Obserwatorzy

piątek, 24 lutego 2012

Chusta Dream Stripes (2)

ta wyszła bardzo "pszczółkowo". Została zrobiona z włóczki z odzysku. Sprułam dwa szyjogrzeje kiedyś tam zrobione, dodałam jako drugi kolor czarną włóczkę i powstała taka chusta:

 Druty 5,5 mm; włóczka „Liwia” (20% wełna, 80% akryl);185 m/100 g (musztardowa) + akryl 100% (czarna); zużycie 200 g


Do kompletu czapka , która została przerobiona z tej starej musztardowej. Ta jest nieco mniejsza i została wykonana wzorem podobnym do ryżowego: przerabia się na prawej stronie (rzędy nieparzyste) jedno oczko prawe, drugie lewe, a w rzędach parzystych wszystkie oczka na lewo.

Czapka: druty 4 mm; włóczka „Liwia” (20% wełna, 80% akryl);185 m/100 g; zużycie 100 g

Czapka jak zwykle robiona na okrągło: ściągacz 72 oczka, powyżej ściągacza dodane 10 oczek. Głębokość czapki około 25 cm. Model czapki-krasnal, jednak ta nie jest bardzo głęboka i szeroka, mniej wisi z tyłu.

środa, 22 lutego 2012

Ręce mi opadły...

Jak napisałam w komentarzu  - pani Anna S. usunęła wszystkie moje teksty i zdjęcia, jak sobie zażyczyłam. Przeprosiła. Nadal jednak utrzymuje, że przy wszystkich moich materiałach miała link do mojego bloga, tyle, że ani słowa nie ma o tych tekstach - całych postach i zdjęciach, które linku nie miały. Poza tym nie było to jakieś tam jednostkowe zdjęcie pożyczone sobie, by coś tam zilustrować.  Były to kilkakrotnie całe posty od a do z - skopiowane dosłownie! Zrobiłam zrzuty ekranu i mam dowody. Pani chciała mi zrobić reklamę publikując na swym blogu moje materiały - tak twierdzi. Tyle, że to chyba ja jej tę reklamę zrobiłam, bo na martwy dotąd blog z niewielką oglądalnością, walą ludziska i oglądają. Napisałam w komentarzu do poprzedniego mojego posta, że chcę zakończyć temat, ale kiedy weszłam na bloga tej pani i zobaczyłam jej publiczne oświadczenie o tym linkowaniu i  reklamie oraz stwierdzenie - cytat: "Zresztą  sama pani Antonina również umieszcza  na swym blogu  różne linki i nie przypuszczam, żeby miała  na wszystkie zgodę autorów" - krew mnie zalała i tyle. Bo przecież nie o linki tu idzie!
No i wyszłam na pieniaczkę...
Ponadto pani S. po tej aferze zmieniła  tytuł swego bloga, usunęła podawane wcześniej namiary na siebie na Facebooku oraz dostęp do profilu. To są fakty. Jeżeli jest tak uczciwa, jak twierdzi, a ja się tylko czepiam  i nie wiadomo o co mi chodzi  - to  dlaczego to uczyniła?
A ja się rozczulam, czy podawać  namiary na bloga tej pani, mam skrupuły, bo nie wypada tak z buta kogoś traktować i piętnować, bo może nie wie, może to z niedoinformowania, może dopiero uczy się zachowania w sieci, bo każdy popełnia jakieś błędy, na których się uczy. Niewątpliwie pani S. nauczyła się, że twardo trzeba  iść w zaparte i  twierdzić, że białe jest czarne (a nie białe jest białe i czarne jest czarne); jak ukrywać swoją internetową tożsamość likwidując wcześnie podane namiary na Facebooka (gdzie zostawiła jej wiadomość moja córka o nieprawnym wykorzystaniu jej wizerunku w sieci oraz popełnionym plagiacie) oraz dostęp do profilu, na którym był mail (dzięki czemu mogłam do niej napisać - chociaż wcześniejszy mail wrócił się do mnie).
Mam takie swoje powiedzonko: "litość jest zbrodnią" - jakże jest ono prawdziwe w wielu życiowych sytuacjach...
To wszystko jest takie żałosne, źle się z tym czuję,  mam  niesmak po tej aferce. Czy tak trudno ludziom przyznać się do błędu?

poniedziałek, 20 lutego 2012

W uzupełnieniu

Chwilowo - mam nadzieję, że chwilowo - odzewu żadnego od pani, o której działaniu było niżej, nie ma. Nie wiem czy nie odebrała pierwszej wiadomości (na Facebooku), czy też  ją ignoruje. Napisałam list drugi z żądaniem usunięcia wszystkich treści, które są moją własnością. Jeszcze troszkę poczekam. Potem zgłoszę sprawę Bloggerowi i ewentualnie zastanowię się nad innymi rozwiązaniami.
Dziękuję za tak liczny odzew. Mam świadomość, że takie postępowanie nieuczciwych może dotknąć każdą osobę prowadzącą bloga, lub  prezentującą swoje dzieła w internecie. Zresztą co jakiś czas czytamy o podobnych  zdarzeniach. W komentarzach pisze oswych doświadczeniach z nieuczciwymi osobami kai. Devorgilla walczy z "Chomikiem" o usuniecie jej właśności ze zbiorow pewnej  pani. Zapewne jeszcze niejednokrotnie  przeczytamy o podobnych problemach. I naprawdę nie chodzi mi tu o kopiowanie do użytku własnego - bo po to niejednokrotnie przygotowywałam opisy robótek, żeby inni mogli skorzystać i taka jest idea tego bloga.
Dodam jeszcze - bo były o to pytania - że na blog tej pani trafiłam zupełnie przypadkiem - przez wyszukiwarkę.  Jeżeli chodzi o jej działanie: to daje niekiedy odnośniki do mojej strony, ale jest tam kilka wpisów, które są skopiowane w całości: treść i zdjęcia i nic nie ma na ten temat, że nie są jej autorstwa; są zdjęcia moich prac (niepodpisane przeze mnie) z czasów, kiedy nie podpisywałam jeszcze fotografii i zaprezentowane, jako jej własne. Są dosłowne instrukcje wykonania  rękawiczek i takie nieco przerobione z moich opisów, kominy zaprezentowane,  jako jej dzieło. Na 19 postów na tamtym blogu -10 bazuje na mojej treści i zdjęciach.  Nie będę upubliczniać adresu tego bloga - bo nie wydaje mi się to sensowne - przynajmniej na razie. Jest tam też wizytówka tej pani  przekierowującą do Facebooka, a więc nie jest osobą anonimową. Mam nadzieję, że zrozumie swoje niewłaściwe zachowanie  i po prostu usunie treści, których nie jest autorką. A wszystko wydaje sie jakieś takie absurdalne, bo przeciez obracamy się w niemal tym samym samym światku blogowym (robótki ręczne) i wiadomo, że prędzej czy później możemy trafić na to, że ktoś wykorzystuje naszą własność.
Sprawa ta zabrała mi już mnóstwo czasu i energii, które mogłabym poświecić czemuś innemu. Szkoda. Liczę na jej rychłe rozwiązanie, by móc  normalnie blogowo funkcjonować.

niedziela, 19 lutego 2012

Jubileuszu nie będzie...

Miał być dzisiaj kolejny odcinek na temat żakardów. Nie będzie... Czasu brakło, bo musiałam zająć się innymi sprawami, o których niżej.
Nie tak dawno licznik na moim blogu wskazał, że odwiedziło mnie ponad 1 mln czytelników. Cieszy mnie  popularność bloga, fakt że wiele osób znajduje tu dla siebie coś do obejrzenia i poczytania. Wiele radości sprawiają mi  komentarze, które potwierdzają, że to co robię się przydaje, że blog jest interesujący i ciekawy. (Zaskoczeniem było dla mnie to, że kiedyś na ulicy w Sanoku zaczepiła mnie młoda kobieta słowami: "czy to pani prowadzi bloga "U Antoniny". Pani poznała mnie po chuście, która miałam na ramionach. Krótka rozmowa była bardzo sympatyczna. Pozdrawiam Panią z Sanoka...). Mam przecież świadomość, że skoro piszę w sieci, treści skierowane są do Czytelników podzielających moje zainteresowania. Nie będę zamykać bloga  dla wybrańców, bo nie taka miała być jego idea.
Mam też wrażenie, że dzielę się z moimi Czytelnikami wieloma rozwiązaniami robótkowymi, opisami projektów, wzorami, techniką wykonania. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że przygotowanie sensownego opisu wykonania czegoś - to praca wielogodzinna. Przygotowanie  tekstu, grafiki, ich obróbka - to czas, czas i czas. Na przykład napisanie  krótkiego posta  na temat kolejnej techniki żakardowej - także zajmuje wiele godzin: jest to wyszukanie informacji, często tłumaczenie (bo w języku polskim nie ma żadnych opracowań), sensowne sklecenie tekstu oraz wyszukanie takiej grafiki, by człowiek mógł mieć pewność, że nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności za jej wykorzystanie. Tego czasu włożonego w przygotowanie treści, po opublikowaniu posta, nie widać.
Dotąd można było czerpać z mojego bloga tyle, ile się komuś podobało. W sumie nie miałam nic przeciw temu, że kopiowano i treść, i zdjęcia - przecież jeżeli umieszczam jakiś opis wykonania, to po to by  ktoś z niego skorzystał - nieprawdaż? Część opisów przygotowałam  nawet w formie osobnych dokumentów do pobrania. Sądziłam jednak, że służą te opisy, rady osobom, które chcą się czegoś się nauczyć, zdobyć nowe doświadczenia i oczywiście wykorzystają je dla siebie. Pochwalą się, że coś tam wykonały na podstawie opisu z mojego bloga, zamieszczą odnośny link...
Jednak, jak się okazuje niektórym nie przeszkadza to w tym, by u siebie na blogu pokazywać moje zdjęcia (sygnowane napisem "Antonina"), zamieszczać moje teksty i opisy jako swoje. Kopiowane były nie tylko pojedyncze fotografie, czy fragmenty opisów, ale posty w całości! Moja córka nagle stała się córką pewnej pani, moje prace - jej pracami. Nie wiem czy pani Anna S. tak ignoruje zasady prawa autorskiego, czy nie ma wyobraźni, czy - już mi nawet słów brakuje...
Drugi aspekt - zauważyłam  też, że niektórzy kopiują moje opisy robótek, a potem je po prostu sprzedają...
Ja nie chciałam robić ze swego bloga witryny komercyjnej - jest zdecydowanie blogiem hobbystycznym. Nie ma tu reklam, wzorów nie sprzedaję - dzielę się nimi za darmo. Przecież sama też korzystam z wzorów, które krążą w sieci. Staram się zawsze umieszczać linki i odnośniki, jeżeli korzystam z cudzej własności. Poczytałam zasady prawa autorskiego i jego interpretacje i wydaje mi się, że raczej zdecydowanie stosuję się do reguł.
W świetle powyższych zdarzeń zablokowałam  możliwość kopiowania  treści (tekstu), fotografii i grafiki. Muszę się zmierzyć z tym problemem i przemyśleć dalsze rozwiązania. Zdaję sobie sprawę, że te blokady są do obejścia dla tych, którzy zechcą je obejść. Bo nie ma stuprocentowych zabezpieczeń.
Dodam jeszcze, że nie można wielu mierzyć jedna miarą, była pani,która napisała do mnie, że skorzystała z treści mego bloga pisząc swój artykuł i to było ok.
Na razie będzie tak - kiedy sobie wszystko poukładam - poinformuję moich Czytelników.

czwartek, 16 lutego 2012

Komin - Inspira

Inspira Cowl robiłam bardziej z ciekawości, aniżeli z rzeczywistej potrzeby. Zainteresowały mnie wzór i technika wykonania tzn. wzór ściągacz 2 x 2 lub 3 x 3, wykonany naprzemiennie kolorowymi włóczkami. Prościzna, ale bardzo efektowna. Dobranie odpowiednich włóczek i ich komponowanie daje niepowtarzalny, oryginalny rezultat. Mało tego, nie ma dwóch takich samych egzemplarzy.

Druty 5,5 mm; włóczka "Rozetti Sarayli"  70% akryl, 30% wełna;  180 m/100 g 
- zużycie 100 g; 
Jasminum 50% wełna, 50% akryl; 200 m/100 g - zużycie  100 g




Zabawa  cieniowaną "Rozetti Sarayli" była doskonała. Właściwie, kiedy zamawiałam ten kolor: 104-04, to wyobrażenia nie miałam, jaki będzie w rzeczywistości. Już w motku widziałam, że kolory są dość intensywne, dlatego dobrałam drugi kolor (tło) w stonowanym kolorze stalowym).



Rozmiary komina: 60 cm na dole (220 oczek - początek robótki), około 32-33 cm (134 oczka) na górze; wysokość 38 cm. Siódme powtórzenie wzoru wpłynęło na wydłużenie komina i chwilami może wydawać się on za długi, ale można go zawinąć do środka.



Inne uwagi techniczne: gubiłam oczka w miejscu przechodzenia kolorów, tzn. w rzędach robionych wzorem  pończoszniczym (kolor stalowy) - robiłam 2 rzędy tym kolorem. Oczka gubiłam na tzw. oko - po pierwszym powtórzeniu zgubiłam około  30, potem gubiłam kilka razy po 22 -18 , by w końcu gubić po 12. Komin wkładany na płaszcz, czy kurtkę - ma odpowiednią szerokość (przeznaczony był dla pani noszącej rozmiar około 42), dla szczuplejszej osoby należy na dole  zrobić komin węższy. Zresztą można skorzystać z opisu na Ravelry, gdyż jest darmowy. Ja jak zwykle, z opisu nie korzystałam,  robótkę zaczynałam na wyjeździe, z pamięci. Dół i górę wykończyłam oczkami rakowymi, bo nie zaczynałam jej tym ozdobnym wzorem , gdyż nie miałam możliwości podglądania, jak to zrobić. Może innym razem wykorzystam ten sposób.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails