Obserwatorzy

poniedziałek, 11 lipca 2011

Borówkowa Obsesja

Skończyłam kolejny projekt wg Kim  Hargreaves  - bluzeczkę Obsession:


Druty 3 mm; włóczka "Sonata" 294m/100 g; 70% bawełna, 30% wiskoza; zużycie około 280 g

Na drutach 3 mm robiło mi się dość wolno (nie podobała mi się robótka robiona luźniej), chociaż projekt nieskomplikowany:  paski wzoru oczek prawych i prostego ażuru. Jedynym ozdobnikiem są  ząbki na dole  bluzki i przy rękawach. Robiłam oczywiście w jednym kawałku - bez zszywania. Tylko rękawy są wszywane, bo musiałam je robić od dołu ze względu na te ząbki.  Sonata  z domowych zasobów w końcu doczekała się tego, że została wykorzystana.


Niestety dopiero na zdjęciach  bardzo widoczne stało się to, że powinnam była włożyć  ciemny biustonosz. Gdybym się dzisiaj nie zdecydowała pokazać tych fotek, pewnie jeszcze kilka razy woziłabym tę bluzkę do ogrodu, by zrobić sesję. Toteż pokazuję co mam. 


Detal

Kolor w rzeczywistości nie jest taki fioletowy, tylko  faktycznie borówkowy i jakby  bardziej matowy. Jest to taka grzeczna biurowa bluzeczka w typie Daisy.

piątek, 8 lipca 2011

Iwonicz Zdrój

Szybki wyjazd do Iwonicza i  fotograficzne migawki ze zdrojowej zabudowy miasteczka:




Iwonicz to jedno z najstarszych uzdrowisk w Polsce . Z 1413 r. pochodzi wzmianka o istnieniu w miejscowości wód mineralnych. Miasteczko położone jest w Beskidzie Niskim, w dolinie Iwonickiego Potoku, na wysokości 410 m  n.p.m.



Na terenie miasta znajdują się liczne źródła lecznicze, a także odwierty solanek jodobromowych oraz wody siarczkowe. Iwonicz-Zdrój jest dużym ośrodkiem lecznictwa uzdrowiskowego i sanatoryjnego. Leczy się tu choroby narządów ruchu, układu trawiennego, reumatologiczne, dróg oddechowych, kobiece, układu nerwowego, skóry, osteoporozę i otyłość.






Wody mineralne dostępne w pijalni wód:
Karol 2 –  wskazania lecznicze: stany zapalne dróg żółciowych, żółtaczki mechaniczne i miąższowe, stany po zabiegach chirurgicznych, choroby przemiany materii, skaza moczanowa, cukrzyca, choroby układu moczowego, początkowy okres kłębowego zapalenia nerek. Klimkówka 27 wskazania: choroba wrzodowa żołądka i dwunastnicy.
Iwonicz 11 – wskazania: przewlekłe zapalenie błony śluzowej żołądka, zaburzenia czynności dróg żółciowych, przewlekły stan spastyczny jelita grubego, niedokrwistość z niedoboru żelaza, niedoczynność tarczycy, otyłość.
Elin 7 – wskazania: przewlekłe zapalenie błony śluzowej żołądka, stany zapalne dróg żółciowych, zaburzenia czynności dróg żółciowych, otyłość.
Iza 19 – wskazania: kamica dróg moczowych, przewlekłe zapalenie dróg moczowych, choroby przemiany materii, nerwobóle, bóle mięśniowe, dychawica oskrzelowa, przewlekłe nieżyty oskrzeli.





Według "Encyklopedii Katolickiej": nazwa XIV-wiecznej osady Iwonicz wiąże się z wczesnym kultem św. Iwona w Polsce. Etymologicznie nazwa wsi wywodzi się od imienia Iwo (Iwon) czy też bardziej popularnej tu w średniowieczu formy Iwan. 

środa, 6 lipca 2011

Dzisiaj nad Sanem

zrobiłam fotografie  nietypowego graffiti - tyle, że są to malunki na  grubych pniach wierzby. Przedstawiają twarze ludzki - najlepiej widoczne z kilkumetrowej perspektywy:

 Ten odkryłam dzisiaj

A to dowód, iż rysunek jest rzeczywiście namalowany na drzewie:


Fotkę tego robiłam  z oddalenia (z drugiego brzegu potoczka wpadajacego do Sanu) 
- dlatego nie jest zbyt wyraźna

A ten jest najstarszy, malunek nieco się zatarł. Został wykonany na starym wyciętym pniu  wierzby:


Oczywiście pada nadal, nie przestaje. Woda w Sanie jest bura i wysoka:




Udało mi się  wykonać kolejne  zdjęcia  czapli. Parka ptaków kołowała nad wodą,  żerowała i głośnym kląskaniem dawała znać, że żyje. Mnie jednak udało się zrobić fotografie jednej z nich:


Zdjęcia nie najlepsze, po pierwsze aparat taki sobie, po drugie kiepska pogoda, po trzecie ptak nie pozwolił podejść zbyt blisko, a w locie błyskawicznie "odlatywał" z obiektywu aparatu.

wtorek, 5 lipca 2011

Wakacje

jakoś niefortunnie zaczęły się od  deszczy i nic nie wskazuje, żeby  miała nastąpić poprawa. Leje o tak:


Niemal ściana deszczu.  Przestaje na 15 - 30 min. i znowu. Pojechaliśmy w takim deszczu do ogrodu, bo musieliśmy w końcu odebrać z naprawy  kosę elektryczną.  Cała historia  z naprawą ciągnie się już z 5 tygodni... a trawa rośnie. Jakieś dwa tyg temu odebraliśmy ją z naprawy  po raz pierwszy. Po przywiezieniu do ogrodu zapaliła tylko raz, a potem już nie. Znów zawieźliśmy do punktu i   czekaliśmy   tydzień na stwierdzenie, jaki to typ usterki. Potem decyzja o wymianie części  (190 zł). I w końcu odebrałam telefon, że sprzęt jest gotowy do odbioru.

Krople deszczu w peruczkach perukowca

W oczku wodnym też nieciekawie, kiedy nie ma słońca, kwitnie mało kwiatów

Kwiaty oklapły od wody

Mokra moja ulubiona ławeczka pod wiciokrzewem, na której siadam w przerwach - lubię tu popijać kawę i patrzeć  na góry

Z powodu tych deszczy  nic nie można w ogrodzie robić - zbyt mokro. Rośliny  brzydną w oczach, kopyta sarnie poodbijane na gliniastych ścieżkach, wykopane cebulki nie schną. Tylko pies się cieszy, nie przeszkadza mu ulewa i z chęcią udaje się na spacer.


Ifa dzisiaj obwarczała i obszczekała panią weterynarz. Zawiozłam psicę na doroczne szczepienia przeciwko psim chorobom i na wściekliznę. Nie okazała wdzięczności "Tej, która uratowała jej kiedyś życie"  i spod kagańca podnosiła  wargi warcząc w jej kierunku. A kiedy po zabiegach  spadł jakoś przypadkowo z pyska kaganiec, Ifa stanąwszy naprzeciwko pani doktor zaczęła na nią szczekać. Obcięcia pazurów pani weterynarz się nie podjęła. Oceniłyśmy nasze wątłe siły i stwierdziłyśmy, że potrzebne jest męskie wsparcie. Nasza diablica nie da sobie dobrowolnie podciąć pazurów, mało tego ona nie daje mi się nawet wyszczotkować, tak się wije jak piskorz, kiedy uzbrojona w  szczotkę usiłuję dotknąć psiego grzbietu. No niedobra psica i już.

A tak łagodnie wygląda...

A w chałupie bukiet polnych kwiatów  trzyma się wyjątkowo dobrze - pewnie sprzyjają mu chłody

piątek, 1 lipca 2011

Biecz (3)

W Bieczu zobaczyłam  ekspozycję, która mnie urzekła. Było to wnętrze apteki żywcem przeniesione  z XIX wieku. I właśnie  ta nietypowość i rzadkość tego rodzaju ekspozycji bardzo mi się spodobała. Niektóre panie w komentarzach wspominały swe kiedysiejsze wycieczki do Biecza i fakt, że oglądały starą aptekę:


Ta zabytkowa apteka mieści się  w "Domu z basztą":


w którym obecnie znajduje się muzeum. Mieściła się  tu kiedyś pierwsza na Podkarpaciu apteka założona w roku 1557 przez aptekarza Marcina Bariana Rokickiego. Ponoć w tym budynku  apteka istniała do 1700 r. 
Kiedy w latach siedemdziesiątych XX w. przeprowadzono  remont budynku - odtworzono wnętrze starej apteki:




W pomieszczeniu znalazły  miejsce stare meble apteczne oraz  się mnóstwo buteleczek, słoików itp., wagi apteczne, moździerze. Jest nawet stara kasa sklepowa. Na ścianach wiszą wiązki ziół.



Dawniej w aptekach oprócz leków sprzedawano wyroby cukiernicze i dietetyczne, poza tym świece, kosmetyki, mydła, perfumy i środki chemiczne, a także tytoń, wina i napoje na bazie alkoholu. Pełniła więc apteka  funkcję drogerii, prefumerii, cukierni, sklepu chemicznego i trafiki. 
Różnorodność produktów, jakimi dysponowały dawne apteki, wynikała z chęci zapewnienia sobie jak najszerszej grupy klientów. Rozszerzanie asortymentu zapewniało dodatkowe dochody. Powodzeniem cieszyły się produkowane w aptekach słodycze stosowane głównie na pobudzenie trawienia tzw.confectiones et electuaria. Skórki cytrynowe, łodygi arcydzięgla, owoce kolendry i kminku powlekano gęstym syropem cukrowym, po wystudzeniu przysmaki te sprzedawano jako  lek. Farmaceuci przyrządzali również powidełka. Z dworskich rachunków z 1394 roku pochodzi informacja, że Władysław Jagiełło płacił aptekarzowi Andrzejowi za confectiones et electuaria, czyli konfekty i powidełka. W 1583 roku aptekarz krakowski Jan Pipan dostarczył z okazji koronacji „konfekty i ozdobne marcepany z herbami”. Wielką popularnością cieszyły się również sprzedawane w aptekach marcepany. Ich nazwa pochodzi od imienia włoskiego aptekarza Marco. Produkował on bowiem chlebki (łac. panis), na które składały się migdały i cukier ucierane w moździerzu. Marci panis stały się później marcepanami. Zawarty w nich olejek migdałowy miał właściwości wykrztuśne. Tego rodzaju słodyczom nadawano różne kolory i kształty. Aptekarze sporządzali także tzw.  pastę królewską w kształcie kwadratowych tabliczek, której skład opierał się na wodnych wyciągach roślinnych, migdałach, daktylach i innych aromatycznych surowcach roślinnych, a także na cukrze, gumie arabskiej i białku. Można było  kupić w aptece konserwę różaną , którą otrzymywano, rozcierając w moździerzu płatki róży z cukrem, a także tzw. morselki (morsuli), czyli słodycze w kształcie kwadratowych płytek, nazywane obecnie nugatami.



Część aptek specjalizowała się w wyrobie biszkoptu czyli chleba podwójnie pieczonego, a także pierników toruńskich i norymberskich.

W dawnych aptekach sprzedawano: perfumy, wody kolońskie i pomady twarzowe, kremy do różowienia policzków i płyny odświeżające do twarzy, mydła i środki do mycia zębów. W XVI wieku dostępne były także preparaty chemiczne, takie jak: farby, terpentyna, pokost, zamorskie żywice, cynobry, glejty, aurypigmenty i ugry. W aptekach można było dostać również proch strzelniczy, środki służące do jego wyrobu, siarkę, saletrę i węgiel drzewny.




Kolejnym wyrobem sprzedawanym przez aptekarzy były świece i pochodnie woskowe. Do ich produkcji służyły specjalne koła, prasy i krajalnice, deski do rolowania i piece do topienia. Wyrobom woskowym nadawano różne kolory, w zależności od przeznaczenia. W XVII wieku świeca stała się nawet atrybutem zawodu aptekarza. Poza świecami w aptece można było zakupić również wosk do pieczęci.


Recepty i stare  książki medyczne

W XVI wieku dużą popularnością cieszyły się apteczne wódki aromatyczne, czyli wodne destylaty otrzymywane z roślin. Do połowy XVII wieku tego rodzaju napoje przyrządzano na winie. Piwnice polskich aptek pełne były win, głównie węgierskich. Dopiero w 1714 roku August II zakazał aptekarzom handlu tym trunkiem.
Dawni farmaceuci trudnili się również ważeniem piwa i produkcją miodu pitnego. Powiedzonko „pijany w sztok” wywodzi się od lubelskiego farmaceuty Michała Sztoka żyjącego w XVIII wieku. Zyskało on popularność  za sprawą produkcji doskonałego trunku, który sam zażywał w dużych ilościach.


Czopkarka, pigulnica, puszczadło do krwi i prasa do tinktur (nalewek leczniczych)


Poza produkcją alkoholi, syropów, eliksirów i tynktur pomocnych w wielu schorzeniach, farmaceuci parali się także sprzedażą tabaki, tytoniu i importowanych z Holandii i Portugalii cygar.


Literatura
1.Paula Alaborska:„Mydło i powidło” w dawnych aptekach. http://www.nazdrowie.pl/artykul/mydlo-i-powidlo-w-dawnych-aptekach
2."Królewskie Miasto Biecz - Przewodnik". Wyd. Muzeum Ziemi Bieckiej


Dom z basztą kryje jeszcze inne ciekawe wystawy...

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails