Obserwatorzy
wtorek, 14 lutego 2012
poniedziałek, 13 lutego 2012
Kościół św.Michała Archanioła w Mszanie Dolnej
Podaje się, że miejscowość Mszana Dolna powstała w XIII w. W 1345 r. została oficjalnie ulokowana przez Kazimierza Wielkiego. Król ufundował we wsi parafię pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Pod koniec XVII w. patronem parafii został Archanioł Michał.
Neogotycki kościół został zbudowany w latach 1891-1910 na miejscu starej drewnianej świątyni:
Idąc do kościoła po drodze mijamy przydrożną kapliczkę:
A oto detale architektoniczne kościoła:
Wewnątrz znajduje się wiele zabytków sztuki sakralnej, m.in. malowany na desce
obraz z pozłacanym tłem z początku XVI w. przedstawiający Zaśnięcie Matki
Boskiej, kamienna
chrzcielnica z XVII w. oraz polichromia prof. Juliana Makarewicza z 1921 r.
sobota, 11 lutego 2012
Żakardy. "Setesdal" – norweski wzór żakardowy
Historia dziewiarstwa
Setesdal to nie tylko nazwa miejscowości leżącej około 110 km od Kristiansand w Norwegii, gdzie żyje i pracuje Annemor Sundbø - to obecnie też nazwa tradycyjnego żakardowego swetra norweskiego zwanego także "setesdalgenser" (Setesdal sweater). No cóż trzeba by tu teraz opowiedzieć całą historię przywrócenia tego wzoru współczesności...
W 1983 r. Annemor kupiła, w pobliżu Kristiansand, fabrykę Torridal Tweed poddającą recyklingowi stare wełniane ubrania. W tym czasie fabryka przerabiała około 16 ton materiału, z którego wyrabiano m.in. wypełnienie materaców. I to miejsce stało się dla Sundbø niezwykłym. Tam właśnie znajdowała często już bardzo zniszczone, ale dawne, tradycyjne dzianiny, które stały się jej źródłem wiedzy na temat dawnego wzornictwa i techniki dziania, a z czasem inspiracją do opracowania własnych wzorów opartych o te tradycyjne.
Setesdal to nie tylko nazwa miejscowości leżącej około 110 km od Kristiansand w Norwegii, gdzie żyje i pracuje Annemor Sundbø - to obecnie też nazwa tradycyjnego żakardowego swetra norweskiego zwanego także "setesdalgenser" (Setesdal sweater). No cóż trzeba by tu teraz opowiedzieć całą historię przywrócenia tego wzoru współczesności...
Annemor Sundbø (ur. 1949 r.)
jest projektantką, ekspertem, znawcą norweskiej historii dziewiarstwa,
autorką kilku książek na temat tradycji
dziewiarskich i historii dzianiny w
Norwegii, projektantem dzianin opartych
o tradycyjne ludowe wzory. Jest osobą, która połączyła wiadomości z historii dziewiarstwa z historią kultury Norwegii. Obecnie prowadzi wykłady na te tematy oraz
warsztaty, na których uczy przędzenia
wełny, haftu ludowego, projektowania dzianin.
Annemor Sundbø - zdjęcie stąd
Książki Annemor Sundbø:
"Everyday Knitting: Treasures from a Ragpile",
"Strikking I
Billedkunsten - Knitting In Art",
"Invisible Threads in Knitting",
"Setesdal Sweaters the History of the Norwegian Lice Pattern".
"Invisible Threads in Knitting",
"Setesdal Sweaters the History of the Norwegian Lice Pattern".
Zdjęcia stąd
W 1983 r. Annemor kupiła, w pobliżu Kristiansand, fabrykę Torridal Tweed poddającą recyklingowi stare wełniane ubrania. W tym czasie fabryka przerabiała około 16 ton materiału, z którego wyrabiano m.in. wypełnienie materaców. I to miejsce stało się dla Sundbø niezwykłym. Tam właśnie znajdowała często już bardzo zniszczone, ale dawne, tradycyjne dzianiny, które stały się jej źródłem wiedzy na temat dawnego wzornictwa i techniki dziania, a z czasem inspiracją do opracowania własnych wzorów opartych o te tradycyjne.
Te stare wzory pochodzą z początku
XIX w. – dowodem są obrazy malarzy norweskich, na których utrwalili postacie ubrane w takie swetry (obrazy można zobaczyć w artykule Leili Nargi).
Ówcześni
mężczyźni nosili wełniane spodnie o podwyższonej talii, dlatego sweter nie
musiał być długi.
Tradycyjne wzory norweskie - zdjęcia stąd
Tradycyjny tzw. „lusekofte” zrobiony był z wełny owczej w naturalnym kolorze,
z reguły dół swetra był biały, bo
wpuszczano go w spodnie i nie chciano marnować kolorowej przędzy na dzianinę,
która jest schowana. Sweter robiony był najczęściej w kolorze czarnym,
na którego tle wrabiano pojedyncze „dziabki” imitujące płatki śniegu.Translator wyrzucił mi nazwę "wszy". Ponoć wzór "wszy" pojawił się na dzianinach jeszcze w XVIII wieku i stał się tak popularny, że obecnie już nie dojdzie się kto był jego autorem. Na ramionach wrabiano charakterystyczny, geometryczny wzór żakardowy. Swetry dziano na okrągło. Przy
mankietach i koło szyi swetery ozdabiano
haftem, co nadaje im niezwykłego charakteru i oryginalności. Tu - sposób wykonania haftu.
Współczesne swetry inspirowane tradycyjnymi wzorami:
Zdjęcie stąd
Zdjęcie stąd
Warto przeczytać artykuł Leili Nargi w "Twist Collective";
Również "Interweave Knits", Winter 2011 zamieścił obszerny tekst na temat Annemor Sundbø - link do tego dokumentu.
Literatura:
czwartek, 9 lutego 2012
Różne drobiazgi
Niekiedy trzeba przeznaczyć trochę czasu na "wyprodukowanie" drobiazgów mających konkretne, sensowne przeznaczenie, albo i takich, które mogą się przydać, acz nie są konieczne. Dzisiaj taka seria:
Woreczek - etui na aparat fotograficzny:
Pokrowiec został zrobiony wzorem ryżowym. Tutaj ciekawostka - woreczek jest robiony na okrągło, a zaczynam go taką metodą, którą zaczyna się skarpetki robione od palców. Dawniej spód takiego woreczka zszywałam igłą, albo łączyłam metodą graftingu. Zalinkowana metoda pozwala ładnie i bez kłopotu zrobić dół woreczka.
Z kolei do wykonania znaczników zainspirowała mnie Tonka . Zobaczyłam u niej na blogu i postanowiłam też takie sobie zrobić. Nie mam talentów biżuteryjnych, by markery robić z drutu i koralików, używam zwykle kółeczek plastikowych, które w dużych ilościach kupuję w pasmanterii i w tychże dużych ilościach gubię nieustannie. Kółeczka niespodziewanie spadają z druta i giną gdzieś na podłodze, czy dywanie, a potem wciąga je odkurzacz. Nie sprawdzają się też znaczniki z włóczki w innym kolorze (także je gubię w trakcie roboty). Nie mogę także przyzwyczaić się do znaczników gotowych, o tego typu, które również w cudowny sposób wypadają z robótki.
Tyle, że ja moje kulki szydełkowe zawiesiłam na kółkach plastikowych. Zyskałam solidne znaczniki. Kiedy taki upadnie na podłogę, to go po prostu widać i nie ginie. Niebieskie zostały zrobione z grubszej bawełny i są dość duże; pozostałe dziubałam już ze "Snehurki", a wypchałam wypełnieniem do maskotek.
A tu zimowe bransoletki ze sznureczków na drutach zrobionych taką metodą. Sznureczek robiłam z 4 oczek:
Pierwsza z cieniowanej bawełny; szaro-czarna z z mieszanki wełny i akrylu.
Na koniec pieczątka z Lidla, którą można użyć do produkcji własnych metek. Oto moje pierwsze próby:
Oczywiście pieczątkę kupiłam sobie podczas podróży do Mszany, kiedy zjechaliśmy na chwilę do Lidla w Nowym Sączu. Chyba na jakichś blogach czytałam posty pań, które polecały taką pieczątkę. Czyniłam próby na papierze i na bawełnianej tasiemce. Wypadałby dopracować pomysł.
Woreczek - etui na aparat fotograficzny:
Pokrowiec został zrobiony wzorem ryżowym. Tutaj ciekawostka - woreczek jest robiony na okrągło, a zaczynam go taką metodą, którą zaczyna się skarpetki robione od palców. Dawniej spód takiego woreczka zszywałam igłą, albo łączyłam metodą graftingu. Zalinkowana metoda pozwala ładnie i bez kłopotu zrobić dół woreczka.
Z kolei do wykonania znaczników zainspirowała mnie Tonka . Zobaczyłam u niej na blogu i postanowiłam też takie sobie zrobić. Nie mam talentów biżuteryjnych, by markery robić z drutu i koralików, używam zwykle kółeczek plastikowych, które w dużych ilościach kupuję w pasmanterii i w tychże dużych ilościach gubię nieustannie. Kółeczka niespodziewanie spadają z druta i giną gdzieś na podłodze, czy dywanie, a potem wciąga je odkurzacz. Nie sprawdzają się też znaczniki z włóczki w innym kolorze (także je gubię w trakcie roboty). Nie mogę także przyzwyczaić się do znaczników gotowych, o tego typu, które również w cudowny sposób wypadają z robótki.
Tyle, że ja moje kulki szydełkowe zawiesiłam na kółkach plastikowych. Zyskałam solidne znaczniki. Kiedy taki upadnie na podłogę, to go po prostu widać i nie ginie. Niebieskie zostały zrobione z grubszej bawełny i są dość duże; pozostałe dziubałam już ze "Snehurki", a wypchałam wypełnieniem do maskotek.
A tu zimowe bransoletki ze sznureczków na drutach zrobionych taką metodą. Sznureczek robiłam z 4 oczek:
Pierwsza z cieniowanej bawełny; szaro-czarna z z mieszanki wełny i akrylu.
Na koniec pieczątka z Lidla, którą można użyć do produkcji własnych metek. Oto moje pierwsze próby:
Oczywiście pieczątkę kupiłam sobie podczas podróży do Mszany, kiedy zjechaliśmy na chwilę do Lidla w Nowym Sączu. Chyba na jakichś blogach czytałam posty pań, które polecały taką pieczątkę. Czyniłam próby na papierze i na bawełnianej tasiemce. Wypadałby dopracować pomysł.
wtorek, 7 lutego 2012
Czapki męskie (3)
To chyba już ostatnie czapki męskie w tym roku. Niegroźna i lekka grudniowa zima zmieniła się nagle w prawie arktyczną i wymusiła, by te czapki "produkować".
Pierwsza czapa - krasnal została zrobiona do kompletu (do tego szalika). Prawda, z pewnym opóźnieniem, a to dlatego, że nie bardzo udawało się nam ustalić, jaki ma być fason. W końcu stanęło na tym, że ma być długa i wisząca z tyłu. I chyba jest:
Pierwsza czapa - krasnal została zrobiona do kompletu (do tego szalika). Prawda, z pewnym opóźnieniem, a to dlatego, że nie bardzo udawało się nam ustalić, jaki ma być fason. W końcu stanęło na tym, że ma być długa i wisząca z tyłu. I chyba jest:
Druty 5 mm; włóczka Himalaya Padish 180 m/100 g (20% akryl, 30% wełna), kolor 50206; zużycie około 100 g
Wyszło niemal 100 g włóczki, bo czapa po prostu jest duża i długa. Ponieważ włóczka sama w sobie układa się ozdobnie, nie pasował tu już żaden wzór, dlatego została wykonana wzorem tzw. pończoszniczym.
Druga czapka z wełny niewiadomego pochodzenia, zrobiona wzorem żakardowym, powędrowała do mojego brata i ponoć w sobotę miała swój debiut podczas wyprawy w góry:
Została zrobiona z tej samej wełny, z której robiłam tę czapkę w warkocze dla mojego męża. Tu jest tylko inny wzór - reliefowy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















