Obserwatorzy

wtorek, 7 maja 2013

Kapliczki przydrożne. Kapliczka w Brzegach Górnych

nieopodal starego cmentarza grekokatolickiego:



Dawniej wieś nazywała się Berehy Górne. Można stąd wyruszyć na  Połoninę Wetlińską i Caryńską.

piątek, 3 maja 2013

Bluzka serwetka

Planowałam jej wykonanie chyba ze trzy sezony. Zawsze przeszło lato, a ja dalej tej bluzki nie miałam, chociaż panie robiły ją już dawno. Ta nagła wiosna (bo u nas jest ciepło w rozkwicie) w końcu mnie zainspirowała. 

 Szydełko Tulip 2,1 mm; włóczka ""Virginia"  100% bawełna, 417m/100 g + nitka cieniutkiej bawełny;  zużycie 220 g
 
Detal

Ponieważ mamy do czynienia z wzorem robionym od środka (jak serwetka), narzuca to odpowiedni dobór nici. Wzór jest taki sam dla każdego rozmiaru, ale można go korygować robiąc cieńszymi/grubszymi nićmi i także mniejszym/większym rozmiarem szydełka. I to jest ta zasadnicza trudność, by dobrać nici tak, aby otrzymać rozmiar właściwy dla siebie. Moje pierwsze podejście zakończyło się fiaskiem - nici "Maxi" były za cienkie. Ostatecznie bluzkę zrobiłam z "Virginii" + jedna nitka (cieniutka) bawełny ze szpuli kupionej kiedyś na Allegro.




Drugą bolączką był fakt, że bluzka wychodzi dość krótka - dlatego przedłużyłam ją kilkoma rzędami słupków i okienek  ze słupków. Całość wykończyłam pliskami w kolorze granatowym, żeby  bluzka zyskała styl marynistyczny. W oryginale ostatni rząd to pikotki, ja zrobiłam oczka rakowe.

Detale

W trakcie  pracy miałam chwile zwątpienia, bo wydawało mi się, że cała ta bluzka to niewypał (zdawała się za wąska wzdłuż bocznych szwów zrobiłam dodatkowo po jednym rzędzie łuczków;  nie pasowały mi linie raglanu, bo wydawały mi się z przodu zbyt krótkie). Rękaw robiłam dwa razy, bo pierwsza wersja była za wąska. Ostatecznie kiedy wszystko zeszyłam (szydełkiem), zaczęło nabierać sensownego wyglądu. Bluzka zyskała po zrobieniu plisek przy dekolcie, rękawach i na dole. Nie blokowałam poprzez moczenie, tylko wyprasowałam przez wilgotną  ścierkę.
A to oryginał, chyba chiński :

oraz wzór:




środa, 1 maja 2013

Z Bereżek na Połoninę Caryńską

taką trasę zaproponował dzisiaj mój brat. Wyruszyliśmy wcześnie rano; prognozy prawie się sprawdziły. Deszcz nie padał, jednak góry były zasnute mgłami. Kiedy znaleźliśmy się przy wejściu na trasę, rozświeciło ją słońce. W pewnym sensie aurę można uznać za udaną, jednak na górze widoków nie było, mgły nie odpuściły.
Ruszyliśmy od Bereżek (żółtym szlakiem) na Przysłup Caryński (785 m n.p.m) - przełęcz położoną pomiędzy grzbietem Połoniny Caryńskiej od południa i zboczami Magury Stuposiańskiej (1016 m n.p.m) od północy. Tam odwiedziliśmy nowe schronisko Politechniki Warszawskiej "Koliba".  Tu widok na najwyższe bieszczadzkie szczyty - Tarnicę, Szeroki Wierch, Krzemień - niestety dziś dość kiepski. Teraz  jeszcze około dwóch godzin i osiągnęliśmy Połoninę Caryńską.
Trasa  początkowo wiedzie lasem, gdzie mnóstwo powalonych drzew, arcyciekawe kształty buczyn, górskie potoczki, wąwozy, stare jawory i delikatna wczesnowiosenna zieleń:







Przysłup Caryński i widok na schronisko:
 
Rozwidlenie szlaków
 

Podejście:


 Na połoninie:
 


niedziela, 28 kwietnia 2013

Te wszystkie rośliny kwitną

teraz w ogrodzie:


 W końcu doczekaliśmy się magnolii, która kolejny sezon nie zawodzi i kwitnie coraz obficiej
 
 



 



 

Dzisiaj skrzydełka i nóżki kurczaka oraz karkówka:


Drzewo przygotowane do wywiezienia do Sanoka:


I chociaż aura nas nie rozpieszczała (prognozy się sprawdziły i padał deszcz), wyruszyliśmy do ogrodu. Nie było jednak możliwości, by obolałe od wczorajszej roboty ciało złożyć na krzesełku pod jabłonią. Już chwilę po przyjeździe zachmurzyło się solidnie i porządnie popadało. Ale co tam, co zamierzyliśmy, to wykonaliśmy. Mąż rozniecił grilla pod osłoną dachu budynku gospodarczego. Wraz z końcem grillowania przestało padać. Jeszcze tylko spacer z psami. Ifunia była jakaś taka zmęczona (a nie nabiegała się dzisiaj), że "dyżur" przy drzwiach samochodu trzymała ze 20 minut, zanim zagasiliśmy grilla i spakowaliśmy się. Psica chciała już do domu i kiedy otworzyłam drzwi, wpakowała się do auta bez zachęty. Na odjezdne rzuciłam mężowi: "a może tak skoczymy na lody do Leska?" No to pojechaliśmy. Lody były znakomite. Babci kupiliśmy ciastka i popołudnie zakończyliśmy odwiedzinami starszej pani, która tym razem zdecydowanie wybrała słodkie, grillowane odkładając na później.

sobota, 27 kwietnia 2013

Cały dzień

pracowaliśmy w ogrodzie. Pogoda wspaniale wiosenna, chociaż było bardzo wietrznie. Lubię takie dni na wiosnę, kiedy jest już ciepło, ale jeszcze nieupalnie, nie gryzą muchy, komary i takie tam inne. Można spokojnie pracować przy pielęgnacji roślin. Toteż poświęciłam cały dzień na prace ogrodowe. U nas niestety jest już dość sucho, jednak trawsko jeszcze się nie umocniło i można było spokojnie usuwać chwasty. Przyroda nadgania stracony czas i wiosenne rośliny kwitną jedna za drugą. Nie wystarcza czasu, by się wszystkimi nacieszyć.
Psy z cierpliwością czekały na spacer. W końcu, pomimo tego, że kręgosłup dawał się już porządnie we znaki, wzięłam kije i poszłam z nimi do lasu.


Podczas takich spacerów zapominam o kłopotach i problemach, cieszę się chwilą i przyrodą.
I nagle okazało się, że las rozświetlił się świeżą zielenią i bielą kwitnących tarnin.




 

Trasa, jak zwykle, na dziko pod górę, wyjście na  ścieżkę, wędrówka wzdłuż łąk, a potem leśnym traktem do kapliczki:






Następnie dróżką do zagajnika brzozowego:


 -  i powrót.
A jutro pokażę wiosnę w ogrodzie.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails