Obserwatorzy

środa, 18 czerwca 2014

Konieczność życiowa

skierowała dzisiaj moje kroki do przychodni lekarza rodzinnego. I chociaż zwyczajowo są tu używane  tzw. "numerki" i określana godzina przyjęcia - zwykle i tak panuje opóźnienie w przyjmowaniu pacjentów i swoje odsiedzieć trzeba. Toteż zawsze do kolejki zabieram robótkę. Dzisiaj dotarłam nieco spóźniona, ale jak się okazało i tak o jakieś dwie godziny za wcześnie. Zapytawszy o numer mnie poprzedzający (żeby zapamiętać za kim jestem) opadłam na krzesełko. Skonsumowałam proziaka i popiłam mineralną (nie miałam czasu, by coś wcześniej przekąsić). Zmieniłam okulary, wyjęłam serwetkę (już ostatnią z szóstki, którą obrabiałam koronką) i ruszyłam z szydełkowaniem.
Obok siedziały dwie panie, z których jedna szczegółowo relacjonowała tej drugiej, kulisy kariery szkolnej swej córki licealistki. Była więc i charakterystyka kolejnych nauczycieli uczących "moją Wikę", opowieści o tym, jak córka walczy o wyższe oceny, jak wykłóca się o swoje sprawy w szkole. Tej mamie usta się nie zamykały, druga była bardziej powściągliwa i mniej mówiła o swym synku (jak się domyśliłam również licealiście)...
Do lekarki przyjmującej w sąsiednim gabinecie ustawił się również sznureczek pacjentów, głównie młodych mam z dziećmi w wieku rozmaitym: od  niemowlęctwa do szkolnopodstawówkowego. Te starsze dzieci w miarę spokojnie czekały na przyjęcie, natomiast młodsze o mało nie rozniosły poczekalni. Było więc walenie zabawkami, rzucanie klockami, gonitwy, krzyki. Chwilami panował taki rwetes, jak na targowisku w dawnych czasach. A mamuśki rozrabiających pociech siedziały jak posągi zachowując stoicki spokój, żując gumę i zupełnie nie reagując na to co czyni ich progenitura. Jedna mała dziewczynka (na oko trzylatka), ładna, rezolutna i dobrze rozwinięta, bawiła się zabawkami, jednak jej działaniom towarzyszył krzyk, mało mówiła, cały czas krzyczała. I chociaż dziewczynka urocza z wyglądu - moja irytacja narastała i czułam, że moje zwyczajowo dość niskie ciśnienie - rośnie. Chłopczyk na oko pięcioletni przechodził sam siebie: biegi, skoki, zabawa karabinem złożonym z klocków. Mamusia podniosła tyłek dopiero wtedy, kiedy dzieciak wspiął się na parapet otwartego okna...
Raczej staram się takie sytuacje przetrzymać, jednak dzisiaj (możliwe, że mój próg tolerancji był nieco obniżony z powodu gorszej kondycji psychicznej), nie wytrzymałam i  zwróciłam uwagę trzylatce mówiąc: "nie krzycz". No i dostało mi się od matek, rzuciły się na mnie jak harpie: jak śmiem zwracać dziecku uwagę, bo przecież jest małe i się nudzi czekając tyle na przyjęcie do lekarza, że to przecież przychodnia rodzinna i dzieci mają prawo się bawić.  "To niech się bawią, a nie krzyczą" - odrzekłam. Najbardziej gardłowała mama licealistki (już wcześniej zdiagnozowałam ją jako osobowość niezwykle roszczeniową i przekonaną o swej nieomylności). Dodałam jeszcze, że człowiek kulturalny uczy swe dzieci, jak mają się zachowywać w różnych miejscach i sytuacjach, a nie pozwala na wszystko. Z kolei ze strony matek znalazło się jeszcze odniesienie do mojego szydełkowania, że siedzę i szydełkuję (pewnie byłoby lepiej gdybym plotkowała). A matka trzylatki rzuciła mi w twarz, że zna moją córkę Matyldę i wyraźnie zasugerowała, że nie zawsze była grzeczna. Wtedy dopiero skojarzyłam, że ta młoda kobieta jest koleżanką szkolną mojej córki. Nie do końca wiem, jak zachowywała się moja córka w grupie rówieśniczej, jednak na 100% wiem, jak zachowywała się jako dziecko w poczekalni do lekarza. Z takim argumentami więc nie będę dyskutować. Skutek był taki, że matka na chwilę wzięła dziecko na kolana i usiłowała czymś zająć. Cisza w przychodni zapanowała wówczas, kiedy kobieta weszła ze swym dzieckiem do lekarza. W całej tej sytuacji tylko jeden tata wsparł mnie uśmiechem (jego syn był bardzo grzeczny).
Zapewne narażę się też niektórym moim czytelniczkom. Jednak nie jestem zwolenniczką bezstresowego wychowania, uważam też, że trzylatce można już wyraźnie określić granice, jak powinna się zachowywać w różnych miejscach i sytuacjach - może nie zawsze zrozumie, czy też się dostosuje, ale to jest właśnie proces wychowania. Potem takie dzieci idą do szkoły i są nie do ujarzmienia, gdyż wszystko im wolno, a nauczyciel nie ma żadnej możliwości ingerencji, może jedynie mówić i prosić o uspokojenie. Nie wiem też dlaczego te małe dzieci nie rozmawiają, tylko nieustannie krzyczą - wystarczy znaleźć się na przerwie w szkole podstawowej - panuje tam wrzask nie do zniesienia...
Nie jest to pierwsza zaobserwowana sytuacja, kiedy matki zupełnie nie reagują na to jak zachowują się ich dzieci. Jednak i w kolejce do lekarza widziałam dzieci w porównywalnym wieku, które były grzeczne i potrafiły spokojnie bawić się zabawkami zgromadzonymi w poczekalni.

 Na polu robótkowym  tak sobie:  kończę sweterek z bambusa. Oj ciągnie się ta robótka - chociaż bluzka robiona na maszynie. Najpierw w e-dziewiarce pomylili adresy odbiorcy i zamówiona przeze mnie włóczka ponoć poszła do kogoś innego (ponad 2 tygodnie to trwało, zanim dotarła do mnie). Potem po wykonaniu przodu i tyłu, okazało się, że braknie jednego koloru - zamówiłam więc i czekałam na przesyłkę. Następnie na drutach 2,25 robiłam ściągacze - oj dość długo. Teraz zostało mi już tylko dorobienie rękawów i zeszycie całości. Może się z tym uporam do soboty.
Na zakończenie - kadr z chałupy:

W niebieskościach...

33 komentarze:

kryska pisze...

Zdjęcie " w niebieskościach " bardzo mi sie podoba:) pozdrawiam

jolaWu pisze...

Antonino w 100% Ciebie popieram. Też uważam, że nawet małym dzieciom należy wskazywać jak się powinno zachować w publicznych miejscach. Niestety wielu rodziców tego nie rozumie. A za parę lat kiedy pojawią się problemy w szkole obwiniać będą cały świat tylko nie siebie. Pracuję w szkole więc wiem o czym mówię. A jak słyszę "co zrobić, taki wiek" to mi się podnosi ciśnienie. Mam nadzieję, że szybko wyzdrowiejesz nie prędko tam wrócisz :). pozdrawiam

halszka pisze...

Dzieci teraz zachowuję się okropnie a zwrócenie uwagi wywołuje u rodziców atak wściekłości ,że strach się odezwać.Zawsze się zastanawiam dlaczego nikt nie potrafi rozmawiać tylko wszystko załatwia się krzykiem.Miłego dnia i zdrówka życzę.

Truscaveczka pisze...

Nieomylność i roszczeniowość to brzydkie cechy, fakt.

Natomiast o ile rozumiem, że przebywanie w hałasie człowieka męczy, to może podpowiesz mnie, matce czterolatka, z którym czesto muszę odsiadywać w poczekalniach, jak opanować dziecko, które po półtorej godziny męki na niewygodnym krzesełku, w miejscu niedostosowanym do jego potrzeb dostaje przysłowiowego małpiego rozumu? Głęboko współczuję mojemu synkowi tego, że musi zachowywać się w sposób niepasujący do jego wieku, a głupota, niesolidność, brak byślenia i odpowiedzialnosci dorosłych sprawiają, że próbuje jakoś wytrzymać, skoro musi. Dzieci hałasują. Dzieci się bawią różnie. Może powinnam mu solidnie wlać albo skrzyczeć, kiedy on już nie może?

Nieomylność i roszczeniowość mogę znieść. Najbardziej boli mnie ludzkie niezrozumienie.

PS Mój synek jest bardzo dzielny w tych cholernych poczekalniach. I został zbesztany za to, że przesunął krzesełko z hałasem, żeby móc wyjrzeć przez okno. Ludzie bardzo nie lubią dzieci w tym kraju. Przez ostatnie 3 lata, kiedy latam z nim po lekarzach RAZ zdarzyło mi się, że ktoś zaoferował pomoc w zajęciu się dzieckiem, bo się męczy.

Ewa pisze...

Sama jestem mamą dwójki chłopaków, i o ile starszy jest bodajże najgrzeczniejszym z nastolatków, to z moim 5 -latkiem jest troszkę inaczej. Nie znaczy to, że pozwalamy mu na wszystko - ot inny charakter. Mnie również irytuje zachowanie niektórych dzieci w miejscach publicznych a jeszcze bardziej irytuje brak reakcji opiekunów na wyczyny maluchów. Ja podobnie nie toleruję hałasu, do szału doprowadza mnie bezsensowne śmiecenie oraz "ciapanie" brudnymi łapami po szybach i witrynach. A mamusie dumne ze swoich pociech, bo "dadzą se radę w życiu". A guzik prawda - zachowanie dzieci świadczy o kulturze rodziców! Żaden z moich chłopaków nie zaśmieca chodników, nie krzyczy bez powodu, nie zakłóca spokoju innym..., a jeśli dziecko nie reaguje na moje uwagi, to zabieram Go w ustronne miejsce i wyraźnie daję do zrozumienia, dlaczego tak zachowywać się nie należy.Się wygadałam....

splocik pisze...

Na sytuację w poczekalni mogłabym napisać sporo, ale na usta cisną się mocne słowa, więc napiszę krótko - przy takim postępowaniu w wychowywaniu dzieci, po pewnym czasie potrzebni są "Surowi rodzice", ale wtedy często jest już za późno.
Niebieskości są super. :)
Pozdrawiam ciepło.

Lena MadHatter pisze...

doskonale rozumiem. nie cierpię rozwrzeszczanych ludzi, nie tylko dzieci. zastanawiam się skąd w niektórych taka potrzeba generowania decybeli... współczuję serdecznie, trzymam kciuki i w ogóle życzę wszystkiego najlepszego!

ankaskakanka pisze...

Zgadzam się z Tobą Antonino. Dzieci są wychowywane bezstresowo, po czym wyrastają na niewyżytych agresorów. Ja uczyłam swoje dziecko, jednak zastanawiam się, czy nie za bardzo, bo teraz na tle rówieśników jest mniej pewna siebie.
Chciałam zwrócić uwagę na przetworzone, jedzenie, które z pewnością ma wpływ na zachowanie się dzieci. Kiedy zwróciłam uwagę sąsiadce, że dziecko ciągle je batony i chipsy, a energia go rozpiera, usłyszałam, "że to przecież dziecko", czyli dziecku wszystko się należy. Smutne to.

Klimju pisze...

Jestem z Tobą, jeżeli chodzi o wyznaczanie granic nawet dzieciom. Zawsze najlepszy jest złoty środek, ani nie należy im na wszystko pozwalać, ani tresować. Powinny mieć stawiane granice dla poczucia własnego bezpieczeńswa. A że krytykę jest trudno przyjąć, to ludzie często reagują agresją :-(
Czekam na pokaz robótek i pozdrawiam serdecznie :-)

bozenawdaniec. pisze...

Ktoś mi zawsze usilnie wciskał, że niebieski, to zimny kolor, ja jednak zawsze sądziłam inaczej,uwielbiam niebieski, a jego urodę potwierdziłaś swoim zdjęciem, śliczny kącik. A sytuacja w przychodni - bezstresowe nie równa się bezmyślne, mamusiom chyba te dwa określenia niezdrowo się pomyliły, ojjjjj będą narzekać w przyszłości na swoje pociechy, bo jak teraz im wolno, to czemu nie później !
Pozdrawiam :)

tonka pisze...

Całkowicie się z Tobą zgadzam,dzieci obecnie rzadko są wychowywane,wolno im wszystko,nie znają granic bo i skąd.Sytuacje takie jak opisujesz obserwuję często i doprawdy czasem miałabym ochotę takiemu bachorowi zwyczajnie przylać choć należałoby raczej mamie:))

Anonimowy pisze...

Myślę, że dzisiejsze pokolenie młodych ludzi bardzo nie lubi, jak zwraca się im uwagę. Są oni nastawieni aby brać a nie dawać. Dziecko jest dla nich zabawką, która ... szybko się nudzi bo jest bardzo absorbujące. Dzieci próbują zwrócić na siebie uwagę swoich zimnych i wygodnych matek, i stąd takie, a nie inne ich zachowania. Gdyby więcej ludzi zachowywało się tak jak Ty Antonino, może byłby jakiś skutek. Wielu ludzi jednak dla tzw. świętego spokoju nie zabiera głosu /tak jak ten tata/ i tym sposobem głupota, prostactwo zaczyna zwyciężać. Tylko ja też nie zawsze się odzywam w takich sytuacjach, bo za bardzo się szanuję, aby pozwolić na to, aby "rozdziobały mnie prymitywne kruki i wrony". Tylko co dalej ?

Antonina pisze...

Droga Truskaweczko, doprawdy nie zamierzam dawać Ci żadnych rad jeżeli chodzi o wychowanie Twoich dzieci. Niekoniecznie muszę się zgadzać z Twoimi poglądami na wychowanie dzieci w ogólności, ale też nie zamierzam z Tobą o to kruszyć kopii. Twoje dzieci, Twoje metody, Twoja sprawa.
Zdania jednak nie zmienię - to rodzic winien wyznaczyć granicę co dziecku wolno, a czego nie. Uważam, że od małego należy dzieci uczyć szacunku wobec innych. Poczekalnia jest takim miejscem, gdzie zbierają się przypadkowi ludzie skazani na przebywanie ze sobą jakiś czas - ich potrzeby są odmienne (np. dziecka i staruszka). Ale dzieci maja urządzony kącik zabaw, zabawki, często ciekawe i rozwijające, kredki, kartki itd. Ja rozumiem, że składane klocki hałasują, że wysypane z kosza zabawki hałasują, że dziecko musi rozmawiać. Ale dziecko nie musi cały czas krzyczeć! Również i siedząca posągowo mama może zająć się swym dzieckiem. Porozmawiać, poopowiadać, zagrać w łamigłówki, czy w końcu poczytać. Może się z dzieckiem przejść po przychodni pokazać to i owo. Czas oczekiwania niewątpliwie dłuży się dziecku, ale nie można dawać przyzwolenia na dzikie wrzaski, skoki, biegi i szaleństwa tylko dlatego, że jest to dziecko i jako dziecko ma prawo. Czy spotkałaby się z akceptacją społeczną staruszka, która w przychodni rozpoczęłaby śpiewy, lub modły na całe gardło, dlatego, że jej się nudzi. Na pewno nie. Mogłoby się tłumaczyć demencją starczą jej zachowanie - jest stara i nie ma trzeźwego osądu sytuacji, w której się znalazła. Nie rozumiem dlaczego dzieciom mamy pozwalać na więcej...Szanujmy się nawzajem i przestrzegajmy bon tonu, kindersztuby, savoir vivre`u i netykiety.

Iwona_K123 pisze...

Droga Antonino - nie można sprawy krzykaczy skomentować lepiej.

Najłatwiej nie ingerować w zachowanie dzieci, jak już dziecko musi odjeść o telewizora, a później od komputera.

Schody zaczynają się, gdy takie nieujarzmione sześcio-, siedmiolatki wejdą sobie nawzajem w drogę w szkole. Wrzask+pięści to rzecz powszednia.

Robótki podziwiam po cichu :)

3nereida pisze...

U mnie nie ma takich dantejskich scen,dziecieca i dorosla poczekalnia sa rozdzielone i godziny wyznaczone tak ze czeka przewaznie max 3, 4 osoby .
Bardzo mądre uwagi , zgadzam sie w 100 %.Bezstresowe mamusie za kilka lat beda mialy duzy stres .

Anonimowy pisze...

w Twoich uwagach nie zgadzam się tylko z jednym. Bezstresowe wychowanie nie polega na wychowaniu na dzikusa, bo o takich matkach tu wspominasz. Bezstresowe wychowanie to wychowywanie do życia bez stresu w ładzie, porządku, pełnej akceptacji. To pojęcie jest nadużywane przez leniwe, wygodne matki, które uważają, że jeżeli będą dziecku na wszystko pozwalały, to wychowają je na szczęśliwych ludzi. Nic bardziej mylnego.Dziecko jest wtedy chowane, a nie wychowywane. Jeżeli rodzice pokazują dziecku piękny, harmonijny świat, gdzie nie ma przemocy, agresji, to dziecko jest wychowywane w stresie? To właśnie jest idea wychowania bezstresowego, gdzie mądry, odpowiedzialny rodzic pokazuje dziecku piękny, poukładany świat.
Pozostawiam do przemyślenia zdanie z komentarzy: Mój synek jest bardzo dzielny w tych cholernych poczekalniach. I został zbesztany za to, że przesunął krzesełko z hałasem, żeby móc wyjrzeć przez okno. Ludzie bardzo nie lubią dzieci w tym kraju. A może należało podziękować, bo ktoś przewidział, że ten dzielny 4-latek mógłby sobie zrobić krzywdę?
Pozdrawiam

GaMa pisze...

Antonino, masz dużo racji, w tym, co napisałaś. Pracuję w szkole i usiłuję przybliżyć dzieciom zasady dobrego wychowania, bo aby je wpoić musiałaby być współpraca z rodzicami. A o to jest coraz trudniej, bo, tak jak napisałaś, rodzice mają bardzo roszczeniową postawę wobec wszystkich, poza swoim dzieckiem. Są jednak takie dzieci, które z powodu swoich pewnych dysfunkcji, nie są w stanie zachować się zgodnie z oczekiwaniami dorosłych. I pomimo zaangażowania rodziców, ich uwagi, jest to dla takiego dziecka trudne. Pozdrawiam

Urszula - Proste potrawy pisze...

Brawo, tak to niestety obecnie wygląda. Dzieciom wolno wszystko, a potem trudno opanować je w szkole czy rodzinie , pozdrawiam.

Iris pisze...

Niestety prawda, tzn. Często dzieci teraz nie są wychowywane. Moją uwagę zwrócił też fakt, że często młodzi rodzice nie przytulają swoich dzieci, gdy płaczą.

Tinki pisze...

nie wychowuje dzieci bezstresowo :)...granice, co im wolno a czego nie, ustalalismy z Mezem bardzo szybko :)...
...z moim 5 latkiem idac do lekarza, staram sie wziac ze soba cos, co w pelni Go zaabsorbuje w poczekalni :)...razem sobie cos czytamy, lub mamy specjalne mini gierki :)...mam w torbie maly zeszyt i kredki :)...
...wiem, ze mozna :)
pozdrawiam :)

Anonimowy pisze...

Wiem już dlaczego tak krzyczą.
Przecież w tv ciągle są wrzaski.
Nawet konferansjerkę prowadzą wrzaskiem.Świąteczna pomoc też wrzeszcząca,itd,itd.
A wiadomo,że przykład idzie z góry.

Maria Ludwiniak pisze...

Popieram Cię Antonino.Zabiegani rodzice nie zwracają za wiele uwagi na zachowanie swoich pociech, jednocześnie nie zdają sobie sprawy, że dziecko w błyskawicznie wyczuje, na ile może sobie pozwolić.I tu zaczyna się rola rodzica.
Pozdrawim Maria

anabell pisze...

Nie umiem się zupełnie odnalezć w dzisiejszej rzeczywistości- w której dziecko zaczyna być panem świata.Nie chodzi o to, by wszystkiego dzieciom zabraniać, ale każdy człowiek, od dziecka, musi znać swe miejsce w życiu i wiedzieć jak się należy zachowywać w różnych miejscach. Poza tym jestem zdania, że z wielu względów gabinet
pediatry powinien być wydzielony z przychodni ogólnej. U nas na szczęście tak właśnie jest.
Miłego, ;)

grazyna esposito pisze...

Bardzo Ci wspolczuje,ja juz od samego czytania zaczelam byc chora,a nie mowiac o tym jakbym byla w tej przychodni.A myslalam ze tylko wlosi wychowuja beztresowo dzieci.Po drugie,dlaczego od razu zaczela mowic o Twojej corce.Lepiej by popatrzyla na swoje jak wychowuje.Zdrowsza napewno nie wyszlas z tej przychodni :)

janielka pisze...

w 100% cie popieram to że dziecko się nudzi nie znaczy że mamy mu na wszystko pozwalać. Zachowanie dzieci jest okropne ale rodzice tez czasami przechodzą samych siebie. Jak dziecko ma być grzeczne skoro rodzic nie powie mu że robi źle, nie pokaże jak ma sie zachowac a jeszcze opierniczy dorosłego który zwróci uwagę w czym utwierdzi dziecko ze dobrze robi krzycząc, Pozostaje tylko życzyć zdrówka i jak najmniej wizyt u lekarza

Joanna pisze...

Jako mama dwulatki napisze, ciezko czasem zapanowac nad dzieckeim ALE to nie znaczy, ze wolno mu na wszystko pozwalac. To rola rodzica pomyslec, ze w poczekalni dziecko bedzie sie nudzic, wiec trzeba cos ze soba zabrac. To rodzic powinien zajac czyms dziecko, odwrocic uwage, pouczyc - pouczanie dziala nawet w przypadku malych dzieci. No ale to sie musi chciec rodzicowi, wielu sie nie chce. I chowaja sie takie dziczki.

Mieszkajac w USA nauczylam sie jednak jednej rzeczy: nie zwracac uwagi samem u dziecku, ale rodzicowi. Tak jest bezpieczniej, uwierz mi. Nie wyeliminuje to agresjii rodzica, ale jednak ma to znaczenie (wybacz, ze tak chaotycznie, ale jestem dosc zmeczona i ciezko mi znalezc odpowiednie slowa).
Poza tym, nawet jak dziecko nie daje nad soba zapanowac, bo az tak bardzo jest chore czy rozdraznione, zupelnie inaczej ludzie reaguja na takie zachowanie widzac, ze rodzice jednak staraja sie dziecko uciszyc/uspokoic. Biernosc rodzicow pogarsza irystacje otoczenia. Dzialanie, nawet jesli nie przynosi zamierzonego skutku, wzbudza wspolczucie.
Pozdrawiam, i zycze zdrowia i niewielu wizyt w pzrychodni.
Motylek (w pracy)

Grażyna Balczeniuk pisze...

To nie tylko kwestia zachowania u lekarza ale zachowania w ogóle. I nie tyle dzieci ile ich rodziców bo dziecko zachowuje się jak dziecko, a my jesteśmy dorośli, znamy normy i powinnyśmy ich uczyć nasze dzieci. Ci rodzice kiedyś odczują skutki tego chowania właśnie a nie wychowywania dzieci, szkoda,że przy okazji odczują je inni. A do Truskaweczki - dlaczego oczekujesz, że ktoś Ci podpowie jak masz postąpić z dzieckiem i dlaczego ono jest takie dzielne bo wytrzymuje tyle czasu w przychodni? A gdzie Ty wtedy jesteś? Oczywiście to wszystko o czym piszemy nie dotyczy dzieci z dysfunkcjami bo to inna bajka.

Anka pisze...

Ja już od jakiegoś czasu przestałam rozumieć rodziców, którzy swoje dziecko uważają za najważniejszą osobę w domu i któremu podporządkowują się całkowicie. To co dziecko zrobi lub powie jest najwspanialsze i najważniejsze, a to że leje rodziców po twarzy, drze się non-stop w domu i na dworze, ogląda w telewizji to co ono chce, a na próbę przełączenia programu reaguje wrzaskiem i nerwami, to dla rodziców jest normalne. Wciąż nie mogę się nadziwić co się z dorosłymi ludźmi posiadającymi dzieci porobiło, że tak kompletnie zidiocieli. Dzieci robią co chcą, a rodzice patrzą na to z uwielbieniem. I sama już nie wiem, czy to ja jestem normalna, bo nie toleruję wszechobecnej dzieciokracji, czy może Ci rodzice wpatrzeni w niewychowane zupełnie dzieciaki są normalni.
A Tobie życzę zdrowia i spokoju :) Pozdrawiam serdecznie :)

ciapara pisze...

Tak się składa,że jestem mamą i mam kontakt z wieloma mamami i także z rodzinami jak się na nie mówi "wielodzietnymi" i naprawdę widzę jak różnie dzieci się zachowują, ale tylko dlatego, że są przez różne osoby wychowywane. Jedni rodzice "zamykają oczy" i nie widzą absolutnie niczego co robi ich dziecko, a inni spokojnie kontrolują sytuację wkraczając w odpowiednim czasie. Jedne dzieci są krzykliwe i rozwrzeszczane a inne mając roczek cała imprezę przy ognisku przesiedzą bawiąc się świetnie zabawkami na kocyku w spokoju i skupieniu.
W miejscach publicznych, gdzie czeka się za załatwieniem jakiejś sprawy np w poczekalni u lekarza nie tylko dzieci mają prawa, starsza chora osoba, także ma prawo spokojnego oczekiwania na wizytę lekarską. Mamy także przychodzą różnie przygotowane wiedząc, że będą oczekiwać z dziećmi, mają czasem i książkę i kredki i zeszyt i ulubioną zabawkę i naprawdę można zając się swoim dzieckiem i w poczekalni i w każdej możliwej sytuacji.
Piszę to wszystko zdając sobie sprawę, że i mój wpis może zostać zaatakowany. Na swoją obronę mam jedno zdanie, staram się bardzo nie wychowywać swojego dziecka bezstresowo i może dlatego od razu wychwytuję wszystkie zachowania dzieci nie wychowywanych a hodowanych. Na czym polega różnica? Dziecko wychowywane rozumie jak zachować się i w kościele i w miejscu publicznym i wszędzie, nawet mając już 3 latka. Dziecko hodowane? Praktycznie jest jak roślina raz na tydzień podlana stoi na parapecie. Nie umie zachować się nigdzie. Ani w piaskownicy z innymi dziećmi ani w kościele, ani w sklepie. Mówiąc wprost wszędzie przynosi wstyd rodzicom, którzy może jeszcze tego nie widzą, ale wszystko do czasu. Niedługo szkoła i tak jak Antonina powiedziała, obnaży ona każdą wpadkę wychowywania przez rodziców, bo przez dziecko wypływa cały światopogląd rodziców. I potem pierwsze zebranie i skargi pani ze niektóre dzieci nie potrafią minuty (słownie minuty) się skupić na niczym.
Wszystkim mamom maluchów, życzę dużo cierpliwości i sił, w trudnym procesie jakim niewątpliwie jest wychowywanie własnego, bardzo kochanego dziecka.

olllq pisze...

Poczekalnia lekarska to swego czasu był mój i moich dzieci drugi dom.Mam dwóch synów, obydwaj panowie chorowali na potęgę. Spędziliśmy w poczekalniach ogrom czasu. Nie ma dzieciaka, którego nie można czymś zainteresować, trzeba tylko chcieć... Niestety wielu rodzicom brakuje chcenia. Siedzą na krzesełkach i udają lub na prawdę nie dostrzegają tego iż w poczekalni jest mnóstwo chorych , zmęczonych i zniecierpliwionych dzieci i dorosłych.Jej(jego) dziecko ma prawo być niegrzeczne bo jest chore .... Bzdura. Jeżeli mama lub tata mówią , że ich dziecko jest nie do opanowania bo coś tam , to znaczy ,że ma problem - nie wspomniane dziecko , ale jego rodzic. Chore dzieci też potrafią zachowywać się grzecznie , trzeba tylko wymagać tego od nich, okazać zainteresowanie , zwrócić uwagę jeżeli trzeba, wypełnić czymś ciekawych dłużący się czas oczekiwania. To wcale nie jest trudne.
Zgadzam się z Tobą Antonino! Dzieciaki ,nawet te zakatarzone i znudzone , nie są świętymi krowami. Wystarczyłoby , żeby rodzice zamiast siedzieć na krzesełku i plotkować ze spotkaną znajomą zainteresowali się swoimi pociechami.
Pozdrawiam.

Antonina pisze...

Dziękuję za tak liczne i mądre komentarze. Podsumowując krótko dyskusję należy stwierdzić, że Panie w większości podzielają mój punkt widzenia na ww. problem. Pojawiło się kilka ciekawych, wartych podkreślenia opinii. Panie - matki stwierdziły, że to rodzic powinien przygotować się do oczekiwania w poczekalni i zabrać ze sobą coś co zajmie dziecko. Ciekawym spostrzeżeniem jest takie, że w niektórych przychodniach część pediatryczna jest oddzielona od tej dla dorosłych - uważam, z jest to znakomite rozwiązanie.
I najważniejsze - dziecko jest zwierciadłem rodzica - jeżeli ten nie wychowuje dziecka tylko je choduje, trudno oczekiwać, by dziecię zachowywało się właściwie.

Iris pisze...

Pomocne są stolik, krzesełka dla dzieci, bezpieczne klocki...u lekarza, fryzjera, wszędzie, gdzie rodzic z dzieckiem może oczekiwać. :)

Anna Janus pisze...

Bezstresowe wychowanie nie istnieje.Skoro bezstresowe wychowanie eliminuje zasady, musi pojawiać się pewien nieład, brak wartości i autorytetów. Dzieci, które nie doświadczyły żadnych kar i ograniczeń, świetnie wpisują się w nowy model społeczeństwa przełomu XX i XXI w.
Czy trzeba być psychologiem, żeby stwierdzić, że brak stresów w dzieciństwie powoduje, że później prawdziwie stresujące sytuacje dobijają młodych ludzi? Skąd bowiem tyle samookaleczeń, ryzykownych zachowań, a nawet samobójstw? Czasami wystarczy lekka krytyka, by wrażliwy nastolatek znalazł się na skraju rozpaczy.
Obserwacja dzieci doprowadza też do wniosku, że te z bezstresowych domów są oczywiście bardzo zaborcze. Ich rodzice traktowali je jak równych sobie (czy też, co gorsza, jak wyjątkowe zjawiska), więc dzieci oczekują, że także wychowawca czy opiekun będzie nastawiony na pełną aprobatę ich poczynań i zaspakajanie potrzeb.
Pozdrawiam Anka

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails