i łykowate (komu to nie przeszkadza - może je spożywać). Jem czosnek niedźwiedzi już ze trzy tygodnie, od momentu kiedy liście stały się na tyle dorodne, by je zrywać. Trzeba pamiętać, że czosnek niedźwiedzi zawiera sporo witaminy C, obniża cholesterol i ciśnienie, działa przeciwmiażdżycowo, ma dobry wpływ na układ trawienny.


Młode listki czosnku doskonale nadają się do sałatek i surówek. Znakomicie komponują się z mięsem (jako przyprawa). Można z nich zrobić pesto czy leczniczą nalewkę, a nawet ususzyć i używać jako przyprawy.
Moje przepisy z wykorzystaniem liści czosnku niedźwiedziego:
I sałatka
2 jaja ugotowane na twardo,
garść liści czosnku niedźwiedziego,
kilka szczypiorów cebuli siedmiolatki,
jogurt naturalny, szczypta soli morskiej.
Jaja zetrzeć na grubej tarce, dodać pokrojone liście czosnku i cebuli siedmiolatki, posolić, polać jogurtem naturalnym, wymieszać i jeść z chlebkiem czystoziarnistym.

II sałatka
garść liści czosnku niedźwiedziego,
szczypior cebuli siedmiolatki,
zielony ogórek
sól morska, jogurt naturalny.
Pokroić liście czosnku i szczypior, dodać pokrojony na cząstki zielony ogórek, posolić, polać jogurtem. Jeść jak wyżej.

Jeżeli lubimy, możemy do obydwu sałatek dodać biały ser - otrzymamy kolejną, nieco inną smakowo sałatkę.

Bardzo dobrze komponuje się czosnek niedźwiedzi z sałatką, której bazę stanowi upieczony (ugotowany) i pokrojony filet z kurczaka przyprawiony kurkumą. Ja zwykle dodaję do takiej sałatki kukurydzę i drobny makaron. Ostatnio kukurydzę zastępuję ugotowaną ciecierzycą.

Jak moje Czytelniczki zauważyły kulinaria niezbyt mnie interesują. Post ten należy więc bardziej wiązać z tzw. zdrowym odżywianiem, niż ze sztuką kulinarną, której w zasadzie nie uprawiam.

czwartek, 5 lutego 2015

Przepisy na miksturę czosnkową i owsiane ciasteczka

podaję na prośbę Czytelniczek. Nie są to przepisy odkrywcze - podobnych w necie  znajdziemy multum.
Mikstura  czosnkowa - dobra na odporność i przeziębienia. Kiedy człowiek zmaga się z infekcją należy ją pić kilka razy dziennie. Na odporność  - wystarczy 1 - 2 razy dziennie (1 dawka to mniej więcej pięćdziesiątka - dla dorosłej osoby).

Mikstura czosnkowa
4 cytryny,
16 ząbków czosnku,
4 łyżki miodu,
1 l wody letniej przegotowanej.


Obrane ząbki czosnku rozgniatam praską, wrzucam do szklanego słoja (dzbanka). Wyciskarką wyciskam cytryny, sok do słoja. Zalewam 1 l ciepłej przegotowanej wody i odstawiam na 24 godziny. Następnie odcedzam (na sicie) i do otrzymanego płynu daję 4 łyżki miodu - dobrze mieszam. Przelewam miksturę do ciemnych butelek, przechowuję w lodówce.
Można robić mniejsze dawki: 1 cytryna, 4 ząbki czosnku, 1 łyżka miodu, 1/4 l wody.
Kto lubi bardziej słodkie, może dać trochę więcej miodu. Można też dać nieco więcej czosnku - zwiększy się "moc" mikstury. 
Niektórzy nie przecedzają, tylko wszystko trzymają w słoiku i spożywają to, co jest "na górze".

Ciasteczka owsiane
 
1 szklanka płatków owsianych,
1 szklanka otrębów owsianych,
3 łyżki otrębów granulowanych (niekoniecznie),
3 łyżki ziaren słonecznika,
3 łyżki ziaren lnu,
3 łyżki żurawiny,
1/2 opakowania płatków migdałowych, lub rozdrobnionych migdałów,
1 jajo,
1 1/2 szklanki startych, podsmażonych wcześniej jabłek (ja dodaję ze słoika, bo mam zrobione wcześniej) - jabłka ostatecznie można zastąpić sokiem/musem jabłkowym (niesłodzonym) np. z kartonu, wtedy dolewamy "na oko", żeby zmiękczyć suche składniki.
To jest przepis podstawowy - można go dowolnie modyfikować. Np. dodaję orzechy włoskie, pokrojone, suszone morele, suszone śliwki itp. Jeżeli nie mam granulatu - nie dodaję.  Kiedy po produkcji mleka kokosowego zostają mi wiórki kokosowe - również dorzucam do miski; po produkcji mleka owsianego dodaję pulpę owsianą, migdałowego - migdały itd. Można dodać np. aromat do ciasta, jeżeli ktoś lubi. Jeżeli nie dajemy wiórków kokosowych, można dodać cynamon.
Suche składniki mieszam, dodaję jajo i jabłka - dalej mieszam. Jeżeli masa jest za sucha, można podlać ją sokiem jabłkowym (jak nie mamy - wodą przegotowaną).
Z ciasta owsianego formujemy małe kulki, rozpłaszczamy je, układamy na blaszce do pieczenia (ja kładę na papier do pieczenia) i pieczemy około 20 - 25 min. do lekkiego zarumienienia się. Ostudzone przechowuję w blaszanej puszce.


Średnio wychodzi mi 24 niewielkie ciasteczka - po 12  na jeden wsad. Mnie szczególnie smakują ciasteczka z wiórkami kokosowymi; często je zjadam jako deser na podwieczorek. Doskonale tłumią objawy głodu i przyspieszają perystaltykę jelit.

sobota, 31 stycznia 2015

Po wczorajszej

niemal wiosennej aurze, poranek przywitał nas obfitymi opadami mokrego śniegu. Kiedy postanowiłam wyruszyć na zakupy, musiałam się zdrowo namachać przy odśnieżaniu auta (mokrego paskudztwa było pewnie z 15 cm). Mimo, że nie był to wczesny ranek, ulice miasteczka niemal puste (ludzie zapewne obawiali się tej niepewnej i niebezpiecznej pogody). Zdziwiły mnie też luzy na parkingu pod centrum handlowym w mieście. Kiedy wróciłam zabrałam się za kucharzenie. Zrobiłam na obiad paluszki (dla męża i mamy), a następnie zabrałam się za przygotowanie różności dla siebie.
Mleko owsiane:



Na bazie mleka owsianego lub kokosowego robię sobie codziennie owsiankę. Taki słoik mleka  (przechowywany w lodówce) wystarcza mi na trzy razy.
Do wspomnianej wyżej owsianki dodaję około 2 łyżek jabłek ze słoika (rano przed pracą nie mam czasu, by bawić się w ucieranie jabłka), więc daję gotowe ze słoika. A, że zapasy na wyczerpaniu - należało je uzupełnić.


Potem - wykorzystując m.in. pulpę owsianą z mleka owsianego i wiórki kokosowe z poprzedniej produkcji mleka kokosowego upiekłam sobie ciasteczka owsiane. Są one efektem modyfikacji i własnych eksperymentów jakiegoś przepisu znalezionego w sieci. Wzbogacone ziarnami, otrębami owsianymi, płatkami owsianymi, żurawiną itp. stanowią doskonały deser na podwieczorek.


Na koniec przygotowałam miksturę czosnkowo-cytrynową, którą w zimie piję profilaktycznie.



Muszę jednak stwierdzić, że pita kilka razy dziennie, kiedy zapadłam na zapalenie oskrzeli - postawiła mnie na nogi. A herbatka z kwiatów czarnego bzu dała lepszy efekt leczniczy, aniżeli jakiekolwiek syropy. Polecam więc naturalne sposoby walki z przeziębieniami. Miksturę po 24 godzinach odcedzam, dodaję miód, następnie przelewam do ciemnych butelek, które przechowuję w lodówce.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails