Obserwatorzy

wtorek, 25 listopada 2014

Kapliczki przydrożne. Kapliczka w Jabłonkach

Posadowiona na wzniesieniu (przy zejściu z czarnego szlaku), po lewej stronie drogi prowadzącej z Baligrodu do Cisnej . Murowana, wzniesiona w XIX wieku. Interesująca architektonicznie.



niedziela, 23 listopada 2014

Smutna niedziela dla nas

nasz Czesio pokicał dzisiaj za tęczowy most. Nic nie zwiastowało, że jest coś nie tak. Myślę, że mógł to być zawał serca. Nie zdążyłam nawet pomyśleć, gdzie tu dzisiaj szukać weterynarza - było po wszystkim.

 
W transporterku, po przyjeździe do Zagórza
 
Na rękach u Matyldy - tak go oswoiła, że uwielbiał leżeć na kolanach w takiej pozycji
 
Piękny, zdrowy królik rezydował w otwartej na stałe klatce, kiedy chciał - mógł wychodzić. Jednakże ostatnio, jakoś nieczęsto korzystał z tej możliwości.
 
 

Królik wyjada suszone dla niego listki, Ifunia się przygląda
 
Czesio był królikiem niezwykłym, chyba nie ma takiego, który podróżowałby tak dużo w swoim życiu: Kraków, Sanok, Lublin. Wakacje spędzał z nami i jeździł codziennie na letnisko do ogrodu.
 

 
Ostatnie dwa lata przebywał u nas na stałe. Miłe, niekłopotliwe zwierzątko. Starałam się dbać o niego jak najlepiej. Był równolatkiem z Ifunią (siedem lat). Mieliśmy z nim kilka przygód, dostarczył nie lada emocji. Pochowaliśmy go pod lipą obok Gucia (nasz pies, który był przed Ifunią) i Usi (piesek mamy). Tu wątek Czesia.


sobota, 22 listopada 2014

Jesień...

W ostatnich dniach rozłożyła się na świecie z jej mniej przyjemnymi aspektami: mglisto, wilgotno, zimniej. Krótki dzień nie pozwala nawet na sensowne spacery. Wszędzie: w telewizji, reklamach, na blogach trwa już zmasowane "katowanie" "Bożym Narodzeniem" (zaczęło się jeszcze przed 1 listopada...).



Dzisiejsze zdjęcia to suma wypadów spacerowych z ostatniego tygodnia. Trasę nieco zmieniłam i trafiłam na konie, które niewątpliwe przyzwyczajone do dokarmiania zainteresowały się tym co robi zakapturzona istota przy płocie (robiła zdjęcia). Ze stoickim spokojem konik nie reagował na wściekłe ujadania psów, wyraźnie do niego adresowane. Kiedy nic nie dostał, po prostu odmaszerował.




A szarości jesieni też mogą być inspirujące - włóczkowo.




czwartek, 20 listopada 2014

Komentarz do komentarzy posta z 19.11.2014 r.

Zacznę od ciapary. Agnieszko to jest kot. Wracałam z "dziewczętami", znaczy się z psicami już niemal o zmroku, kiedy wypatrzyły kota. Kocisko ewakuowało się na wysokie drzewo, one szczekały pod. Cyknęłam fotkę - nie wiedziałam co wyjdzie. A po zrzuceniu zdjęć na komputer okazało się, że oczyska kocie wyszły niesamowicie...
Ula - jak sama potwierdzasz, zmiany w kuchni wpływają dobrze na wszystkich domowników.
Utkane z pasji - ja nie cierpię i nie przeżywam żadnego dyskomfortu z powodu zmiany trybu odżywiania, po prostu tak postanowiłam i już. Przecież jak setki osób w podobnej sytuacji, jeśli zechcę, mogę złamać swoje postanowienia. Życiem cieszę się bardziej, niż poprzednio: mogę w końcu kupować mniejsze rozmiary ciuchów i ubierać się modniej, zaczęłam ponownie robić bardziej staranny makijaż (jak byłam gruba - to jakoś mi się nie chciało), mam zdecydowanie lepszą kondycję fizyczną, nie dokucza mi ból stóp (bolały mnie przez ostatnie 10 lat - okresowo tak, że kiedy pomyślałam, że mam wstać z fotela i iść - to mnie to przerażało), nawet kręgosłup już tak nie dokucza jak dawniej. Jedyny minus - to niestety zmarszczki, przydałby się botoks (żart).
Mario - pigwowca mam w ogrodzie. Dawniej z owoców robiłam soki i nalewki. W tym roku wykorzystałam dla siebie. Owoce wyczyszczone z gniazd nasiennych zostały starte (przepuściłam pigwę przez przystawkę do maszynki do mięsa - grube oczka) i włożyłam do słoików, mocno ubiłam, zakręciłam i zagotowałam słoiki. Po otwarciu trzymam w lodówce i dodaję do czego mi tam pasuje. Pigwa ma mnóstwo witaminy C. Kiedy mogłam, piłam sok (z cukrem) do herbaty.
3nereida - na razie świadomie jeszcze nie sięgam po czekoladę (w szafce jest), wiem, że można od czasu do czasu zjeść gorzką 70-80%, ale jeszcze nie.
Zielone koktajle są wspaniałe - te moje to wersja uboga. Jednak jeżeli nie cierpi się na cukrzycę, można je robić na bazie soku jabłkowego, jogurtu, różnego mleka (kokosowe, owsiane itp.), z bananem, który zupełnie zabija smak np. selera naciowego. Tu znajdziesz różne przepisy - niektóre kompozycje są bardzo smaczne. Potem już nie trzeba przepisów - człowiek sam komponuje różne napoje. Jest to niewątpliwie bomba minerałów i pierwiastków potrzebnych organizmowi.
Ewo - już bez zbytniego dyskomfortu nie jem ciast i słodkiego; teraz np. zauważam, że owoce są bardzo słodkie. Czasem mąż ma ochotę na coś słodkiego i biegnie do cukierni - zawsze pyta czy mi coś kupić. Po prostu nie jem i już.
Ogólnie drogie Panie - proponuję, by tego sposobu odżywiania nie nazywać dietą, a określić mianem zdrowego odżywiania. Generalnie to takie jedzenie i ćwiczenia fizyczne - to nic innego jak prowadzenie zdrowego trybu życia.

środa, 19 listopada 2014

Moje zmagania cd.

Napisałam wcześniej, że sukcesem w zwalczaniu cukrzycy typu 2 jest utrzymanie następujących proporcji:  30% leki, 30% dieta, 30% wysiłek fizyczny, 10% samokontrola. Leki wszystkiego  nie załatwią, pacjent musi zachować samodyscyplinę zarówno w jedzeniu, jak i dawkowaniu sobie ruchu. Być może zabrzmi to paradoksalnie, ale pomimo zdiagnozowanej i leczonej cukrzycy generalnie czuję się znacznie zdrowiej. Straciłam na wadze 14 kg i nie odczuwam, żadnego dyskomfortu wynikającego ze zmiany w trybie odżywiania się. Owszem musiałam się uczyć przez ostatnie kilka miesięcy, co jeść należy, a czego nie, jakie produkty ograniczać czy też rezygnować z nich całkowicie, a jakie nowe wprowadzić do diety. Przyzwyczaiłam się już do nowego modelu odżywiania, bez zbytniego poczucia wyrzeczenia odmawiam w towarzystwie zjedzenia kawałka smacznego ciasta...
Dziś chciałabym napisać o tym co jadam, czyli przedstawić przykładowy jadłospis. Przyznać muszę, że nie ograniczam się specjalnie z jedzeniem i jem 5-6 razy dziennie. Staram się pilnować stałych godzin posiłków, jednak życie nie zawsze to umożliwia.
Śniadanie: owsianka na mleku (składniki: 1 szkl. mleka, 2 łyżki otrąb owsianych, 2 łyżki płatków owsianych, 2 łyżki ziaren słonecznika, 2 łyżki jabłek ze słoika - starte, zawekowane, 1 łyżeczka pigwy, 1/2 łyżeczka cynamonu).
II śniadanie: koktaj "zielony"; mieszam co mam, ale obowiązkowo zawsze 1-1,5 łodygi selera naciowego, 1/4 avocado, 2 łyżki oleju lnianego i teraz różnie: czasem 1/4 gruszki lub jabłka, ostatnio kawałek cukinii, nać zielonej pietruszki, albo selera, liście rucoli, 1 łyżeczka  pigwy. Zalewam te składniki szklanką  przestudzonej zielonej herbaty lub wody mineralnej, blenduję i spożywam na drugie śniadanie.
Obiad: mięso (indyk, pierś z kurczaka, wołowina, schab itp.) lub ryba; brokuł, fasolka szparagowa, brukselka (zamiennie)  - gotowane na parze, czasem 2 łyżki brązowego ryżu lub kaszy jaglanej, lub w to miejsce zgotowana fasola, ciecierzyca lub soczewica; surówka z sałaty lub kapusty pekińskiej, mix sałat wzbogacone pomidorem, ogórkiem kiszonym itp. lub surówka z kiszonej kapusty z marchewką i kawałkiem jabłka (lub bez). Surówki zawsze polane olejem rzepakowym, albo oliwą z oliwek, lub olejem słonecznikowym.
Podwieczorek: kubek (250 g) jogurtu naturalnego. Niekiedy ten podwieczorek zamienia się z obiadem i kiedy wiem, że do domu wracam później, jem najpierw podwieczorek, a obiad wskakuje w jego miejsce.
Kolacja: zamiennie: miseczka białego sera z jogurtem; pasta z białego sera z wędzoną rybą i oliwkami; jajecznica z 2 jaj (bez tłuszczu); czasem kanapki z 2 kromek chleba "ProBody" z wędliną - do tego surowe warzywa: papryka, pomidor, cukinia, ogórek, sałata, cykoria itp.

Ze śniadania w postaci owsianki nie jestem w stanie zrezygnować, gdyż stanowi jedyną namiastkę słodkości spożywaną przeze mnie. Wręcz zawsze czekam na takie śniadanie.
Zwykle "zielony" koktajl zabieram ze sobą do pracy w kubku termicznym.
Mięso obiadowe zawsze przyrządzam bez tłuszczu. Gulasz, pierś podsmażam na patelni ceramicznej, potem przekładam do rondelka i podgotowuję z przyprawami i warzywami. Często robię mięso w rękawie, albo w naczyniu żaroodpornym w piekarniku (bez tłuszczu); plastry schabu piekę bez tłuszczu na patelni lub grillu elektrycznym, następnie podgotowuję w wodzie z przyprawami). 
Nie opracowałam jeszcze dla siebie dobrego podwieczorka - bo nie zawsze zachwyca mnie jogurt - jest po prostu wygodny do zabrania ze sobą, kiedy muszę przestawić kolejność posiłków.
Jeżeli dopada mnie głód lub chęć na przekąszenie czegoś - jem kilka migdałów.
Przyświeca mi zasada, by spożywać potrawy o niskim lub średnim indeksie  glikemicznym. Ostatnio, by poprawić wyniki, prawie nie jem owoców (ćwiartka, jabłka lub gruszki do koktajlu - to maksimum). Odkryłam natomiast nowe nieużywane dotąd przeze mnie ziarna: soczewicy i ciecierzycy. Ta ostatnia zachwyciła mnie smakiem i uważam, że świetnie nadaje się do wielu potraw m.in. do sałatek. Dobrze sprawdza się kiszona kapusta, zarówno jako surówka jak i przekąska.
Jako, że należę do osób, które jakoś niespecjalnie realizowały się w kuchni, teraz też się nie wysilam z gotowaniem (nie chce mi się). To co jem i w takiej formie zupełnie mnie satysfakcjonuje.
Kolejnym razem napiszę czym jeszcze wspomagam swoją dietę poza olejami i oliwą z oliwek.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails