pracujemy. Nie wiadomo w co wkładać ręce, bo tu z jednej strony trawa rośnie (ciągle trzeba kosić). Muszę też popracować na grządkach i zadbać o rabaty z bylinami. Poza tym za każdym razem, kiedy przyjadę, czyszczę po kawałku kamienisty bruk znajdujący się między chałupą, a dawną stajnią:
"Na raty" plewię zarośnięte maliny. Wczoraj sierpem (tak sierpem) wycinałam trawę spomiędzy krzaków porzeczek.
Zdecydowaliśmy się też na remont oczka wodnego. Stara folia popękała i już ze dwa lata temu należało to zrobić. Zaczęliśmy w czwartek od wyciągnięcia roślin. Okazało się, że korzenie utworzyły "korek" na powierzchni oczka grubości około 0,5 m. Mąż na kawałki dzielił ten "korek" szpadlem, piłką do cięcia i nożem (całości nie dało się wyciągnąć, bo było to zbyt ciężkie). Z kolei ja wycinałam rośliny z tej masy mułu, korzeni i kłączy (nie potrzeba tak rozrośniętych korzeni), które posadzimy na nowo. Okazało się, że przeżyły też dwa karasie, które zagościły w oczku kilka lat temu. Potem mąż wyczerpał wodę i muł. Zdemontowaliśmy starą folię.
No i dziś ruszyliśmy, by kupić nową folię do oczek wodnych. Potrzebny był nam kawałek 4 x 5 m i tu zaskoczenie, akurat folii brakło. Ruszyliśmy do drugiego sklepu - nie ma. Dalej nie podróżowaliśmy, bo gorąco, a w aucie 2 psy i królik... Trzeba było podjąć jakieś decyzje, przecież rośliny i karasie nie będą czekać, aż sklep zamówi kolejny towar.
W końcu kupiliśmy włókninę do wyłożenia spodu stawku i folię budowlaną (2 warstwy). Poprawiliśmy brzegi, wyrównaliśmy ziemię i wyłożyliśmy stawek folią. Dzień zbliżał się ku końcowi. Mąż napuścił trochę wody - jutro będziemy sadzić rośliny, a w przyszłym tygodniu (w miarę wolnego czasu) modelować brzeg kamieniami.
To dlatego, że nie jest to przyjemna praca, kilka lat nie czyściliśmy oczka i nie przerzedzaliśmy roślin. Najgorsze za nami.
A na koniec - kwitnące azalie:
Obserwatorzy
sobota, 24 maja 2014
czwartek, 22 maja 2014
Zwyklak
zrobiony na maszynie. Bardzo prosty taki do dżinsów: ścieg pończoszniczy, żadnych wzorków. Włóczki wyszło niewiele, bo robiłam z cienizny, wyrobiłam ją niemal do ostatniego metra.
Ot zwykły prostokąt z rękawami, bez podkrojów, dorobionymi prosto po nabraniu oczek dzianiny na maszynę. Jedynym "udziwnieniem" miał być krótszy przód kształtowany rzędami skróconymi - jednak teraz widzę, że ten przód ma za mały podkrój - należało zrobić więcej rzędów skróconych...
Tak w ogóle to po prostu byłam ciekawa jak cos takiego kształtować i jaki rezultat otrzymam. Człowiek przecież uczy się na błędach. Na końcu dorobiłam wykończenie - plisy wzorem francuskim: przy dekolcie, rękawach i na dole swetra. Najdłużej zeszło z tym ręcznym wykończeniem na drutach 2,25 mm.
Dzianina maszynowa; włóczka "Cotton Soft": skład: 55% bawełny 45% akrylu,
600 m/100 g; zużycie 200 g
Ot zwykły prostokąt z rękawami, bez podkrojów, dorobionymi prosto po nabraniu oczek dzianiny na maszynę. Jedynym "udziwnieniem" miał być krótszy przód kształtowany rzędami skróconymi - jednak teraz widzę, że ten przód ma za mały podkrój - należało zrobić więcej rzędów skróconych...
Tak w ogóle to po prostu byłam ciekawa jak cos takiego kształtować i jaki rezultat otrzymam. Człowiek przecież uczy się na błędach. Na końcu dorobiłam wykończenie - plisy wzorem francuskim: przy dekolcie, rękawach i na dole swetra. Najdłużej zeszło z tym ręcznym wykończeniem na drutach 2,25 mm.
wtorek, 20 maja 2014
Jeszcze raz o Klasztorze Karmelitów Bosych w Zagórzu
O ruinach klasztoru pisałam kilka lat temu tu - wtedy jeszcze nic ciekawego się tu nie działo. Władze gminy dbały jedynie, by cegły z rozsypujących się murów nie sypały się na głowy zwiedzających i "bywalców". W 2012 r. przedstawiłam nietypową galerię sztuki - Drogę Krzyżową Nowego Życia - rzeźby kolejnych stacji drogi krzyżowej wykonane przez lokalnych artystów przy drodze prowadzącej do klasztoru. W międzyczasie z funduszy Gminy Zagórz i Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków zabezpieczono i odbudowano częściowo mury okalające klasztor, uporządkowano teren przyklasztorny, wycięto wszechobecne chaszcze i krzewy (rosną jeszcze na murach klasztoru).
W tym roku, z kolei z funduszy unijnych ukończono przy klasztorze budowę wieży widokowej (22 m wysokości):
A tam, gdzie pamiętam chaszcze i śmieci po biesiadach "bywalców" powstały kwatery przyszłego ogródka przyklasztornego (na razie mało roślin tam posadzono, ale projekt wygląda obiecująco). Wyżwirowana alejka doprowadza nas do ogródka, gdzie posadowiono ławeczki; można przysiąść i odpocząć.
I w taki oto sposób powstał ciekawy obiekt, w miarę zagospodarowany, który powinien znaleźć się na mapie turystów zwiedzających te tereny. Oby tylko nie został zdewastowany...
No więc wybrałam się na wycieczkę, obejrzałam, wyspinałam się nawet na wieżę. Wstęp - jak dotąd bezpłatny, jednak bardzo się prosi, by klasztor był bardziej strzeżony.
Widok cudny (przypomina mi się częściowo pejzaż z Sobienia, gdzie patrzyło się tylko na panoramę roztaczającą się z jednego punktu).
Tu właściwie można zobaczyć widoki z czterech stron świata: zakole Osławy, pasmo Gór Słonnych, w kierunku południowo-wschodnim Wschodniobeskidzki Obszar Chronionego Krajobrazu, zachód: Obszar Chronionego Krajobrazu Beskidu Niskiego.
Niestety na wieży akumulatorki w aparacie odmówiły współpracy, wobec tego nie ma zdjęcia Osławy, a i widoki niepełne. Muszę się tam wybrać raz jeszcze i zrobić porządne fotki.
W tym roku, z kolei z funduszy unijnych ukończono przy klasztorze budowę wieży widokowej (22 m wysokości):
A tam, gdzie pamiętam chaszcze i śmieci po biesiadach "bywalców" powstały kwatery przyszłego ogródka przyklasztornego (na razie mało roślin tam posadzono, ale projekt wygląda obiecująco). Wyżwirowana alejka doprowadza nas do ogródka, gdzie posadowiono ławeczki; można przysiąść i odpocząć.
I w taki oto sposób powstał ciekawy obiekt, w miarę zagospodarowany, który powinien znaleźć się na mapie turystów zwiedzających te tereny. Oby tylko nie został zdewastowany...
No więc wybrałam się na wycieczkę, obejrzałam, wyspinałam się nawet na wieżę. Wstęp - jak dotąd bezpłatny, jednak bardzo się prosi, by klasztor był bardziej strzeżony.
Widok cudny (przypomina mi się częściowo pejzaż z Sobienia, gdzie patrzyło się tylko na panoramę roztaczającą się z jednego punktu).
Tu właściwie można zobaczyć widoki z czterech stron świata: zakole Osławy, pasmo Gór Słonnych, w kierunku południowo-wschodnim Wschodniobeskidzki Obszar Chronionego Krajobrazu, zachód: Obszar Chronionego Krajobrazu Beskidu Niskiego.
Niestety na wieży akumulatorki w aparacie odmówiły współpracy, wobec tego nie ma zdjęcia Osławy, a i widoki niepełne. Muszę się tam wybrać raz jeszcze i zrobić porządne fotki.
niedziela, 18 maja 2014
Zatrzymane w kadrze - zabudowania popegeerowskie w Karlikowie
Karlików - niewielka wieś u północno-wschodniego podnóża Tokarni w paśmie Bukowicy (ok. 120 mieszk.).
Karlików pojawia się w dokumentach od 1483r., występując także jako "Karolowa". Przed ostatnią wojną wieś liczyła 67 domów i ciągnęła się od zabudowań byłego PGR na północny zachód. Zamieszkiwali ją niemal wyłącznie Rusini. W rejonie obecnych stajni dla bydła istniała cerkiew, zbudowana w 1840 r. W 1946 r. wieś została splądrowana przez Polaków z Bukowska i żołnierzy, na nowszym z dwóch cmentarzy rozstrzelano 42 ukraińskich mieszkańców wsi. Pozostali zostali w tym samym roku wysiedleni do ZSRR.
Źródło:
Beskid Niski. Przewodnik. Oficyna Wydawnicza "Rewasz". Pruszków 2012
Karlików pojawia się w dokumentach od 1483r., występując także jako "Karolowa". Przed ostatnią wojną wieś liczyła 67 domów i ciągnęła się od zabudowań byłego PGR na północny zachód. Zamieszkiwali ją niemal wyłącznie Rusini. W rejonie obecnych stajni dla bydła istniała cerkiew, zbudowana w 1840 r. W 1946 r. wieś została splądrowana przez Polaków z Bukowska i żołnierzy, na nowszym z dwóch cmentarzy rozstrzelano 42 ukraińskich mieszkańców wsi. Pozostali zostali w tym samym roku wysiedleni do ZSRR.
Źródło:
Beskid Niski. Przewodnik. Oficyna Wydawnicza "Rewasz". Pruszków 2012
piątek, 16 maja 2014
Właściwie przypadkiem
poznałam Andrejkowa. Artystę, który był autorem twarzy pokazanych przeze mnie w tym poście . Chciałam nawet sobie zrobić z nim słit focię, ale ostatecznie zdecydowałam się na zdjęcie z cyfrówki, które zrobiła nam koleżanka. Światło fatalne było, za oknem brzydko, fotka kiepska wyszła. Sam malarz niezwykle wycofany i skromny, zgodził się na wspólne zdjęcie i jego publikację:
Arkadiusz Andrejkow urodził się w 1985 roku w Sanoku. Odbył studia na kierunku Edukacja Plastyczna w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Sanoku i na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego. Dyplom artystyczny zrealizował w pracowni malarstwa prof. Marka Pokrywki w roku 2010. Uprawia malarstwo, rysunek i sztukę graffiti. Jego bardzo bogaty dorobek twórczy prezentowany był na kilkuset wystawach indywidualnych i zbiorowych w kraju i za granicą.
Arkadiusz Andrejkow urodził się w 1985 roku w Sanoku. Odbył studia na kierunku Edukacja Plastyczna w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Sanoku i na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego. Dyplom artystyczny zrealizował w pracowni malarstwa prof. Marka Pokrywki w roku 2010. Uprawia malarstwo, rysunek i sztukę graffiti. Jego bardzo bogaty dorobek twórczy prezentowany był na kilkuset wystawach indywidualnych i zbiorowych w kraju i za granicą.
Fotografie prac artysty można obejrzeć na jego blogu - da się zauważyć, że wyraźnie realizuje się w sztuce street art. A ja w coraz to nowych miejscach w Sanoku odkrywam jego dzieła.
Szybciutko pobiegłam zrobić zdjęcia jednej z prac na elewacji muru przy ul. Zamkowej. Pełnej perspektywy dzieła nie dało się uchwycić, nie zmieściło się na szerokość w aparacie, toteż obraz "poszatkowałam" na części:
Po powiększeniu zdjęcia można zobaczyć adres bloga Arkadiusza Andrejkowa
Zbliżenie
Zbliżenie
Subskrybuj:
Posty (Atom)
