Obserwatorzy

czwartek, 24 czerwca 2010

Zielnik. Tulipanowiec


Zakwitł tulipanowiec. Pierwsze kwiaty pokazały się  już ponad tydzień temu. Po srogiej zimie oraz po jesiennych okaleczniach spowodowanych przedwczesnym atakiem zimy  (śnieg połamał gałęzie), drzewo jednak zakwitło. Nasz tulipanowiec  to prezent od teścia, który w swoim ogrodzie ma  je dwa. To drzewo wymagajace przestrzeni,  rośnie dość szybko, mocno się rozrasta i nadaje się tylko do dużych ogrodów, dlatego  jest sadzone głównie w parkach. Ma niezwykłe walory dekoracyjne:  wielkie  liście o nietypowym kształcie i cudowne kwiaty  przypominające kwiat tulipana. Kiedy  dość dawno temu chciałam zobaczyć kwiaty tulipanowca - specjalnie wybrałam się w okresie kwitnienia  (końcem czerwca) do teściów mieszkających w Brzesku. Dziś, od paru lat pod koniec czerwca kwitnie nasze drzewo i cieszy oczy przez dwa - trzy tygodnie (kwiaty rozwijają sie nierównomiernie):

Tulipanowiec - rodzina magnoliowate;  gatunki tulipanowca: znane są tylko 2 gatunki tulipanowca, jeden rośnie w Chinach, a drugi to tulipanowiec amerykański (Ameryka Północna)

Pączek kwiatowy

Na  Podkarpaciu na pewno rośnie w parku przy pałacu łańcuckim i krasiczyńskim (sama widziałam - przynajmniej kilka lat temu rosły).


Drzewo o wysokości do 30 m o stożkowatej, u góry zaokrąglonej, rozłożystej jasnozielonej koronie. Pień smukły, prosty o jasnobrązowej, bruzdkowanej korze. Liście duże, skrętoległe, podzielone na 4 klapy o ściętych końcach. Jest okazałym drzewem zrzucającym liście na zimę. W swej ojczyźnie należy do najwyższych drzew liściastych, często wystaje ponad poziom dębów, klonów oraz innych drzew, wraz z którymi współtworzy lasy. Rośnie szybko, osiąga wiek 200-300 lat.
Gatunek występujący w naturze w dolinach rzek, na wilgotnych zboczach górskich. Występuje głównie jako domieszka do innych drzew w lasach liściastych i mieszanych, chociaż czasami tworzy czyste drzewostany. Lubi gleby świeże i żyzne, obojętne do lekko kwaśnych, unika natomiast zbyt mokrych, jak również bardzo suchych oraz wapiennych. W Europie Środkowej wytrzymuje warunki zimowe, choć młode osobniki mogą przemarzać podczas dużych mrozów. Drzewo światłolubne, wymagające stanowisk nasłonecznionych lub co najwyżej lekko zacienionych.

Kwiaty   przebarwiają się  na kolor morelowo-brzoskwiniowy

Kora jest szara lub brunatna, lekko spękana. Kwiaty są obupłciowe i owadopylne. Rosną pojedynczo na końcach gałązek, przy rozkwitaniu początkowo kielichowate, potem szerzej rozwarte. Płatki u nasady żółtozielone, wyżej pomarańczowe, a na szczycie znów żółtozielone. Pręciki grube i mięsiste, mają 3-5 cm długości. Zalążnie skupione w środku na stożku. Kwitnienie zaczyna się już w kwietniu na południu Stanów Zjednoczonych, na północy zaś w czerwcu.

Owoce  to jedno- lub dwunasienne oskrzydlone orzeszki, w liczbie 80-100 na sterczących, szyszkowatych owocostanach, które mają do 10 cm długości. Dojrzewają w październiku lub w listopadzie. Rozpadają się zwykle na drzewach. Są roznoszone przez wiatr na odległość 4-5 razy większą niż wysokość drzewa. Ich zdolność kiełkowania wynosi 4-7 lat.

Ciekawostki: kora surowa i zielona była niegdyś uważana za afrodyzjak (żuto ją jak gumę do żucia); korzenie  stosowane są jako dodatek smakowy do niektórych gatunków piwa; drewno posiada piękne słoje, jest lekkie i miękkie, niezwykle łatwe w obróbce, lecz niezbyt odporne na czynniki zewnętrzne i grzyby, dlatego polecane głównie do zastosowań wewnętrznych. Jest stosowane w przemyśle papierniczym, do wyrobu wysokiej jakości oklein i paneli, do produkcji ołówków, zapałek, części rozmaitych narzędzi oraz instrumentów muzycznych.

(z Wikipedii)

*   *   *

A takie lato było w zeszłym roku...

środa, 23 czerwca 2010

Wystawa fotografii - Grzegorz Nycz „Zagórska kolej w moim obiektywie”

Ponieważ  od jakiegoś czasu interesuje mnie zagadnienie kolei transwersalnej w Galicji  - zaczęłam  dostrzegać i zbierać materiały na ten temat. Dlatego, kiedy na stronie internetowej Miasta i Gminy Zagórz zobaczyłam informację o  otwarciu  w Miejsko - Gminnym Ośrodku i Kultury i Sportu wystawy fotografii pana Grzegorza Nycza  „Zagórska kolej w moim obiektywie” - oczywiście zaplanowałam, że ją zobaczę. Wystawę ma być czynna do końca czerwca - toteż, aby mi nie umknęła wybrałam się w poniedziałek. Godziny otwarcia szalone - bo od  dziewiątej, bodajże, do piętnastej. A więc  w czasie, kiedy nikt  z pracujących przed południem nie może jej odwiedzić... No jest to jednocześnie czas pracy pracowników  ośrodka kultury w Zagórzu... Obejrzałam, bo jestem na urlopie... Kiedy się pojawiłam w budynku i zapytałam o  miejsce wystawy - odniosłam wrażenie, iż panowie tam pracujący mocno się zdziwili, że ktoś chce obejrzeć zdjęcia. Zosatałm  jednak wpuszczona, nawet pan muzykujący w tej chwili w salce wystawowej, wyniósł się. Zyskawszy chwilę intymności,  mogłam spokojnie pooglądać zdjęcia.  Fotografie  piękne, kolorowe, pokazujące  właściwie odchodzący świat  pociągów, lokomotyw,  dworców...
Widać, że autor musiał  włożyć wiele trudu w znajdowanie interesujących miejsc, by zrobić  wspaniałe ujęcia pociagów mknących przez  rejon Podkarpacia. Były na fotografiach  i lokomotywy  parowe, i spalinowe, wijące się pociągi towarowe na tle bogatej przyrody naszego rejonu, budynki dworcowe. Ponoć na wystawie miały być jeszcze eksponaty  z Kolejowej Izby Pamięci tutejszego gimnazjum, ale na  moją wizytę nie doczekały...


Plakat wystawowy. Wystawa zorganizowana przez  bibliotekę.

Autor fotografii Grzegorz Nycz  na wystawę wybrał te zdjęcia, które związane są z Zagórzem.  To człowiek o ogromnej pasji, pragnący utrwalić  na fotografii - to wszystko co jeszcze można, a jest związane z kolejnictwem. Jednocześnie jest zbieraczem starych  fotografii związanych z tym tematem.  Tak o panu Nyczu napisano na stronie intenetowej MGOKiS: Wszystkie pamiątki zebrał od mieszkańców gminy Zagórz. To on pukał do naszych drzwi w poszukiwaniu starych zdjęć, dokumentów oraz przedmiotów związanych z historią zagórskiej kolei. Podczas spotkania opowiedział o swojej wielkiej pasji, która trwa do dziś oraz o tym jak powstała książka „Kolej transwersalna przez Galicję.

Zagórz - jako dawny  węzeł kolejowy, to  miasteczko kolejarzy. Na kolei pracowały nieraz całe rodziny, to i tradycje kolejarskie są tu jeszcze żywe.
Wyczytałam, że  fotografie   pana Nycza ilustrują książkę panów: Ryszarda Stankiewicza i Edwarda Wieczorka „Kolej transwersalna przez Galicję”:

Ryszard Stankiewicz, Edward Wieczorek „Kolej transwersalna przez Galicję”. Wydawnictwo Eurosprinter; 2009 r.

Słusznie wyczekiwana przez środowiska miłośników kolei i Galicji książka o jednej z najpiękniejszych linii kolejowych w Polsce. Galicyjska Kolej Transwersalna powstała pod koniec XIX wieku jako gigantyczna inwestycja Monarchii Austro-Węgierskiej. Mająca prawie 800 km linia łącząca Czadcę z Husiatynem poprzez Żywiec, Suchą Beskidzką, Nowy Sącz, Biecz, Jasło, Krosno, Sanok, Sambor i Stanisławów urzeka do dzisiaj zarówno z powodu przebiegu przez góry i pogórza jak także dzięki architekturze dworców charakterystycznych dla tamtej epoki i jej projektodawców. Bogactwo zamieszczonego w albumie materiału zaskoczy z pewnością każdego! W sumie zebrano ok. 900 ilustracji w tym także układy stacyjne, stare dokumenty ale przede wszystkim fotografie z których większość nie była nigdy publikowana, są też takie które dokumentują budowę linii pod koniec XIX wieku. Album jest kolejną pozycją z cyklu NAJCIEKAWSZE LINIE KOLEJOWE W POLSCE.

Pomyślam, że warto by było to wydanie albumowe zobaczyć. Skierowałam więc swe kroki  do tutejszej bilioteki. Pani bibliotekarka swym  wyglądem absolutnie nie zaprzeczyła stereotypowi  bibliotekarki: Większości ludzi, gdy spytamy ich o wizerunek bibliotekarza, stanie przed oczyma niezbyt atrakcyjna, nieśmiała kobieta w średnim wieku, spoglądająca na świat przez grube szkła okularów, ubrana w niemodną i kolorystycznie stonowaną spódnicę, takiż sweter oraz buty na płaskim obcasie. Bibliotekarka nie używa, w powszechnym mniemaniu, makijażu i biżuterii. Po prostu zlewa się z tłem. (za: Renata Augustyn, Michał Fijał, Centrum Informacji Biznesowej i Europejskiej, Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Krakowie ("Między wizerunkiem a stereotypem").
Ta wprawdzie nie miała siwych włosów i okularów, była stosunkowo młoda, odziana w jakąś ocieplaczową kamizelkę, znudzona (pustki w bibliotece) i zupełnie niezorientowana. Dowiedziałam się, że: omawiana wyżej książka była, ale chyba ktoś wypożyczył.  Dlaczego na wystawie nie ma już  eksponatów  z izby pamięci ?- pani nie wiedziała. Ostatecznie uratowała swój  bibliotekiarski honor znajdując mi  pisemko  wydawane przez zagórską  parafię, w którym był artykuł i o panu Nyczu, i o książce Stankiewicza i Wieczorka, a także  telefon  do pana Nycza. Za jedyne 20  gr zł polskich skserowałam sobie stroniczkę pisemka: "Verbum" nr 10(69)/2009 (poźniej znalazłam  archiwalne numery tegoż  miesiecznika w Internecie).

Dziś zadzwoniłam do pana Nycza, podziękowałam z  piękne fotografie, wyraziłam  słowa uznania, otrzymałam obietnicę, że kiedy zawita do Sanoka, przywiezie książkę i się umówimy, bym mogła ją zobaczyć. Uzyskałam zgodę na reprodukcję zdjęć  z wystawy. Zrobiłam kilka, ale jakość techniczna  jest fatalna (odbijały  się szyby). Zresztą  moje marne umiejętności fotograficzne i kiepski dosyć sprzęt "zabijają" cały urok fotografii autora - pokazuję  dlatego tylko dwa najlepsze (w moim wykonaniu):

Fot. Grzegorz Nycz: Ty2-953 z pociagiem towarowym do Uherzec na tle góry Sobień

Fot. Grzegorz Nycz: Pociąg osobowy Łupków-Zagórz na stacji Mokre Małopolskie


wtorek, 22 czerwca 2010

Założenia programowe

Nie. Nie będzie o wyborach. Wynurzenia będą zupełnie prywatne i nic niemające wspólnego z „gorącym” tematem wyborczym. Będzie o moim programie blogowym.

Kiedy zakładałam tego bloga miał to być wyłącznie blog robótkowy poświęcony moim pasjom - działalności na drutach i szydełku, ewentualnie o innych robótkach. No jeszcze planowałam pisać o ogrodzie, roślinach i psie. Jednak tak się jakoś stało, że powoli zakres tematyczny zaczął się rozrastać. A to odczułam potrzebę napisania dygresji, a to zabrania głosu w przetaczającej się po blogach dyskusji, doszły i inne wynurzenia. Z założenia na moim blogu odpadła tematyka kulinarna, gdyż akurat gotowanie mnie nie kręci i od kiedy dziecię wyszło z domu gotuję, bo musimy coś jeść, jednak bez zbędnych eksperymentów kulinarnych, a gotowego i stołówkowego „nie papu”. No czasem zrobię jakieś danie, na które mam specjalną ochotę... Toteż o jedzeniu na mym blogu nie będzie. O dietach też nie chce mi się pisać, chociaż co jakiś czas podejmuję wysiłek schudnięcia w wyniku stosowania jakiejś tam diety, albo bez diety, ale z ograniczeniami w spożywaniu darów bożych (szczególnie słodyczy). Poza tym jakoś nie odpowiada mi publiczne „suwakowanie” na blogu moimi kilogramami – co uznałabym za bardzo bolesne, bo kiedyś byłam bardzo szczupła… Recenzować literatury pięknej też nie będę, aż tak wiele nie czytam, by czuć się na siłach coś takiego robić.
Jednak pojawiła się nowa potrzeba – zaczęłam umieszczać na blogu krótkie noty o ciekawych, moim zdaniem, miejscach, zabytkach, zdarzeniach itp. Chciałabym pokazywać takie „perełki” z mego regionu. Niektóre są znane powszechnie, inne mniej. A że zawsze lubiłam zwiedzać, oglądać ekspozycje muzealne, zabytki, ciekawą architekturę, przyrodę, ciekawostki regionalne – to pisanie o nich na blogu jest uzewnętrznieniem kolejnej pasji życiowej. Dla mnie każdy wyjazd gdziekolwiek ma znaczenie tylko takie: co tam można ciekawego zobaczyć i zwiedzić? Już dawno z wyjazdów nie przywożę żadnych pamiątek, wolę zdjęcia, foldery, widokówki (i kamienie).
Założyłam, że będę pokazywała na blogu głównie to, co sama zwiedzam i obfotografuję (mogą się jednak zdarzyć odstępstwa od tej formy). Wbrew pozorom nie jest to łatwa i szybka forma napisania postu. Trzeba wycieczkę zaplanować, pojechać, zrobić zdjęcia, obrobić je, poczytać na temat zwiedzanego obiektu , wybrać najlepsze i najbardziej wiarygodne wiadomości, zredagować i dopiero umieścić na blogu. Nie, nie narzekam, przecież to mój blog i robię na nim to, czego chcę… Mam jednocześnie świadomość (pokazują to statystyki), iż post o takiej tematyce jest mniej czytany, a blog rzadziej odwiedzany, aniżeli wówczas, kiedy umieszczam wpis robótkowy. Jednak uważam, że warto, choćby dla tej nielicznej rzeszy Czytelników czytających te właśnie wiadomości (co z kolei znajduje wyraz w komentarzach).
Mogłabym wzorem innych osób założyć drugi blog poświęcony takiej właśnie tematyce. Rozważałam taką możliwość, być może kiedyś się pokuszę i o to. Tymczasem jednak stwierdziłam, że „perełkowa” tematyka regionalna może stać się znakomitym uzupełnieniem istniejącego bloga. Za tą opcją przemawia też fakt, że na pewno notę regionalną przeczyta więcej osób, aniżeli na osobnym blogu… Odczułam dlatego konieczność rozszerzenia etykiet opisujących tego typu tematykę. Do tej pory wrzucałam wszystko do jednego wora: „Regionalne” – jednak wydaje mi się, że ta kategoria jest zbyt ogólna i wymaga doprecyzowania. Dlatego pojawią się nowe etykiety.
Taki czas nadszedł w moim życiu, że chciałoby się z niego „nachapać” jak najwięcej. Jest jeszcze tyle do zrobienia, nauczenia się, zobaczenia, a czasu coraz mniej (mam na myśli czas życia i względnej sprawności fizycznej).
Dlatego na razie taka będzie konwencja mego bloga.

*   *   *
W odpowiedzi na komentarze:
Sylwio napisałaś w komentarzu do posta "Skarpety zszywane z jednej strony:
”Mam problem z interpretacją zdania "Kiedy na drucie zostaje mi 12 oczek zsuwam je na igłę i zeszywam czubek skarpety".Prawdę mówiąc dopiero raczkuję z drutami i ogólnie robótkami ręcznymi, więc niektóre proste rzeczy budzą u mnie wątpliwości. W tym przypadku trudno mi jest sobie wyobrazić jak zszyć czubek skarpetki trzymając oczka na igle. Mogę prosić o jakieś przybliżenie? Z góry dziękuję.”

Odpowiadam:
Kiedy zostaje ci na drucie te 12 oczek ucinasz nitkę robótki o długości 20-25 cm, nawlekasz na igłę i przeciągasz przez te 12 oczek igłę z nitką. Ściągasz przewleczoną nitką czubek skarpetki i zeszywasz mocno, by się nie pruło.

Tkaitka: odpowiedź na temat wycieczek jest chyba powyżej.

niedziela, 20 czerwca 2010

Cerkiew w Międzybrodziu i piramida Kulczyckich

Międzybrodzie to wieś  leżąca nad Sanem nieopodal Sanoka. Jest ciekawie  położona:  część  zachodnia na Pogórzu Dynowskim, a wschodnia  w Górach Słonnych - dzieli je San, a z jednej strony wsi,  na drugą, można przeprawiać się łódką. Można też  pojechać samochodem, ale  są to dwie różne trasy: pierwsza - przez wieś Trepczę (droga na Mrzygłód) wzdłuż doliny Sanu z przepięknymi widokami nad rzeką i bogatą zielenią; druga przez  kładkę prowadzacą na Białą Górę w Sanoku -  drogą wąziutką (szerokości na jedno auto), ale  dobrą, asfaltowa. Tą drugą  właśnie trasą można dotrzeć do  tej budowli - dawniej cerkiewki, obecnie kościoła:


Cerkiew murowana, potynkowana, jednokopułowa. We wnętrzu ikonostas z 1900 r. pędzla Bogdanowicza ze Lwowa . Na ścianach i stropie freski

Zapisane informacje o wsi pochodzą z 1439 roku (wieś lokowana na prawie ruskim). W 1510 r. Pierwszymi osadnikami we wsi były rodziny Germaków i Wajcowiczów. Wajcowiczowie przechowywali dokument wydany im przez Augusta III nadający im przywilej połowu ryb, wyrobu piwa, wyrębu lasu oraz zwalniający ich z pańszczyzny.

Cerkiew grecko-katolicka  p.w. Trójcy Świętej, obecnie filialny kościół rzymsko-katolicki. Fundatorem był Aleksander Wajcowicz:

Nagrobek A. Wajcowicza przed wejściem do cerkiewki

Wajcowicz - powstaniec z 1863 roku został zesłany na Syberię. Po powrocie ufundował cerkiew, plebanię   i szkołę.



Według jednej z legend w miejscu tym istniał niegdyś klasztor Bazylianów, według innej, miejsce budowy cerkwi wskazał wyrzucony przez wodę dzwon, pochodzący z dawnej cerkwi na pobliskim Horodyszczu.


Dzwonnica wybudowana w 1900 r.


Na przykościelnym cmentarzu znajduje się grobowiec rodu Kulczyckich oraz Dobrzańskich herbu Sas zbudowany w latach  trzydziestych XXw. Jest to krypta grobowa w formie piramidy. Pochowani zostali tu  Włodzimierz i Jerzy Kulczycki.  Nad wejściem do krypty widnieje kamienny krzyż maltański. Piramida ma wysokość 3 m, ale proporcjami przypomina wielką piramidę Cheopsa w Gizie.



Wejście do wnętrza krypty grobowej przypomina niszę piramidy w Deir el-Medina:



Włodzimierz Kulczycki (1862-1936) profesor, a później rektor Akademii Weterynaryjnej we Lwowie; jego syn Jerzy Kulczycki (1898-1974) doktor filozofii z dziedziny archeologii, historyk sztuki. Kolekcjonowali kilimy  i kobierce wschodnie. Część ich zbiorów znajduje się obecnie na Wawelu, a część w Muzeum Tarzańskim w Zakopanem.

Na cmentarzu jest kilka starych kamiennych nagrobków:


W Polsce w różnych miejscowościach można  odnaleźć budowle w kształcie piramidy np.: w Lipie, Aleksandrowie Kujawskim, Burdzach, Łaziskach, Karczewie, Krynicy, Rapie, Rożnowie, koło Sędziszowa Małopolskiego, Zagórzanach, Poźrzadle.

A to widok ze wzniesienia cerkiewnego na brudny po deszczach San, widoczny zza zieloności liści:




Dodam, że trasa do Międzybrodzia po obu stronach Sanu jest  niezwykle piękna i malownicza. Dziś po południu pogoda się nieco poprawiła - przestało na chwilę padać, chociaż kiedy dotraliśmy na wzgórze  właśnie deszcz sobie o nas przypomniał. 

piątek, 18 czerwca 2010

Tunika na upały - szydełkowa (2)

Wprawdzie upały zelżały jednak zdążyłam włożyć i drugą, dość dawno  zrobioną, szydełkową tunikę. Ta tunika jest moją kombinacją znanych wzorów:

Szydełko  1,9 mm, nici bawełniane - brak danych

Karczek robiony na okrągło wg wzoru znanej powszechnie bluzeczki   tzw. carmenki (zrobiłam  dwie takie bluzki + trzecia  z tej tuniki):


Schemat karczka  z Osinki

Tu na Forum u Maranty dość szczegółowo opisuję, jak wykonywałam  karczek.

Dół tuniki wygląda tak:


Został zrobiony według  wzoru dołu z tej tuniki:


Zdjęcie z Internetu

Schemat z Knitting-info.ru


*   *   *
W odpowiedzi na komentarze:
Jetel – to miłe, że wpis o starej książce robótkowej poruszył w Tobie wspomnienia.

Moje smutki, dieta, szydelko i drutki  - tu opisywałam, jak robić sweterki od góry.

tkaitka - dziękuję, że tak dzielnie kibicujesz moim blogowym wpisom i że zawsze coś dodasz od siebie.


tojatenia – czekam na relację z wycieczki. Jestem ciekawa Twego postrzegania moich rejonów, bo zwykle ludzie z zewnątrz mają tendencję do idealizowania regionu bieszczadzkiego oglądanego przez nich podczas  miłych  dni wakacyjnych.

*   *   *
A tu dla mojej i Czytelników pamięci - sposoby zawiązywania i noszenia szali i chustek.

Robótkowo - powoli  bardzo. Planowane przedsięwzięcie się nie powiodło i w połowie  zostało zwinięte w kłębek i porzucone (okazało się, że pomysł kiepski, a dobór nici jeszcze gorszy). Dwa wieczory w sensie robótkowym odleciały w przestrzeń miedzyplanetarną. Zaczęłam wobec tego inną bluzeczkę z cieniutkiej nitki - dwa wieczory machałam na drutach 2,5 mm same ściągacze (bokiem mi to wyszło)... Pokonawszy jednak impas  przeszłam już do robienia  wzoru (szydełkiem). A już na  "Marancie" kuszą kolejnym cardigankiem, w którym podoba mi się robienie od góry w szpic - niekoniecznie właśnie z tym ażurem na dole sweterka.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails