Gdzieś skasowały się zdjęcia zrobione w ogrodzie wczoraj, kiedy jeszcze świeciło słońce, nie ma fotek bolerka zrobionego dla Wandzi. Brakło czasu na opracowanie zdjęć z wycieczki w Pieniny... Wczoraj zamierzałam przygotować post o wycieczce- skończyło się zapoznawaniem z aplikacją Endomondo - wprawdzie nie biegam, ale jest dla mnie przydatna, jeżeli chodzi o treningi fitness i chodzenie. Dlatego dziś tylko starsze zdjęcia wiosenne i nasze pieski:
Obserwatorzy
niedziela, 10 maja 2015
Jestem w nieustannym niedoczasie
oczywiście nie w znaczeniu szachowym, ale życiowym. Nawarstwiają się obowiązki i zawsze jest coś pilniejszego do zrobienia. A więc praca zawodowa, praca w ogrodzie, gdzie jak zawsze jestem nieodrobiona, w domu coś trzeba zrobić (zgotować, wyprać, wyprasować itd.), pilnować swoich treningów i w końcu brakuje czasu na blogowanie.
Gdzieś skasowały się zdjęcia zrobione w ogrodzie wczoraj, kiedy jeszcze świeciło słońce, nie ma fotek bolerka zrobionego dla Wandzi. Brakło czasu na opracowanie zdjęć z wycieczki w Pieniny... Wczoraj zamierzałam przygotować post o wycieczce- skończyło się zapoznawaniem z aplikacją Endomondo - wprawdzie nie biegam, ale jest dla mnie przydatna, jeżeli chodzi o treningi fitness i chodzenie. Dlatego dziś tylko starsze zdjęcia wiosenne i nasze pieski:
Gdzieś skasowały się zdjęcia zrobione w ogrodzie wczoraj, kiedy jeszcze świeciło słońce, nie ma fotek bolerka zrobionego dla Wandzi. Brakło czasu na opracowanie zdjęć z wycieczki w Pieniny... Wczoraj zamierzałam przygotować post o wycieczce- skończyło się zapoznawaniem z aplikacją Endomondo - wprawdzie nie biegam, ale jest dla mnie przydatna, jeżeli chodzi o treningi fitness i chodzenie. Dlatego dziś tylko starsze zdjęcia wiosenne i nasze pieski:
środa, 6 maja 2015
Majowy weekend
spędziliśmy poza domem. Pojechaliśmy do córki - do Krakowa. Pierwszy raz, od lat bardzo wielu, święta majowe nie upływały pod znakiem pracy na działce. Wyjazd nasz to przedsięwzięcie logistyczne. Trzeba było zapewnić opiekę zwierzętom. Ifunia poszła do hoteliku, gdzie miała jak w domu, gdyż opiekunowie poświęcali jej swój czas i bardzo się troszczyli. Ifa pozostawiona sama po prostu cały czas szczekała... A ponieważ poprzednio byłam bardzo zadowolona z hoteliku - tym razem bez obaw zostawiłam tam psa. Tola poszła do mojej mamy. Mały piesek swą tęsknotę demonstrował niejedzeniem - przeszedł na ostrą dietę i dopiero w ostatni dzień dał się namówić na odrobinę chrupek. Tolce - pomimo, że mamę traktowała z rezerwą, nie przeszkadzało to w pakowaniu się do łóżka starszej pani. Kiedy wróciliśmy wieczorem w niedzielę, zaraz po wrzuceniu bagaży do mieszkania, ruszyliśmy po odbiór naszych stęsknionych zwierzątek.
Harmonogram pobytu w Krakowie był dość napięty: w sobotę przed południem wizyta w ZOO z najmłodszym członkiem rodziny; po południu odwiedzaliśmy rodzinę mojego brata mieszkającego poza Krakowem. W sobotę z córką wyruszyłyśmy na całodzienną wycieczkę w Pieniny (będzie osobna relacja). Niedziela do obiadu została spędzona rodzinnie. Potem wracaliśmy do domu.
Dziś tylko migawki z ZOO. Pogoda była dość kiepska, zachmurzenie, co jakiś czas popadywał deszczyk. Nie przeszkadzało to jednak, licznym Krakowianom z dziećmi, w zwiedzaniu ogrodu. Ostatecznie dość mocny chłód wypędził nas stamtąd.
Zależało nam by trafić na karmienie zwierząt. Udało się to - obserwowaliśmy karmienie słoni:
Duże wrażenie na Wandzi robiły ptaki:
Jakoś nie bardzo interesowały ją dzikie koty i małpy:
Za to podziwiała zebry oraz żyrafy:
Najwięcej radości było w mini-zoo: gdzie można było dokarmiać zwierzątka, pogłaskać małe kózki, zobaczyć z bliska króliczki i kury.
A na koniec akcent włóczkowy - "pani lama":
Harmonogram pobytu w Krakowie był dość napięty: w sobotę przed południem wizyta w ZOO z najmłodszym członkiem rodziny; po południu odwiedzaliśmy rodzinę mojego brata mieszkającego poza Krakowem. W sobotę z córką wyruszyłyśmy na całodzienną wycieczkę w Pieniny (będzie osobna relacja). Niedziela do obiadu została spędzona rodzinnie. Potem wracaliśmy do domu.
Dziś tylko migawki z ZOO. Pogoda była dość kiepska, zachmurzenie, co jakiś czas popadywał deszczyk. Nie przeszkadzało to jednak, licznym Krakowianom z dziećmi, w zwiedzaniu ogrodu. Ostatecznie dość mocny chłód wypędził nas stamtąd.
Zależało nam by trafić na karmienie zwierząt. Udało się to - obserwowaliśmy karmienie słoni:
Jakoś nie bardzo interesowały ją dzikie koty i małpy:
Za to podziwiała zebry oraz żyrafy:
Najwięcej radości było w mini-zoo: gdzie można było dokarmiać zwierzątka, pogłaskać małe kózki, zobaczyć z bliska króliczki i kury.
A na koniec akcent włóczkowy - "pani lama":
sobota, 2 maja 2015
wtorek, 28 kwietnia 2015
Kapliczki przydrożne. Kapliczka w Porażu
nieopodal
kościoła z figurą Chrystusa Miłosiernego. Postawiona ku czci
poległych i zakatowanych w obozach, podczas II wojny światowej, mieszkańców
Poraża. Poświęcona w 1989 roku.
Zbliżenie
Zbliżenie
niedziela, 26 kwietnia 2015
Beret na drutach dla dziewczynki
Berecik wiosenny dla małej dziewczynki wykonałam z włóczki akrylowo-bawełnianej. Na niektórych zdjęciach kolor beretu wydaje się fioletowy - w rzeczywistości jest bakłażanowy. Jak się okazuje całkiem pasuje małej blondyneczce.
Druty 3,25 mm; włóczka "Jeans" 55% bawełna, 45% poliakryl; 165 m/50 g;
zużycie około 40 g
Do czapki dodałam niewielki pomponik. Całość robiona od góry, na okrągło, 7 klinów, wykończenie 14 rzędami ściągacza 2x2.
Malutka w berecie wygląda uroczo. Kolorystycznie czapka pasuje do prezentowanego wcześniej poncza.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

