No i proszę. Pojawiło się trochę komentarzy pod postem „Tajemnica biscornu”. I o to chodziło… Dziękuję za nie i za dodatkowe wyjaśnienia. Wreszcie dogłębnie dowiedziałam się od Maknety i Anek73 czym jest biscornu. Stwierdzam, iż moja logika w kwestii biscornu zawiodła całkowicie. Chyba nie muszę wstydzić się mej niewiedzy – wszak człowiek uczy się całe życie i chyba liczy się to, że pragnie dowiedzieć się czegoś nowego.
Również oslun wniosła dodatkowe wyjaśnienia dotyczące słówka aran, które jak się okazuje wcale rusycyzmem nie jest, bo chociaż „wzięte” od Rosjanek ma pochodzenie angielskie.
Dziunia – nie mylisz się wcale, magic loop (z angielska) – to dzianie za pomocą tzw. magicznej pętli utworzonej z drutu na żyłce i przeciąganie tej żyłki – i w ostatecznym efekcie otrzymuje się dzianinę robioną na okrągło i bez zszywania. Od zawsze tak właśnie robiłam na drucie z żyłką i nie wiedziałam, że to metoda magic loop. Bo jak inaczej można robić używając jednego druta z żyłką, kiedy żyłka jest znacznie dłuższa, niż szerokość dzianiny? Drut z żyłką przy dzianiu na okrągło zastąpi nam te 3 czy 5 drutów. Może powinnam była uściślić, że chodzi mi robienie na okrągło na drucie z żyłką?
Pragnę też bardzo podziękować Lucynie za niespodziankę wygraną na jej blogu.
Dziękuje też Danulce za wyróżnienie. Jest mi niezwykle miło.
A może Panie podsuną jeszcze jakieś ciekawe słowa, określenia, które funkcjonują w słowniku robótkowym, a pojawia się problem z ich polskimi nazwami?
Obserwatorzy
poniedziałek, 15 marca 2010
niedziela, 14 marca 2010
Tajemnica biscornu. Głos w dyskusji
Do napisania poniższych wynurzeń niejako zachęciły mnie dygresje Kruliczycy wyczytane na jej blogu, a dotyczące borderu, czyli po polsku, ale z francuska: bordiury, a także weekendu i e-maila.
Nie będę się tu wnikliwie odnosić do istnienia w języku polskim takich zapożyczeń czy kalek językowych jak weekend, który szczęśliwie w naszym języku funkcjonuje od lat wielu i nie udało się na jego nazwanie wymyślić dobrego, zgrabnego, polskiego odpowiednika. Proponowany „zapiątek” jakiś taki niewydarzony mi się wydaje i kojarzy nieodparcie z zapiętkiem, co znaczy już coś zupełnie innego. Przywykłam, a jakże, nawet do tego, że wysyłam „mejle”, nawet nie: e-maile i nie używam górnolotnie brzmiącego określenia w rozmowie telefonicznej z moją koleżanką Iloną, że wyślę jej np. zdjęcia w „liście elektronicznym”. Nawet Rada Języka Polskiego „przełknęła” tego e-maila:
http://www.rjp.pan.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=79:zapis-nazwy-listu-elektronicznego&catid=43:uchway-ortograficzne&Itemid=59
http://www.rjp.pan.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=284:mejl-&catid=44:porady-jzykowe&Itemid=58
Jednak całkowicie absurdalną przygodę przeżyłam z „biscornu”. Oglądając blogi (najczęściej z haftami) podziwiałam takie ładne drobiazgi, których zastosowania nijak nie mogłam wymyślić. Autorki blogów chwaliły się, że wyszyły i uszyły biscornu: dla mamy, babci, koleżanki, w ramach wymiany blogowej, na imieniny, urodziny itd. Potem objawiała się fotka zgrabnego, zwykle ładnego drobiazgu, a następnie „ochy” i „achy” komentujących. Mnie też się podobały, jednak nijak moja upośledzona, w tym momencie, inteligencja niczego sensownego nie podsuwała . Co to u diabła jest to „biscornu” i jakie ma zastosowanie? Pytać mi było głupio, bo wstyd taką niewiedzą się wykazywać. No, ale od czego jest coś takiego jak tłumacz (właśnie tłumacz a nie translator). No i po wpisaniu do tłumacza - dalej nic, bo jaki związek może mieć zboże z haftowanym drobiazgiem? Idąc drogą dedukcji w końcu mi wyszło, że „biscornu” - coś, co ma jakieś związki z ziarnem. Znacznie później wpadłam na to, że niektóre „biscornu” miały takie nitki przeszyte i przez wierzch i mogło to w całości kształtem przypominać właśnie ziarno. Tylko po co komuś haftowane "coś", co przypomina ziarenko?
Dopiero jakaś wykonawczyni na swym blogu po prostu napisała, że wyszyła igielnik (oczywiście zdjęcie też było). Eureka! – wykrzyknęłam niemal na głos . To tajemnicze „biscornu” to nic innego, jak zwykła poduszka, w którą wkłuwa się igły. W moim ponad pięćdziesięcioletnim życiu poduszek na igły trochę widziałam i nikt tego nie nazywał „biscornu”. Mama całe życie szyła na maszynie – to igielników miała kilka, bo sporo igieł po domu się plątało. Sama uszyłam parę – bo gdzieś igły przecież wkłuwać trzeba, żeby nie ukłuć się w pupę siadając na fotel. I tak oto, całkiem przypadkiem, odkryłam tajemnicę „biscornu”.
Wracając jednak do bordiury – wolę ją właśnie, a nie jakiś tam border, przede wszystkim dlatego, że starsza i już dawno w języku polskim się zadomowiła. A ten border w rodzaju męskim tak obco brzmi (głoski „r” się kłócą).… No cóż uparcie będę twierdzić, że robię sweter wzorem w warkocze, albo warkoczowym, a nie z aranami, a powtarzająca się część wzoru to sekwencja, a nie raport. Na pewno rękaw robiony bez zszywania, będzie robiony metodą na okrągło, a nie magic loop. Niestety zamiennie używam określenia marker i znacznik - w obawie, że czytający nie zorientuje się co mam na myśli pisząc: znacznik. Zdecydowanie, jeśli organizuję zabawę blogową, to u mnie jest to „rozdawajka” (co nie jest może najszczęśliwszym określeniem, bo kojarzy mi się z „samodajką”) i nawet obiektywnie stwierdzam, że to „candy” jakoś lepiej i krócej brzmi.
Podsumowując: nieuniknione są zapożyczenia i kalki językowe - nie ma co z nimi walczyć na siłę, szczególnie jeżeli nie mamy polskiego odpowiednika, albo tworzymy jakieś nieszczególne słowo typu „zapiętek”. O! przepraszam - miałam na myśli „zapiątek”, czy też znany każdemu Polakowi „zwis męski”. Stosujmy nazwy polskie tam, gdzie mają polskie odpowiedniki, a z zapożyczeń korzystajmy wówczas, gdy nie wymyślono polskiego słowa, lub wtedy, kiedy zostały zaakceptowane przez językoznawców. Język żyje, rozwija się i musimy nowe rzeczy nazywać nowymi słowami. Jednak goszczę Was na blogu Antoniny, a nie Anthoniny.
Nie będę się tu wnikliwie odnosić do istnienia w języku polskim takich zapożyczeń czy kalek językowych jak weekend, który szczęśliwie w naszym języku funkcjonuje od lat wielu i nie udało się na jego nazwanie wymyślić dobrego, zgrabnego, polskiego odpowiednika. Proponowany „zapiątek” jakiś taki niewydarzony mi się wydaje i kojarzy nieodparcie z zapiętkiem, co znaczy już coś zupełnie innego. Przywykłam, a jakże, nawet do tego, że wysyłam „mejle”, nawet nie: e-maile i nie używam górnolotnie brzmiącego określenia w rozmowie telefonicznej z moją koleżanką Iloną, że wyślę jej np. zdjęcia w „liście elektronicznym”. Nawet Rada Języka Polskiego „przełknęła” tego e-maila:
http://www.rjp.pan.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=79:zapis-nazwy-listu-elektronicznego&catid=43:uchway-ortograficzne&Itemid=59
http://www.rjp.pan.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=284:mejl-&catid=44:porady-jzykowe&Itemid=58
Jednak całkowicie absurdalną przygodę przeżyłam z „biscornu”. Oglądając blogi (najczęściej z haftami) podziwiałam takie ładne drobiazgi, których zastosowania nijak nie mogłam wymyślić. Autorki blogów chwaliły się, że wyszyły i uszyły biscornu: dla mamy, babci, koleżanki, w ramach wymiany blogowej, na imieniny, urodziny itd. Potem objawiała się fotka zgrabnego, zwykle ładnego drobiazgu, a następnie „ochy” i „achy” komentujących. Mnie też się podobały, jednak nijak moja upośledzona, w tym momencie, inteligencja niczego sensownego nie podsuwała . Co to u diabła jest to „biscornu” i jakie ma zastosowanie? Pytać mi było głupio, bo wstyd taką niewiedzą się wykazywać. No, ale od czego jest coś takiego jak tłumacz (właśnie tłumacz a nie translator). No i po wpisaniu do tłumacza - dalej nic, bo jaki związek może mieć zboże z haftowanym drobiazgiem? Idąc drogą dedukcji w końcu mi wyszło, że „biscornu” - coś, co ma jakieś związki z ziarnem. Znacznie później wpadłam na to, że niektóre „biscornu” miały takie nitki przeszyte i przez wierzch i mogło to w całości kształtem przypominać właśnie ziarno. Tylko po co komuś haftowane "coś", co przypomina ziarenko?
Dopiero jakaś wykonawczyni na swym blogu po prostu napisała, że wyszyła igielnik (oczywiście zdjęcie też było). Eureka! – wykrzyknęłam niemal na głos . To tajemnicze „biscornu” to nic innego, jak zwykła poduszka, w którą wkłuwa się igły. W moim ponad pięćdziesięcioletnim życiu poduszek na igły trochę widziałam i nikt tego nie nazywał „biscornu”. Mama całe życie szyła na maszynie – to igielników miała kilka, bo sporo igieł po domu się plątało. Sama uszyłam parę – bo gdzieś igły przecież wkłuwać trzeba, żeby nie ukłuć się w pupę siadając na fotel. I tak oto, całkiem przypadkiem, odkryłam tajemnicę „biscornu”.
Wracając jednak do bordiury – wolę ją właśnie, a nie jakiś tam border, przede wszystkim dlatego, że starsza i już dawno w języku polskim się zadomowiła. A ten border w rodzaju męskim tak obco brzmi (głoski „r” się kłócą).… No cóż uparcie będę twierdzić, że robię sweter wzorem w warkocze, albo warkoczowym, a nie z aranami, a powtarzająca się część wzoru to sekwencja, a nie raport. Na pewno rękaw robiony bez zszywania, będzie robiony metodą na okrągło, a nie magic loop. Niestety zamiennie używam określenia marker i znacznik - w obawie, że czytający nie zorientuje się co mam na myśli pisząc: znacznik. Zdecydowanie, jeśli organizuję zabawę blogową, to u mnie jest to „rozdawajka” (co nie jest może najszczęśliwszym określeniem, bo kojarzy mi się z „samodajką”) i nawet obiektywnie stwierdzam, że to „candy” jakoś lepiej i krócej brzmi.
Podsumowując: nieuniknione są zapożyczenia i kalki językowe - nie ma co z nimi walczyć na siłę, szczególnie jeżeli nie mamy polskiego odpowiednika, albo tworzymy jakieś nieszczególne słowo typu „zapiętek”. O! przepraszam - miałam na myśli „zapiątek”, czy też znany każdemu Polakowi „zwis męski”. Stosujmy nazwy polskie tam, gdzie mają polskie odpowiedniki, a z zapożyczeń korzystajmy wówczas, gdy nie wymyślono polskiego słowa, lub wtedy, kiedy zostały zaakceptowane przez językoznawców. Język żyje, rozwija się i musimy nowe rzeczy nazywać nowymi słowami. Jednak goszczę Was na blogu Antoniny, a nie Anthoniny.
sobota, 13 marca 2010
Wiosna panna, lato matka, jesień wdowa, zima macocha...
Zima macocha za oknem - niby styczniowa. Za nic nie chce nas opuścić i męczy kolejnymi opadami śniegu. A kysz, a kysz Zimo!" - chciałoby się powiedzieć. Dlatego w ramach jej zaklinania i zabawy blogowej ogłoszonej przez Truskaweczkę zaklinam Zimę takimi oto bukiecikami wiosennych kwiatków:
Kolorowe kwiatuszki zrobione na ołówku
Te z pierwszego zdjęcia przypominają pierwiosnka gruzińskiego (albo, jak ktoś chce - fiołki). Te z drugiego zdjęcia to taki pastelowy bukiecik kwiatków zrobiony z włóczki moherowej. Takie zrobiła mi mama, jako broszkę do sweterka angorowego z włóczki uprzedzionej z sierści królików angorowych, kiedy byłam bardzo nieletnim dziecięciem.
Zbliżenie kwiatków
Schemat z Internetu (nie wiem skąd go mam)
Przysłowia:
I wiosna by tak nie smakowała, gdyby przedtem zimy nie było.
Na wiosnę ceber deszczu - łyżka błota; na jesień łyżka deszczu - ceber błota.
Na wiosnę dzień karmi rok.
Nie jeden dzień ciepły czyni wiosnę po zimie.
Srają muchy, będzie wiosna, będzie szybko trawa rosła.
Z wiosną nadzieje rosną.
Trochę zieleni i kolorów wiosny:
Frazeologizmy:
Druga wiosna (druga młodość).
Piękna, jak wiosna.
Któraś wiosna życia.
Wiosna w duszy.
Uosobienie, wcielenie wiosny.
Czuć, głosić, opiewać przeżywać, spędzać, witać, spiewać, zwiastować wiosnę.
Pachnie wiosną.
Wiosna - budzi się, czyni się, idzie, mija, nadchodzi, nastaje, następuje, pachnie, przybywa, panuje, powraca, przybliża się, robi się, rozzielenia się, wraca, zapowiada się, zawitała, zbliża się.
Wiosna - barwi łąki, mai drzewa, odziewa drzewa w liście, okrywa ziemię zielenią, osypuje krzewy kwiatami, rozwija kwiaty, pąki; tchnie w powietrzu, ubiera drzewa, krzewy, ziemię; ukwieca łąki, uśmiecha się, wysypuje barwy.
No to może już teraz przyjdzie?
piątek, 12 marca 2010
Płaskie jajco
czyli szydełkowa płaska pisanka
Chociaż w języku krąży powiedzonko: „kwadratowe jaja”, zrobić takie na szydełku byłoby trudno, dlatego zdecydowałam się na płaskie, które w sobie mają z jajek Kolumba to, że zostały oparte na prostym wzorze ananasa. Mogę też zapewnić, iż nie zamierzam ich podrzucać nikomu jako jaj kukułczych, a jeno zainspirować niektórych do wykonania podobnych, co by mogły pełnić rolę także i jaja filozoficznego.
Po tym „jajecznym” wstępie pokazuję moje płaskie jaja, które mogą być pisanką powieszoną, jako ozdóbka na gałązce, zawieszką na okno, czy też motywem na kartkę wielkanocną i jeszcze czymś tam, co tam sobie wymyślimy.
Nie można zrobić omletu nie tłukąc jaj (powiedzenie przypisywane Robespierre’owi albo Napoleonowi).
Wszystko co żyje, pochodzi z jaja ( zdanie przypisywane Williamowi Harleyowi).
Ptak, który znosi złote jaja.
Stać za jaje (za nic).
Nie stać za jaje (być niewiele wartym).
Mędrsze jajo, niż kokosz.
Jedno stęchłe jajko psuje cała potrawę.
Nie zawsze złote jajka kokoszka niesie.
Jeszcze przykładu nie było, żeby jaje kurcze uczyło.
Obchodzić się z czymś jak z jajkiem.
On by spod żmii jajko wytoczył.
Złe jaje bez soli.
Siedzieć na jajkach.
Znosić jaja.
Ledwie się z jaja wylągł.
Moje płaskie jaja wykonałam w ramach zabawy blogowej "Pisanki 2010".
Chociaż w języku krąży powiedzonko: „kwadratowe jaja”, zrobić takie na szydełku byłoby trudno, dlatego zdecydowałam się na płaskie, które w sobie mają z jajek Kolumba to, że zostały oparte na prostym wzorze ananasa. Mogę też zapewnić, iż nie zamierzam ich podrzucać nikomu jako jaj kukułczych, a jeno zainspirować niektórych do wykonania podobnych, co by mogły pełnić rolę także i jaja filozoficznego.
Po tym „jajecznym” wstępie pokazuję moje płaskie jaja, które mogą być pisanką powieszoną, jako ozdóbka na gałązce, zawieszką na okno, czy też motywem na kartkę wielkanocną i jeszcze czymś tam, co tam sobie wymyślimy.
Szydełko Tulip 1,6 mm; nici "Snehurka"
Schemat z Osinki - tam prezentowany jako element wiekszej całości - bodajże obrusu
(pisanki robiłam bez tego zewnętrznego obrzeżenia)
A to zawieszka na okno zrobiona z grubszej bawełny
I jeszcze dość nieudolne własne pomysły na płaskie jajco
Frazeologizmy, przysłowia i powiedzonka:
Kłaść wszystkie jaja do jednego koszyka.Nie można zrobić omletu nie tłukąc jaj (powiedzenie przypisywane Robespierre’owi albo Napoleonowi).
Wszystko co żyje, pochodzi z jaja ( zdanie przypisywane Williamowi Harleyowi).
Ptak, który znosi złote jaja.
Stać za jaje (za nic).
Nie stać za jaje (być niewiele wartym).
Mędrsze jajo, niż kokosz.
Jedno stęchłe jajko psuje cała potrawę.
Nie zawsze złote jajka kokoszka niesie.
Jeszcze przykładu nie było, żeby jaje kurcze uczyło.
Obchodzić się z czymś jak z jajkiem.
On by spod żmii jajko wytoczył.
Złe jaje bez soli.
Siedzieć na jajkach.
Znosić jaja.
Ledwie się z jaja wylągł.
Moje płaskie jaja wykonałam w ramach zabawy blogowej "Pisanki 2010".
środa, 10 marca 2010
Beret - nowa jakość. Jeszcze berety szydełkowe
Berety najpierw zrobiłam dla Matyldy - jej we wszystkich czapach jest dobrze. Przymierzyłam. Stwierdziłam, że może by spróbować zrobić dla siebie po wielu latach nienoszenia beretów. Z założenia ma to być beret:
a) dość cienki i ażurowy,
b)raczej wiosenny, aniżeli zimowy,
c)ma pełnić funkcję bardziej ozdobną, niż grzewczą.
Dlatego zdecydowałam się na berety robione z włóczek dość cienkich mających domieszkę bawełny:
Naprawdę cieniutki, ażurowy, bawełniany beret to nowa jakość.
a) dość cienki i ażurowy,
b)raczej wiosenny, aniżeli zimowy,
c)ma pełnić funkcję bardziej ozdobną, niż grzewczą.
Dlatego zdecydowałam się na berety robione z włóczek dość cienkich mających domieszkę bawełny:
Szydełko Tulip 1,9 mm; włóczka bawełniana z domieszką wiskozy
Szydełko Tulip 2,1 mm; włóczka brak nazwy: 50% bawełna, 50 % akryl;
Jednak dwa modele zrobione są z cieniutkiego akrylowego moherku - akurat idealne do wiosennej kurteczki, czy żakietu.
Szydełko Tulip 1,9 mm; włóczka brak nazwy - moherek akrylowy (kolor zbliżony do rzeczywistego na zdjęciu wyżej)
Schemat beretu z Osinki
Szydełko Tulip 1,9 mm; włoczka moherek akrylowy (kolor na pierwszym zdjęciu zblizony do rzeczywistego); schemat
Berety noszę włożone na bakier na tzw. "czerwone berety"i stwierdzam, że całkiem, całkiem dobrze widzę się w tym nowym wizerunku. A najciekawsze jest to, że na tzw. ulicy widuję nadal wyłącznie moherowe wyczesane, zimowe grubasy noszone "na grzybka" lub "babcię emerytkę".
Szydełko Tulip 2,1 mm; włóczka ”Himalaya Mercan” ( 100 akryl); 260m/100 g;
Subskrybuj:
Posty (Atom)