Obserwatorzy
poniedziałek, 8 grudnia 2014
Moje zmagania cd.
Wiem, wiem, że przynudzam o cukrzycy. Jednak dziś chciałabym się trochę pochwalić. Pod koniec listopada doczekałam się na wizytę u diabetologa. Zapisał mi plik badań. I z wyników jestem bardzo zadowolona. Na początek cholesterol (20 lat miałam podwyższony i nic go nie ruszało), teraz w normie i całkiem niezły HDL i LDL, trójglicerydy spadły do dolnej granicy normy. I to co najważniejsze: glukoza na czczo z krwi żylnej: 86. W domu borykałam się z glukozą poranną - jakoś nie chciała zejść poniżej 100 (teraz w porywach się zdarza). Oznacza to, że być może glukometr ma jakąś granicę błędu. W ciągu dnia cukier nigdy nie skacze mi powyżej 140 (oczywiście bardzo się pilnuję z jedzeniem). HbA1c - 6,5% - dążyłam do tego wyniku. Są i nieco gorsze wskazania - za wysoki poziom mocznika we krwi (muszę jeść mniej białka) oraz gorsze wyniki badań prób wątrobowych - co oznacza kiepską pracę wątroby (tak podejrzewałam). Badania pepetydu C - na razie w Sanoku niemożliwe (nie robią), muszę jeszcze zadzwonić do jednego z laboratoriów. Ma pomóc w doborze leków (stężenie peptydu C we krwi odpowiada stężeniu wydzielanej insuliny). Krótko mówiąc, wyrównałam cukrzycę w ciągu 4,5 miesiąca od diagnozy. Oczywiście należy pamiętać, że samo nie przyszło: dieta (zero cukru, zero tłuszczu - poza roślinnym), dużo ruchu. Tak brzmi bardzo, bardzo skrócona recepta. Jestem żywym dowodem, że można, jeżeli się tylko chce. No i dodam jeszcze, że jest mnie mniej o 15 kg.
piątek, 5 grudnia 2014
Fantazyjne kominy
zostały zrobione na drutach, zwykłym ściągaczem (nie było tu co wymyślać). Bazą była fantazyjna włóczka: bo nie dość, że miała moherowy włosek, to jeszcze metaliczną nitkę i w to wszystko wplecione, co ileś tam centymetrów, kulki wełny w kolorze niebieskim.
Kupiłam takiego cudaka (właśnie jako cudaka), kiedyś tam w szmateksie z włóczkami. Leżała ta włóczka i pomysłu na nią nie było.
A teraz, kiedy tej jesieni okazało się, że modne stały się cekiny i złoto-srebrne nitki - wymyśliłam, że zrobię kominy (na prezenty gwiazdkowe). Do jednego dodałam cieniutką niebiesko-turkusową niteczkę, do drugiego czarną. I wyszły niby podobne, a jednak nieco inne. Długość - tak do zamotania dwa razy, gdyż robiłam te kominy, jako długi szalik, potem zeszyłam. Ponadto ta duga nitka - akryl, niby taka sama, a jednak "dała" w rezultacie komin z niebieską - nieco grubszy, a czarny - nieco cieńszy i szerszy (jednakowe druty i liczba oczek).
Druty 7 mm; włóczka fantazyjna "CasaC San Remo"; 75 m/50 g; skład: 44% moher, 28% wełna, 11% poliamid, 5% wiskoza, 9% akryl, 3% poliester; zużycie na oba kominy 350 g
środa, 3 grudnia 2014
Znani w dzianinie. Camilla Belle
Zainteresował mnie komplet dzianinowy, w którym wystąpiła amerykańska aktorka Camilla Belle. Pochodzi z kolekcji, również mieszkającej za oceanem, Tory Burch.
Całość stanowi dość ciekawą stylizację, jednak nieodparcie kojarzy mi się z dzianiną z recyklingu. To w czasach PRL-u chadzało się w takich melanżowych, składanych z kilku różnych nitek, dzianinach.
Włóczki pochodziły najczęściej ze sprutych swetrów. Czasem dokładało się jedną nową nitkę, by dzianinę wzmocnić. Często lewa strona nie była zbyt ciekawa z powodu guzków. Sama nosiłam takie dzianiny i oczywiście robiłam w podobnym stylu swetry dla męża. Dziś, kiedy mamy dostatek włóczek różnorodnych gatunkowo i kolorystycznie, kiedy świadomie farbowane są w przechodzące kolory - dzianiny melanżowe zyskały nową jakość. Przyznam się, że dość długo opierałam się włóczkom melanżowym, właśnie ze względu na wspomnienia. Dziś chyba uprzedzenia mam za sobą i ponownie zaczęły mi się podobać takie "składanki".
Ponoć, jak napisano w artykule prezentującym komplet, góra - to sweterek dzianinowy, dół - spódnica to już materiał z nadrukiem dzianiny.
A czy moje Czytelniczki mają podobne do moich - spostrzeżenia?
Całość stanowi dość ciekawą stylizację, jednak nieodparcie kojarzy mi się z dzianiną z recyklingu. To w czasach PRL-u chadzało się w takich melanżowych, składanych z kilku różnych nitek, dzianinach.
Włóczki pochodziły najczęściej ze sprutych swetrów. Czasem dokładało się jedną nową nitkę, by dzianinę wzmocnić. Często lewa strona nie była zbyt ciekawa z powodu guzków. Sama nosiłam takie dzianiny i oczywiście robiłam w podobnym stylu swetry dla męża. Dziś, kiedy mamy dostatek włóczek różnorodnych gatunkowo i kolorystycznie, kiedy świadomie farbowane są w przechodzące kolory - dzianiny melanżowe zyskały nową jakość. Przyznam się, że dość długo opierałam się włóczkom melanżowym, właśnie ze względu na wspomnienia. Dziś chyba uprzedzenia mam za sobą i ponownie zaczęły mi się podobać takie "składanki".
Ponoć, jak napisano w artykule prezentującym komplet, góra - to sweterek dzianinowy, dół - spódnica to już materiał z nadrukiem dzianiny.
Zdjęcia stąd
niedziela, 30 listopada 2014
Pulowerek dla dziewczynki
i mały, ciepły baktus - to moje ostatnie prace. Pulower na dziecko w wieku 1 rok+ wykonany na maszynie dziewiarskiej - niegruby (taki miał być). Baktus puchaty: z dwóch nitek: akryl + 50 g jakiejś fantazyjnej włóczki. Wyszedł grubawy, ale miły, delikatny i niegryzący.
Dzianina maszynowa; wykończenie: ściagacze przy szyi i pachach: druty 2,25 mm;
zużycie niewiadome; akryl 100%
Aplikacja wykonana szydełkiem i naszyta na pulowerek
Wzór sowy odrobiony ze zdjęcia (fotka nie wiadomo skąd).
Tu pulower w towarzystwie baktusa:
sobota, 29 listopada 2014
Wiatr od wschodu
powiewa i mocno ziębi. Kiedy wczoraj wybrałam się z psami nad stawy - myślałam, że nie wykonam dziennej dawki ruchu. Potwornie zmarzłam w palce dłoni. Miałam rękawiczki, dosyć cienkie, na to wełniane mitenki i nie dało się wytrzymać. Zwykle taki ekwipunek mi wystarcza. Miałam wrażenie, że odmroziłam sobie palce, a było tylko -4 st. C.
Dzisiaj pojechaliśmy na działkę, by porobić jeszcze zimowe zabezpieczenia, przede wszystkim wypuścić wodę z rur:
Troszkę otuliłam niektóre rośliny i ewakuowaliśmy się z powrotem z powodu dotkliwego chłodu. W chałupie nieco się zagrzało, bo paliliśmy pod kuchnią.
Zima zdecydowanie przypuściła atak, a jeszcze tydzień temu zebraliśmy takie rydze:
Stawy zamarzają - łabędziom został niewielki skrawek lustra wody
Tak zabezpieczona została woda na podwórku
Stawek też pokrył się taflą lodu
Jest i drzewo na opał
Zima zdecydowanie przypuściła atak, a jeszcze tydzień temu zebraliśmy takie rydze:
Subskrybuj:
Posty (Atom)





