Obserwatorzy

środa, 15 września 2010

Dostałam

od mojej koleżanki z pracy pani Joli   taki cudowny haft, w stylu rustykalnym, do mojej chałupy w Zagórzu:


Autorem tego uroczego obrazka jest tata pani Joli. Jest to praca wyszywana wełnianą włóczką na worku jutowym . Teraz muszę wybrać jakieś  proste, drewniane ramy. Pani Jola radziła, by nie  dawać szyby, gdyż wówczas obrazek straci  cały urok. Na razie położyłam go sobie niedaleko biurka i się przyglądam. Sprawił mi ten prezent wiele radości i bardzo, bardzo dziękuję za  niespodziankę.
I jeszcze od pani Joli dostałam  całą tekę  plansz  przedstawiających polskie rośliny chronione i niechronione.  I tu już  odstawiam prawdziwe szaleństwo, bo sobie co kilka dni zmieniam ekspozycję   plansz na komodzie. Jedną oprawiłam w antyramę:


Jednak na pewno lepiej prezentowałyby się te plansze oprawione w surowe, proste, drewniane ramy.






Jest tych plansz kilkadziesiąt, więc wszystkich nie  jestem w stanie  oprawić, nie mam też miejsca na taką dużą ekspozycję.


W podzięce  zrobiłam pani Joli kapcie szydełkowe.  Koleżanka ma drobnne stópki - toteż musiałam sfotografować kapciuszki z wypełnieniem papierowym :



niedziela, 12 września 2010

Już jesień?

Po ponad dwóch tygodniach pogody, która raczej nie rozpieszczała, wreszcie w dzisiejsze popołudnie  wyjrzało słońce. Zrobiło się  arcyprzyjemnie i niestety jaskrawie okazało się, że chyba  nastała już wczesna jesień.
A w ogrodzie było tak:

Ten pająk rozłożył swą sieć miedzy świerkiem conika, a bukszpanem

Dosłownie w oczach rozwijają się  zimowity - wczoraj dopiero wychylały się z ziemi


Winobluszcz jeszcze nie poczerwieniał, rozrasta się szybko oplatając wał do wałowania trawnika, studnię i betoniarkę

Od  wilgoci omszały kamienie

Zza budynku gospodarczego przebija poświata dzisiejszego słońca


Bluszcz  porósł jabłoń

A jabłek w tym roku niewiele...
Pięknie pachną zielonym jabłuszkiem (zapach naturalny)

sobota, 11 września 2010

Drobiazgi

Jakoś na podjęcie większego projektu brak mi czasu. Pogoda nie sprzyja dokańczaniu zaczętych letnich sweterków. A czasem  chce się zrobić szybko coś małego. I zrobiłam. Jeszcze letni, albo wczesnojesienny  szydełkowy beret ażurowy:

Włóczka: bawełna z wiskozą; brak innych danych; szydełko 2,1 mm

Tło dla tego beretu fotografowanego na płasko jakieś takie niedobrane, ale nic innego pod ręką 
nie miałam (jest to przykrywka kosza plastikowego)


Schemat serwetki z Osinki - robiłam beret wykorzystując środek wzoru (bez anansów), kończyłam siateczką - redukując jej  rozmiary: najpierw 5 ocz. łańcuszka, potem 4, a nakońcu 3; wykończyłam brzeg pólsłupkami

Bawełniane etui na radyjko:


Zabieram takie radyjko, kiedy idę z psem na dłuższy spacer.

czwartek, 9 września 2010

Serwetki babuni

Kiedyś wspominałam, że dostałam od mamy serwetki  szydełkowe robione jeszcze przez moją  babcię. Już ponad miesiąc  temu zrobiłam zdjęcia, tylko okoliczności jakoś nie było, by te serwetki pokazać.  W końcu przyszedł  czas na to. Oto one, dość stareńkie, niektóre mają  nawet i  50 lat.








Małe grupowo:

Te dwie zostały zrobione na drutach przez moją mamę

A ta położona na szafce nocnej najbardziej mi się podoba:

Na tym zdjęciu mało widoczna (ale fotka ładna i dlatego ją umieszczam)

Tu widać lepiej - serwetka ma we wzorze  pikotki i to  stanowi jej urok

I jeszcze taka fotka:


piątek, 3 września 2010

Migawki z chałupy (2)

Ponieważ robótkowo niewiele się dzieje z braku czasu i wszelkie  działania włóczkowe są w tej chwili raczej w fazie bardzo początkowej - to pokazuję migawki z chałupy:

Lampa w małym pokoju

Pomalowałam  wiklinowy abażur przecierkowo  biało-niebiesko

Półeczka w kuchni

Łóżeczko dla lalek (zostało pomalowane na niebiesko i znalazło swe miejsce w pokoju panieńskim)

Stare książki m.in. modlitewniki mojej babci Antoniny

Francuska książeczka do modlenia  z dedykacją  (w 1938 r. babcia była we Francji; ponoć wróciła przed samym wybuchem II wojny światowej)

*   *   *
Czesław - nadal jest u nas na wakacjach. Niestety  oziębienie i deszcze spowodowały, że nie zabieramy go do ogrodu, dlatego  nie jest zadowolony, gdyż nie satysfakcjonuje go  wędrówka po pokoju (mnie zresztą też, ponieważ muszę  go pilnować. Niedawno przegryzł kalbel do telefonu stacjonarnego i zanim to odkryłam,  miałam już wizję zepsutego aparatu i jego wymiany oraz wzywania speców od telefonii...)


LinkWithin

Related Posts with Thumbnails