Obserwatorzy

wtorek, 26 lipca 2016

Porządki w chałupie - pokój panieński

Dziś kilka migawek z pokoju niebieskiego - nazwanego przeze mnie panieńskim. 



Zmieniłam w tym roku szydełkową kapę na taką grubą - pikowaną. Poduszka została obleczona w haftowaną szydełkową poszewkę. 


Na nocnym stoliku  książki francuskie mojej babci (sprzed II wojny światowej): modlitewnik i jakaś powieść.


Stara maszyna do szycia po mojej babci, na której siedzi porcelanowa lalka. W tle przedwojenna torebka mojej babci.




Dwie podobne lale trafiły na niebieską półeczkę nad łóżkiem, na której leżą pamiętniki (jeszcze moje - dziewczęce). Granatowy został przyniesiony przez Mikołaja (miałam wówczas chyba 9 lat), a drugi w drewnianych okładkach to prezent z Muszyny (od mojej cioci).

 
 
Pokój jest ulubiony przez dużą psicę, która systematycznie, jeżeli tylko zostawi się otwarte drzwi, włazi na łóżko i je demoluje: drapie pościel, niszczy narzuty i oczywiście błoci. Potrafi podrzeć prześcieradło na strzępy... Stąd ciągle mam problem, bo wkurzam się, kiedy mąż zapomni zamknąć drzwi, a psica zdąży wprowadzić swoje porządki. A z kolei staram się otwierać okno i drzwi na przestrzał, by wietrzyć pomieszczenie.

poniedziałek, 25 lipca 2016

6 kilometrów w łapkach

Mniej mam czasu w tym roku na wędrówki z kijami. Skupiłam się na treningach w klubie fitness, więc z konieczności jest mniej wędrowania. Korzystając jednak z cudownie ciepłej aury w ostatni weekend - zabrałam psie "dziewczyny" i ruszyłyśmy w kierunku kapliczki Krawczyków (pierwszy raz tego lata).



Wędrowałyśmy trochę lasem, trochę polami uprawnymi. Z niektórych zebrano już siano; żyto i owies proszą o żniwa. Zobaczyłam też pole z rośliną, która zwróciła uwagę  - owoce? nasienniki? to maleńkie kuleczki - nie wiem czy to może ciecierzyca? 







Świat w taką pogodę przepiękny. Duża zaliczyła niemal wszystkie błotne kałuże w lesie, kąpiąc się w nich po brzuch. Mała wybłociła tylko łapki. A ile było wąchania, tropienia, grążenia w zbożu, bo tam złapało się jakiś trop. Psice bardzo lubią chodzić ze mną, mąż jakoś nie potrafi ich wybiegać.






Po powrocie porcja rosołowa i można już było wywalić się na boku na trawie i odpoczywać. Małej zamarzyły się kolanka panci, która złożyła swe ciało na huśtawce ogrodowej.



A dla pańci orzeźwieniem w taką pogodę był koktajl z czarnej porzeczki:

niedziela, 24 lipca 2016

Porządki w chałupie

Korzystając z wolnego (nieco) czasu zabrałam się za porządki w chałupie w Zagórzu. Nie ma co ukrywać, że kurz i pajęczyny pokryły "patyną" okna, firanki, meble... Oczyściłam ściany z pajęczyn, wymyłam okna, zmieniłam firanki i zasłonki, wyrzuciłam stare zasuszone wiązki ziół i kwiatów, na nowo przyozdobiłam pomieszczenia (jeszcze nie wszystkie). Mąż wyremontował rozsypujący się schodek, a teraz maluje dach chałupy, bo chociaż stara, trzeba zakonserwować, żeby się nie lało na głowę. W dachu są jeszcze dziury po kulach, powstałe podczas II wojny światowej i te też potrzebują nowych łatek.
Dziś posprzątany ganek:




 
 


 
 

piątek, 22 lipca 2016

Bluzka na upały

z chustek bandanek. No na tej bluzce kończę serię wykorzystywania tych chustek do innych celów, aniżeli ich pierwotne przeznaczenie.



 Z dwóch białych uszyłam sobie  działkową bluzkę (nie mam odwagi wyjść w niej na ulicę), ale po działce, w słońcu sobie w niej paraduję, a co - niech mi się ramiona nieco opalą, tym bardziej że lato - szczerze powiedziawszy nie rozpieszczało do tej pory upałami (no troszkę tylko).



Wytwór bardzo prosty: dwa prostokąty zeszyte - na górze wciągnięta guma w tunel. Można doszyć ramiączka i nad tym się zastanawiam - mogłabym wówczas wyjść w tej bluzce poza bramę ogrodu.



 Dawno, dawno temu, kiedy w Polsce było trudno kupić coś sensownego do ubrania - nosiłam podobne bluzki szyte przez mamę z materiałów bawełnianych z haftem. Szyła mi mama takie bluzeczki ze szczypankami, albo zupełnie proste z ramiączkami. Wkładałam je do długich falbaniastych spódnic. Mam je dotąd - teraz służą jako dekoracja chałupy.

niedziela, 17 lipca 2016

Czosnkowe pesto

Zrobiłam pesto czosnkowe z łodyg kwiatostanu czosnku. Ponieważ już zawiązały się cebulki powietrzne, łodygi były nieco zdrewniałe i nie za bardzo chciały poddać się blendowaniu.  Przepuściłam je więc (razem z ziarnami słonecznika) przez maszynkę do mięsa - dało to zadawalający efekt rozdrobnienia.


Potem już tylko sól i olej. Dodałam rzepakowy (sanocki), bo taki miałam w domu.


Ubiłam zawartość ciasno w słoiczkach, na górze przykryłam jeszcze olejem  i gotowe.


Pierwsze próby smakowania wypadły bardzo dobrze. Łyżeczka czosnkowego pesto dodana do sosu gulaszowego, ciekawie wzbogaciła smak. Nie wspomnę już o makaronie razowym potraktowanym odrobiną tego specyfiku...
Kto ma jeszcze na grządce zimowy czosnek z kwiatowymi łodygami - może popróbować zrobić takie pesto.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails