Obserwatorzy

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Kamizelka na drutach - garść szczegółów

Dzisiaj nieco szczegółów na temat  kamizeli na drutach. W tamtym poście napisałam ogólnikowo, jak ją robiłam. Dzisiaj  nieco więcej wyjaśnień. Kamizela ma rozmiar 42/44, a dokładnie na 102 cm w biuście. Od razu działam przody i tył. Robiłam dość ciasno na drutach 4 mm. Nabrałam 174 oczka i wykonałam 6 rzędów wzorem francuskim - dolna pliska; potem robiłam już wzorem pończoszniczym.



Dokonałam następującego rozliczenia oczek:
7/18/3/19/80/19/3/18/7
gdzie:
7 oczek to pliska wykonana wzorem francuskim;
18/3/19 - oczka przodu; 18 ocz. przy plisce; 3 oczka - zawsze po prawej stronie przerabiane razem; 18 oczek - pozostałe oczka przodu;
80 - oczek: tył.


Aby ukształtował się szpic na dole przodów, zawsze przerabiamy środkowe oczka przodu - 3 razem, tak, by to oczko środkowe było na wierzchu. Ponieważ  przerabianie tych oczek, jako  trzy razem powoduje ujmowanie oczek z całości, należy zawsze dodać 2 oczka w każdym rzędzie (po prawej stronie) czyli na początku rzędu przy plisce 1 ocz. przekręcone i przy bocznym "szwie", przy tyle 1 ocz. przekręcone.

Jeżeli wyrabiamy talię, czyli ujmujemy oczka przy "bocznym szwie" (umownie, bo kamizelka nie jest zszywana), to na przodzie, przy bocznym szwie nie dodajemy oczka - to jest jego ujmowanie, na tyle przerabiamy 2 oczka razem. Zwykle co 6-8 rzędów ujmuję po 4 oczka (1 przód, 1 tył, 1 tył, 1 przód). Kiedy jednak trzeba  - po zaznaczeniu talii wrócić do pierwotnej liczy oczek, na przodzie  dodawałam oczka przekręcone z lewej i prawej strony robótki (jedno właściwe wynikające z potrzeby kształtowania szpica kamizelki na przodach; drugie dodawane w celu powrotu do pierwotnej liczby oczek).

Tu widać tzw. "boczny szew"
 
Kolejny problem to kształtowanie dekoltu w szpic i tu również korzystamy z możliwości wzoru - nie przerabiamy  dwóch oczek razem, ale przy dekolcie co 4- 6 rzędów nie dodajemy oczka przekręconego.



Przy spuszczaniu na pachę należy także pamiętać o tym, że oczka spuszczamy na pachę normalnie, ale: albo dodajemy z tej strony oczko przekręcone, albo o to jedno oczko spuszczamy mniej. Jeżeli zapomnimy, że w celu utrzymania skosu dzianiny musimy zawsze dodawać po brzegach po 1 oczku (2 oczka), to przód kamizelki nieznośnie się zwęzi i zatracimy fason.


Po wyrobieniu dekoltu przodu i wykonaniu podkroju  tyłu, spuściłam oczka na ramiona, a  pliski robione wzorem francuskim przedłużyłam - zeszyłam na środku tyłu i przyszyłam do jego podkroju.
Zszywania więc w tej kamizeli było tyle: ramiona i przyszycie plisek do podkroju z tyłu. Potem wykończyłam pachy 6 rz. wzoru francuskiego.
Otrzymałam klasyczną kamizelę, mającą tył prosty i krótszy, a przód dłuższy  z charakterystycznymi trójkątami kamizelkowymi.

Być może, któraś z pań skorzysta z moich uwag i pokusi się o wykonanie podobnej kamizeli.

Dziękuję też Wszystkim za życzenia zdrowia dla męża. Niestety infekcja jest nieustępliwa i  ciągnie się już drugi tydzień. W sobotę, pomimo całotygodniowego leczenia z antybiotykiem, mieliśmy stan taki, jak na początku choroby. Jakieś takie męczące infekcje trafiają się tej wiosny. Mąż mój spędził w domu cała sobotę i niedzielę z temperaturą, nie był w stanie nawet udać się na działkę.

sobota, 13 kwietnia 2013

Chusty pavloposadskie

Jestem nimi zauroczona. Są fascynujące i stały się dla mnie obiektem pożądania. Innymi słowy mowa tu o rosyjskich chustach ludowych. Chusty te  produkowane są od ponad 200 lat w miejscowości Pavlovsky Posad  (Павловский Посад) koło Moskwy.


W 1795 r. powstała w miejscowości  Labzin Vohna (później Pavovskij Posad) fabryka założona przez chłopa Ivana Dmitrevicha Labzina produkująca jedwabne chusty; w połowie XIX w. wnuk założyciela wytwarzał już chusty wełniane z nadrukowanym kolorowym wzorem. Wzory te odbijano na materiale za pomocą drewnianych matryc (jak wygląda proces produkcji można zobaczyć na filmiku umieszczonym na tej stronie). Wzory stare, tradycyjne, ludowe to kwiatowe ornamenty: róże, lilie; później pojawiły się wpływy orientalne, wschodnie tzw. tureckie.  Obecnie manufaktura zatrudnia projektantów opracowujących własne kolekcje, którzy sięgają do tradycji, ale i kierują się własną wyobraźnią. Dominują kolory bordowy, czarny, granatowy, ciemnozielony. Fabryka wytwarza chusty, apaszki i szale, szaliki męskie jedwabne, wełniane, a także bawełniane. Jeden produkt może mieć i  dwadzieścia kolorów. Każdy ornament oraz kolekcja posiada własną nazwę.


Skąd takie powodzenie chust? Prawosławne kobiety  musza obowiązkowo nosić chusty na głowie, kiedy idą do cerkwi - takie nakrycie głowy jest  symbolem godności  i czystości kobiety; poddania oraz posłuszeństwa mężowi i Bogu. I tak w okresie Wielkiego Postu kobiety noszą czarne chusty wspominając ukrzyżowanego Chrystusa; pod koniec Wielkiego Postu - czerwone czasem ze złotym haftem - jako symbol radości i szczęścia; świętując  Dzień Świętej Trójcy - zielone.


 Należy pamiętać, że oryginalna chusta pavlopasadskaja powinna mieć na metce takie logo:
 

Chusty z tej fabryki są znane i kupowane w całej Rosji i w krajach byłego Związku Radzieckiego. Zagraniczne wycieczki robią zakupy w przyfabrycznym sklepie. Można kupić chusty również w sklepach internetowych (nie znalazłam takiego, który sprzedaje do Polski). Są też chętnie nabywane przez celebrytów z zachodniej Europy. Wkładają je także panowie. Ambicją wielu pań z tamtej strony granicy jest  to, by posiadać chustę z tej właśnie fabryki, niektóre mają nawet spore kolekcje. Na przykład na forum Osinki są wątki poświęcone np. prezentacji posiadanych chust, albo prezentacji ubrań i akcesoriów uszytych z tych chust.
Ja mam jedną,  nazywa się "Zołuszka" - kupiłam ją w Polsce; pokazuję ją na zdjęciach w tym poście. Fotki nie oddają jej urody, gdyż są robione podczas kiepskiej pogody.

Linki prezentujące chusty i  ich historię:
przyfabryczny sklep internetowy: http://platki.ru/
http://pavlovoposadskie-platki.ru/istorya-platkov/pavlovoposadskie-platki-istorya/
http://www.kosynok.net/
http://fashionblog.com.ua/narodny-j-platok-kak-nosit/
http://igorinna.livejournal.com/810831.html
 
 
 

 

wtorek, 9 kwietnia 2013

Kamizelka na drutach

Nadal pozostaję w klimatach pulowerkowo-kamizelkowych. Prezentowaną dzisiaj  kamizelkę planowałam zrobić od dawna. Miała wyjść właśnie taka klasyczna z charakterystycznymi trójkątami z przodu.


Druty 4 mm; włóczka "Calabria" 100m/50 g; 50% wełny, 50% wiskozy; zużycie 220 g 

Zdecydowanie nie miała to być kamizelka "starobabna" (tzn. ocieplacz przeznaczony dla starszych pań,  bardzo ciepły, luźny, długi za tyłek ) - czymś takim (ma ze 20 lat) siedzę w domu na fotelu, kiedy dłubię na drutach. Zapewne wiek mój predestynuje mnie bardziej do wkładania właśnie takich, wspomnianych wyżej, kamizelek "starbabnych" - jednak mam nadzieję, że ta dzisiejsza nie mieści się w takich kategoriach i mogłaby być noszona przez młodsze panie. Jednocześnie przypominam sobie kiedysiejsze hasło z wyszukiwarki blogowej: "kamizelka dla pani sześćdziesięcioletniej", które  bardzo mnie zdziwiło - czy  kamizelka dla pani w wieku powyżej balzakowskim jest jakaś inna? Pewnie dla niektórych tak. Jakie były oczekiwania osoby, która to hasło wpisała, na co liczyła, jakie modele miały się wyświetlić?

 Na płasko
 
i na wieszaku
 
No dość już dywagacji, wracam do dzisiejszej kamizeli. Nie jest długa; taki sposób dziania daje efekt dłuższego przodu i krótszego tyłu. Kamizela została wykonana w jednym kawałku (zeszyłam ją tylko na ramionach), taliowana. Dół i wykończenie pach - to 6 rzędów wzoru francuskiego, plisa guzikowa - też wzór francuski. Efekt trójkątnych przodów uzyskałam robiąc na środku przodu 3 oczka razem (aby przód się nie zwężał, te oczka dodawałam przy plisie guzikowej i na bokach - przy imitacji bocznych szwów). Całe to taliowanie i spuszczanie na dekolt - to zabawa z robieniem lub nierobienie oczek bocznych.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

W sobotę

zainaugurowaliśmy sezon ogrodowy. Fakt, pogoda niezbyt sprzyjała, chociaż śniegu u nas już prawie nie ma. Było dość zimno, mokrawo i mgliście.



Zaczęłam od przycinania krzewów: na pierwszy ogień poszedł winobluszcz płożący się po siatce, potem mocno przycięłam krzak jaśminu. Niestety pod podciętym krzewem  ujawniły się ślady działalności  Ify, która wyryła dziury i kratery, tak, że trzeba będzie zasypywać korzenie. Wejście od frontu zostało wysprzątane i ogarnięte.
Psiska szalały w towarzystwie psiego sąsiada i urządzały szalone gonitwy.




Ifunia dzielnie walczyła z kopcami mrowisk.




Jednak cała wyprawa zakończyła się chorobą męża, który wieczorem dostał wysokiej gorączki  i jeszcze się leczy. Na mnie jakoś źle działa to przedłużające się przesilenie wiosenne objawiając się brakiem weny do napisania jakiego sensownego wpisu blogowego. Jakoś chęci brak (tematy by się znalazły). Chyba zmęczona jestem tym brakiem słońca.
Przejawy wiosny mizerne. Jakiś kwitnący krzak leszczyny i śnieżyczki wychylające się z trawy:


Zdjęć śnieżyczek nie zrobiłam, gdyż planowałam je na niedzielę, ale niestety już do ogrodu nie pojechaliśmy (mąż zmagał się z temperaturą taką około 39 stopni C). Leczę go m.in. herbatą z sokiem malinowym i lipową z miodem.

piątek, 5 kwietnia 2013

Kapliczki przydrożne. Kapliczka w Sanoku przy ul. Lipińskiego i Murarskiej

Ukryta za żywopłotem, z lipami niemal w nią wrastającymi na narożach. Setki razy przejeżdżałam nieopodal tej interesującej kapliczki.


Danych nie mam żadnych, niewątpliwie jest dość stara o czym świadczą detale i te drzewa, które kiedyś ktoś posadził zbyt blisko budowli, a teraz ją przytłaczające.

 
Kapliczka odnowiona, pomalowana, ma wmontowaną kratkę wentylacyjną. Teraz jeszcze urzeka zachowanymi detalami stolarki i konstrukcji dachu.



 

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails