w pola. U nas leje już trzy dni, dlatego zrezygnowaliśmy z wyjazdu do ogrodu. Niedziela przeszła niespiesznie i po południu pojechaliśmy do mojej mamy. Włożyłam kalosze i poszłam. Tam, już w tym roku zupełne buszowisko roślinności.
Zarastają dawne ścieżki, leżą odłogiem kiedyś uprawiane pola i działki. Kiedy umiera właściciel - rodzina nie interesuje się już dawną działką czy ogrodem. Zarastają krzewami i trawą, dziczeją. Maliniska dawniej ujarzmione w granicach działki "wylewają" się na łąki. Jakoś nikomu już nic nie trzeba: ani owoców, ani warzyw dawniej tam uprawianych. Zobaczyłam tylko jedno pole zasiane pszenicą i dwie wykoszone działki.
Psy ginęły w wysokiej trawie, a Tolki widać nie było zupełnie. Za to wybiegały się za wszystkie czasy, bo wiele tam nowych zapachów i tropów.
Jak szybko mija lato; już zawiązały się owoce na roślinach:
Po południu pogoda się poprawiła i nawet wyjrzało słońce.
Obserwatorzy
niedziela, 14 lipca 2013
piątek, 12 lipca 2013
Szydełkowe poduszki
w stylu skandynawskim. Są białe, są bawełniane:
Miałam zrobić szydełkowe poszewki na poduszki - warunki jak wyżej. Elementy poduszkowe kręciłam szydełkiem w oczekiwaniu na mamę, którą woziłam na zabiegi. Czasu było zbyt mało, by wyruszyć i coś tam załatwiać, a zbyt dużo, by siedzieć bezczynnie. Początkowo rozważałam, żeby i tył poszewki zrobić szydełkiem. Potem jednak wymyśliłam, że uszyję poszewki z białego płótna, na które naszyję szydełkowy, kwadratowy przód obrobiony jeszcze jednym rzędem łuczków, półsłupkami i pikotkami:
A, że dzisiaj pogoda nieszczególna (nie pojechaliśmy do ogrodu), poświęciłam czas na szycie. Pokazuję poszewki jeszcze niewyprane - widać kreski z ołówka, którym kreśliłam linie. Teraz już czyste, suszą się.
Szydełko Tulip 2,1 mm; włóczka "Virginia", bawełna 100%, 417 m/100g; zużycie 100 g + białe płótno
A, że dzisiaj pogoda nieszczególna (nie pojechaliśmy do ogrodu), poświęciłam czas na szycie. Pokazuję poszewki jeszcze niewyprane - widać kreski z ołówka, którym kreśliłam linie. Teraz już czyste, suszą się.
Tył poduszki uszyty "na zakładkę" - nie będzie guzików
Detale
Wzór pochodzi z gazetki "Robótki ręczne" 2000 r. nr 12:
W gazetce proponowano tym wzorem wykonanie serwety. Podobnymi kwiatowymi elementami robiłam już wiele prac i muszę stwierdzić, że tu rząd piąty nieco ściąga robótkę, co powoduje wybrzuszenie. Wprawdzie po namoczeniu udaje się to wyrównać, jednak drugi raz robiłabym kwiatki według tego, wypróbowanego schematu:
czwartek, 11 lipca 2013
Kąpiel w błotnej kałuży
podczas upałów, to jest to, co pieski lubią najbardziej.
O ta kałuża jest świetna:
i ta też:
tak się wygląda po zanurzeniu:
tyłek, brzuch, łapy - wszystko w błocie. I nie ma co się dziwić, że wówczas ciało psa staje się obiektem zmasowanych ataków bąków.
Ifa zwykle lubi pochodzić sobie po kałużach, potoczkach - w ten sposób się chłodzi. Znoszę nawet brodzenie w błotnych kałużach podczas spaceru. Jednak wczoraj zdesperowana psica położyła się w takiej kałuży w celu ochłodzenia ciała. Muszę przyznać, że po powrocie dzielnie zniosła polewanie zimną wodą z węża - przecież musiałam zmyć z niej to błoto, zanim wpuściłabym do samochodu i potem do mieszkania.
Tola nie kapie się w kałużach, acz chętnie brodzi w potoku. Miała ostatnio przygodę - nie zorientowała się, że woda poniżej jest dość głęboka, kiedy skakała z betonowego progu na potoku. Psina skąpawszy się w całości, dzielnie wypłynęła na powierzchnię.
Tolka dzielnie chodzi wszędzie za "dużą". Tu wybiegają z chaszczy:
A to już powrót po przepędzeniu obcego psa, którego wypatrzyły, kiedy doganiał swoich jadących traktorem:
O ta kałuża jest świetna:
i ta też:
tak się wygląda po zanurzeniu:
tyłek, brzuch, łapy - wszystko w błocie. I nie ma co się dziwić, że wówczas ciało psa staje się obiektem zmasowanych ataków bąków.
Ifa zwykle lubi pochodzić sobie po kałużach, potoczkach - w ten sposób się chłodzi. Znoszę nawet brodzenie w błotnych kałużach podczas spaceru. Jednak wczoraj zdesperowana psica położyła się w takiej kałuży w celu ochłodzenia ciała. Muszę przyznać, że po powrocie dzielnie zniosła polewanie zimną wodą z węża - przecież musiałam zmyć z niej to błoto, zanim wpuściłabym do samochodu i potem do mieszkania.
Tola nie kapie się w kałużach, acz chętnie brodzi w potoku. Miała ostatnio przygodę - nie zorientowała się, że woda poniżej jest dość głęboka, kiedy skakała z betonowego progu na potoku. Psina skąpawszy się w całości, dzielnie wypłynęła na powierzchnię.
Tolka dzielnie chodzi wszędzie za "dużą". Tu wybiegają z chaszczy:
A to już powrót po przepędzeniu obcego psa, którego wypatrzyły, kiedy doganiał swoich jadących traktorem:
poniedziałek, 8 lipca 2013
Po wędzeniu
Wędzonki pachną w całym mieszkaniu. Nie tak dawno dobiliśmy do domu. Takie wędzenie to zabawa na całe popołudnie. A przygotowanie zajmuje jeszcze więcej czasu. Bo rano pojechaliśmy zrobić szynki i karczek tzn. włożyć w siatki (mięso tym razem przechowywałam w lodówce w zagórskiej chałupie - zwykle trzymam w piwnicy u mamy). Potem zostawiliśmy to wszystko, by obciekło z solanki. Mąż w tym czasie przygotował drewno z czereśni i rozpalił palenisko, żeby ogrzać wędzarnię. Kupiliśmy na Allegro specjalny termometr do sprawdzania temperatury w wędzonym produkcie.
Wakacje
Córka przyjechała na kilka dni - urlopuje. Dużo czasu spędzamy w ogrodzie. Rozstawiliśmy basen, grillujemy, smażymy kiełbaski na ognisku, korzystamy z lata.
Do ogrodu jeżdżą oczywiście z nami zwierzęta. Czesio tak się przyzwyczaił do codziennych wyjazdów, że kiedyś, kiedy spadł deszcz i nie został zabrany, cały wieczór awanturował się w klatce. Zwykle upojony powietrzem, zjada swe suszki i spokojnie śpi.
Nie ekscytuje mnie kuchnia i przyrządzanie wymyślnych dań, toteż z wdzięcznością smakujemy z mężem potrawy i słodkości przygotowane przez naszą latorośl: a to tortilla, a to placek z truskawkami, a to mufinki czekoladowe i z borówkami.
Na jutro planujemy wędzenie, bo szynki właśnie się marynują - chodzi o to, by dziecię zabrało sobie domowe wędliny.
Stąd w ogrodzie prace odbywają się niespiesznie, robótki też nie postępują. Zrobiłam tylko szydełkowy pokrowiec na iPoda córki, bo przechowywała go w jakimś woreczku niezbyt do tego dostosowanym.
Tylko tyle: przycięty krzew jałowca i wyplewiony ogródek trawiasty:
A podczas upałów pijemy wodę z cytryną i miętą oraz melisą:
Robię taką wodę z mineralnej, albo przegotowanej, kroję do niej cytrynę, dodaję liście mięty, lub melisy. Można gałązki mięty i melisy zamrozić w pojemniku i mieć świeże w razie potrzeby.
Do ogrodu jeżdżą oczywiście z nami zwierzęta. Czesio tak się przyzwyczaił do codziennych wyjazdów, że kiedyś, kiedy spadł deszcz i nie został zabrany, cały wieczór awanturował się w klatce. Zwykle upojony powietrzem, zjada swe suszki i spokojnie śpi.
Nie ekscytuje mnie kuchnia i przyrządzanie wymyślnych dań, toteż z wdzięcznością smakujemy z mężem potrawy i słodkości przygotowane przez naszą latorośl: a to tortilla, a to placek z truskawkami, a to mufinki czekoladowe i z borówkami.
Na jutro planujemy wędzenie, bo szynki właśnie się marynują - chodzi o to, by dziecię zabrało sobie domowe wędliny.
Stąd w ogrodzie prace odbywają się niespiesznie, robótki też nie postępują. Zrobiłam tylko szydełkowy pokrowiec na iPoda córki, bo przechowywała go w jakimś woreczku niezbyt do tego dostosowanym.
Tylko tyle: przycięty krzew jałowca i wyplewiony ogródek trawiasty:
A podczas upałów pijemy wodę z cytryną i miętą oraz melisą:
Robię taką wodę z mineralnej, albo przegotowanej, kroję do niej cytrynę, dodaję liście mięty, lub melisy. Można gałązki mięty i melisy zamrozić w pojemniku i mieć świeże w razie potrzeby.
Subskrybuj:
Posty (Atom)