Obserwatorzy

środa, 12 sierpnia 2015

Nad Osławą

Jakoś zmrok zaczyna zapadać coraz prędzej. O godzinie ósmej wieczorem u nas robi się już szarawo. Dzisiaj po południu słońce schowało się za chmurę, więc zdjęcia z Osławy nie takie piękne, jakie mogłyby być, gdyby kładło się refleksem po wodzie.



Dla psów  nie miało to jednak znaczenia.  Ifa z radością korzystała z wody.
Było więc rzucanie patyków, które przynosiła, radosne brodzenie po wodzie, głośne naszczekiwanie, by ponownie patyk rzucić do wody.





 Tola  też odważniej sobie dziś poczyniała i samodzielnie do niziutkiej wody wchodziła, a także zgrabnie przeskakiwała po kamieniach.




A tu psinka płynie do najbliższego kamienia:


Już dotarła:

W rzece wody mało - widać jak niski jest stan wody - w wielu miejscach kamienie zupełnie odsłonięte.


Na sesję zdjęciową nad rzeką wybrała się też para młodych.


Uwierzcie upalne, ciepłe lato jest naprawdę cudowne. Już go tak niewiele. A we wrześniu pewnie przyjdzie zimno i będziemy wkładać kurtki.

wtorek, 11 sierpnia 2015

Cudowne, upalne lato

- owszem chwilami upał dokucza. Ja jednak lubię ciepło i słońce. Z wiadomych względów (wiek) nie korzystam już z plażowania i raczej staram się spędzać czas w miejscach zacienionych oraz smaruję się filtrem, jednak tak ciepłe lato sprawia mi wiele radości. Faktycznie trudno znaleźć dla samochodu miejsce w cieniu na parkingu i kiedy wsiadamy auto przypomina rozgrzany piekarnik. Kiedy była Wandzia staraliśmy się do 12.30 dotrzeć do ogrodu, gdzie Iskiereczka układała się zaraz do południowej drzemki pod drzewem. Lepiej tam spała, niż w mieszkaniu. Oczywiście udawaliśmy się tam całą grupą: Wandzia, mąż, ja i dwa psy. Rankiem mąż zostawał z wnuczką, bo ja chodzę z mamą (i ze sobą) na zabiegi fizykoterapii. Dziadzio nadspodziewanie dobrze radzi sobie z małą - przed wielkim upałem chodzili na plac zabaw, a potem podawał jej drugie śniadanie. Mała dziadzia uwielbia i nieustannie o niego pyta, kiedy np. mąż pójdzie do sklepu.
Teraz różnie dojeżdżamy do ogrodu, raczej po obiedzie, by nie wozić ze sobą tylu pojemników z jedzeniem. Jest tak gorąco, że prace ogrodowe są raczej wykluczone, więc zbieramy owoce: jabłka, jeżyny, dojrzewa już aronia i mirabelka. Musimy też znaleźć czas na wyjścia z psami, które nie podarują. Pobyt w ogrodzie to jedno, a wyjście poza - to co innego. Toteż dzielimy się, jednak korzystam z wolnego czasu i ja raczej idę z psami. Chodzę z kijami nordic walking, więc w sumie zależy mi na treningu. Staram się przejść jednorazowo przynajmniej 5 km. I szczerze przyznam, że w tym roku jestem wyjątkowo wytrzymała na upał, nie męczy mnie, czuję się świetnie (no może czasem mam za niskie ciśnienie i za wysoki puls). Lubię takie cudownie ciepłe, słoneczne lata, rozedrgane słońcem powietrze, piękne dalekie widoki, wspaniałą przyrodę.
Zaczęłam na wakacjach chodzić do klubu fitness na zajęcia aerobiku - początkowo się krępowałam, ale kiedy była u nas córka, to poszła ze mną, pokazała co i jak i teraz już chodzę sama  - dwa, trzy razy w tygodniu. Przyznam, że był to dobry pomysł, bo trener koryguje moje błędy w ćwiczeniach i pokazuje jak poprawnie je wykonywać. Generalnie zupełnie dobrze sobie radzę wśród tych młodych kobiet (nie ma co ukrywać, jestem tam najstarsza), uważam że chyba mam już niezłą kondycję. Niekiedy zaliczam dwa treningi w ciągu dnia (chodzenie i aerobik), ale to tylko wtedy, kiedy zdarzy się wcześniejszy dzień, że nie mam możliwości zaliczyć aktywności.
Ewo - więc jak widzisz dla mnie lato jest cudowną przyjemnością, chociaż czasem (nie ukrywam) za duży upał trochę męczy. Lubię letnie spódnice, cieniutkie bluzki, opalone ramiona... Czuję się młodziej i bardziej optymistycznie...
Po wyjeździe Wandzi zabieramy psy, przed powrotem do domu, nad rzekę Osławę. Tola nieco się boi głębszej wody. Kiedy ją wezmę i zamoczę, desperacko płynie do najbliższej grupy wystających kamieni. Ifa natomiast korzysta z wody z wielką radością. Brodzi, wyławia patyki, moczy się. Kiedy skręcam w uliczkę prowadzącą nad rzekę - psica prezentuje wybuch radości piszczy, szczeka - widać ma pozytywne skojarzenia i po prostu pamięta dawniejsze pobyty. Jeździ w aucie trzymając głowę między przednimi siedzeniami, więc obserwuje trasę. Dziś nie miałam czasu, by robić zdjęcia (spieszyłam się na fitness), ale następnym razem zrobię jakieś fotki.
Cieszmy się więc słońcem i latem, bo potem przyjdzie zimno i plucha.

Drobiazgi

poczyniłam dla Wandzi, która wczoraj wróciła do rodziców. Nasza Iskiereczka nadspodziewanie dobrze zniosła swą pierwszą rozłąkę z mamą i tatą. Przypuszczam, że jako dziecko żłobkowe przyzwyczaiła się już, że bywa zostawiana, a mama lub tata później po nią przychodzą. Dziecinka urocza nadzwyczaj, pięknie rozwinięta i rozgadana - właściwie to można się  z nią porozumieć i dogadać np. na temat czego chce, więc krzyków nie było. Płaczu też mało, bo właściwie powodów nie było. Jedynie przez dwa dni dziewczynka nie chciała jeść, ale  teraz z perspektywy czasu sądzę, że może to był jakiś rotawirus, wprawdzie w jej przypadku łagodny, ale po kolei wszyscy mieliśmy jakieś dolegliwości związane z bólem brzucha (takie dwudniówki właśnie). Dziewczynka dużo czasu spędzała na powietrzu: plac zabaw, ogród (gdzie miała piaskownicę, huśtawki, basenik, króliczki u sąsiadów, zjeżdżalnię). Poszłam z nią też nad rzekę, żeby zobaczyła coś innego, niż basen. Stan wody niziutki, więc w sumie raczej była to zabawa, jak w większej kałuży. Mała cały czas się bawi, mówi, tańczy, śpiewa, głaska Tolę, którą wielbi. Ifuni się boi, więc, kiedy się mijały powtarzała za nami: "Nie bój się". Psy raczej się zdystansowały i usunęły w tło zdając sobie sprawę, że dziecko jest na pierwszym miejscu.
Wandzia jest na etapie uwielbienia Hello Kitty, więc zrobiłam torebeczkę, a właściwie dwie, bo pierwsza wersja wyszła jakby nieco za duża dla dwulatki. Więc się poprawiłam i druga torebka jest już malutka:

Pierwsza wersja - torebka wykonana słupkami
 
Druga wersja - mniejsza - zrobiona półsłupkami

Obie razem
 
Torebka jest hitem i mała nieustannie ją nosi. Nakłada pasek na ramię, jak dorosła kobieta, albo na szyję. Ciągle coś tam wkłada do środka, albo wyjmuje.
Uszyłam też spódniczkę tutu z organzy, która została jeszcze z dekoracji weselnych córki:



I na koniec powstała makatka dla Wandzi:


Dziewczynka lubi guziki, wstążeczki itp. Makatka pełni różne funkcje m.in. jako kołderka dla lali, obrazek, gdzie pokazuje się naszyte guzikowe zwierzątka oraz szmatki do różnych niewiadomych celów.
Dom opustoszał, smutno bez Iskiereczki. Jednak jako ludzie w słusznym wieku, odpoczywamy, bo normalnie żyjemy na nieco wolniejszych obrotach.

piątek, 31 lipca 2015

Migawki z ogrodu

żeby Czytelnicy mego bloga mogli odpocząć od tematyki Kresów Wschodnich.

 
W tym roku nawet pomidory mi się udały - pierwsze dojrzewają
 
Zdjęcia zrobione szybko, bo właśnie skończyliśmy zbiór i przerabianie czarnej porzeczki. Czekamy, gdyż lada moment dojrzeje aronia. Ciekawe czy zdążę ja, czy ptaki. Bo w zeszłym roku, kiedy stwierdziłam: "no następnym razem zbieramy aronię" - okazało się, że ptaki też doszły do tego samego wniosku i niewiele nam zostawiły. W tym roku kupiłam plandekę i zamierzam ją rozpiąć  nad krzewami.
A porzeczkę wekowałam zupełnie bez cukru. Zebraną i oczyszczoną wymyłam, następnie zblendowałam, potem  ładowałam taki mus do słoików i gotowałam. Owoce zawierają dużo pektyny, dlatego powstał bardzo smaczny dżem (o dziwo dość słodki) - bez żadnych dodatków. Można w zimie wykorzystać do koktajli czy nawet do mięsa. Jak na razie słoiki trzymają, żaden nie wystrzelił.

 Słabo kwitną różowe lilie (zawsze były bardziej ekspansywne);
białych kwiatów było więcej
 

Przyszły tydzień poświęcamy Wandzi - po raz pierwszy dziewczynka zostanie z nami na dłużej bez rodziców, którym zaproponowałam, żeby sobie odpoczęli od dziecka. Wandzia w październiku skończy dwa lata; teraz jest już rezolutną dziewczynką, dość samodzielną: sama je, mówi już tak, że można się dogadać, została odpieluchowana - mam więc wrażenie, że sobie z mężem poradzimy z naszą wnuczką.



Uszyłam dla lalki pościel (poduszkę i kołderkę), bo dziewczynka już ładnie układa lalki do spania. Ma u nas i lalki, i wózek dla lalek. No i w końcu jest lato, będziemy więc korzystać z pobytu na powietrzu.



Boję się nieco, że mała może tęsknić, to jej pierwsze dłuższe rozstanie z rodzicami. Z drugiej jednak strony jest istotą dość uspołecznioną (chodzi do żłobka) i łatwo się adaptuje do nowych miejsc. A nas zna, kojarzy, pamięta, rozmawiamy na Skypie, więc z drugiej strony jestem dobrej myśli.

wtorek, 28 lipca 2015

Kresy Wschodnie 2015 (4). Bursztyn i Rogatyń

to niewielkie miasteczka w obwodzie stanisławowskim, gdzie wciąż można jeszcze zobaczyć ślady polskości.
Oba miasteczka leżą nad rzeką Gniła Lipa, z tym, że Rogatyn (Rohatyn) jest siedzibą powiatu.
Bursztyn mijaliśmy kilkukrotnie w drodze do naszego klasztoru, po drodze rzucały się w oczy dymiące kominy elektrowni z przyległym do niej olbrzymim jeziorem - Zalewem Bursztyńskim. Ponoć elektrownia bardzo zanieczyszcza środowisko naturalne...

 
Nas Bursztyn przyciągnął kościołem, w którym odbywają się polskie msze. Kiedy w niedzielę tam przyjechaliśmy, jeszcze był zamknięty. A jego współczesna historia jest taka, jak wielu innych polskich kościołów po tej stronie granicy: po I wojnie światowej świątynia odbudowana, została zamknięta na czterdzieści lat (1950- 1990) i była wykorzystywana jako hala sportowa i magazyn.
 


Kościół pw. Trójcy Św. z XVII w.
 

Zbliżenie na detale architektoniczne
 
Zwraca w miasteczku uwagę budynek - dawna synagoga:



A przy głównej szosie cerkiew pw. Wszystkich Świętych:


Nie zachował się klasycystyczny pałac Skarbków i Jabłonowskich z przełomu XVIII i XIX w., jedna z najładniejszych rezydencji na Ziemi Halickiej, pozostały resztki zniszczonego i zdewastowanego parku.

Rogatyn - pierwsza wzmianka o miejscowości pochodzi z 1390 r. W II Rzeczypospolitej był stolicą powiatu w województwie stanisławowskim.
W 1852 roku w pobliżu miasta wybudowano linię kolejową Halicz -Tarnopol. Podczas I wojny światowej w pobliżu miasta prowadzono ciężkie walki pomiędzy wojskami rosyjskimi i austriackimi. W 1930 r. miasto liczyło 8 tys. mieszkańców. We wrześniu 1939 r. do Rogatyna wkroczyły wojska sowieckie. W 1945 roku ludność polską wysiedlono, a miasto włączono do ZSRR.
Centrum - przyciąga wzrok niewielki obelisk (XIX w.), podchodzimy bliżej i czytamy tablicę: poświęcony Adamowi Mickiewiczowi:

 
Kościół pw. Św.Mikołaja z 1533 r. Na początku XVII w. proboszczem był tu Piotr Skarga. I znów XX wiek kpi sobie ze świątyni: w 1944 r. - uszkadzają ją bomby; w 1945 r. - powstaje tu  magazyn zboża, a następnie sklep meblowy. Przy okazji niszczy się wyposażenie. Kościół zwrócony został katolikom dopiero w 1991 r.




 
 
Na ścianie widnieje tablica z 1891 r. upamiętniająca setną rocznicę Konstytucji 3 Maja:
 
Jest bardzo zniszczona - z trudem i ze wzruszeniem odczytujemy treść...
Obok kościoła, dosłownie na dziedzińcu posadowiono współczesny pomnik poświęcony bohaterom wojennym (zdjęcia nie zrobiłam). A w centralnym punkcie rynku widnieje pomnik poetki ukraińskiej.

 
Wsiadam już do samochodu i wtedy przyciąga mój wzrok płaskorzeźba na elewacji budynku (ślad dawnej wspaniałości architektonicznej):

 
Zanim opuścimy Rogatyn, dopatrujemy się też dawnej synagogi:
 
Teraz już trzeba ruszać dalej...

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails