Obserwatorzy

środa, 7 maja 2014

Czapki "myboshi"

Co oznacza "myboshi" w dosłownym tłumaczeniu? Boshi z języka japońskiego to czapka, a połączone z angielskim my daje powyższy zlepek: spolszczony jako "moja czapka". O "myboshi" piszę ze względu na zjawisko kulturowe i przyczynek do historii dziewiarstwa. Idea "myboshi" polega na tym, że każdy może posiadać, albo sobie zrobić czapkę własną, jedyną, charakterystyczną dla siebie.
"Myboshi" wymyśliło dwóch młodych Niemców - instruktorów narciarstwa. Kiedy przebywali na obozie w Japonii zaczęli robić kolorowe szydełkowe czapki. Mieli świadomość, że czapka, która spodoba się młodym, powinna być ładna i wygodna. Panowie Thomas Jaenisch i Felix Rohland z Górnej Frankonii: 

Zdjęcie ze strony:http://www.myboshi.net/Story/
 
uczynili ze swego pomysłu dobrze prosperujący interes. Oferują nie tylko gotowe wyroby z metką - logo czapki, ale i włóczkę, z którą do kompletu można tę metkę kupić.


Czapki wykonuje się szydełkiem nr 6 z włóczki o składzie: 70% akrylu i 30% wełny merino, z reguły o dość intensywnych kolorach i często niekonwencjonalnych zestawieniach.




Panowie wydali również dwie książki ze wzorami czapek i w ciągu prawie  czterech lat od wylansowania swego pomysłu z powodzeniem rozpowszechniają  modę na "myboshi" w kolejnych krajach.


Wszystkie zdjęcia ze strony: http://www.myboshi.net/
 
Oryginalną włóczkę "Myboshi" można kupić i w polskich pasmanteriach internetowych, widziałam w Akademii Rękodzieła "Bocian" i pasmanterii "To i owo". Fakt polska dziewiarka poradzi sobie i bez oryginału, jednak nie oznaczy swej czapki firmową metką.
Kiedy przyjdzie jesień, zaczniemy dziergać czapki "myboshi".

poniedziałek, 5 maja 2014

Sweter siatka

Prezentowany sweter, to dzianina wiosenno-letnia. Został zrobiony ściegiem siatkowym, jest przeznaczony do noszenia na topy, stąd obszerny dekolt i opadające ramiona.

 
  Druty 3 mm; włóczka to jakaś mieszanina z wiskozą (z zapasów),
zużycie i metraż niewiadome - swetra nie zdążyłam zważyć

Sweterek robiony klasycznie na bazie prostokątów; zszywany. Już bardzo dawno nie robiłam takiej dzianiny, żeby zszywać wszystkie boki i ramiona. Jednak wydawało mi się to dość rozsądne przy tym wzorze.



Muszę przyznać, że odpowiedniego ściegu siatkowego trochę się naszukałam, bo początkowo zamierzałam zrobić ten sweterek zwyczajnym ażurem: narzut, dwa oczka razem, ale dzianina układała się na ukos, co mi nie odpowiadało. I w końcu trafiłam na ten, który okazał się efektowny, ale czasochłonny (w czasie poświęconym na wykonanie tego swetra zrobiłabym dwa).


Detale
 
Zdjęcia robione szybko na balkonie, przed wyjazdem córki, a sweter jeszcze nieco wilgotny po namoczeniu (kończyłam go w nocy).

Ścieg siatkowy - zbliżenie

sobota, 3 maja 2014

Zwijarka do włóczki i inne historie

Zimno arktyczne doszło do nas. Cały dzień popadywał deszcz. Zdecydowaliśmy, że siedzimy w domu. Mąż poszedł z psami nad San, a ja w końcu zajęłam się czyszczeniem mojej archaicznej maszyny dziewiarskiej "Mody". Wymagała renowacji: zabrudzona, zapylona, z obluzowanymi częściami, pogubionymi śrubkami. Zajęło mi to kilka godzin: wyczyściłam, podokręcałam, wyregulowałam, wymieniłam uszkodzone igły.



Przy okazji sfotografowałam moje, równie archaiczne, zwijarki do włóczki. Niedawno pojawiły się na blogach dziewiarek posty o zwijarkach. Panie chwaliły się swymi pięknymi, nowymi zwijarkami do włóczek, opowiadały, gdzie je kupiły itd. Inne panie wyrażały pragnienie posiadania, tego jakże niezbędnego akcesorium dziewiarki... Wspomniałam wówczas w jakimiś  komentarzu o zwijarce, którą niedawno znalazłam na strychu u mamy. Moja mama kilkadziesiąt lat robiła na maszynie swetry. Miała jednopłytową poprzedniczkę "Mody" o nazwie "Kaszubka". Następnie skonstruowaną w jakimś zakładzie rzemieślniczym tzw. "przystawkę", która umożliwiała jej wykonywanie  ścągaczy. Później kupiła sobie maszynę dwupłytową; wtedy ja dorosłam i w moim posiadaniu znalazła się wspomniana wyżej "Moda", na której "machałam" swetry dorabiając sobie do skromnej pensji po studiach. Nosiło się wówczas swetry kimonowe, toteż robiłam takie trzy w weekend (łącznie ze zszywaniem). Ponieważ moja maszyna nie wykonywała ściągaczy, mama robiła je dla mnie na swej dwupłytówce. Później też kupiłam sobie maszynę dwupłytową, niestety nie opanowałam jej do końca (zrobiłam kilka swetrów) - w międzyczasie moda na dzianinę "domową" się skończyła, maszyny powędrowały do piwnicy i mój szanowny małżonek w czasie akcji sprzątania wyniósł na śmietnik prowadnice do dwupłytówki. Została mi sama maszyna, no i niezawodna "Moda", do której powracam co jakiś czas i wykonuję drobne dzianiny.
To była taka nieco przydługa dygresja, a miało być przecież o zwijarkach. Pierwsza prezentowana została mi po mojej maszynie dwupłytowej:




Włóczkę nawija się na tutki kartonowe lub plastikowe. Dla maszyny taka technika była odpowiednia, dla codziennego dziania ręcznego tutki z nawiniętą włóczką są niewygodne. Toteż za często nie korzystam z tego wynalazku.
Druga nawijarka należała do mamy - przypomniałam sobie o niej i przyniosłam ze strychu. Montowana była do stołu o tak:


gdyż w tej pozycji łatwiej nawijało się włóczkę. Ojciec zrobił w stole kuchennym specjalny otwór, by móc  w tej pozycji przykręcać zwijarkę.

 
Tak wygląda ten leciwy sprzęt; sparciały pasek i guma:
 


A trzeba przyznać, że zwijarka ta przepuściła przez siebie pewnie i miliony metrów. 
Można ją montować również w taki sposób:


Próbowałam przewijać włóczkę i idzie mi kiepsko - nitka mota się i supła.  Albo sprzęt jest już zbyt archaiczny, albo ja wyszłam z wprawy. Ponoć na strychu jest również i motowidło, ale mama broni jak lwica dojścia na strych i poszukiwań... Może kiedyś przy okazji uda mi się je odnaleźć.

czwartek, 1 maja 2014

Mała i Wielka Rawka

Dziś wybraliśmy się na Małą i Wielką Rawkę. Po raz pierwszy byłam na Rawkach wiosną, zdecydowanie najbardziej lubię Rawki jesienne, kiedy przebarwiają się liście i czerwienią się dojrzałe jarzębiny.



Wchodziliśmy od Przełęczy Wyżniańskiej. Trasa niedługa, bo zaledwie ponad godzinę na Małą Rawkę, a stamtąd około 15 minut na Wielką. Pogoda dopisała, chociaż słońce dla nas pokazało się dopiero po zejściu z trasy i po rzęsistym deszczyku.


W Bieszczadach trwa wielka majówka, ludzi multum, a ruch na Rawki w obie strony przypominał co najmniej wejście na Halę Gąsiencową w okresie największego szczytu turystycznego.


Mała Rawka (1272 m n.p.m.) – góra będąca kulminacją grzbietu Dział. Znajduje się niedaleko  Ustrzyk Górnych w Bieszczadach Zachodnich. Na północny wschód odbiega z niej grzbiet, poprzez Przełęcz Wyżniańską  biegnący ku Połoninie Caryńskiej.



Wielka Rawka (1304 m n.p.m.) – najwyższy szczyt pasma granicznego w Bieszczadach Zachodnich. Masyw Wielkiej Rawki leży w środkowej części pasma granicznego; południowym stokiem biegnie granica polsko-ukraińska.



 
Grzbiet Wielkiej Rawki to kilka niewyraźnych wierzchołków. Najwyższym punktem jest wychodnia piaskowca usytuowana w jego środkowej części, której wysokość wynosi według różnych źródeł 1304 lub 1307 m n.p.m. Kilkadziesiąt metrów od tego miejsca stoi betonowy słup, dawny znak geodezyjny.



Wielka Rawka jest atrakcyjnym miejscem widokowym. Rozciąga się stąd panorama na wszystkie masywy pasma połonin, pasmo graniczne, Bieszczady Wschodnie, Połoninę Równą oraz góry Słowacji, między innymi Wyhorlat. Jest to też miejsce styku  granic Polski, Ukrainy i Słowacji pomiędzy Połoniną Caryńską, pasmem granicznym i górą Kremenaros.

 
Oryginalna brama wjazdowa do bacówki pod Mała Rawką

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Wiosennie na Tokarnię

To łatwa i szybka wycieczka, taka dla relaksu i do popodziwiania widoków. Córka chciała wybrać się gdzieś, żeby nieco odpocząć, a ograniczenia czasowe były dość ścisłe, więc zaproponowałam Tokarnię. Byłam tam ostatnio w jesieni, a jeszcze wcześniej zimą. Wycieczkę z dojazdem, powrotem i sesjami fotograficznymi zakończyłyśmy w cztery godziny. Psiska się wybiegały i do wieczora nie ruszały z legowisk. Świeża wiosenna zieleń, przekwitające tarniny i czereśnie,  kwitnące już czeremchy, dobra pogoda, która żegnała nas ciepłymi promieniami słońca, rozległe widoki pozwoliły na doładowanie akumulatorów.  A było tak:








Widoki z góry:






Nasze psy:

 
 Portret Toli
 
i Ify
 
Obydwie psice

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails