Kiedy zobaczyłam u Tonki chustę asymetryczną, pomyślałam, że też zrobię sobie podobną. Zamiaru jednak nie zrealizowałam w pełni. Tzn. zaczęłam coś podobnego ze dwa lata temu, jednak nie robiłam ażurowej bordiury - poszłam w minimalizm. I tak sobie robiłam tę chustę ze dwa lata siedząc w różnych kolejkach (np. do lekarza). Sfinalizowałam w ostatnich dniach (robiąc po kilka rzędów podczas zabiegów rehabilitacyjnych).
Moja chusta nie jest tak ładna, jak Tonki. Wykorzystałam do jej zrobienia resztki włóczek: 5 dkg zostało mi po zrobieniu tej chusty. Była to włóczka w kolorze dżinsowym z nopkami i złotą nitką; dobrałam do niej wełenkę w tym samym kolorze i robiłam na zmianę po dwa rzędy (splot francuski), aż wyrobiłam nitki do końca - zostało włóczki tylko na wykończenie szydełkiem: łuczki obrobione półsłupkami z pikotkami.
Dziś chusta po namoczeniu i wysuszeniu wygląda jak wyżej. Dosyć się rozciągnęła i zrobiła dość obszerna. Na jesieni na pewno się przyda.
Obserwatorzy
piątek, 8 sierpnia 2014
środa, 6 sierpnia 2014
Jak skrócić wyciągnięty sweter
lub pozbyć się rozciągniętego ściągacza?
W bluzce z bambusa (oversize 1) ściągacz wykończeniowy na dole robiłam na końcu (po wykonaniu bluzki) nabierając oczka dołu sweterka na drut i dziejąc kilka rzędów. Potem zamknęłam oczka ściągacza (dość ściśle) i dodatkowo obrobiłam półsłupkami.
W bluzce (oversize 2) dół zrobiłam splotem francuskim, ręcznie (na cienkich drutach), potem nałożyłam ten fragment dzianiny na igły maszyny dziewiarskiej i resztę bluzki wykonałam na maszynie. No i w bluzce nr 2 dół, po wypraniu, rozciągnął się i rozflaczył (chyba zrobiłam go zbyt luźno). Nie pomogło obrobienie półsłupkami - bluzka wyglądała brzydko. Okazuje się, że bambus trzeba przerabiać bardzo ściśle! Musiałam jakoś pozbyć się rozciągniętego dołu - nie mogłam spruć, bo robiłam ten francuski splot na samym początku. Zdecydowałam więc, że wyciągnę nitkę - dół francuski odpadnie, ja nabiorę oczka na druty i wykonam nowe wykończenie - teraz już zrobię ściągacz. Tak też uczyniłam. Poniżej krok po kroku pokazuję jak technicznie to zrobić.
1. Rozciągnięty dół bluzki:
4. Wszystkie oczka przodu i tyłu nabrane na drut:
W bluzce z bambusa (oversize 1) ściągacz wykończeniowy na dole robiłam na końcu (po wykonaniu bluzki) nabierając oczka dołu sweterka na drut i dziejąc kilka rzędów. Potem zamknęłam oczka ściągacza (dość ściśle) i dodatkowo obrobiłam półsłupkami.
W bluzce (oversize 2) dół zrobiłam splotem francuskim, ręcznie (na cienkich drutach), potem nałożyłam ten fragment dzianiny na igły maszyny dziewiarskiej i resztę bluzki wykonałam na maszynie. No i w bluzce nr 2 dół, po wypraniu, rozciągnął się i rozflaczył (chyba zrobiłam go zbyt luźno). Nie pomogło obrobienie półsłupkami - bluzka wyglądała brzydko. Okazuje się, że bambus trzeba przerabiać bardzo ściśle! Musiałam jakoś pozbyć się rozciągniętego dołu - nie mogłam spruć, bo robiłam ten francuski splot na samym początku. Zdecydowałam więc, że wyciągnę nitkę - dół francuski odpadnie, ja nabiorę oczka na druty i wykonam nowe wykończenie - teraz już zrobię ściągacz. Tak też uczyniłam. Poniżej krok po kroku pokazuję jak technicznie to zrobić.
1. Rozciągnięty dół bluzki:
2.Rozprułam boki bluzki. Odliczyłam rzędy dołu i pociągnęłam nitkę - dzianina się zmarszczyła:
3.Przecięłam nitkę na brzegu swetra i zaczęłam rozprostowywać zmarszczenie, co spowodowało, że część zrobiona splotem francuskim "odpadła" od reszty sweterka. Jednocześnie oczka swetra nabierałam na drut:
4. Wszystkie oczka przodu i tyłu nabrane na drut:
5. Wykonałam niewielki ściągacz (na okrągło), zeszyłam dziury boków, zrobiłam na dole jeden rząd półsłupków.
Oczywiście należy pamiętać, że przy wykonywaniu w ten sposób ściągacza trzeba zamykać oczka tak, by brzeg nie był zbyt ciasny, ani zbyt luźny. Trzeba też uważać, żeby w drugiej części swetra wyciągnąć nitkę odliczając taką samą liczbę rzędów.
wtorek, 5 sierpnia 2014
Bieszczadzki worek
To najdalej na południowy wschód wysunięty fragment Polski. I
to na taką wycieczkę po górach wybrałyśmy się z córką w sobotę. Zaplanowałyśmy
wyjście niebieskim szlakiem z Wołosatego na Tarnicę, by potem przejść na
Krzemień i wrócić do Przełęczy Goprowskiej (1160 m n.p.m.) a następnie
wyruszyć czerwonym szlakiem: Kopa Bukowska - Halicz - Rozsypaniec - Przełęcz
Bukowska - Wołosate, gdzie zostawiłyśmy samochód.
Na Tarnicę (1346 m n.p.m.) oczywiście maszerowały tłumy turystów z małymi dziećmi, w sandałkach i cieniutkich addidaskach. Jako, że dzień bardzo upalny, dzieci narzekały i uparcie pytały, kiedy koniec wycieczki.
Widoki cudowne, przejrzyste powietrze, znakomita widoczność, piękne panoramy:
Krzemień (1335 m n.p.m) to drugi pod względem wysokości szczyt
polskich Bieszczadów, niższy o 11 metrów od Tarnicy, rozciąga na długość około
jednego kilometra. Grzbiet Krzemienia jest skalisty i poszarpany. Na
południowych zboczach zalegają rumowiska skalne. Wierzchołek do złudzenia
przypomina grzebień, stąd w języku ukraińskim szczyt zwany był: Hreben, czyli
właśnie grzebień.
Na Tarnicę (1346 m n.p.m.) oczywiście maszerowały tłumy turystów z małymi dziećmi, w sandałkach i cieniutkich addidaskach. Jako, że dzień bardzo upalny, dzieci narzekały i uparcie pytały, kiedy koniec wycieczki.
Widoki cudowne, przejrzyste powietrze, znakomita widoczność, piękne panoramy:
Stąd na Krzemień i z powrotem, by wejść na szlak czerwony
Na Krzemień
Pod Kopą Bukowską
Kopa Bukowska (1320 m n.p.m.) – szczyt w
Bieszczadach Zachodnich, należący do najwyższych w tym regionie. Znajduje się w
paśmie połonin, w grzbiecie ciągnącym się od Krzemienia do Halicza; oddzielają
ją od tych szczytów płytkie przełęcze. W okolicy szczytu występują skałki,
nieco mniej licznie, niż na Krzemieniu. Wierzchołek jest wyłączony z ruchu turystycznego.
Teraz kierunek: Halicz. Niestety, jak bywa w górach, pogoda się pogorszyła, w oddali słychać grzmoty i widać smugi deszczu. To pogoniło nas niesamowicie. Obawiałyśmy się burzy i bardzo szybko doszłyśmy na Halicz, by z niego uciekać w dół (od burzy i grzmotów):
Tu widać w oddali smugi deszczu
Na Haliczu
Sam Halicz jest atrakcyjny - widać z niego
panoramę polskiej i ukraińskiej części Bieszczadów:
górną część doliny Sanu ciągnącą się w stronę Przełęczy Użockiej, a w kierunku
południowo-wschodnim Rozsypaniec, Połoninę Bukowską z Kińczykiem Bukowskim oraz
najwyższe bieszczadzkie szczyty (z Pikujem) oraz szczyty Gorganów.
Po drodze mijamy Rozsypaniec, by zejść do Przełęczy Bukowskiej. Już niżej groźne pomruki burzy ucichły, a słońce nadal mocno grzało.
Przełęcz Bukowska
Stąd wędrówka blisko 8 km do Wołosatego, drogą z początku asfaltową, potem żwirową i już przed wsią, ponownie asfaltem. Nużąca trasa lasem, monotonny pejzaż i tak niemal 2 godziny. Po drodze mijamy wcześniej wiatę, potem rozlewisko wodne i są to jedyne urozmaicenia widoków:
Wołosate:
i ostatnie spojrzenie na góry
Cała trasa według mapy to siedem i pół godziny marszu. Przeszłyśmy ją w sześć i pół godziny z powodu grożącej nam burzy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)