Obserwatorzy

wtorek, 23 sierpnia 2011

Schyłek wakacji

jest niemożliwie upalny. Czas także kurczy się niewyobrażalnie. Jakoś na wszystko go brakuje... Do ogrodu zagląda jesień.  Niemrawo dojrzewa malina Polana, dopiero teraz rozkwitły budleje:


Bluzeczka "Pati" dla Matyldy dziś została wysłana do Krakowa. Będzie w sam raz na koniec lata, kiedy ranki i wieczory już zimniejsze. Dziecię obiecało zrobić zdjęcia całości na sobie, kiedy  mi je wyśle - pokażę na blogu. A na razie tylko detal:


I jeszcze  fotka na dzisiaj:


sobota, 20 sierpnia 2011

Lubię

rozpinane sweterki o klasycznym kroju (dało się to zapewne zauważyć na blogu, gdyż głównie takie właśnie wykonuję). Kiedy anpar na swym blogu i na  Forum u Maranty zachęcała do zrobienia małych rozpinanych sweterków oczywiście podjęłam wezwanie (podejmowanie  tegoż trwało i trwało...). Ostatecznie  zrobiłam (na razie jeden, bo w planach mam  następne):

Druty 2,5 mm; włóczka Virginia 100% bawełna, 417 m/100 g; zużycie 300 g

Zauroczyły mnie sweterki Penelope Cruz pokazywane na forum Osinki. Jednak wybrałam na pierwszy cieniutką Virginię (na głowę mi chyba padło, żeby to robić pojedynczą nitką na drutach 2,5 mm) i robiłam dość długo i żmudnie. A bawełniany dlatego, bo po pierwsze nie gryzie, po drugie  jest w sam raz - gdyż z domieszką wełny jest mi za gorąco (szczególnie w pracy). Nie robiłam jednak tym ażurem, jakim jest wykonany oryginał zielony Penelope, ponieważ uznałam, że mój z cienkiej bawełny będzie za bardzo dziurawy. W sumie z oryginału wzięłam fason (do szpica) i plisę wykończeniową. Wzór ażuru oryginału i plisy można znaleźć i na Forum u Maranty i na Osince.


Guziki w realu wyglądają lepiej - na fotce wyszły  trochę za jasno; a śmieszne są nieco, bo przypominają mi cukierki 

Bardzo podoba mi się jeszcze czerwony Penelope: 


Ma ładny ażur, wykończony został oczkami rakowymi i nie jest zapinany.
Ciekawie też wygląda ten w fiolecie:

Zdjęcie z filmu "Volver"

jednak nie podoba mi się aż tak ten ażur, którym został wykonany, więc takiego swetra robić nie będę.
Muszę się przyznać, że z tego mojego ostatniego sweterka jestem  w końcu zadowolona - po prostu czuję się w nim dobrze (ileż to człowiek ma na koncie  bluzek i sweterków, które ostatecznie nie satysfakcjonowały i spoczywają w czeluściach szafy)...

Weny

jakoś nie mam do blogowania, tzn. jakoś mam mało czasu na opracowanie  materiałów o kolejnych cerkiewkach, czy też przygotowanie posta o innej tematyce. Ten post zresztą miał się ukazać wczoraj, ale nie dało się niczego napisać (nie wiem czy z powodu kłopotów z bloggerem, czy internetem ogólnie). Dlatego  teraz tylko zapowiedź takiego sweterka:


oraz zdjęcie na dzisiaj:


środa, 17 sierpnia 2011

Kapliczki przydrożne. Kapliczka na pewnym osiedlu w Katowicach

Dzisiaj prezentuję zgoła nietypową kapliczkę. Nie jest to kapliczka z mojego regionu, ani taka, której zdjęcia wykonałam sama. Pokazuję ją jednak dlatego, że fotografie dostałam od pewnej pani opiekującej się nią, a poznanej  dzięki mojemu blogowi.

Foto E.K.

Figura Matki Boskiej znajduje się w Katowicach w otoczeniu wspaniałej zieleni i kwiatów, które urodę swą zawdzięczają opiece i trosce Pani  opiekującej się figurą:

 Foto E.K.

Foto E.K.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

W ostatni

weekend  chyba cała Polska  wsiadła w samochody i ruszyła w podróż. Już w czwartek można było zaobserwować istne wariactwo. Pojechałam na obrzeża miasta, by kupić  fugę w proszku. Stałam w korku na wjeździe do miasta  minimum  pół godziny, przesuwając się  na jedynce po 2, 3 m. W sobotę do Zagórza odległego zaledwie 7 km od Sanoka jechaliśmy chyba  30 minut. Korek zaczynał się już na granicy miasta. Czyżby cała południowa Polska ruszyła w Bieszczady? Nie lepiej było wczoraj, kiedy chcieliśmy wrócić z ogrodu do domu - korek stał już od góry leskiej, toteż  zdecydowaliśmy wrócić do miasta objazdem wioskami i ze zwyczajowych  7 km zrobiło się 25 - niestety.
Pogoda była niezła, acz bez rewelacji - czuć już jesień w powietrzu. Kwitnie wrotycz i nawłoć, żółcieją trawy.



To chyba już niemal jedne z ostatnich letnich chwil biesiadowania w ogrodzie. Lato nie rozpieszczało, jesień może być wczesna.


Można uznać, że w ten weekend pogoda dopisała, było dość słonecznie, pomimo tego, że z ogrodu w sobotę wypędziła nas okrutna burza. Kiedy dojechaliśmy do Sanoka - okazało się, że tu nie spadła ani kropla deszczu. Dziś córka z zięciem wrócili do Krakowa, pozostała rodzina także się rozjechała. Z nami nadal został Czesio na wakacjach. 



LinkWithin

Related Posts with Thumbnails