Obserwatorzy

niedziela, 15 czerwca 2014

Nie dziergałam wczoraj publicznie

jednak z przyjemnością podglądałam relacje blogowe z tego dnia. Sobotę wykorzystałam na prace ogrodowe. Aura się pogorszyła, upały gdzieś sobie poszły, a komary postanowiły zostać. Muszę przyznać, że rada polecająca smarowanie ukąszeń octem, okazała się bezcenna. Dziękuję. Rzeczywiście ocet łagodzi swędzenie. Ponoć też i odstrasza komary - muszę i to wypróbować. Jak się okazuje ocet w gospodarstwie domowym ma wiele zastosowań. Sama używam go do  czyszczenia kranów, odkamieniania pralki, mycia okien itp.
Leniwa niedziela jakoś tak przepłynęła nijako. Skróciłam tylko nogawki w  spodniach, podszyłam obrąbek letniej spódnicy, której koronka się wystrzępiła i uszyłam worek do prania biustonoszy w pralce.
Na polu robótkowym marnie - wciąż drobiazgi. Dziś dwie czapki-berety dla Wandy (kiedy ona w tym pochodzi?) i dwie serwetki lniane obrobione koroneczkami.


Berety oczywiście z bawełny
 

Stare serwetki nabrały lepszego wyglądu po obrobieniu koroneczką - wcześniej miały frędzelki wysnute z materiału
 

czwartek, 12 czerwca 2014

Tak właściwie to o niczym istotnym ten post

Czas galopuje w te upały. Wczoraj pasteryzowałam ostatnie słoiki z sokiem z czarnego bzu. Zakończyłam też przerób truskawek na dżem. Mam jeszcze ochotę, by zrobić dżem rabarbarowy z imbirem - polecała mi go w komentarzach Ania.
W ogrodzie podczas tych upałów uaktywniły się niesamowicie komary i tną bez opamiętania. W któryś dzień z zapałem zabrałam się po południu za pracę rozebrawszy się do krótkich spodni i skąpej bluzeczki. Pracę jednak skończyłam "umundurowana" szczelnie od stóp do głów. Bo ubrałam najpierw długie spodnie i skarpety, potem bluzkę z długimi rękawami. Przez cienką bluzkę i skarpety cięły dalej niemiłosiernie, więc włożyłam jeszcze bluzkę flanelową. Dodam także, że byłam spryskana środkiem na komary i zjadłam wcześniej kilka witamin B (ponoć zapach ciała po ich spożyciu ma odstraszać bąki i komary). Tną nawet w głowę przez włosy. Jest po prostu nie do wytrzymania. A teraz piję wapno, smaruję ugryzienia "Altacetem" i tak drapię się bez przerwy. Swędzenie nieco mija po "Allertecu", ale z kolei powoduje on u mnie senność...
Poza tym pochłania mnie praca i w sumie brak czasu na przyjemności, a projekty z trudem krystalizują się w mojej zmęczonej głowie, która przyłożona do poduszki zapada w niebyt snu (najlepsze pomysły przychodzą mi do głowy właśnie w nocy). Ponadto nawet bez "Allertecu" ciśnienie w te upały spada mi katastrofalnie i głowa się kiwa. W związku z tym muszę się położyć, a Morfeusz porywa mnie w swe objęcia.

Już kiedyś chciałam zapytać czy Panie spotkały się z taka sytuacją: mam w obserwowanych różne blogi, niektóre z nich były mało aktywne w ostatnich czasach (nie było nowych wpisów) i nagle ukazały się w czytniku z dawnym adresem, a nowymi wpisami zupełnie innych autorów. Tak zdarzyło się z blogiem devorgilli  celtic-knitting, pani Ewy Kwiatkowskiej  - jest adres jej dawnego bloga, a wpisy zupełnie kogoś innego jakiegoś Alin Ionescu. I kiedyś tak było z niektórymi blogami Gosi Bukowskiej. Czy ktoś przejmuje adresy blogów, kiedy ich autorzy np. przestają pisać bloga, czy też tego bloga likwidują?
Najciekawsze jest to, że np. czytnik pokazuje "zajawki" dawnych postów naszych koleżanek dziewiarek, a potem od pewnego momentu zaczynają się te nowe wpisy autorów, którzy piszą teraz pod tym adresem.

Mąż ogląda pierwszy mecz Mundialu, a ja nie mogę się nadziwić, że TVP przegadała ceremonię otwarcia mistrzostw, "bo nie było sygnału dla Europy". Co okazuje się wierutną bzdurą, gdyż internauci z innych krajów europejskich tę uroczystość oglądali. Jak więc można Polakom pleść takie androny.

niedziela, 8 czerwca 2014

Sezon na przetwory rozpoczęty

W poprzednich latach jakoś mniej robiłam przetworów, tylko trochę soków z aronii i z kwiatów  czarnego bzu. Potem jeszcze jakieś jesienne jabłka, papryki i buraczki... W ostatnich latach nie zużywaliśmy wszystkiego, a i Matylda mniej zabierała. W tym roku córka wyjawiła, że chętnie by przygarnęła jakieś dżemy truskawkowe. No więc ruszyłam z produkcją. Zrobiłam słoiki z samymi truskawkami, a wędrując po blogach zobaczyłam też dżem truskawkowo-rabarbarowy. Postanowiłam spróbować i takiego. Okazał się całkiem smaczny (rabarbaru nie dawałam zbyt wiele, ot tak by nadać minimalnie kwaskowaty smak):



Jednocześnie zbieram czarny bez i robię sok (nieoceniony w zimie podczas przeziębień). Pachnie więc w domu na zmianę truskawkami i czarnym bzem. Dziś zgotowałam poprzedni (nastawiony w piątek) i przygotowałam następny:



Tymczasem w zarośniętym i zaniedbanym ogrodzie (nigdy niczego nie da się zrobić na czas) dominuje kwitnienie w żółtym kolorze: 

ale nie wyłącznie:

sobota, 7 czerwca 2014

Ranne telefony

Tego dnia wychodziłam później do pracy. No więc oczywiście pospałam nieco dłużej. Potem czas na zabiegi higieniczne, nieco bardziej pracochłonne śniadanie, niż zwykle... Psiska powitały mnie leniwie i nawet nie szykowały się do wyjścia. Królik z entuzjazmem przyjął miskę z karmą. To może wykonam jakieś zabiegi regeneracyjnie twarzy? Szkoda gadać - zarówno buzia, jak i reszta wyraźnie nadszarpnięte zębem czasu. "Peeling se zrobie" - zdecydowałam. Sięgnęłam po kwas hialuronowy (kupiłyśmy sobie na spółkę z Matyldą w aptece z kosmetykami naturalnymi). Wymasowałam twarz i szyję tym kwasem z drobinkami czegoś tam (też kupionego w tej aptece), potem uraczyłam je organicznym olejem makadamia i czekałam aż się wchłonie. Wtedy po raz pierwszy zadzwonił telefon stacjonarny (zwykle nikt w domu tych rannych połączeń nie odbiera). Pani rozpoczęła od pytań czy cierpię na miażdżycę, nadciśnienie, cukrzycę. Niezrażona odpowiedzią przeczącą, kontynuowała swą wypowiedź: że to nie szkodzi, bo ich oferta skierowana jest też do ludzi zdrowych, że warto, że powinnam... Zwyczajowo już w tym momencie przerywam rozmowę stwierdzając: "Nie jestem zainteresowana." Nie wiem jednak co mnie podkusiło, że słuchałam dalej. A więc mogę sobie zamówić: a) całodobowa konsultację kardiologiczną, b)samodzielnie mogę wykonywać badania EKG aparatem, który od nich otrzymam, a potem zostanie mi na zawsze... Przerwałam: za ile? Odpowiedź: za 68 zł miesięcznie w ratach na trzy lata.
Hmm czas się kurczy, a ja jeszcze włosów nie umyłam. Rzucam w telefon stałą formułę: "Nie jestem zainter... W głosie pani autentyczne zdumienie: "A dlaczego?" Przecież to taka świetna, niepowtarzalna okazja... Postanowiłam zakończyć i stwierdziłam: "Wasza oferta jest dla mnie za droga". Z interlokutorki jakby zeszło powietrze. Rozłączyła się.
No to włosy umyję - postanowiłam. Kiedy już doszłam do etapu: pianka do układania - zadzwonił telefon nr 2. "Czy pani Marta J..." "Tak - słucham". "Przygotowujemy nową książkę telefoniczną, czy dane adresowe się nie zmieniły? Czy chce pani uzupełnić je o numer komórkowy?" Potem było o układzie i zawartości książki, o wyższości tej edycji nad wszystkimi poprzednimi. Dość szeroko został potraktowany wątek  traktujący o części książki poświęconej adresom i telefonom obejmującym publiczną i niepubliczną służbę zdrowia. "Czy oni mają tam w wykazie mój PESEL - pomyślałam?" Pani na szczęście długo nie nalegała na to bym zamówiła sobie nową książkę telefoniczną za 80 zł z doręczeniem do domu za dwa miesiące (plus koszty dostawy). Jednak parę sekund wcześniej powiało grozą, kiedy stwierdziła, że właśnie mnie dopisuje do listy kupujących tę że...
Wróciłam do łazienki, wysuszyłam włosy, potraktowałam lakierem... No dobra śniadanie, nie ma już czasu na wymyślanie: zielona herbata, kawa (zawsze piję jednocześnie), biały serek, rzodkiewki, kiełki, trzy plasterki wędliny, kromka chleba ziarnistego. Odpalam komputer - trzeba zobaczyć co tam w świecie słychać...
Oj mało już czasu, trzeba wychodzić... Telefon nr 3. "Chciałam panią zaprosić na prezentację pościeli wełnianej w "Hotelu pod różą", połączoną z degustacją..."
"Nie jestem zainteresowana" - warknęłam do telefonu. Błyskawicznie wciągnęłam dżinsy. Machnęłam po twarzy pędzlem z sypkim pudrem, poróżowałam policzki, pomalowałam usta, popsikałam się perfumą. W locie porwałam kluczyki do samochodu i torebkę.
Wiem, wiem zwyczajowo nawet nie odbieram takich telefonów...

P.S. Ifunia ma się lepiej. Na kolację "zeżarła" ranną suchą karmę i jedzenie wieczorne. Teraz pochrapuje mi za plecami.

środa, 4 czerwca 2014

Bohaterką dzisiejszego wpisu

jest Ifa. Matylda zrobiła jej kilka zdjęć podczas wycieczki na Tokarnię. Córka sprawdzała możliwości swego nowego aparatu fotograficznego, a za modelkę wybrała sobie m.in. dużą psicę.

 
 
Dziś duża cierpi - ma atak bólu wątroby. Niedawno pani weterynarz zdiagnozowała dolegliwości wątroby i trzustki. Pies poddany leczeniu wydobrzał. Jednocześnie pilnujemy prawidłowej diety (zamówiłam specjalną karmę dla psów ze schorzeniami wątroby i trzustki), uważamy, by psica nie zżerała niczego poza karmą dla niej przeznaczoną.


Niestety ostra dieta psu nie odpowiada i niekiedy na własną łapę coś zeżre. Na przykład pod blokiem (niektórzy ludzie wyrzucają resztki: jakieś kości itp. przez okno) - irytuje mnie to niemożliwie, gdyż Ifka nawet idąc na smyczy, niekiedy zdąży coś znaleźć; odebrać sobie nie da). Nawet domyślam się, którzy sąsiedzi (tacy gnojarze) to robią. Nie mogę jednak zrozumieć dlaczego? Nie mam pomysłu jak im zwrócić uwagę. Przecież to jest absurdalne, to wyrzucanie resztek przez okno na osiedlu mieszkaniowym. Może wyobrażają sobie, że właściciele psów będą z tego powodu szczęśliwi, kiedy ich pupile znajdą sobie te resztki i zjedzą? Jednocześnie ci sami sąsiedzi wystawiają na klatkę schodową swoje śmierdzące śmieci (kiedy nie chce im się wynieść do śmietnika). Śmieci cuchną, nie da się wytrzymać na klatce. Kiedyś nie wytrzymałam i napisałam im kartkę, którą położyłam na śmierdzącym worze: "Proszę nie wystawiać swoich śmierdzących śmieci na korytarz" - na jakiś czas pomogło.



Drugi sposób na  "dożywianie" Ifunia odkryła w Zagórzu. Udaje się na podwórko sąsiadów i tam wykrada psu łańcuchowemu obrzydliwe gnaty, którymi czasem go karmią. No i oczywiście zabrać sobie nie da. Pewnie dziś coś zeżarła i teraz cierpi. Dałam lekarstwo na wątrobę i nospę. Psica kolacją niezainteresowana, patrzy litościwie. Widać, że boli.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails