Ta, którą dzisiaj wyciągnęłam z czeluści szafki, ani razu nie nie była włożona. Po wyszydełkowaniu została przymierzona przed lustrem i jakoś nie było okazji, by w niej wystąpić. I tak sobie przeleżała dwa lata... Jak już wspominałam, w te niemożliwe upały ponownie odkryłam przyjemność noszenia spódnic. Przypomniałam sobie dzisiaj o tym moim szydełkowym "straszydle", przymierzyłam ponownie i stwierdziłam, że chyba nadszedł jego czas. Na razie zdjęcia ogrodowe:
Jeżeli chodzi o szczegóły wykonania, kompletnie nie pamiętam rozmiaru szydełka. Włóczka, to cieniutka bawełna ze szpuli (robiłam w 3 nitki), kupiona kiedyś tam na Allegro. Dość długo robiłam tę cieniznę (chyba ze 2 tygodnie).
Schemat taki:
nie pamiętam zupełnie skąd go ściągnęłam i czyj to model. W każdym razie wzór łatwy i wdzięczny do dziergania.
Obserwatorzy
sobota, 7 lipca 2012
piątek, 6 lipca 2012
Upały
dają się we znaki, zarówno ludziom, jak i zwierzętom. Gorąco, za gorąco jest nawet w ogrodzie. Tylko Czesio chwali sobie fakt, że może pohasać po trawie. My czekamy, aż słońce zajdzie za las, by wtedy coś zrobić, ale i tak nie bardzo nam to wychodzi. Dwa dni z rzędu popołudnie zakończyła burza - wczorajsza z gradem - a po burzy, proszę bardzo, dwie tęcze na niebie:
Poza tym niesamowicie gryzą bąki i komary. Dzisiaj w ogrodzie pracowałam ubrana w długie spodnie dresowe (no cieniutkie były), szczelnie zapiętą bluzkę z długim rękawem, bawełniane skarpety - tylko twarz miałam nieosłoniętą. W takim stroju przetrwałam inwazję bąków (ale pot lał się ze mnie niemal ciurkiem).
W związku z upałem uszyłam sobie spódnicę (ostatnio w sukience występowałam na weselu córki, gdyż generalnie chodzę w spodniach). Te wysokie temperatury wymusiły na mnie potrzebę włożenia czegoś cieniutkiego i powiewającego. Spódnica zwykła, z kawałka jakiejś bardzo cienkiej bawełny, z karczkiem uszytym z bawełnianej koszulki. Muszę stwierdzić, że całkiem przyjemnie się chodzi w takiej spódnicy (myślę nad sprawieniem sobie następnych). Sprawdziła się także podczas brodzenia w Osławie, bo wieczór zabrałam tam Ifę, żeby też pomoczyła się w wodzie.
Psica-diablica zdążyła "wyperfumować się" na brzegu zdechłą rybą.Trwało to sekundy. Miałam ja na uwięzi, nagle pięknie wtarła się bokiem pyska w glebę. Mycie w wodzie rzecznej nie pomogło, dopiero kąpiel w wannie zmyła cudowny zapach padliny.
Zaczęłam szydełkowa bluzkę (na upały) i teraz, kiedy rozwiązałam wyrabianie dekoltu (od góry) - stwierdzam, że bawełny zabraknie. Mogę dobrać inny kolor i zrobić w paski (ale jakoś tego nie widzę w wyobraźni - bo zupełnie zmienia mi to koncepcję planowanej bluzki) lub mogę wykorzystać tę górę, jako karczek. Doszyć jakąś spódnicę do niego i zrobić sukienkę (taką sukienką zainspirowała mnie Tonka), tyle że moja góra jest na upały. Trzecie wyjście rzucić to wszystko w kąt i zacząć z innej włóczki, której wystarczy na zrobienie tego projektu. Eeee -zniechęca mnie taka chybiona robótka.
Takie zdjęcie na dzisiaj:
Poza tym niesamowicie gryzą bąki i komary. Dzisiaj w ogrodzie pracowałam ubrana w długie spodnie dresowe (no cieniutkie były), szczelnie zapiętą bluzkę z długim rękawem, bawełniane skarpety - tylko twarz miałam nieosłoniętą. W takim stroju przetrwałam inwazję bąków (ale pot lał się ze mnie niemal ciurkiem).
W związku z upałem uszyłam sobie spódnicę (ostatnio w sukience występowałam na weselu córki, gdyż generalnie chodzę w spodniach). Te wysokie temperatury wymusiły na mnie potrzebę włożenia czegoś cieniutkiego i powiewającego. Spódnica zwykła, z kawałka jakiejś bardzo cienkiej bawełny, z karczkiem uszytym z bawełnianej koszulki. Muszę stwierdzić, że całkiem przyjemnie się chodzi w takiej spódnicy (myślę nad sprawieniem sobie następnych). Sprawdziła się także podczas brodzenia w Osławie, bo wieczór zabrałam tam Ifę, żeby też pomoczyła się w wodzie.
Psica-diablica zdążyła "wyperfumować się" na brzegu zdechłą rybą.Trwało to sekundy. Miałam ja na uwięzi, nagle pięknie wtarła się bokiem pyska w glebę. Mycie w wodzie rzecznej nie pomogło, dopiero kąpiel w wannie zmyła cudowny zapach padliny.
Zaczęłam szydełkowa bluzkę (na upały) i teraz, kiedy rozwiązałam wyrabianie dekoltu (od góry) - stwierdzam, że bawełny zabraknie. Mogę dobrać inny kolor i zrobić w paski (ale jakoś tego nie widzę w wyobraźni - bo zupełnie zmienia mi to koncepcję planowanej bluzki) lub mogę wykorzystać tę górę, jako karczek. Doszyć jakąś spódnicę do niego i zrobić sukienkę (taką sukienką zainspirowała mnie Tonka), tyle że moja góra jest na upały. Trzecie wyjście rzucić to wszystko w kąt i zacząć z innej włóczki, której wystarczy na zrobienie tego projektu. Eeee -zniechęca mnie taka chybiona robótka.
Takie zdjęcie na dzisiaj:
wtorek, 3 lipca 2012
Z powodu
przepracowania, a może i upału, jakoś wieczorami padam na tzw. pysk. Na szczęście te najtrudniejsze chwile w pracy mam już za sobą i może wreszcie znajdę więcej czasu na robótki i blogowanie. Toż wyraźnie trzeba by w końcu wykonać coś sensownego. W związku z upałami chodzą mi po głowie różne pomysły na bluzki szydełkowe. Pewnie zanim zamysł zrealizuję - upały miną.
Tymczasem
pokazuję postępy z dziergania chusty z Maharaja Silk MH32 z biferno
- przechodzę już do bordiury ażurowej. Trochę żałuję, że nie zdecydowałam się na chustę w całości ażurową - wydawało mi się, że na melanżu wzoru widać nie będzie. Teraz z kolei upadł pierwotny zamysł wykonania chusty wybranym uprzednio wzorem - dlatego chyba zdecyduję się na Ginko.
I jeszcze Czesio, w swej zagródce w ogrodzie, który dzielnie znosi upały podczas transportu samochodem:
Dzisiaj, rano zawoziłam przed pracą męża, Czesia i psa do ogrodu. Zapomniałam zabrać poidełko dla królika. Oj martwiłam się przez cały dzień, gdyż królik nie umie normalnie pić z miseczki (w której zastępczo dałam mu wodę). Przeżył, spędziwszy dzień w cieniu i na trawie). Z kolei Ifie z powodu upałów rozchwiał się harmonogram dnia i dopiero wieczór domaga się spacerów (w ciągu dnia mamy psie zwłoki). Dzisiaj więc był szybki powrót z pracy, potem z ogrodu, następnie koszenie trawy u mojej mamy i dopiero wieczorny (po 20.00) spacer z psicą, którą zabrałam m.in. nad rzekę, żeby się nieco ochłodziła.
wtorek, 26 czerwca 2012
Bransoletka - wzór w kwiatuszki
Bransoletka szydełkowa – wzór w kwiatuszki
Opis wykonania
Resztki różnej włóczki (na letnie bransoletki – nici lub
włóczka: 100% bawełny); szydełko dostosowane grubością.
1.Wykonać łańcuszek z 8 oczek, zamknąć w okrąg i obrobić go
półsłupkami.
Zrobić 3 ocz. łańcuszka, a następnie 4 oczka (razem 7) o te
cztery zamknąć półsłupkiem w kółeczko.
2.Wyrabianie pierwszego płatka: *zrobić kolejne 3 ocz.
łańcuszka, następnie 3 słupki wkłuć w środek kółeczka z 4 ocz., kolejne 3 ocz.
łańcuszka wkłuć półsłupkiem w środek kwiatka (powstał pierwszy płatek). Drugi
płatek (niepełny): 3 ocz. łańcuszka, 3 słupki wbite w środek płatka.
3. 3 + 4 ocz.
łańcuszka; te 4 zamknąć półsłupkiem w kółeczko (powtarzać czynności z punktu 2
od gwiazdki).
Otwiera się większe zdjęcie, jeżeli w nie klikniemy
Wykonać 5, 6 lub 7
półkwiatków w zależności od grubości przegubu ręki, lub grubości nici.
4 i 5. Ostatni kwiatek – będzie miejscem, gdzie się zawraca
i robi drugą część bransoletki. Wyrobić trzeci i czwarty płatek (z tym, że w
czwartym płatku nie robić ostatnich 3 ocz. łańcuszka, bo już je mamy zrobione w
poprzednim rzędzie). Łączyć czwarty płatek półsłupkiem w miejscu 1 ocz.
łańcuszka wychodzącego ze słupka poprzedniego rzędu. Kwiatki stykają się
płatkami (drugi z czwartym).
6 i 7.Wykonać w każdym kwiatku trzeci i czwarty płatek (czwarty
łącząc wg instrukcji w p.4 i 5).
Jeżeli ktoś ma fantazję może przyszyć ozdobny guzik po
prawej stronie bransoletki; w środek kwiatków przyszyć koraliki, perełki itp.
niedziela, 24 czerwca 2012
Lato...
Na wakacje przyjechał Czesio:
Jeździ z nami do ogrodu. W mieszkaniu wychodzi na wędrówki z klatki. Ifa, która śpi snem najgłębszym psa zmęczonego upałem, zawsze usłyszy dźwięk otwieranych drzwiczek i przychodzi skradając się do pokoju. Czesio na jej widok ewakuuje się pod fotel. I tak sobie nieraz urzędują kilkadziesiąt minut. Psica waruje przed fotelem, królik siedzi pod. Kiedy jednak zdecyduje się na wędrówkę, staje się obiektem polowania (zwierzyna w ruchu). Muszę wówczas wkraczać między zwierzaki - obawiam się, że króliczek zostanie zatłuczony łapskiem. A łapsko solidne jest...
W ogrodzie:
Lilie w stawku kwitną na potęgę. Zamieszkała tam też zielona żabka. Ile razy przymierzam się, żeby jej zrobić zdjęcie, ucieka do wody. Kiedy liści było mniej, widać było karasie podpływające do lustra wody (kilka lat temu wpuściliśmy cztery rybki, wydawało się, że nie przetrwały zimy, a tu proszę są i rosną).
Kwitnie tulipanowiec i perukowiec, widziałam też, że katalpa chociaż mocno przycięta, ma jakieś pączki kwiatowe. Pachnie trawa i las.
Dzisiaj był prawdziwie piękny, letni dzień.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





