Właściwie jakiś komentarz jest zbędny. Uzupełnić musiałam zapas markerów (jakoś szybko się gubią). Powstały z koralików zawieszone na sznurku woskowanym:
oraz w formie kulek szydełkowych:
Miałam jeszcze w zapasie drewniane kółko - zrobiłam mu czerwone ubranko i mam kolejną bransoletkę dziewiarki:
Pendrive wrzucone do torebki łatwo się gubią i trudno je znaleźć. Kiedy otrzymały "ubranka", chociaż maleńkie, stają się bardziej zauważalne:
Obserwatorzy
wtorek, 27 stycznia 2015
niedziela, 25 stycznia 2015
Altrernatywa dla kwadratów babuni - krosno dziewiarskie
Postanowiłam spróbować robótki na krośnie dziewiarskim. W Pasmanterii "Bocian" oferują różne rozmiary, a także kształt: kwadratowy i podłużny. Myślę, że kwadraty wykonane na tym urządzeniu mogą stać się doskonałą alternatywą dla szydełkowych kwadratów babuni.
Kto pragnie odmiany, albo jeszcze nie potrafi za dobrze posługiwać się szydełkiem, może wykonywać kwadraty na krośnie. Robótka prosta i nieskomplikowana, a do każdego egzemplarza dołączona jest instrukcja obsługi. Myślę też, że jest to ciekawa oferta dla pań prowadzących zajęcia robótkowe z dziećmi i młodzieżą - początkujące osoby mają szansę na szybkie wykonanie swej robótki i cieszenie się sukcesem.
Ja spróbowałam robić kwadraty z dwóch typów surowca: nitki grubej: "Zpagetti" i sznurka papierowego. Wydaje mi się, że z grubszego surowca kwadraty wychodzą ładniejsze i ciekawsze. Moje w założeniu miały służyć jako podkładki pod kubki i dzbanek.
Kto pragnie odmiany, albo jeszcze nie potrafi za dobrze posługiwać się szydełkiem, może wykonywać kwadraty na krośnie. Robótka prosta i nieskomplikowana, a do każdego egzemplarza dołączona jest instrukcja obsługi. Myślę też, że jest to ciekawa oferta dla pań prowadzących zajęcia robótkowe z dziećmi i młodzieżą - początkujące osoby mają szansę na szybkie wykonanie swej robótki i cieszenie się sukcesem.
Krosno dziewiarskie Maxi Loom M 20 x 20 cm + instrukcja obsługi.
Jak widać można robić kwadraty o dwóch rozmiarach, gdyż kołki można przestawiać
Kwadraty wykonane ze "Zpagetti"
A te zrobione ze sznurka:
Sznurek jest w energetyzującym neonowym różu (w sam raz na ożywienie ostatnich ponurych dni). Te podkładki wykończyłam szydełkowymi pikotkami.
Nie ukrywam, że już znalazły zastosowanie.
Takie połączone ze sobą kwadraty (za pomocą szydełka) doskonale nadają się do wykonania, jak napisano w instrukcji: pledów, kocyków, szali, dywaników, toreb, czapek itd. Ja dodam od siebie, że można jeszcze zrobić podkładki pod talerze, poduszki, kocyki dla dziecka. A co robimy, zależy od zastosowanego surowca: włóczka będzie dobra na odzież, ze "Zpegetti" można zrobić podkładki, dywaniki. Sznurki: papierowe, bawełniane i lniane można wykorzystać do wykonania podkaładek, dywaników, torebek.
piątek, 23 stycznia 2015
Prace mojej koleżanki pani Joli
Moja koleżanka w pracy od zawsze prezentowała na sobie dzianinowe wytwory. Najczęściej były to dzieła jej mamy, chociaż sama umie doskonale posługiwać się drutami i szydełkiem, i czasem coś tam dla siebie wydziergała. Wiadomo, życie człowieka pochłania, więc częściej koleżanka nie miała czasu, by w pełni oddać się hobby dziewiarskiemu. W tym jednak roku zapragnęła powrócić do drutów. A powrót, jak widać na poniższych fotkach, nastąpił w wielkim stylu: powstały żakardowe czapki i kominy do kompletu dla dorosłych już dzieci pani Joli. Koleżanka zgodziła się na to, żeby pokazać jej prace u mnie na blogu (sama bloga nie posiada).
Jak widać czapki i kominy są niezwykle udane i pozostaje mieć nadzieję, że powstaną następne - równie piękne prace. Zdjęcia zrobione szybko, gdyż pani Jola biegła na pocztę wysłać dzianiny swym dzieciom.
Granatowy komplet - damski; popielaty - męski
Jak widać czapki i kominy są niezwykle udane i pozostaje mieć nadzieję, że powstaną następne - równie piękne prace. Zdjęcia zrobione szybko, gdyż pani Jola biegła na pocztę wysłać dzianiny swym dzieciom.
środa, 21 stycznia 2015
Dlaczego kupujemy włóczkę?
Jak wiadomo kupowanie włóczki dla dziewiarki i magazynowanie
zasobów jest tym, czym dla palacza - zapalenie papierosa, piwosza - wypicie piwa,
kawiarza - filiżanka dobrej kawy... No i stąd wniosek niemal nachalny: większa
część dziewiarek jest po prostu uzależniona od kupowania. Nie znam osób, które
kupują włóczkę wyłącznie w celu realizacji konkretnego projektu, nie magazynują zapasów i pozbywają
się wszelkich końcówek (czasem tylko czytam o tym na blogach). Ja tak nie mam. Mam
natomiast wszelkiego rodzaju duże ilości dobra włóczkowego i to różnego rodzaju,
i gatunku. Wystarczy na kilka lat. Moje ulubione twierdzenie brzmi: "moce
przerobowe mam znacznie mniejsze, aniżeli zgromadzone zapasy". I to jest
fakt. Póki co, przerabianie kolejnych kilometrów włóczki, nie jest
proporcjonalne do kilometrów posiadania...
Jak kupuję? Po pierwsze - owszem bardzo często jest to zakup wykonany po to, żeby zrealizować konkretny projekt. Jednak nie zawsze się to udaje. Czas przeleci, zima czy lato minie, nie udaje się zrealizować pomysłu - włóczka zostaje i leżakuje. Do następnego sezonu już mi się zmienia i często nie wracam do pierwotnego zamiaru przeznaczenia surowca.
Drugim powodem kupowania, jest kupowanie na tzw. "zapas". A więc pojawia się np. pomysł na chustę, sweterek itp. - potrzebna określona włóczka - kupuję więcej, a bo nuż widelec przyda się na drugi taki sam projekt, albo podobny... Bardzo często - jak wyżej - nie dochodzi do realizacji. Zostaje mi podwójna ilość włóczki.
Trzeci powód - ciekawość. Na rynku pokazuje się nowy produkt. Kupiła ta pani i jeszcze ta - chwalą, polecają, pokazują gotowe dzianiny. Oczy rwą się do włóczki (dobry gatunek, piękne farbowanie, ciekawy melanż itd.). Warto kupić, przecież i tak na pewno coś z tego zrobię...
Czwarty powód kupowania to tzw. okazja - np. niska cena (patrz obniżki i promocje w sklepach internetowych) - przecież i tak się kiedyś taka włóczka przyda. Będzie jak znalazł, kiedy przyjdzie do głowy określony projekt. Znakomitym miejscem na realizację trzeciego powodu, poza pasmanteriami internetowymi, jest Allegro i szmateksy. Kupuję raczej i zdecydowanie nowe włóczki, no niekiedy w szmateksie decyduję się na coś takiego: zaczęta i porzucona w trakcie robótka do sprucia, a pozostałe motki nowe.
Tzw. okazja - w mej opinii - to największa zguba włóczkoholiczek. Zapasy rosną i szybko stają się nie do ogarnięcia. Motki, kulki, pasma utykane tu i ówdzie popadają w zapomnienie. (Schować przecież trzeba, żeby np. nie drażnić ilością dobra oczu mężowskich). Odnajdują się po latach, a to w skrzyni wersalki, a to w szafie, czy nawet w pudle w piwnicy.
Nie powiem: zakupy szmateksowe też uzależniają i mogą być dokonywane równocześnie z tymi sklepowymi, bo a to brakło mi akurat kilka metrów czerwonej... A, że przy okazji za grosze wygrzebało się z kosza 30 dkg nowej bawełny z jedwabiem czy dwa motki angorki na czapkę - to przecież grzech nie wziąć - skoro świetny gatunek i dobra firma... Więc wraca się do domu nie z kilkoma metrami czerwonej, a z kilogramem włóczki, która kiedyś się przyda.
Nie rozwijam tu aspektu pozyskiwania włóczki z tzw. odzysku. Bo chociaż istotny - nie wiąże się z wydatkami.
Jak kupuję? Po pierwsze - owszem bardzo często jest to zakup wykonany po to, żeby zrealizować konkretny projekt. Jednak nie zawsze się to udaje. Czas przeleci, zima czy lato minie, nie udaje się zrealizować pomysłu - włóczka zostaje i leżakuje. Do następnego sezonu już mi się zmienia i często nie wracam do pierwotnego zamiaru przeznaczenia surowca.
Drugim powodem kupowania, jest kupowanie na tzw. "zapas". A więc pojawia się np. pomysł na chustę, sweterek itp. - potrzebna określona włóczka - kupuję więcej, a bo nuż widelec przyda się na drugi taki sam projekt, albo podobny... Bardzo często - jak wyżej - nie dochodzi do realizacji. Zostaje mi podwójna ilość włóczki.
Trzeci powód - ciekawość. Na rynku pokazuje się nowy produkt. Kupiła ta pani i jeszcze ta - chwalą, polecają, pokazują gotowe dzianiny. Oczy rwą się do włóczki (dobry gatunek, piękne farbowanie, ciekawy melanż itd.). Warto kupić, przecież i tak na pewno coś z tego zrobię...
Czwarty powód kupowania to tzw. okazja - np. niska cena (patrz obniżki i promocje w sklepach internetowych) - przecież i tak się kiedyś taka włóczka przyda. Będzie jak znalazł, kiedy przyjdzie do głowy określony projekt. Znakomitym miejscem na realizację trzeciego powodu, poza pasmanteriami internetowymi, jest Allegro i szmateksy. Kupuję raczej i zdecydowanie nowe włóczki, no niekiedy w szmateksie decyduję się na coś takiego: zaczęta i porzucona w trakcie robótka do sprucia, a pozostałe motki nowe.
Tzw. okazja - w mej opinii - to największa zguba włóczkoholiczek. Zapasy rosną i szybko stają się nie do ogarnięcia. Motki, kulki, pasma utykane tu i ówdzie popadają w zapomnienie. (Schować przecież trzeba, żeby np. nie drażnić ilością dobra oczu mężowskich). Odnajdują się po latach, a to w skrzyni wersalki, a to w szafie, czy nawet w pudle w piwnicy.
Nie powiem: zakupy szmateksowe też uzależniają i mogą być dokonywane równocześnie z tymi sklepowymi, bo a to brakło mi akurat kilka metrów czerwonej... A, że przy okazji za grosze wygrzebało się z kosza 30 dkg nowej bawełny z jedwabiem czy dwa motki angorki na czapkę - to przecież grzech nie wziąć - skoro świetny gatunek i dobra firma... Więc wraca się do domu nie z kilkoma metrami czerwonej, a z kilogramem włóczki, która kiedyś się przyda.
Nie rozwijam tu aspektu pozyskiwania włóczki z tzw. odzysku. Bo chociaż istotny - nie wiąże się z wydatkami.
A jakie są Wasze powody kupowania włóczek Drogie
Czytelniczki?
EDYCJA
Powyższy post zyskał liczne komentarze. Jak miło, że odezwały się osoby prezentujące podobne zachowania. W kupie zawsze siła, no i "szaleństwo" nie jawi się jako wyraźne odstępstwo od normy... Jedni kolekcjonują modele samolotów, inni (raczej inne) włóczki (nie wspomnę tu o "przydasiach" dziewiarskich: drutach, szydełkach, zwijarkach itp.).
Pojawiły się jeszcze dwa powody kupowania włóczek: GaMa podaje zauroczenie cudnej urody włóczką, natomiast Agnieszka Chodakowska-Gyurcis - żeby wysyłka się opłaciła, przecież w tej samej opłacie mieści się np. 100 g włóczki jak i 1000 g - no więc trzeba to wykorzystać.
Dodatkowo Panie rozwinęły wątek i rozszerzyły go o aspekt: sposoby pozyskiwania włóczki w sensie ogólnym i szeroko pojętym. Jednak o tym chyba trzeba napisać nowy post.
EDYCJA
Powyższy post zyskał liczne komentarze. Jak miło, że odezwały się osoby prezentujące podobne zachowania. W kupie zawsze siła, no i "szaleństwo" nie jawi się jako wyraźne odstępstwo od normy... Jedni kolekcjonują modele samolotów, inni (raczej inne) włóczki (nie wspomnę tu o "przydasiach" dziewiarskich: drutach, szydełkach, zwijarkach itp.).
Pojawiły się jeszcze dwa powody kupowania włóczek: GaMa podaje zauroczenie cudnej urody włóczką, natomiast Agnieszka Chodakowska-Gyurcis - żeby wysyłka się opłaciła, przecież w tej samej opłacie mieści się np. 100 g włóczki jak i 1000 g - no więc trzeba to wykorzystać.
Dodatkowo Panie rozwinęły wątek i rozszerzyły go o aspekt: sposoby pozyskiwania włóczki w sensie ogólnym i szeroko pojętym. Jednak o tym chyba trzeba napisać nowy post.
niedziela, 18 stycznia 2015
Tak było w piątek...
Popołudnie okazało się wyjątkowe. Dłuższy dzień, pełne słońce, stosunkowo ciepło. Po śniegu pozostały tylko plamy, a w cieniu oblodzone ścieżki. Pozostałe były oczywiście błotniste. Psy po wyprawie obowiązkowo musiały przejść ablucje w wannie. Tymczasem radośnie myszkowały w trawie, przepłaszały bażanty, kopały doły. Nie pozwalałam jednak wchodzić na skute lodem stawy - nigdy nic nie wiadomo...
Na czołgowisku późne słońce kładło się długim cieniem:
A potem nagle szybko zapadał zmrok:
rozmazując chmury na niebie:
zbliżenie:
Na czołgowisku późne słońce kładło się długim cieniem:
A potem nagle szybko zapadał zmrok:
rozmazując chmury na niebie:
zbliżenie:
* * *
Także kupiłam sobie do kolekcji kolejny "dziewiarski" kubek":
Subskrybuj:
Posty (Atom)







