Obserwatorzy

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Bolerko dla dziewczynki

Wandzia u nas na wakacjach. Lato. Czas więc, by wykonać kolejne nowe bolerka. Robię je według jednego modelu/wzoru wymyślonego przeze mnie. Takie były pierwsze, kiedy jeszcze dziewczynka miała osiem miesięcy.
W wieku: rok i osiem miesięcy Wandzia dostała takie bolerko i takie.
Teraz w wieku 2 lata i osiem miesięcy ustroiłam Wandę w takie bolerko:
 

Tutaj Wandzia na chwilę przed wyjściem do drugiej babci
 

I znów metoda wykonania: od góry, w jednym kawałku, rękawki z małymi bufkami. Tym razem nawet rękaw wykończyłam od razu, nie odkładając oczek na nitkę, przeszłam z robótką na plecy, skończyłam drugi rękawek i potem już robiłam bolerko w dół.
Zużycie włóczki niewielkie (jakieś 80g), bawełna z nopkami (kupiłam w szmateksie włóczkowym). Bolerko jest delikatne i leciutkie - grzeje tyle ile trzeba, ale nie przegrzewa.
Będzie jeszcze jedno - ale już ze zwykłej bawełny.
Dodam, że zeszłoroczne bolerka też są jeszcze noszone, na przykład to czerwone:

piątek, 29 lipca 2016

Virus III

Skończyłam kolejną chustę "Virus" - chyba już ostatnią (ale się nie zarzekam). Ta robiona była wybitnie dorywczo tzn. w kolejkach, w przychodni zdrowia, w zakładzie rehabilitacji, kiedy to oczekiwałam na mamę, którą wożę na zabiegi. Dlatego dość długo ją robiłam. Zdjęcia zrobione w ogrodzie, nawet nie pochowałam nitek i chusty nie zblokowałam. Włóczka - jak w poprzednich "Virusach" "Diva Batik Alize". 


Włóczka "Diva Batki Alize", kolor 368; 350 m/100 g; 100% mikrofibra; 
zużycie 300 g; szydełko 3 mm
 

 
Wszystkie dane podobne do poprzednich: "Virus I" i "Virus  II" czyli zużycie po trzy motki włóczki. Niespodzianką jednak jest zawsze fakt, jak ułożą się kolory. Ten ostatni zestaw lawendowo-biało-zielony jest równie oryginalny, jak pozostałe.
A tu widać na zdjęciu, że spędzamy wakacje z wnuczką, która zaraz zainteresowała się, kiedy fotografowałam chustę.
Dziewczynka korzysta u nas z pięknej pogody, basenu, słońca, powietrza. Zabawa trwa nieustannie. Nie mamy więc czasu na inne sprawy, gdyż zajmujemy się Wandzią (jej rodzice odpoczywają bez dziecka). My cieszymy się wnuczką.
 



wtorek, 26 lipca 2016

Porządki w chałupie - pokój panieński

Dziś kilka migawek z pokoju niebieskiego - nazwanego przeze mnie panieńskim. 



Zmieniłam w tym roku szydełkową kapę na taką grubą - pikowaną. Poduszka została obleczona w haftowaną szydełkową poszewkę. 


Na nocnym stoliku  książki francuskie mojej babci (sprzed II wojny światowej): modlitewnik i jakaś powieść.


Stara maszyna do szycia po mojej babci, na której siedzi porcelanowa lalka. W tle przedwojenna torebka mojej babci.




Dwie podobne lale trafiły na niebieską półeczkę nad łóżkiem, na której leżą pamiętniki (jeszcze moje - dziewczęce). Granatowy został przyniesiony przez Mikołaja (miałam wówczas chyba 9 lat), a drugi w drewnianych okładkach to prezent z Muszyny (od mojej cioci).

 
 
Pokój jest ulubiony przez dużą psicę, która systematycznie, jeżeli tylko zostawi się otwarte drzwi, włazi na łóżko i je demoluje: drapie pościel, niszczy narzuty i oczywiście błoci. Potrafi podrzeć prześcieradło na strzępy... Stąd ciągle mam problem, bo wkurzam się, kiedy mąż zapomni zamknąć drzwi, a psica zdąży wprowadzić swoje porządki. A z kolei staram się otwierać okno i drzwi na przestrzał, by wietrzyć pomieszczenie.

poniedziałek, 25 lipca 2016

6 kilometrów w łapkach

Mniej mam czasu w tym roku na wędrówki z kijami. Skupiłam się na treningach w klubie fitness, więc z konieczności jest mniej wędrowania. Korzystając jednak z cudownie ciepłej aury w ostatni weekend - zabrałam psie "dziewczyny" i ruszyłyśmy w kierunku kapliczki Krawczyków (pierwszy raz tego lata).



Wędrowałyśmy trochę lasem, trochę polami uprawnymi. Z niektórych zebrano już siano; żyto i owies proszą o żniwa. Zobaczyłam też pole z rośliną, która zwróciła uwagę  - owoce? nasienniki? to maleńkie kuleczki - nie wiem czy to może ciecierzyca? 







Świat w taką pogodę przepiękny. Duża zaliczyła niemal wszystkie błotne kałuże w lesie, kąpiąc się w nich po brzuch. Mała wybłociła tylko łapki. A ile było wąchania, tropienia, grążenia w zbożu, bo tam złapało się jakiś trop. Psice bardzo lubią chodzić ze mną, mąż jakoś nie potrafi ich wybiegać.






Po powrocie porcja rosołowa i można już było wywalić się na boku na trawie i odpoczywać. Małej zamarzyły się kolanka panci, która złożyła swe ciało na huśtawce ogrodowej.



A dla pańci orzeźwieniem w taką pogodę był koktajl z czarnej porzeczki:

niedziela, 24 lipca 2016

Porządki w chałupie

Korzystając z wolnego (nieco) czasu zabrałam się za porządki w chałupie w Zagórzu. Nie ma co ukrywać, że kurz i pajęczyny pokryły "patyną" okna, firanki, meble... Oczyściłam ściany z pajęczyn, wymyłam okna, zmieniłam firanki i zasłonki, wyrzuciłam stare zasuszone wiązki ziół i kwiatów, na nowo przyozdobiłam pomieszczenia (jeszcze nie wszystkie). Mąż wyremontował rozsypujący się schodek, a teraz maluje dach chałupy, bo chociaż stara, trzeba zakonserwować, żeby się nie lało na głowę. W dachu są jeszcze dziury po kulach, powstałe podczas II wojny światowej i te też potrzebują nowych łatek.
Dziś posprzątany ganek:




 
 


 
 

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails