Obserwatorzy

czwartek, 25 sierpnia 2016

Na Kozi Wierch

Wybrałyśmy się z córką w sobotę  (20 sierpnia). Początkowo planowałyśmy wyprawę w niedzielę, jednak zapowiadano, że pogoda ulegnie pogorszeniu (co się później sprawdziło), a niebagatelne znaczenie miał dla nas fakt, by nie padało. Wyjechaliśmy z Krakowa (z mężami i Wandzią) już o szóstej rano, by na szlak wstąpić o 8.30 (tylko ja z córką). Ruszyłyśmy z Kuźnic żółtym szlakiem Doliną Jaworzynki. Na przełęczy między Kopami weszłyśmy na niebieski szlak do Hali Gąsienicowej, by dotrzeć do schroniska PTTK Murowaniec. Z Hali udałyśmy się dalej niebieskim szlakiem nad Czarny Staw Gąsienicowy. Następnie obeszłyśmy północny i wschodni brzeg stawu i skierowałyśmy się na południe do wzniesienia na wysokości 1766 m n.p.m, gdzie skręciłyśmy na żółty szlak. Doszłyśmy do Koziej Przełęczy, a następnie szlakiem czerwonym na szczyt: Kozi Wierch, by początkowo zejść czerwonym, a następnie czarnym szlakiem do Doliny Pięciu Stawów, a stamtąd Doliną Roztoki do Wodogrzmotów Mickiewicza i asfaltem do Palenicy Białczańskiej.

Całość to około 20 km; 10 godzin wędrowania i wspinania się.

Początek wyprawy - pierwsze ranne, słoneczne widoki

Murowaniec
 
 
 Czarny Staw Gąsienicowy
 
 My, a poniżej widoki:
 


Zaczynamy podchodzić wyżej:

 
Jak się okazuje wybrałyśmy jeden z najtrudniejszych szlaków w Tatrach. Faktycznie - nie ukrywam - było trudno. Wyjścia jednak nie było, trzeba było iść do przodu - od Zawratu do Koziego Wierchu obowiązuje jednokierunkowy ruch. Łańcuchy i klamry, podejścia, kiedy szuka się podparcia dla stopy, albo musi się bardzo wysoko podnosić nogi, by wleźć na kolejny blok skalny. Nie patrzyłam w dół, patrzyłam na łańcuchy, klamry i szukałam bezpiecznego oparcia dla stopy. Przydała mi się kondycja zdobyta na siłowni (mocne ręce, które momentami musiały trzymać całe ciało na łańcuchu). Po zdobyciu szczytu jeszcze chwilę zejście po łańcuchach, a potem już w dół i w dół (bolące łydki).  No jest satysfakcja - zapewne kilka lat temu nie weszłabym na ten szczyt...

Żółtym w kierunku Koziej Przełęczy







 Łańcuchy - zdjęcia robiłam małym aparacikiem, który był w kieszeni spodni; kiedy pojawiły się łańcuchy, nie było możliwości, by z plecaka wyciągać lepszy aparat
 


Kozia Przełęcz – wąska przełęcz w długiej wschodniej grani Świnicy, w polskich Tatrach Wysokich, pomiędzy Zamarłą Turnią a Kozimi Czubami leżącymi w masywie Koziego Wierchu. Przełęcz jest dwumetrowej szerokości wrębem między skałami. Przejście przez przełęcz ułatwione jest przez klamry, drabinkę i łańcuchy. Szczególnie znana jest 8-metrowa stalowa drabinka, którą szlak Orlej Perci schodzi na przełęcz ze stoków Zamarłej Turni.
Przełęcz położona na trasie Orlej Perci, dostępna jest także z Doliny Gąsienicowej (z Dolinki Koziej) i Doliny Pięciu Stawów Polskich (Dolinki Pustej). Szlak prowadzi z Dolinki Koziej początkowo ścianą Zamarłej Turni, później żlebem, w którym nawet latem często zalega śnieg na Kozią Przełęcz, następnie schodzi ścianą Kozich Czub do Dolinki Pustej. Przejście ułatwiają łańcuchy założone na wejściu i zejściu
Pierwsze odnotowane przejście przez Kozią Przełęcz dokonane zostało około 1860 r. przez Szymona Tatara, przewodnika tatrzańskiego, podczas jednej z jego myśliwskich wypraw. Drogą tą poprowadził on ok. 1876 r. Tytusa Chałubińskiego i osoby jemu towarzyszące.
Kozia Przełęcz to niebezpieczne przejście. Do 2012 r. miało tutaj miejsce 13 wypadków śmiertelnych.
 
Kozia Przełęcz
 
 
Z przełęczy - kierunek - szczyt:
 

 Taka kolejka oczekiwała na dalsze przejście
 

Podejście na Kozi Wierch
 
Kozi Wierch (2291 m n.p.m.) – szczyt w Tatrach Wysokich. Jest najwyższą górą znajdującą się w całości na terenie Polski. Kozi Wierch wznosi się w długiej wschodniej grani Świnicy pomiędzy Doliną Gąsienicową a Doliną Pięciu Stawów Polskich, a dokładniej między dwiema dolinkami wiszącymi: Dolinką Kozią i Dolinką Pustą. Wzdłuż grani tej poprowadzono szlak turystyczny zwany Orlą Percią.
Na szczyt można też wejść z Doliny Gąsienicowej (Dolinki Koziej) przez Kozią Przełęcz albo Żlebem Kulczyńskiego (nazwanym tak od nazwiska Władysława Kulczyńskiego, który wraz z Szymonem Tatarem przeszedł żleb w drodze na Kozi Wierch w 1893) przez Przełączkę nad Buczynową Doliną. Wejście od Doliny Pięciu Stawów Polskich jest łatwe, od Żlebu Kulczyńskiego dość trudne, za to odcinek Orlej Perci łączący Kozi Wierch z Kozią Przełęczą jest bardzo eksponowany, technicznie trudny, wymaga szczególnej uwagi i należy do najtrudniejszych szlaków turystycznych w całych Tatrach.

Na szczycie:



Widoki z wysokości 2291 m n.p.m.:








Na górze słońca nie było, raczej zimno, horyzont zaciągnięty chmurami zwiastował deszcz - na szczęście nie padało.
A tu już zejście do Doliny Pięciu Stawów:




Źródło:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kozia_Prze%C5%82%C4%99cz
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kozi_Wierch

wtorek, 23 sierpnia 2016

W Tatry

Kozi Wierch (2291 m) to najwyższy szczyt w Tatrach Wysokich położony w całości na terenie Polski i zarazem najwyższy punkt Orlej Perci. Rozciąga się stąd rozległa panorama obejmująca większą część Tatr; w dole malowniczo prezentują się Czarny Staw Gąsienicowy i jeziora w Dolinie Pięciu Stawów Polskich.
W sobotę wybrałyśmy się z córką na wyprawę - całodzienną; zakończona sukcesem (i dla mnie - wszak nie jestem pierwszej młodości). Większa relacja - nieco później. Dopiero wróciliśmy z Krakowa, odebraliśmy nasze pieski. Zdjęć też tylko kilka:





środa, 17 sierpnia 2016

Ukraina 2016. Truskawiec

Znakomity znawca tematyki kresowej i autor "Kresowej Atlantydy" prof. Stanisław Sławomir Nicieja określa trzy kresowe miasta Drohobycz, Truskawiec i Borysław  mianem "kresowego trójmiasta". Drohobycz jest zdecydowanie stale na szlaku wycieczkowym, a bo to i Bruno Schulz, a to i inne ślady polskości; o Drohobyczu pisałam już tu i tu. Wciąż jednak kusiło: zobaczyć jeszcze Truskawiec i Borysław. Już w drodze powrotnej z Czerniowiec zapadła decyzja - jedziemy do Truskawca. Dobiliśmy do miasteczka późnym popołudniem, po przygodzie z policją ukraińską (o której innym razem), po kilku godzinach w samochodzie, głodni, marzący by wyprostować nogi. Zanim ruszyliśmy oglądać miasteczko, trzeba było znaleźć miejsce do zaparkowania samochodu i coś zjeść. Podczas obiadu poczytaliśmy podstawowe wiadomości z przewodnika i w końcu wyruszyliśmy na deptak.


Stare  i nowsze budynki zdrojowe:
 
 W tym mieści się muzeum sztuki poświęcone ukraińskiemu malarzowi;
budynek urzeka detalami wykończeniowymi z drewna
 






 
Prof. Nicieja tak opowiada o Truskawcu znanym w okresie międzywojennym głównie jako uzdrowisko: tu zjeżdżała finansjera, by wypoczywać i popijać śmierdzącą, ale cudownie rozbijającą kamienie nerkowe wodę "Naftusię". Truskawiec był elegancki.

Popijam "Naftusię" - wprawdzie butelka po polskiej wodzie "Żywiec zdrój", ale co tam... - smak rzeczywiście nieco naftowy
 
 
 
Bogaci nafciarze z pobliskiego Drohobycza i Borysławia konsumowali swoje bogactwo, stawiając wille o wyszukanych kształtach. Wybudowano ich tu 280 - w stylu zakopiańskim, bauhausu, art deco. Po ulicach jeździły najlepsze samochody - packardy, lancie, daimlery, bugatti. Świetnie ubrane towarzystwo bawiło się na kortach tenisowych, zawodach hippicznych, kąpało w potężnym basenie-jeziorze, którego plaże usypano z przywiezionego znad Bałtyku piasku. To był świat nie gorszy od tego z Cannes, San Remo, San Sebastian czy innych XIX-wiecznych kurortów. Do 1870 r. zdroje truskawieckie były własnością austro-węgierskiego skarbu państwa, potem spółki akcyjnej, a w końcu, w roku 1928, wieloletni prezes spółki Rajmund Jarosz wykupił cały zdrój. Nikt jednak nie krzyczał o nomenklaturowym uwłaszczeniu się, bo Jarosz spijał zdrojowe zyski po to, by Truskawcowi przydać europejskiego blichtru. Jak już zbudował dla kuracjuszy basen solankowo-siarkowy, to wielkości żeglownego jeziora, głębokości 9 metrów.

Park zdrojowy
Bywanie w Truskawcu było przed wojną towarzyskim obowiązkiem. Wzięci aktorzy - Majewska, Dymsza, Bodo - mijali się z sanacyjnymi generałami i politykami. Sławni sportowcy -Walasiewiczówna, Kusociński, Konopacka - pijali "Naftusię" wespół z Witkacym, Zegadłowiczem, Makuszyńskim, Tuwimem, Słonimskim, Schulzem. Na deptakach widywano Kiepurę i prezydenta Wojciechowskiego, w kawiarniach spiewał Mieczysław Fogg z chórem Dana, a do tańca przygrywały na dancingach słynne big-bandy Henryka Golda i Jerzego Petersburskiego.
Wśród kramów (z bratem)




 
Co pozostało z dawnej świetności? Uzdrowisko jest pełne ludzi przechadzających się po deptaku i parku zdrojowym, popijających lecznicze wody, buszujących wśród kramów, jakie pojawiają się zawsze w takich miejscowościach. Słychać mowę głównie ukraińską... ale też i polską. Biura podróży całkiem niedrogo oferują Polakom leczenie w sanatoriach. Spotkaliśmy sympatyczną parę młodych ludzi, którzy powiedzieli nam, że tak właśnie przyjechali tutaj na ośmiodniowe wczasy.
 
Niestety dzisiejsze uzdrowisko, to nie dawny Truskawiec. Przy deptaku wyburzono w większości stare wille stawiając ogromne sanatoria, aby powstał nowoczesny budynek "Perła Podkarpacia" zniszczono około czterdziestu starych budynków. Wzniesiono wątpliwej urody budynek pijalni z wieloma stanowiskami do pobierania wody zdrojowej - także i "Naftusi":
 
Pijalnia
Park zdrojowy zarośnięty (pokrzywy), wyasfaltowane i częściowo wyłożone kostką alejki, miejscami "rozjechane" i dziurawe. Dawne ujęcia wody zdrojowej zostały oznaczone na mapce parku zdrojowego, mają tabliczki z napisem "pamjatnik architektury", ale nie jakoś nikt nie przywiązuje do nich wagi.
Zabytkowy budynek - zdrój "Edward"
Zabytkowy budynek - zdrój "Bronisława"
Jest i pomnik Adama Mickiewicza i chociaż robiło się już późno - rączo gnaliśmy przez park, bo przecież Adama trzeba zobaczyć:
 


 
Szybko z powrotem, chcąc skrócić sobie drogę do auta zabłądziliśmy  na truskawiecki dworzec kolejowy: 
Okres świetności dawno minął; widać jakieś próby remontu budynku. Z dawnych elementów zachowały się jedynie żeliwne barierki
Po drodze zrobiliśmy jeszcze zdjęcia zabytkowego budynku, w którym mieści się Muzeum Historii Truskawca" - niestety już o tej porze dawno zamknięte...


 
Jeszcze mogłabym opowiadać o Truskawcu - jednak post zrobił się już wyraźnie przydługi - kończę więc. O Borysławiu będzie znacznie krócej...
Źródło:
 
 

 

niedziela, 14 sierpnia 2016

Ukraina 2016. Cerkiew obronna w Toporowcach

O najstarszej obronnej cerkwi w Polsce z Posady Rybotyckiej - pisałam tu. Dziś pokażę cerkiew z Toporowic pw. św. Illi (Eliasza), gdzie wybraliśmy się właśnie po to, by ją obejrzeć.
Jest to jeden z najstarszych i najcenniejszych zabytków Bukowiny. Pochodzi z 1560 roku.







Brama:




Jak widać cerkiew odremontowana, otoczenie zadbane. Budowla urzeka pięknem.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails