Obserwatorzy

wtorek, 9 czerwca 2015

Dawno już

nie pokazywałam żadnych fotek z ogrodu. Część dzisiaj prezentowanych została wykonana nowym aparatem (tak, tak sprawiłam sobie nowy aparat fotograficzny). Stary "Nikon" wciąż mi służy szczególnie na "małych" trasach, kiedy nie chce mi się dźwigać cięższego i mniej wygodnego sprzętu, a zdjęcia trzeba zrobić szybko i bez zastanawiania się. Nowy też "Nikon" P600, to już nieco poważniejszy sprzęt - zależało mi szczególnie, by funkcja makro była "sprawniejsza" i dawała mi lepsze jakościowo zdjęcia. Dziś próby zrobienia zdjęć roślinom właśnie nowym aparatem.

 Pierwsze kwiaty tulipanowca
 

 
Irysy
 
 Krzewuszka
 
Oliwnik
Jeżeli chodzi o mojego bloga - tak wiem, życie na nim zamiera. Mam zbyt mało czasu, by wszystko ogarnąć. Poza pracą zawodową, doszła praca w ogrodzie (która mnie cieszy, jednak kosztuje wiele zabiegów). Ponadto dużo czasu poświęcam własnej kondycji fizycznej: chodzenie i aerobik - więc, kiedy już jestem po treningu, to zwykle idę spać.
 Czarny bez
 
 Pięciornik
 
 Wiciokrzew
 


W oczku wodnym

Czasem udaje mi się połączyć w jednym dniu nordic walking i aerobik, ale nie zawsze. Teraz więcej chodzę, bo pogoda dobra, a świat taki piękny! Po prostu coś za coś, jeżeli poświęcam czas "ciału", to na inne rzeczy go brakuje (czyli na bloga i robótki) - może w wakacje złapię nieco oddechu. Ćwiczenia oraz chodzenie to dla mnie również pokonywanie słabości i dążenie, by poprawiać własne rekordy. No tak  przyznam, że liczę czas ćwiczeń, dystans i tempo, spalone kalorie. Irytuje mnie więc, że Endomondo gubi GPS, kiedy np. chcę pobić własny rekord określonej trasy. Chyba muszę zmienić aplikację.
Tymczasem zapraszam do oglądania zdjęć

czwartek, 4 czerwca 2015

Cergowa

Wyruszyliśmy czerwonym szlakiem między Jasionką a Lubatową. Wyprawę zorganizował brat, który wpadł w odwiedziny. Wycieczka niezbyt męcząca (6 km w obie strony). Tyle, że potem jeszcze ruszyliśmy do pustelni św. Jana z Dukli, obejrzeliśmy skansen w Zydnarowej i cerkiew w Zawadce Rymanowskiej.

Widok na Cergową
 
Cergowa (inne nazwy: Cergowska Góra, Wielka Góra, 716 m n.p.m.) – zalesiony szczyt w Beskidzie Niskim, w paśmie Beskidu Dukielskiego, na południowy wschód od Dukli. Posiada trzy wierzchołki: (od zachodu) 716 m n.p.m. (z żelaznym krzyżem), 683 m n.p.m. i 681 m n.p.m. Jej sylwetka góruje nad Duklą.




My ruszyliśmy od tego najniższego, by dotrzeć do wierzchołka z żelaznym krzyżem.
Trasa wiedzie cały czas lasem. Na stokach góry znajduje się rezerwat przyrody tzw. Rezerwat Tysiąclecia na Cergowej Górze - występują tu lasy mieszane: olszynka karpacka, wielogatunkowy grąd, jaworzyna górska i ponad 100 okazów cisa pospolitego.




Cergowa jest jedynym takim wzniesieniem w okolicach Rymanowa i Iwonicza, toteż już w XIX wieku turyści przebywający w tych uzdrowiskach - wyprawiali się na górę.




Tym razem towarzyszył nam pies brata i bratowej. Ifki nie mogłam zabrać, gdyż atakuje Melę.

wtorek, 2 czerwca 2015

Historia pewnego gniazdka

Wysokość mojego trzeciego piętra osiągnęła jodła posadzona kiedyś pod oknami - drzewo samo w sobie dość liche, o rzadkich gałązkach i wątpliwej urodzie. Na wprost mojego kuchennego okna, między pomiędzy gałęziami było sobie gniazdko - tak już ze dwa lata. Tej wiosny jakoś nie od razu zaobserwowałam, że zostało zasiedlone. Dopiero ostatnie deszcze i fakt, że wiatry miotały drzewem na lewo i prawo, zwróciły  moją uwagę na to, że gniazdo nie jest puste. Zobaczyłam, że ptasia mama ofiarnie osłania młode. Rozłożyła skrzydła jak parasol i przyjmowała na siebie  spadające krople ulewy. Od czasu do czasu tylko zmieniała pozycję - nawet nie wyruszała w poszukiwaniu pożywienia.

Widać krople deszczu na szybie
 
Już po deszczu...
 
Kolejny dzień - jeszcze zimno, ale już nie deszczowo - ptasia mama  pracowicie, co chwilkę przynosiła coś do zjedzenia. Zaobserwowałam, że czekały trzy otwarte dzioby. Matka uwijała się jak w ukropie.


Kolejny dzień ujawnił, że pisklaki są już dosyć spore, ładnie upierzone, chociaż jeszcze  nie urosły im lotki, wydawały się rozkoszne w swym pisklęcym puchu. W gniazdku zaczęło się robić ciasno i widać było, że coraz to któreś pisklę próbuje swych sił, a to w puszeniu piórek, a to w dziobaniu się pod skrzydełkiem, a to w staniu na brzegu gniazda. Pomyślałam, że lada chwila małe wylecą z gniazda.




Dziś rano mama jeszcze donosiła jedzonko i zajmowała się ofiarnie maluchami.





Wróciliśmy wieczorem z ogrodu. Popatrzyłam przez okno, a tam... Gniazdo puste - zostało jedno, małe, samotne pisklę.


Nie było rodzeństwa, nie ma mamy, która nie zajrzała do malca ani razu zanim zapadł zmrok. Małe stało na brzegu gniazdka. Jednak nie mogło się zdecydować na jego opuszczenie. Pewnie rano głód zmusi je do tego.

Ptasia rodzina to chyba drozdy - nie jestem ornitologiem, nie znam się za bardzo na ptakach. Nieco obawiam się o małe, gdyż tu na osiedlu żyją koty dokarmiane przez mieszkańców i istnieje obawa, że mogą na ptaszki, nieporadne jeszcze przecież - zapolować.
A z kolei pod chałupą w Zagórzu, w krzaku czarnego bzu uwiły sobie gniazdo rudziki. Cudownie śpiewają i latają wokół. Chciałam zrobić zdjęcia, kiedy uwijały się pod krzakiem, ale dziś nie miały ochoty. Zrobiłam tylko to jedno w gniazdku. Jak się dobrze przyjrzeć - to widać ogonek i oko:


Czarny bez zaczyna kwitnienie - chyba z tego krzaka nie będę zbierać kwiatów, by ptaków nie stresować.

Edycja
Kiedy rano wychodziłam do pracy - małe jeszcze stało na gnieździe. Ruszyło się nieco - wskoczyło na wyższą gałązkę. Pokazała się też ptasia mama, która wyraźnie zachęcała małego ptaszka, żeby w końcu ruszył w kierunku ziemi. Wieczorem, kiedy wróciłam do domu, maleństwa już nie było.
Dodam jeszcze, że z przykrością zaobserwowałam, właśnie rankiem, kota wyłaniającego się z paproci rosnących pod drzewem... Hmm - nie chcę nawet myśleć o najgorszym.

sobota, 30 maja 2015

Po okresie zimna i deszczu

przyszły w końcu pogodne dni. Słońce rozlało się szeroko ujawniając bujność i zieleń majowej przyrody. Postanowiłam skorzystać z ciepła i słońca, którego już wyraźnie mi brakowało. Wczoraj i dzisiaj testowałam nową trasę w Zagórzu - nigdy jeszcze tamtędy nie chodziłam.
 Zieleń traw
 
... i paproci zarastających kiedyś uprawne pola
 


Pole rzepaku cudownie żółtego - wzdłuż którego
wiodła polna błotnista droga

Okazało się, że docelowo drogą leśną i wzdłuż pól można od naszej chałupy dowędrować do Poraża (ja do Poraża nie doszłam - bo tego nie zakładałam). Ostatecznie wczoraj i dzisiaj zrobiłam po około 7 km (razem 14), oczywiście w towarzystwie obydwu psów.




Trasa zupełnie nieuczęszczana - żywej duszy nie spotkałam, widziałam tylko w błocie odbite spore kopyta i nie były to na pewno krowie, mieszkają więc w tych lasach jelenie (sarnie kopytka są znacznie mniejsze).



W oddali Góry Słonne
 
Słońce, rozedrgane promieniami powietrze, zieloność drzew i traw, niebieskość nieba - to wspaniały odpoczynek. Idzie się i nie myśli o problemach, tylko o pokonaniu dystansu. Psy zjadłszy wieczorny posiłek padły i śpią po wysiłku. Ja zmęczona koszeniem trawy u mojej mamy i dystansem - też odpuściłam sobie dzisiaj wieczorne ćwiczenia aerobowe.

czwartek, 28 maja 2015

Nieopodal Sanoka

rozłożona w malowniczej dolinie wzdłuż szosy: to pnącej się nieco w górę, to opadającej, leży wieś Poraż. Jeżdżę niekiedy tamtędy do pracy. I zawsze niezmiennie jestem pod urokiem krajobrazu pięknego o każdej porze roku (taki Beskid Sądecki w miniaturce - to oczywiście moje skojarzenie). Wieś w latach dawniejszych była obiektem różnego rodzaju niewybrednych dowcipów, takich w stylu o policjantach - nie ma to zbytniego uzasadnienia, gdyż jest ładna i zadbana, a ludzie mądrzy. Początki miejscowości sięgają wieków średnich i zapewne w przyszłości o niej więcej napiszę. Najstarszą budowlą we wsi jest kościół (z 1783 r.), ja jednak zwróciłam uwagę na stary budynek stojący przy kościele.


Dziś opuszczony, ale pobielony, zapewne przewidziany do remontu, jednak stojący tak sobie bez przeznaczenia. Okazało się, że jest to dawna plebania wzniesiona w pierwszej połowie XIX wieku na rzucie wydłużonego prostokąta. Część wschodnia plebani jest drewniana , część zachodnia murowana, otynkowana . Jest to budynek parterowy, podpiwniczony. Część zachodnia wskutek nierówności terenu ma wysokie sutereny, w których mieściła się kuchnia i mieszkanie dla gospodyni. Układ wnętrza górnej części jest jednotraktowy z sienią przelotową na osi . Piwnice są sklepione kolebkowo . Południowa elewacja jest siedmioosiowa z gankiem. Dach plebani jest dwuspadowy przyczółkowy, kryty blachą, z wydatnym okapem nad gankiem wspartym na czterech słupach.(cytat ze strony: http://poraz.pl/o-miejscowosci ).




 
 
Zainteresowała mnie oryginalna bryła budynku i fakt, że pozostawiony został taki, jak kiedyś go wybudowano - jeszcze ani ulepszony, ani rozebrany...
Z tyłu zwraca uwagę dziwna konstrukcja drewniana, ni to zabudowa tarasu, ni to budka jakaś. Kiedy przyjrzałam się uważnie stwierdziłam, że to nic innego tylko drewniana wygódka.



Powyższa strona internetowa podaje, że w budynku ma się mieścić muzeum - niestety niczego takiego nie wypatrzyłam.
Do Poraża jeszcze wrócę, kiedy wybiorę się, by zrobić zdjęcia kościoła.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails