Jako, że marzec dobiega końca czas pokazać moje zmagania z haftowaniem poduszki. Idzie mi kiepsko, wszak nie haftowałam krzyżykami ze 35 lat, albo więcej. Jednak staram się jak potrafię.
A oto moja dotychczasowa praca:
Jako, że marzec dobiega końca czas pokazać moje zmagania z haftowaniem poduszki. Idzie mi kiepsko, wszak nie haftowałam krzyżykami ze 35 lat, albo więcej. Jednak staram się jak potrafię.
A oto moja dotychczasowa praca:
zaproponowała Renia w marcowej odsłonie zabawy:
No to dzisiaj zrobiłam naleśniki, które lubią: mąż, córka z wnuczkami i chyba zięć. Drugą potrawą, którą robię w ilościach hurtowych są pierogi, jednak dziś głos oddaję naleśnikom.Przepis jest prosty: 2 szklanki wody gazowanej, 2 jajka, dwie szklanki mąki. Wszystko wymieszać (ja to robię robotem kuchennym) i smażyć placki naleśnikowe. Zwykle robię z podwójnej porcji, żeby było co zapakować dla rodziny.
Placki smaruję w połowie serkiem homogenizowanym waniliowym, drugą część marmoladą jabłkową (zrobioną przeze mnie). Zwijam w rulon. Smakują wybornie. Placki dzięki wodzie gazowanej są bardzo delikatne (nie smażę na żadnym tłuszczu), a nadzienie daje interesujący smak.
Mąż jeszcze na wierzch naleśników wyciska sobie bitą śmietanę (bomba kaloryczna), bo takie naleśniki mu smakują.
Ot i takie to moje proste danie robione w hurtowych ilościach.
dość duży bo 130 cm x 180 cm zrobiłam szydełkiem (grubym 6 mm), półsłupkami. Całość wyszła ciężka i bardzo ciepła, bo w składzie mam jedną nitkę owczej wełny, która przeleżała minimum 20 lat, inna nitka to niebieska anilana. Koc przetykany jest pasami, kiedy to rezygnowałam z niebieskiej na rzecz popielatej anilany. Pasy robione są nieregularnie, tak na oko.
Mój pledzik pasuje mi do części Splocikowego cytatu z Aleksandra Fredry:
Z kobietą nie ma żartów - w miłości czy w gniewie Co myśli, nikt nie zgadnie; co zrobi, nikt nie wie.
Wybrałam te fragmenty: z kobietą nie ma żartów (...), co zrobi, nikt nie wie. A dlatego, że dziergałam jako kobieta i to co mi wyszło, tego nikt nie wiedział wcześniej (przede wszystkim chodziło, by wystarczyło na ten pled owczej wełny).
który leży w południowo-wschodniej części Gorców wybrałyśmy się w Dzień Kobiet. Lubań ma dwa wierzchołki, obydwa tej samej wysokości – 1211 m n.p.m. Wierzchołek wschodni Średni Groń jest zarośnięty lasem i pozbawiony widoków, wierzchołek zachodni, czyli Lubań słynie z rozległych panoram. Pomiędzy dwoma wierzchołkami rozpościera się polana Wierch Lubania, stanowiąca dogodny punkt widokowy na Tatry, Pieniny i Beskidy, tu mieści się też węzeł szlaków turystycznych.
Na Lubań można podchodzić z różnych stron: najszybciej od przełęczy Snozka (niebieski szlak) - droga między Nowym Targiem a Krościenkiem; ale krzyżuje się jeszcze na górze i żółty, i zielony szlak. My szłyśmy od przeciwnej strony (też niebieskim szlakiem) z Ochotnicy Dolnej (parking pod kościołem) - wyszło nam tam i z powrotem:14,5 km. Trasa wiedzie w większości lasem, niżej jeszcze było tak:
Później jednak ścieżki w większości były ośnieżone i oblodzone:
Pogoda w Dzień Kobiet dopisała, było cieplutko i słonecznie. Tym razem ekipa była pomniejszona o młodszą wnuczkę, która została, by wziąć udział w zawodach judo i w swej kategorii (ma 7,5 roku) pokonała wszystkich chłopców (walczyła tylko z chłopcami, bo dziewcząt nie było) i zdobyła złoty medal, który sprawił całej rodzinie wiele radości. Tymczasem nasza kobieca drużyna (córka, starsza wnuczka, ja i trzy psy - Hirek był jedynym "chłopem") twardo wspinała się do góry.
Dojście do celu oraz widoki z wieży (bo to była druga wyprawa mająca na celu zdobycie wieży); wynagrodziły wszelkie trudy ślizgania się po lodzie (w drodze powrotnej nałożyłyśmy raczki).
wykonałam z wełny owczej, która wydała mi się całkiem zdatna do takiego projektu. Kosze stanowią doskonałe osłonki na doniczki z kwiatkami: