Obserwatorzy

niedziela, 13 stycznia 2013

Sweter w pasy

Zobaczyłam taki sweter najpierw u Kristen, potem powędrowałam za linkiem na Ravelry. No i musiałam zrobić. Nie byłam tu szczególnie oryginalna, bo wykonałam takie zestawienie kolorystyczne, jakie widziałam w galerii Ravelry - no po prostu bardzo mi się takie spodobało.  Sweter zwykły, codzienny, do spodni.


Druty 3,25 i 3,75 mm. Włóczka "Czterdziestka" 40% wełna, 60% akryl;
zużycie 450 g

 


 
Oczywiście nie kupowałam opisu, bo mi potrzebny nie był, sweterk robiłam zgodnie z własnymi obliczeniami.
 
 
"Poszłam" dalej i identyczny niemal sweter zrobiłam dla siebie (ale jeszcze nie ma zdjęć). "Czterdziestka" wydała mi się niezłym wyborem na ten projekt ze względu na ofertę kolorystyczną. Niestety włóczka w kolorze grafitowym nieco podgryzała (no i w motku nitka była jakby grubsza).
Zamawiałam włóczkę w sklepie firmowym "Arelanu" - wysyłka błyskawiczna, przesyłka przyszła w ciągu dwóch dni. I z tego byłam zadowolona. Chciałam potem jeszcze kupić u nich "Czterdziestkę" w kolorze chabrowym. Ponieważ nie mieli jej w ofercie, zapytałam drogą mailową, odpwiedź otrzymałam jakąś niejasną, że niby mają, a koloru mogę sobie poszukać w ofercie "Kotka". Oczywiście nie znalazłam. Zapytałam więc czy to taki kolor, jak na Allegro (podesłałam linka). Otrzymałam opryskiliwą odpowiedź, która miała sens taki, że pani nie wie i nie będzie robić żadnych porówanań, bo oni tam na Allegro mają swoje oznaczenia. Ostatecznie nie zobaczyłam, jaki kolor jest w ofercie  i zrezygnowałam z zamówienia. Wydaje mi się, że sklepowi firmowemu nie zależy zupełnie na takiej sprzedaży detalicznej prywatnym klientom. Oczywiście mogłam od razu kupić włóczkę na Allegro i nie kombinować. Ostatecznie koncepcja mi się zmieniła i z tego chabrowego koloru zrezygnowałam.

sobota, 12 stycznia 2013

Zima

w naszym regionie jest. Może nie nazbyt sroga, ale czasem daje się we znaki. A to ślizgawica taka, że na chodnikach lód, jakby świeżo polano wodą, a to zamarznie mi zamek w drzwiach samochodu i muszę wsiadać drugimi, a to przymarznie  klakson.

 W letniej części chałupy zamroziło okna, palimy w jednym pomieszczeniu
 

Ponieważ dostaliśmy zgodę na wycięcie zagajnika na naszej górze, codziennie rano przed pracą zawożę męża z psami na działkę. Chłopisko ścina sosny, psy szaleją po śniegu. Niestety, w związku z tym muszę do pracy jeździć inną drogą, a jest taka, że jadę 30 km/godz., w porywach 40 km. Istne lodowisko, zgrabny, lity, wyślizgany oponami lód, czasem koleiny lodowe, niekiedy na zakrętch droga nieco posypana piaseczkiem - toteż mój czas dojazdu do pracy wyraźnie się wydłużył (musiałam sobie dodać tak z 15-20 min.). 



Już częściowo ścięte sosny
 
Ścinać drzewa musimy, bo termin mamy do 15 marca, a przy tym trzeba jeszcze te drzewa obrobić, pozbawić gałęzi i pociąć na metrówki (chłop sam to wszystko robi), a drwalem z zawodu nie jest, ani jakimś szczególnym mocarzem. Jadę po całe towarzystwo po południu. Kiedy wrócą do domu, to już tylko jedzonko i lulu.

Widok z góry, na której trwa wycinka

Jak widać poporzednim poście wznowiłam wpisy z działu "Historia dziewiarstwa". Oczywiście zdaję sobie sprawę, że posty na ten temat mniej interesują czytelniczki, które raczej spragnione są wzorów i opisów, jednak dopóki sama będę się rozwijać w tej kwestii, będę o tym pisać. Żałuję tylko, że na temat naszej polskiej historii dziania tak niewiele wiemy. Kiedy na blogu rzuciłam pytanie czy ktoś coś wie na temat historii swetra zakopiańskiego - nie odezwał się nikt. W innych krajach jakoś hołubi się wszelkie przejawy tradycji narodowych. Zbiera się te okruchy związane z tradycyjnym, rodzimym trykotarstwem, modelami czy wzorami swetrów. Mało tego np. w Norwegii czy Szwecji współcześnie wykorzystuje się te tradycyjne wzory w produkcji nowoczesnej dzianiny.
Wystarczy także popatrzeć na ofertę książek związanych z dziewiarstwem ręcznym. Od lat dziewięćdziesiątych na  polskim rynku księgarskim mamy wyłącznie tłumaczenia. Jakoś nie obiła mi się o oczy pozycja książkowa polskich autorów. Nie wiem, czy nikt w Polsce już nie pisze książek z tej dziedziny, czy też nie ma zainteresowania wydawców. Pewnie całościowo jest to po prostu nieopłacalne.




Kolekcjonuję polskie wydawnictwa z dziedziny robótek ręcznych (druty i szydełko) (ot takie hobby entuzjastki dziergania). I muszę stwierdzić, że  niestety najwięcej książek z tej dziedziny ukazywało się w latach siedemdziesiatych i osiemdziesiatych ubiegłego wieku.


Psiska szaleją

Dziewiarstwo ręczne przeżywa renesans. Dziergają starsze panie wykorzystując nauki z młodości, dziergają młode, które często uczą się nowoczesnych sposobów dziania i tricków z internetu. Pojawiło się też nowe zjawisko: w związku z dostępem, na rynku polskim (ale nie tylko), do włóczek droższych, ekskluzywnych, nastąpił podział na dziewiarki "lepsze" dziergające z tych wspaniałości i "gorsze" robiące z rodzimych włóczek, a nie daj Boże z akrylu - co dla niektórych jest zupełnie be. Gdzieś niedawno czytałam na ten temat dyskusję  na forum "Robótki ręczne". Ja jednak uważam, że każdy dzierga z tego, z czego chce, lub ma możliwości i nie musi się tłumaczyć. Bo piękną rzecz można wykonać i z akrylu, a gniota ze wspaniałej włóczki. Niekiedy też ta bardzo droga włóczka wcale nie sprawdza się w użytkowaniu, a i akryl nierówny akrylowi.  No nie podoba mi się to snobowanie i już. Przecież to jest niegrzeczne i nieeleganckie punktować te osoby, które nie wykonują swych prac np. z wełny - jest to ich sprawa i nie muszą się chyba z tego tłumaczyć.

czwartek, 10 stycznia 2013

Sweter "Fana"

Historia dziewiarstwa
Sweter popularny w Norwegii od 1850 r. (Bergen) o charakterystycznej kompozycji kolorów: biały z granatowym (szafirowym, niebieskim) lub czerwonym, niekiedy z czarnym. Pierwotnie swetry te nie były tak kolorowe (dominował kolor biały z szarym lub czarnym), gdyż  noszono je  jako podkoszuleki (były też  bardziej obcisłe). Około 1870 r. sweter "Fana" "awansował" i  wkładano go pod kamizelkę.

Zdjęcie stąd

Popularność zyskał około 1900 r. Wówczas przyszywano już do niego metalowe guziki, niekiedy robione z monet. Sweter służył jak strój narciarski, ubierano też w ten model dzieci szkolne.
Sam projekt dość interesujący: na dole swetra wzór szachownicy, następnie naprzemienne paski z koloru białego i wybranego (szafirowego, czerwonego) z wrobionym drobinkami kontrastowej barwy, na ramionach najczęściej wzór gwiazd. Rękaw wszywany na prosto, bez podkroju pachy.


Zdjęcia stąd

Sweter "Fana" noszony przez Norwegów w Bergen, podczas okupacji hitlerowskiej, stał się symbolem  narodowej solidarności.
Uważam, że współcześnie jest bardzo wdzięczny projekt swetra tzw. norweskiego m.in. dla dzieci.

Wzór swetra "Fana":
http://sweatyknitter.files.wordpress.com/2012/04/fana_oppskrifter.pdf

Wzór "Fana" oraz inne  darmowe norweskie w stylu vintage:
http://www.sandnesgarn.no/-gratisoppskrifter/gamle-oppskrifter/304fea6a-0aa1-44d0-bfc8-ae39d33fa16a/1


Literatura:
http://sweatyknitter.files.wordpress.com
http://ilgaleja.com/blog/index.php/site/fana_cardigan_of_norway/
Lambet Gail Ann; "The Taxonomy of Sweater Structures and Their Origins".

sobota, 5 stycznia 2013

Jeszcze raz piramida Kulczyckich i historia ich kolekcji kobierców wschodnich

W przerwie między świętami, a Nowym Rokiem zachciało mi się wybrać raz jeszcze na wycieczkę do Międzybrodzia, a konkretnie do piramidy Kulczyckich. O cerkiewce w Międzybrodziu 



oraz o grobowcu Włodzimierza i Jerzego Kulczyckich pisałam tu. Wpis  chciałabym poświęcić Kulczyckim i ich kolekcji kobierców wschodnich, o czym opowiedział mi brat. Dziś tą opowieścią podzielę się nią z moimi Czytelnikami. Jest to historia  gromadzenia zbiorów oraz ich chronienia, by nie wpadły w niewłaściwe ręce, by nie zostały zmarnowane. "Strażnikami"  kolekcji stali się Jerzy Kulczycki i jego żona Anna Piotrowicz-Kulczycka.
Zacznę od piramidy. Profesor Włodzimierz Kulczycki wystawił sobie w Miedzybrodziu grobowiec w kształcie piramidy, sam sprządził jego plany i nadzorował budowę.



Piramida zbudowana  w skali 1:50 jest kopią piramidy Cheopsa, którą profesor zwiedzał w Egipcie. Ponoć profesor, który tu do Miedzybrodzia przyjechał do swojej krewnej Ireny Dobrzańskiej, ówczesnej kierowniczki szkoły powszechnej, zachwycił się pięknym krajobrazem przełęczy, miejscem w którym pasmo Pogórza Dynowskiego znajduje się zaledwie kilkaset metrów od Gór Sanocko-Turczańskich. 


Kiedy więc w 1935 r. zmarła żona profesora, a kilka miesięcy później (10 maja 1936 r.) on sam, ciała zmarłych przewieziono do Międzybrodzia i tu złożono w przygotowanym grobowcu. Wiele lat później pochowano tu jeszcze szczątki doczesne syna tej pary, również profesora - Jerzego Kulczyckiego (1974 r.).


Kim był Włodzimierz Sas-Kulczycki? Urodził się 27 marca 1862 roku w Przemyślu. Po ukończeniu szkoły średniej w Kołomyi, od 1882 roku studiował nauki przyrodnicze we Wiedniu i Lwowie. W 1887 roku uzyskał stopień doktora filozofii z zoologii i chemii. Ukończył także Szkołę Weterynaryjną we Lwowie i uzyskał stopień lekarza weterynarii. Był asystentem w katedrze zwierząt domowych Akademii Medycyny Weterynaryjnej we Lwowie.  W 1906 roku otrzymał nominację na profesora zwyczajnego, był kierownikiem katedry anatomii opisowej zwierząt domowych, a także rektorem (1917-1919). Pierwszą wojnę przeżył Włodzimierz Kulczycki we Lwowie, którego nie opuścił, ani na jeden dzień. Jako jedyny profesor stał na straży mienia Akademii, chroniąc je przed rozgrabieniem. Opisując barwnie swoje przeżycia, kończy je stwierdzeniem: „jeśli postanowiłem przez cały kilkuletni czas wojny nie opuszczać Lwowa, to decydowały tu dwa względy: troska o zakład anatomiczny i zbiór muzealny z przeszło 900 preparatami, dla których poświęciłem pół wieku pracy i obawa o moje prywatne zbiory dzieł sztuki i zabytków mahometańskiego przemysłu artystycznego, który kolekcjonuję również od lat kilkudziesięciu. Jedne i drugie bez opieki, zwłaszcza fachowej, byłyby niewątpliwie uległy zniszczeniu i grabieży”.
W okresie powojennym podupadł na zdrowiu, w jesieni 1934 r. przeszedł na emeryturę, a Akademia Medycyny Weterynaryjnej nadała mu godność doktora medycyny weterynaryjnej honoris causa.



"Spoglądają" Kulczyccy na wzgórza Gór Sanocko-Turczańskich
 

i płynący w dole San
 
A teraz to najciekawsze: Włodzimierz Kulczycki był kolekcjonerem kobierców wschodnich i autorem licznych prac na ten temat. Ponoć, jak wspomina synowa profesora, Włodzimierzowi nie podobał się dywan w mieszkaniu lwowskim, kupił więc nowy, był to antyczny kobierzec wschodni, którego wzór i runo go zachwyciły. Zdarzenie miało miejsce w 1906 r. i stało się przyczynkiem do powstania późniejszej kolekcji. Kulczycki nie tylko kupuje kobierce (w chwili wybuchu I wojny światowej ma ich już 30), ale gromadzi literaturę fachową i studiuje zagadnienia związane z kobiernictwem. W 1910 r. publikuje swą pierwszą rozprawę na ten temat.
Włodzimierz Kulczycki w 1926 r. w Warszawie prezentuje na wystawie ,,Wschód w Polsce’’ 12 swoich kobierców (wszystkich było 108). W 1928 r. na wystawie we Lwowie wystawia 56 tkanin wschodnich. Rok 1934 - tym razem na wystawie w Muzeum Narodowym w Krakowie - tkanin Kulczyckiego jest 69 na 200 prezentowanych. Wystawa obejmowała kobierce wschodnie oraz ceramikę azjatycką i europejską.

Po śmierci prof. Włodzimierza Kulczyckiego jego kolekcję dziedziczy syn Jerzy (1898-1974) (w 1927 r. uzyskał stopień doktora filozofii z zakresu archeologii klasycznej, historii sztuki i historii starożytnej; od 1929 r. był asystentem na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie). Kontynuując pasję ojca realizował jego koncepcję kolekcjonerską, która miała reprezentować wszystkie narody Azji Mniejszej, Azji Środkowej, Iranu i Kaukazu. Oczywiście zbiór powiększał, kosztem nawet najwiekszych wyrzeczeń.

U progu II wojny światowej Jerzy Kulczycki zdeponował zbiory w jednym z lwowskich muzeów i tam przetrwały one wrzesień 1939 roku. Potem jednak zabrał je, przeniósł do swojego domku w Snopkowie i zamurował w piwnicy pod tarasem. W czerwcu 1941 r. Kulczycki pragnął sprawdzić stan kolekcji (obawiał się zawilgocenia). Wszedł do skrytki, wtedy jednak trafiła weń bomba, która przebiła sklepienie tarasu (na szczęście nie wybuchła), kilka dywanów zostało uszkodzonych, a poraniony gruzem profesor musiał szukać pomocy w szpitalu. Szczęśliwie skrytka została ponownie zamaskowana, a kolekcja uratowana przed Niemcami.

Po II wojnie Kulczyccy znaleźli się w Warszawie, gdzie profesor Jerzy Kulczycki pracował na Uniwesytecie Warszawskim. A co z kolekcją? Przez kilka lat przeleżała w skrzyniach ukryta w piwnicy pod węglem w jakieś kamienicy przy ul. Hożej. Kiedy Kulczycy otrzymali mieszkanie (jednoizbowe), zbiory znalazły się pod podłogą, a dokładnie podłogę stanowiły wieka skrzyń, które kryły kobierce.

W 1964 r. Jerzy Kulczycki podejmuje ważne decyzje: życiową - postanawia, po przejściu na emeryturę, przenieść się na stałe do Zakopanego i dotyczącą kolekcji (od 1934 r. nie była wystawiana, ani prezentowana, niektórzy sadzili, że już dawno została sprzedana) - dzieli zbiory: Muzeum na Wawelu sprzedaje 64 tkaniny o charakterze pałacowym, a reprezentujące sztukę ludową zabiera na Podhale. W 1977 r. jego żona Anna Kulczycka przekazała je do Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem na Kozińcu, obecnie Galeria Sztuki im. Włodzimierza i Jerzego Kulczyckich.

I tak oto możemy teraz i my oglądać kolekcję. A jej znaczenie jest niebagatelne. Kobierce i tkaniny datuje się między XVII a XIX w. Zbiór zawiera tkaniny luksusowe i reprezentujące sztukę ludową charakterystyczną dla poszczególnych regionów Małej Azji, Kaukazu, Iranu i Azji Środkowej.

Kolekcja ma znaczenie zarówno dla etnografii krajów Bliskiego Wschodu, jak też dla historii sztuki oraz dla historii wzornictwa. Przez swoje planowe zestawienie jedyne w swoim rodzaju, może ona stanowić trzon kompozycji fundamentalnego zbioru azjatyckich tkanin, których artystyczną wartość mierzy się, jak wiadomo, skalą światową. Taki planowy fundamentalny zbiór dotychczas w żadnym kraju nie został założony.

Anna Kulczycka zmarła 25 lutego 2012 r. - do końca swego życia była kustoszem i opiekunem kolekcji kobierców w Muzeum Tatrzańskim.

Wystawy po II wojnie światowej: 1977 r. BWA, Zakopane; 1978 r. Muzeum Etnograficzne, Warszawa; 1979 r. Muzeum Włókiennictwa, Łódź; 1980 r. Muzeum Okręgowe, Radom; 1981 r. Pałac Opatów, Gdańsk; 1981, 1983, 1985, 1986, 2010/2011 r. Galeria Sztuki im. W. i J. Kulczyckich, Zakopane.

Źródło:
http://esanok.pl/2012/przystanek-przy-miedzybrodzkiej-piramidzie.html
http://esanok.pl/2011/osobliwosc-miedzybrodzkiej-nekropolii.html
Józef Haduch: "Historia kolekcji kobierców wschodnich Kulczyckich". "Orzeł Skalny" 2012 nr 61. Kwartalnik Oddziału Chrzanów Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego.Informator Galerii Sztuki im. W. i J. Kulczyckich w Zakopanem. Wyd. 1986 r.

 

czwartek, 3 stycznia 2013

Sweter - wzór irlandzki

Od zeszłego roku przymierzałam się do wykonania swetra wzorem irlandzkim. Dziś taki sweter prezentuję. Nie jest wykonany ze stuprocentowej wełny w kolorze białym lub ecru, bo zaplanowałam go właśnie w takim kolorze musztardy (wszak przeznaczony jest do codziennego użytkowania przez młodą osobę) i w tym kolorku miałam tylko akryl.

Druty 4 mm; włóczka "Jubilate" 100% akryl; 115 m/50 g; zużycie 450 g, rozmiar 36/38



 
Jednak jeżeli chodzi o sploty i ich układ - tej tradycji starałam się przestrzegać (o układzie wzorów w swetrze irlandzkim pisałam tu). Jest więc na przodzie duży centralny motyw (romby), boczne warkocze  i zygzaki robione przeciwbieżnie, boczne części swetra wykonane ściegiem płaszczyznowym: ryżem.

 

Zbliżenie wzoru
 
Motyw został powtórzony na rękawach (tyle, że go nie pomniejszałam), a zrezygnowałam z warkoczy i zygzaków z bąblami.
Model swetra został unowocześniny: wprowadziłam boczne rozporki oraz zrobiłam  nieco krótszy przód od tyłu.


Całość robiona jest bezszwowo na okrągło, ramiona zszyte graftingiem, rękawy bez główki wykonane od góry swetra. Jak widać występuje tu splot rombów, warkoczy, zygzaków, bąbli. Sweter niestety przed fotografowaniem nie był blokowany, bo czasu nie miałam, a zaraz potem pojechał do Krakowa.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails