Obserwatorzy

piątek, 5 stycznia 2018

Serdecznie dziękuję

za życzenia pomyślności i zdrowia na ten rok. Dziękuję też za pamięć. Zniknęłam z blogosfery na dobrych kilka miesięcy. Nie było aury do pisania, jednak podgladałam życie blogowe Czytelniczek i dziewiarek.
Jak wcześniej pisałam niewiele dziergałam z powodu niemocy dłoni.  Powstały jednak jakieś tam drobiazgi. Po narodzinach wnuczki zrobiłam, wydaje mi się, sprawdzone zabawki. Jedną ośmiorniczkę już pokazywałam. Potem wykonałam następną (nieco większą, z grubszych nici) oraz chusteczkową maskotkę zajączka.

Ta ośmiorniczka powstała jeszcze w jesieni , w sezonie kwitnienia zimowitów:


Kolejna nieco później:


I w końcu zajączek:


Na tym eksperymenty zabawkowe zakończyłam. Chociaż wykonywanie takich drobiazgów jest bardzo przyjemne, a efekt końcowy - szybki.

Melusia w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia została ochrzczona.


Wystąpiła w tym samym komplecie, który zrobiłam dla Wandy. Mama dziewczynek pieczołowicie go przechowała. Wandzia, która już skończyła cztery lata oglądała ubranko z wielkim zainteresowaniem. Dorobiłam tylko czapeczkę (pierwotnie czapki nie było). Zdjęć jednak nie ma.

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Powrót

Żegnam 2017 r. bez żalu, raczej z ulgą, że w końcu odszedł. Naznaczony licznymi chorobami i niesprzyjającymi zdarzeniami w rodzinie, nie kojarzy się zbyt dobrze. Pamiętam, że na przełomie 2016 i 2017 roku  życzyliśmy sobie, żeby nie był gorszy od poprzedniego. Był. Mam nadzieję, że w tym 2018 r. zła passa opuści naszą rodzinę.

Jedynym jasnym promykiem były narodziny naszej drugiej wnuczki Melanii.

Mam za sobą dużo trudnych dni. Niewiele też działałam robótkowo. Kontuzja ręki przeciągnęła się niemal do końca roku. Samo złamanie wygoiło się dość szybko. Jednak uszkodzeniu uległy nerwy. I tak w czerwcu miałam operację wyciągania drutów zespalających kości. Już myślałam, że  się poprawi i zacznę odzyskiwać sprawność dłoni. Niestety dobrze było może z tydzień, a potem cierpniecie i drętwienie bardzo dawało się we znaki. Wizyty u neurologa, ortopedy, czekanie na badanie przewodnictwa nerwów w dłoni,  doprowadziły do potwierdzenia diagnozy (mojej), że cierpię teraz na cieśń nadgarstka.  Jak się okazało stan nerwów był taki, że należało operować jak najszybciej po raz kolejny (nie było pewności powodzenia). I znów dochodziłam do siebie (tzn. ręka dochodziła) dwa miesiące. Tym razem dłoń bardzo oszczędzałam, bałam się kolejnych powikłań. Zresztą w poprzednich miesiącach z powodzeniem przestawiłam się na lewą rękę: wykonywałam nią  prawie wszystkich czynności,: dźwiganie zakupów,  nawet jedzenie sztućcami, odkurzanie, sprzątanie itp.).Obecnie jest jako tako: cieśń ustąpiła, ale okazało się, że mam tzw. trzaskający  (strzelający) palec - raczej palce: serdeczny i piąty. Mogły zostać zoperowane przy cieśni, ale wtedy sobie nie uświadamiałam, że coś się dzieje. Po prostu nie wiem czy już były objawy, czy zauważyłam je po operacji. Na razie jakoś funkcjonuję, może w przyszłości zdecyduję się na kolejny zabieg. Ponadto z lewą dłonią dzieje się podobnie - mam już objawy cieśni. Generalnie dłonie są dość słabe jeszcze np. nie odkręcę sobie samodzielnie zakrętki z butelki z wodą, nie zacisnę mocno w pięść.
Powyższe perypetie zdecydowanie wykluczyły działania dziewiarskie. Kocyk dla Meli robiłam na drutach  prawie osiem miesięcy.  Po prostu się nie dało. Dłoń cierpła, bolała i czasem udało się przerobić 2-4 rzędy.  Skończyłam, kiedy dziecko było już na świecie, a zaczynałam mając jeszcze rękę w gipsie.
Stopniowo zaprezentuję moje nieliczne  robótki wykonane w tym czasie. Na razie kocyk i ośmiorniczka dla malutkiej.

 Włóczka "Grażka"; 100% akryl, 120m/50 g; druty 3,5 mm; zużycie 350 g


Kocyk został spersonalizowany: otrzymał naszywkę z imieniem Meli:



Czas wracać zarówno do równowagi psychicznej, codziennego życia i blogowania. Jest to trudne po takim czasie, jednak mam nadzieję na stabilizację życiową i spokój.


PS. Nigdy jednak nie można ufać, że będzie OK.
Dzisiaj uciekł nam Hirek. Wpis przygotowałam przed południem, ale nie zdążyłam opublikować. Potem pojechaliśmy na działkę, jakoś  nie chciało mi się iść z psami (codziennie chodzę po kilka kilometrów). Zamierzałam pospacerować (nie chodzić daleko) po ogrodzie i lesie. A Hiruś, który został u nas na ferie zimowe, zdążył w ogrodzie siknąć kilka razy, zwalić kupsko na kretowisko i zanim się obejrzałam, pobiegł za Tolą w las. Prawie natychmiast zaczęłam go wołać. Tolka wróciła po 10 minutach. A tego łapserdaka nie było - darliśmy się z mężem na zmianę: "Hirek". Obeszłam kawał lasu. Zapadał zmrok. Postanowiliśmy, że ja wrócę do domu, a mąż zostanie do 20.00, będzie czekał i nawoływał. Kiedy już byłam w domu - mąż zadzwonił, że nicpoń wrócił. Nie było go prawie  dwie godziny. Kiedyś w lecie nam tak uciekł, ale wrócił po niecałej godzince. A tu już szybko zapał zmrok, zaczął padać deszcz. Wsiadłam w auto i pojechałam po nich. Brudny był po same uszy, zmęczony. Już zastanawiałam się jak go jutro szukać, że może zawiozę męża o siódmej rano, żeby szukał. Zastanawiałam się nad ogłoszeniami... 
I co robić z łobuzem: niewybiegany dokucza w domu, zaczepia Ifę, rozrabia. Kiedy biorę na wybieg: czasem ucieka. 

A teraz dokucza mi zdarte gardło. Diabli wzięli plany spędzenia spokojnego popołudnia.

W nowym roku 2018 życzę Wszystkim moim Czytelnikom 

 braku problemów, dużo zdrowia 

oraz zadowolenia z życia.

sobota, 23 grudnia 2017

Święta

 
Spokojnych, rodzinnych  i zdrowych
 
Świąt Bożego Narodzenia
 
życzę Wszystkim moim Czytelnikom

czwartek, 9 marca 2017

Dar serca

to czapeczka i kapcie zrobione dla chorych dzieci przez panią Monikę Wilk w odpowiedzi na moją prośbę. Troszkę to trwało, zanim  zabrałam się za napisanie tego postu. Pani Monice bardzo dziękuję za zaangażowanie i serce. Dzisiaj pokazuję zdjęcia, które mi przysłała:

 

Jednocześnie przepraszam, że tak długo trwało zanim je pokazałam. Pani Monika swe zobowiązanie wykonała już bardzo dawno.

U mnie nic nowego - nie da się przyspieszyć wygojenia tak złamanej ręki. Wszystko idzie swym trybem, chociaż wizytę u ortopedy przyspieszyłam o tydzień, niestety nic mi to nie dało. Usłyszałam, że mam nosić gis i czekać na zrośnięcie. Rozwodzić się na ten temat nie będę - idę na kolejną wizytę w przyszłym tygodniu.

Jak widać na blogowanie czasu nie ma i na razie nie będzie. Muszę ogarniać inne sprawy. Jutro przenoszę się do domu mamy (będzie wypisana ze szpitala), by się nią zajmować. Jak to będzie - wyjdzie w praktyce. Słabo to sobie wyobrażam. Nie będę opisywać szczegółów.
Nie będę też za bardzo miała dostępu do internetu, chyba że coś jeszcze załatwię. Nie  wiem jak długo to wszystko potrwa...

sobota, 25 lutego 2017

Nie mam pomysłu

na tytuł...
Dziękuję za życzenia zdrowia. Z ręką chyba lepiej - 13 marca mam się zgłosić do kontroli. Mam nadzieje, że wówczas może już dostanę ortezę, co poprawi mi komfort życia. Ćwiczę palce i dłoń specjalnymi piłeczkami i krążkami. Wyraźnie wzmocniłam chwytność palców. Zażywam odpowiednie suplementy diety mające przyspieszyć zrastanie kości (wapń, witaminę D, tran, "Osteogenon", "Urazym" zawierający bromelainę i papainę - enzymy proteolityczne, piję bulion wzbogacony żelatyną...) Ręka prawie wcale mnie nie boli - nie zażyłam ani jednej tabletki przeciwbólowej. Przyznam, że dwa tygodnie byłam dosyć osłabiona. Teraz już wróciłam do normalnej aktywności (na ile to możliwe), niestety normalne treningi są na razie wykluczone, ale chodzę na bieżnię i orbitrek i staram się ćwiczyć przynajmniej godzinę. Zaczęłam też wychodzić z psami - prowadzę obydwa na jednej smyczy z rozwidleniem, którą trzymam w lewej ręce. Jakoś leci - tyle, że jeszcze nie bardzo mogę coś tą ręką kroić nożem. Myślę, że będzie dobrze. Musi być.
Dziękuję malguni i Monice Wilk za deklarację wykonania czapek - proszę się oczywiście kontaktować się z Panią Edytą za pomocą podanego maila w poprzednim poście.  To wspaniale, że są jeszcze na świecie ludzie bezinteresowni, chcący poświęcić swój czas i pracę dla innych.
Dla mojej rodziny początek roku nie jest szczęśliwy, nieszczęścia chodzą parami. Zmagam się też z ciężką chorobą mamy. Rytm dnia od ponad 1,5 miesiąca wyznacza codzienna wizyta w szpitalu. Jest trudno i lepiej niestety nie będzie - walczymy o każdy dzień. Nie wiem co przyniesie ranek następnego dnia... Pewnie w najbliższym czasie mama zostanie wypisana, więc będę musiała u niej zamieszkać i się nią opiekować. Za tydzień  wracam do pracy i wszystko trzeba będzie jakoś pogodzić.
Oczywiście muszę dać radę i dam. To dlatego za bardzo nie mam głowy do pisania postów.
Mam nadzieję, że z czasem powrócę do systematycznych wpisów.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails