Obserwatorzy

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Szydełkowa spódnica (4)

Zdaję sobie sprawę, iż staje się to nieco nudne, więc bardziej z kronikarskiego obwiazku demonstruję dziś kolejną spódnicę.


Powstała w ramach wyrabiania zapasów. Miałam bawełnę "Prele" kupioną dosyć dawno na realizację projektu, który nigdy nie doszedł do skutku, a którego już nawet nie pomnę. To wymyśliłam, że może zrobić spódnicę. Po dołączeniu kolejnego motka i przerobieniu kilku kolejnych rzędów okazało sie, że  różni się odcieniem.

Tu w mocnym słońcu można dostrzeć różnicę, która nie rzuca się w oczy, kiedy spódnica jest demonstrowana na człowieku

 
Szydełko Tulip 1,9 m; włóczka "Perle 5" 100% bawełna, 210m/50 g; zużycie 400 g

Całego karczka spódnicy nie prułam, stwierdziłam, że schowa się pod bluzką. Dlatego dalej robiłam w paski, zmieniając kolor w każdym kolejnym rzędzie, czego wyraźnie nie widać. Dzięki temu zatarła się różnica w odcieniach, niekiedy widać tylko taki minimalny refleks. Kto nie wie, może sądzić, że to taki kolor nici.
Dół zrobiłam tym wzorem:

sobota, 11 sierpnia 2012

Kresy Wschodnie 2012 r. (3). Stanisławów - smak zupy solianki

Stanisłwów po polsku, a Iwano-Frankiwsk po ichniemu. Dziś jest to duże miasto leżace w południowo-zachodniej części Ukrainy, u podnóża Karpat. Nie da się zwiedzić i opisać wszystkich zabytków tego miasta w ciągu kilku godzin, a więc relacja będzie bardzo wybiórcza.
Centrum miasta imponujące: odnowione budynki, deptak, sklepy, restauracje, lokalne występy artystyczne  na świeżym powietrzu - wszystko to potwierdza znaczenie miejscowości, jako stolicy okręgu liczącej  ponad 200 tys. mieszkańców. I my spacerujemy m.in. po deptaku, przysiadamy w ogródku jakiejś restaruracji.


Czas spróbować solianki - zupy zachwalanej przez panią przewodnik. Solianka to zupa mięsna podawana z oliwkami, cytryną i śmietaną (to tak w skrócie). Tu można przeczytać przepis. Jednak zupa różni się nieco smakiem, kiedy jemy ją w różnych miejscach. Brat mój próbował jej kilka razy; ja mogę ocenić smak restauracyjnej  i hotelowej. Nie powiem, smakowały mi obie. Ta hotelowa wzbogacona ziemniakami długo zwodziła mnie kawałkiem czegoś pływajacego po dnie miseczki (kiedy nie mam na nosie okularów do bliży - niestety nie widzę dobrze szczegółów). W końcu wyłowiłam łyżką ten pokaźny kęs (wydawał mi się dużym ziemniakiem) i posmakowałam - okazało się, że to było mięso.

Wracam jednak do historii: Stanisławów został założony w 1662 r. przez Andrzeja Potockiego, na miejscu wsi Zabłotowo. Nazwa miasta miała upamiętniać ojca fundatora - Stanisława Rewery Potockiego. Po rozbiorach trafił pod panowanie austriackie. Na początku XIX w. miasto zostało wykupione od Potockich przez rząd austriacki. Dynamiczny rozwój Stanisławowa przypadł na lata po 1866 r., kiedy stał się jednym z przystanków na wybudowanej wówczas linii kolejowej Lwów - Jassy. Na przełomie XIX/XX w. był trzecim co do wielkości miastem Galicji. W okresie międzywojennym miasto znajdował się w granicach administracyjnych Polski i około 60% mieszkańców stanowili Polacy, 24% to Ukraińcy, a 13% Żydzi.
W 1939 r., po napaści hitlerowskich Niemiec oraz Związku Radzieckiego na Polskę, Stanisławów znalazł się w granicach ZSRR. W okresie 1941-1944 stacjonowali tu Niemcy. Po rozpadzie Związku Radzieckiego w 1991 r. Stanisławów - Ivano-Frankivsk znalazł się w granicach niepodległej Ukrainy.
W Stanisławowie stoi oczywiście pomnik Adama Mickiewicza:


Pomnik odsłonięto 20 listopada 1898 r., autorem był rzeźbiarz Tadeusz Błotnicki. Ciekawostką jest to, że artysta sprzedał w 1903 r. kopię pomnika miastu Wieliczce. W listopadzie 1918 r. pomnik został uszkodzony przez ukraińskich żołnierzy i  zastąpiono go kopią odlaną w brązie. Zdemontowany i ukryty podczas II wojny światowej, wrócił na swoje miejsce.

Kościół kolegiacki pw. Najświętszej Marii Panny i św. Andrzeja i Stanisława został wzniesiony w latach 1672-1703. Świątynia zbudowana jest w stylu barokowym, w formie bazyliki, trójnawowa. Fasada główna, ozdobiona doryckimi i korynckimi pilastrami, zakończona barokowym frontonem, zwieńczona dwoma wieżami. Pokryta krzyżowym systemem stropów, z centralną kopułą zakończoną dwupoziomową, arkadową sygnaturą. Kościół stanowił sanktuarium rodowe Potockich. Jego bogate wyposażenie, pochodzące głównie z I połowy XVIII w. uległo niestety w większości zniszczeniu i rozproszeniu. W tej kolegiacie odbyło się nabożeństwo żałobne po śmierci sienkiewiczowskiego Michała Wołodyjowskiego. 

Kościół wyremontowano w 1979 r. i urządzono w nim  muzeum sztuki, prezentujące głównie resztki malowideł i rzeźb religijnych ze Stanisławowa i okolicy

 I jeszcze przykłady budowli sakralnych:

Synagoga została zbudowana wg projektu braci Grzegorza i Maksymiliana Szlosów.


Znajduje się w centralnej części miasta, na wschód od rynku. Jest to monumentalny, murowany i tynkowany, dwupiętrowy budynek, wzniesiony na planie prostokąta. W czasie II wojny światowej synagoga została zrujnowana, odbudowano ją w 1950 r. i przekazano akademii medycznej.




Do 1990 r. w zachodniej części budynku znajdowała się sala koncertowa, a w sali modlitewnej mieściło się audytorium akademii. W tym samym roku odzyskali ją Żydzi.

Dawny kościół ormiański p. w. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Panny Marii ( od 1992 r. sobór katedralny p.w. Matki Boskiej Pokrowy):


Kościół murowany z cegły, tynkowany, jego krzyżowy plan dzięki dostawieniu aneksów przypomina układ dwóch połączonych kwadratów o różnej wielkości.


Pierwotnie drewniany kościół wzniesiono około 1663/64 r. Inicjatorem budowy murowanej świątyni i głównym jej fundatorem był Jędrzej Potocki. Pod koniec XVIII w. wnętrze świątyni ozdobiła polichromia Jana Sołeckiego. Odbudowa Stanisławowa  po wielkim pożarze 28 września 1868 r. i po zniszczeniach wojennych przeciągnęła się do lat dwudziestych XX w.


Po II wojnie światowej kościół zamknięto, a część jego ruchomego wyposażenia przewieziono do Polski. Opuszczony przez Ormian budynek kościelny przekazano w 1946 r. Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, później pełnił funkcję pracowni malarskiej i kamieniarskiej, a od 1971 r. Muzeum Historii Religii i Ateizmu.





W 1990 przejęła go Ukraińska Autokefaliczna Cerkiew Prawosławna, która przystosowała świątynię do potrzeb swojego obrządku. W r. 1992 cerkiew została podniesiona do rangi soboru katedralnego, siedziby metropolity halickiego i lwowskiego.

Sobór katedralny pw. Zmartwychwstania Chrystusa (dawny kościół Jezuitów pw. Niepokalanego Poczęcia N.M.P.).

Barokowa budowla z lat 1752-1761, projektu o. Pawła Giżyckiego. Świątynia murowana, tynkowana, trójnawowa w formie bazyliki, przykryta dwuspadowym dachem. Uwagę zwraca typowo łacińska pięciopolowa fasada z dwiema wieżami o barokowych zakończeniach. Po kasacie zakonu jezuitów kościół został zamieniony na katedrę greckokatolicką. Wewnątrz zachowała się XVIII-wieczna nastawa ołtarzowa ukryta za ikonostasem.


Co jeszcze pokazała nam pani przewodniczka? Park, urządzony na miejscu starego cmentarza: wytyczono alejki, ustawiono ławki, na których przysiadają zmęczeni mieszczanie, pary zakochanych, matki z dziećmi. Wśród tej zieleni zachowały sie nieliczne nagrobki. Jest i taki pomnik polskiego powstańca:

a na nim napis:
"Ludu, mój ludu sponiewierany,
Budujesz ciagle mogiły, krzyże
Aż na różaniec Pan łzy Twe zniże
I sam omyje piekące rany".

czwartek, 9 sierpnia 2012

Kilka słów o wykonaniu bluzki "Gala" i inne sztuczki dziewiarskie

Bluzkę zrobiłam na maszynie jednopłytowej "Moda" - mam takie urządzenie już 30 lat. Kiedyś dorabiałam sobie robiąc swetry na zamówienie, dzisiaj wykorzystuję maszynę okazjonalnie. Nie chciało mi się kręcić na drutach bluzki z "Sonaty", tym bardziej, że córka specjalnie nie wybrała sobie wzoru, określiła tylko model: z kołnierzykiem polo i kolor (w kolorze ziemi - wyszedł kolor piasku).

Bluzka "Gala"

Ponieważ jest to maszyna jednopłytowa - nie można na niej wykonać ściagaczy, które zrobiłam na drutach 2,5 mm - ręcznie, a potem narzuciłam na maszynę. Dzianina maszynowa jest w swej strukturze zdecydowanie ściślejsza (robiłam na 10 - co oznacza splot najluźniejszy), niż wykonywana na drutach. Na drutach zrobiłam kołnierzyk (2,25 mm) i pliski do polo - chciałam tu użyć wzoru francuskiego.
Taką bluzkę z powodzeniem można zrobić na drutach - różnymi metodami: a) w częściach - osobno plecy, przód, rękawy i pozszywać; b) na okrągło od dołu,  z dorabianiem rękawków od góry, lub tradycyjną metodą; c) metodą "contiguous",  a więc tak, jak komu pasuje. Model klasyczny, nie wymaga specjalnego opisu, wystarczy po prostu wykonać próbkę ze swojej włóczki i rozliczyć  właściwie oczka, dopasowując rozmiar dla siebie. Często robię ściągacz: a) na drutach cieńszych, niż planowana reszta swetra; b) narzucam mniej oczek, a te brakujące  dodaję w pierwszym rzędzie nad ściągaczem - dzięki temu  nigdy mi się nie rozciąga. Niekiedy zbyt wąską dzianinę ratuję dodając dodatkowo oczka po bokach -  na wysokości biustu. Wtedy nie wykonuję wcięcia w talii. Niestety nie mam specjalnych rad w przypadku za szerokiej dzianiny. No, jeżeli się robi w częściach - można tę szerszą część przeznaczyć na przód, zrobić większe podkroje pod pachami, a tył wykonać o te kilka oczek z obu stron - węższy i zrobić mniejsze podkroje pod pachami, albo wcale. Owszem szwy boczne przesuną się nieco do tyłu, ale w dzianinie zszytej "graftingiem" szew staje się niemal niewidoczny.
Nie da się na drutach uzyskać efektu wzoru tak dokładnego, jak na maszynie, jednak  mogę podać sposób na uzyskanie podobnych prążków, jak w mojej bluzce "Gala". Fotografia zestawia wzór  maszynowy (strona  lewa) i wykonany na drutach (prawa).


Widać, że dzianina maszynowa jest zdecydowanie ściślejsza. Jednak podobny efekt można uzyskać i na drutach. Nie jest może identyczny, ze względu na to,  że nie udaje się uzyskać podobnej ścisłości dzianiny. Próbkę robiłam na drutach 3 mm, być może na 2,5 mm dzianina wyszłaby ciaśniej.

Wzór bluzki "Gala"
Prążek robimy np. co 6, 8 czy 10 rzędów (jak tam nam pasuje) na prawej stronie dzianiny. Wykonujemy naprzemiennie *1 oczko prawe, jedno oczko tzw. podwójne* (takie jak w ściegu patentowym); oczko podwójne otrzymuje się biorąc nitkę z poprzedniego  rzędu z oczkiem, które przerabia się aktualnie, czyli wkłuwamy drut w miejsce: rząd niżej. Powtarzamy. Na lewej stronie  robimy wszystkie oczka lewe.
Dodam jeszcze, że wzór lepiej wychodzi robiony tym sposobem (a nie poprzez narzucanie nitki); ponadto warto przerabiać ten jeden rząd  na drucie o 0,5 mm grubszym, niż robimy całość. Zaraz na stronie lewej przerabiamy rząd drutem właściwym.

Zdjęcie ilustruje sposób wkłuwania druta

środa, 8 sierpnia 2012

Kresy Wschodnie 2012 r. (2). Drohobycz czyli skąd powiedzenie: ręka, noga, mózg na ścianie

Drohobycz to miasteczko obok Truskawca i Borysławia leżące nieopodal Lwowa (60 km na południowy zachód). Nasza przewodniczka podkreślała, że w Borysławiu wydobywano ropę naftową, w Drohobyczu przerabianio i mieszkano, a w Truskawcu wypoczywano. Truskawiec znany jest jako uzdrowisko bogate w zasoby wody mineralnej m.in. popularnej tu "Naftusi". W Drohobyczu już w wiekach średnich wydobywano sól, stąd w herbie miasta  widnieje dziewięć topek (głów) soli. II wojna światowa stała się dla tego miasta cezurą. Zmienił się świat, zmienił się układ społeczeństwa zamieszkujacego to miasteczko. Kiedyś koegzystowali tu zgodnie Polacy, Ukraińcy i Żydzi - funkcjonowały obok siebie cerkwie, kościoły i  synagogi. Do dziś możemy tropić ślady tej wielokulturowości. Mnie przede wszystkim Drohobycz kojarzy się z Brunonem Schulzem i "Sklepami cynamonowymi". Więc jego ślady pokażę najpierw:

Dom, w którym mieszkał Bruno Schulz

 Pamiątkowa tablica wmurowana w ścianę budynku

 Tablica upamiętniająca miejsce na trotuarze, gdzie pisarz został zastrzelony

Nie będę tu przytaczać historii Brunona Schulza - w różnych źródłach można sobie samodzielnie poczytać. Gdzieś tam między drzewami pokazano nam budynek liceum, w którym uczył.

Ważną ulicą miasteczka  jest ulica Tarasa Szewczenki (dawniej Adama Mickiewicza), mieszczą się przy niej  piękne architektonicznie budynki (XIX w.), obecnie w większości odremontowane. Tu kiedyś mieszkali najbogatsi mieszkańcy.




Nie można powiedzieć, że nie czci się naszego Adama Mickiewicza. Jednak zmieniono nazwę ulicy Mickiewicza na Tarasa Szewczenki, a nasz wieszcz patronuje jakieś bocznej uliczce:



Owszem odnowiono też pomnik i poeta zyskał nowy wizerunek w kolorze złotym:


Jakaś tam taka moda panuje i pomniki malowane są pozłotką.
A i na kościele św. Bartłomieja (usytuowany w centrum przy Rynku, jest jednym z głównych zabytków Drohobycza) upamiętniono wieszcza:


Stare miasto zbudowane zostało na prawie niemieckim, stąd centrum to kwadratowy rynek z ratuszem oraz promieniście rozchodzacymi się  uliczkami. Pod drodze mijamy pomnik Jerzego Kotermaka (Drohobycza) (ok.1450 -1494) ukraińskiego astronoma, lekarza, astrologa, ponoć nauczyciela naszego Mikołaja Kopernika:



A teraz już o tym skąd się wzięło powiedzenie: "ręka, noga, mózg na ścianie". Opowieścią na ten temat  uraczył nas pan Stanisław Winiarz


 - kościelny w kościele  św. Bartłomieja opowiadający jego historię ze wschodnia swadą:
"Na tym miejscu stała kiedyś pogańska świątynia, a kiedy kopali fundamenty pod kościół natrafili na stopę, dłoń i głowę tego bożka, który był tu w tej pogańskiej świątyni. I na pamiątkę tego wyniesiono te części na zewnątrz i wmurowali wścianę. I stąd jest to powiedzenie "ręka, noga mózg na ścianie", to od nas z Drohobycza".


Według miejscowej tradycji kościół został wybudowany na miejscu starego zamku. Jego budowa rozpoczęła się w r. 1392, a. zakończyła się na początku XV w. W końcu tegoż wieku w kościele był pożar, po czym został on odnowiony. W r. 1548 otoczono go wałem, rowem i parkanem, zbudowano kilka drewnianych baszt i jedną murowaną. Podczas powstania Chmielnieckiego świątynia została zdewastowana, a w r. 1681 - odbudowana. W r. 1754 kościół został odnowiony, natomiast gruntowna konserwacja została przeprowadzona pod koniec XVIII w. W 1780 r. według rysunków wybitnych malarzy J. Matejki, S. Wyspiańskiego, J. Megoffera były wykonane witraże. W 1800 r. na miejscu drzwi północnych została zbudowana kaplica. Prace konserwatorsko-budowlane zostały przeprowadzone pod koniec XIX i na początku XX w. Od 1902 do 1910 r. z prezbiterium zdjęto wysoką gotycką attykę i nakryto ją istniejącym do dziś poniżonym dachem.
Kościół jest murowany z czerwonej cegły, nietynkowany, trzynawowy, ogólnego typu, z wydłużonym graniastym prezbiterium. Według planu, zbliżony jest bardzo do kościoła katedralnego we Lwowie, bez późniejszych dobudów.





Zdjęcia z wnętrza kościoła św. Bartłomieja w Drohobyczu

Po II wojnie światowej kościół został zamieniony na skład soli, co doprowadziło do dużej degradacji wnętrza. Obecnie świątynia funkcjonuje normalnie, gdyż została zwrócona wiernym; systematycznie odbywają się tu msze w języku polskim. Pan Stanisław Winiarz opowiadał, że w 1987 r. Polacy rozpoczeli starania o odzyskanie świątyni. Pisali listy do Moskwy, które zostawały bez odowiedzi. W końcu zebrano podpisy Polaków, które ksiądz Stanisław Draguła zawiózł do papieża. Było to okres, kiedy wizytę Janowi Pawłowi II składał Gorbaczow. Po trzech tygodniach przyszło zarządzenie, by kościół oddać wiernym. 16 grudnia 1987 r. Polacy weszli do kościoła, 23 biskup Moskwa z Przemyśla poświecił  kościól, a 25 świętowano tu, po 45 latach, Boże Narodzenie.

niedziela, 5 sierpnia 2012

Bluzka "Gala"

Nowy model letniej bluzki z bawełny. Bluzka z kołnierzykiem polo to klasyczny model i nie  ma w nim niczego odkrywczego. Ta została zrobiona z beżowej (piaskowej) "Sonaty" na maszynie dziewiarskiej. Ręcznie wykonałam ściągacze, pliski wykończeniowe i kołnierzyk. Wzór prążków można zrobić też na drutach.


Dzianina maszynowa + druty 2,5 - 2,25 mm; włóczka "Sonata" 70 % bawełna 30% wiskoza
294 m/100g; zużycie 300 g

 
Rozmiar bluzki: 36/38, przeznaczona do pracy. Wykonana klasycznie - zszywane poszczegóne części - tym razem nietaliowana. Po powiekszeniu zdjęć można dojrzeć szczegóły.



Jeżeli Czytelniczki będą zainteresowane, mogę przybliżyć sposób wykonania (jednak bez szczegółowych obliczeń) oraz wzór - czyli jak wykonać takie prążki na drutach.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails