Obserwatorzy

wtorek, 28 lipca 2015

Kresy Wschodnie 2015 (4). Bursztyn i Rogatyń

to niewielkie miasteczka w obwodzie stanisławowskim, gdzie wciąż można jeszcze zobaczyć ślady polskości.
Oba miasteczka leżą nad rzeką Gniła Lipa, z tym, że Rogatyn (Rohatyn) jest siedzibą powiatu.
Bursztyn mijaliśmy kilkukrotnie w drodze do naszego klasztoru, po drodze rzucały się w oczy dymiące kominy elektrowni z przyległym do niej olbrzymim jeziorem - Zalewem Bursztyńskim. Ponoć elektrownia bardzo zanieczyszcza środowisko naturalne...

 
Nas Bursztyn przyciągnął kościołem, w którym odbywają się polskie msze. Kiedy w niedzielę tam przyjechaliśmy, jeszcze był zamknięty. A jego współczesna historia jest taka, jak wielu innych polskich kościołów po tej stronie granicy: po I wojnie światowej świątynia odbudowana, została zamknięta na czterdzieści lat (1950- 1990) i była wykorzystywana jako hala sportowa i magazyn.
 


Kościół pw. Trójcy Św. z XVII w.
 

Zbliżenie na detale architektoniczne
 
Zwraca w miasteczku uwagę budynek - dawna synagoga:



A przy głównej szosie cerkiew pw. Wszystkich Świętych:


Nie zachował się klasycystyczny pałac Skarbków i Jabłonowskich z przełomu XVIII i XIX w., jedna z najładniejszych rezydencji na Ziemi Halickiej, pozostały resztki zniszczonego i zdewastowanego parku.

Rogatyn - pierwsza wzmianka o miejscowości pochodzi z 1390 r. W II Rzeczypospolitej był stolicą powiatu w województwie stanisławowskim.
W 1852 roku w pobliżu miasta wybudowano linię kolejową Halicz -Tarnopol. Podczas I wojny światowej w pobliżu miasta prowadzono ciężkie walki pomiędzy wojskami rosyjskimi i austriackimi. W 1930 r. miasto liczyło 8 tys. mieszkańców. We wrześniu 1939 r. do Rogatyna wkroczyły wojska sowieckie. W 1945 roku ludność polską wysiedlono, a miasto włączono do ZSRR.
Centrum - przyciąga wzrok niewielki obelisk (XIX w.), podchodzimy bliżej i czytamy tablicę: poświęcony Adamowi Mickiewiczowi:

 
Kościół pw. Św.Mikołaja z 1533 r. Na początku XVII w. proboszczem był tu Piotr Skarga. I znów XX wiek kpi sobie ze świątyni: w 1944 r. - uszkadzają ją bomby; w 1945 r. - powstaje tu  magazyn zboża, a następnie sklep meblowy. Przy okazji niszczy się wyposażenie. Kościół zwrócony został katolikom dopiero w 1991 r.




 
 
Na ścianie widnieje tablica z 1891 r. upamiętniająca setną rocznicę Konstytucji 3 Maja:
 
Jest bardzo zniszczona - z trudem i ze wzruszeniem odczytujemy treść...
Obok kościoła, dosłownie na dziedzińcu posadowiono współczesny pomnik poświęcony bohaterom wojennym (zdjęcia nie zrobiłam). A w centralnym punkcie rynku widnieje pomnik poetki ukraińskiej.

 
Wsiadam już do samochodu i wtedy przyciąga mój wzrok płaskorzeźba na elewacji budynku (ślad dawnej wspaniałości architektonicznej):

 
Zanim opuścimy Rogatyn, dopatrujemy się też dawnej synagogi:
 
Teraz już trzeba ruszać dalej...

niedziela, 26 lipca 2015

Kresy Wschodnie 2015 (3). Wojna oczyma turysty i gdzie miejscowi mają Putina...

Kiedy wybieraliśmy się w tym roku na Ukrainę , wiele osób pytało: "nie boicie się, przecież tam jest wojna?" Pamiętaliśmy naszą zeszłoroczną podróż i jakoś wojna była nam niestraszna. Po prostu tu na terenie zachodniej Ukrainy, my turyści o echa wojny tylko otarliśmy się. Jednak zdecydowanie można stwierdzić, że ruch turystyczny zamarł - Polacy w większości przekraczają granicę indywidualnie, by zatankować tanią benzynę lub gaz, zrobić zakupy w przygranicznych sklepikach i zaraz wracają.  Na trasie gdzieś tam pojedynczo mignęła nam polska rejestracja samochodowa. A to jakiś samochód osobowy (którym, jak się okazało kierował Ukrainiec), a to jakiś bus rozwożący paczki z Polski. W samym Lwowie na Rynku dawniej słychać było głównie mowę polską, a grupa wycieczkowiczów przemykała jedna za drugą. Dziś w centrum sami miejscowi - Polaków nie ma. Może gdzieś tam trafi się pojedynczy polski turysta, albo ktoś, kogo przygnały tu interesy... Nie mają więc obecnie tutejsi dochodów z turystyki. Choćby taki przykład: brat Piotr mówił, że dawniej w tygodniu nocowały w klasztorze przynajmniej ze dwie grupy polskie... Przestrzega się obywateli, żeby nie gromadzili się w dużych skupiskach w obawie przed zamachami. Jednak żyć trzeba i to życie toczy się w miarę normalnie, tubylcy pracują, odpoczywają, umierają, żenią się...
Wojna dała nam się zauważyć w taki oto sposób: na wjeździe i wyjeździe z większych miasteczek zostały ustawione posterunki policyjne. Z reguły była to niewielka rampa ze znakiem stopu, samochód policyjny i dwóch, trzech funkcjonariuszy.

Fotka zrobiona z samochodu


A to chyba raczej posterunek policji drogowej

Przy pierwszym takim posterunku zatrzymaliśmy się i dopiero zachęceni gestem policjanta, ruszyliśmy dalej. Później już  normalnie przejeżdżaliśmy. Starałam się zrobić zdjęcie - jednak nie było to łatwe (auto w ruchu), a i obawiałam się, żeby stróże porządku tego nie zauważyli.
Nasze kolejne "spotkania z wojną" miały miejsce we Lwowie. Tam dało się zauważyć  grupy żołnierzy przybyłych z frontu:


Młodzi, spaleni słońcem, w mundurach moro zwracali powszechną uwagę tłumu. Przechodnie zagadywali, ściskali dłonie, niektórzy wołali za młodymi żołnierzami: "bohaterowie!"




Również na rynku lwowskim natknęliśmy się na specyficzną wystawę: dwa samochody zniszczone na wojnie: straszyły śladami po kulach i oknami pozbawionymi szyb. I znów te auta i kilku żołnierzy otaczał tłumek gapiów - rozmawiano, robiono zdjęcia.





W wielu miasteczkach można zobaczyć też ślady wydarzeń na Majdanie. Z reguły w centrum miasteczka na rynku stawia się tablice ze zdjęciami ofiar, które tam zginęły - są to tzw. Bohaterowie Niebiańskiej Sotni.


Na koniec fotka nietypowa: oto "zadnyj" papier z wizerunkiem Putnia - można taki kupić na targu folklorystycznym w centrum Lwowa:


No więc, gdzie Ukraincy mają Putina?

sobota, 25 lipca 2015

Kresy Wschodnie 2015 r. (2). Bołszowce, gdzie świtem pianiem budzą koguty, a długo w nocy ujadają psy

Bołoszowce - miejsce niezwykłe, gdzie historia i legenda przeplata się ze współczesnością. Miejscowość - dawne miasteczko - leży nieopodal Halicza i Bursztynu na szlaku (z boku) do Stanisławowa.


A przyciąga tam, nas Polaków, odrodzony z gruzów klasztor i kościół.

 
 
Wydawać by się mogło, że miejsce to zostało skazane na zagładę, że nie podniesie się,  jak wiele innych zabytków polskich na Ukrainie. Dziś tętni życiem religijnym i kulturalnym. Chociaż, kiedy tam zawitaliśmy, przyjmowani przez uroczego i bardzo gościnnego brata Piotra:



zapanował moment spokoju po spotkaniu młodych. Miejsce to było naszym lokum trzydniowym podczas kolejnej peregrynacji po Ukrainie. Tajemnicze i ekscytujące. Jeszcze nigdy nie mieszkałam w klasztorze, teraz pustym i cichym (poza zakonnikami, byliśmy w tym momencie jedynymi mieszkańcami).

Z bratem Piotrem






Widok z okna mojego pokoju w różnych porach dnia; ostatnie dwa zdjęcia to ranek przed odjazdem - za chwilę rozpocznie się burza
 
Nieco historii: dawny kościół Karmelitów Trzewiczkowych ufundowany przez Jana Gałeckiego, został ukończony w 1726 r. Było tu jedno z najważniejszych sanktuariów  maryjnych Ziemi Halickiej z cudownym obrazem Matki Bożej. Legenda tak opowiada o tym obrazie:
Był rok 1620. Rzeczpospolitą od 33 lat władał Zygmunt III Waza – z Bożej łaski król Polski, wielki książę Litwy, książę ruski, pruski, mazowiecki, żmudzki, inflancki, a także dziedziczny król Szwedów, Gotów i Wandalów. Właścicielem dóbr bołszowickich na Rusi Czerwonej, opodal Halicza, był wówczas pułkownik wojsk koronnych, późniejszy hetman polny Marcin Kazanowski, herbu Grzymała. Wrócił właśnie w rodzinne strony, spiesząc odeprzeć kolejny najazd tatarski. Myśli, czarne jak wody Dniestru, kłębiły się w głowie przyszłego hetmana. Przeciwników było znacznie więcej, aniżeli przypuszczał. Stojąc na deskach promu podczas przeprawy swych wojsk przez Dniestr, usłyszał plusk. To jego pies, wskoczywszy do wody, płynął z powrotem, trzymając w pysku zrolowane płótno. Kazanowski rozwinął rulon i zobaczył wizerunek Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Uznał to za szczęśliwy znak i natychmiast obwieścił o znalezisku swemu wojsku. W bitwie z Tatarami Polacy odnieśli zwycięstwo, jednak sam Kazanowski został ciężko ranny. Złożony ciężką niemocą modlił się żarliwie do Matki Boskiej, przedstawionej na znalezionym wizerunku. Choć cyrulicy dawali mu niewielkie szanse, Kazanowski wrócił do zdrowia.
Uznał to za cud i w podzięce ufundował  kościół i klasztor Zwiastowania Matki Bożej i św. Marcina.

 Klasztor  i kościół - odbudowane prezentują się niezwykle dostojnie
 
 Kościół
 

 
 

 Tablice informujące z jakich funduszy zostały odrestaurowane zabytki
 
Ogrodzenie czeka na wykończenie
 

Zdjęcie z górnego piętra na wewnętrzny dziedziniec

Od 1624 roku - wyłowiony z Dniestru wizerunek NMP z Dzieciątkiem - znalazł swoje miejsce  w Bołszowcach, gdzie przez następne stulecia był czczony, otoczony powszechnym kultem wyznawców dwóch obrządków: katolickiego i grekokatolickiego. W 1945 r. obraz został wywieziony przez Karmelitów do Krakowa, a w 1966 r. do Gdańska, do klasztoru karmelitów.




 Wnętrze kościoła
 
 Zachowane stare ławki
 
 
 Zachowane zwieńczenia kolumn
 
 Autentyczne malowidła ścienne
 
Klasztor i kościół, zniszczone podczas działań wojennych – popadły w ruinę.
W 2002 r. metropolita lwowski ks. kardynał Marian Jaworski powierzył ojcom Franciszkanom Konwentualnym zadanie odremontowania obiektu.
Dziś w odbudowanym obiekcie (klasztor niemal od zera) odbywają  się konferencje poświęcone procesowi pojednania, jest to zarazem ważne miejsce kultu maryjnego i cel licznych pielgrzymek. Mają miejsce tutaj spotkania ludzi kultury np. plenery malarskie.

Wyjeżdżamy. Pożegnanie i jeszcze ostatnie zdjęcia z gospodarzem...
I ostatnie spojrzenie:


Zjeżdżamy, by rzucić okiem na centrum i szybko robimy zdjęcia dawnego ratusza, w którego budynku mieści się obecnie rada wiejska:





A taką uliczką dojeżdża się do bram klasztoru:


Opuszczamy Bołszowce w poniedziałkowy ranek. Życie toczy się normalnie. Widać, że ludzie zjeżdżają na targ, jakiś placyk zapełnia się kramami, furmankami z towarem, samochodami i ludźmi zmierzającym z różnych stron.



Niesamowicie dziurawą drogą, slalomem, zmierzamy 1,5 km do głównej szosy:


Kierunek: Polska.

W klasztorze w Bołszowcach można zarezerwować sobie pokój z wyżywieniem, zarówno osoby indywidualne, jak i wycieczki.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails