Przypominam się, istnieję jeszcze. Czasu nie mam, by przygotować jakiegoś sensownego posta. Dziś szybko sfotografowane wiosenne serwetki według Szydełkomanii. Jedna większa:
i cztery mniejsze:
Pogoda szara, to i serwetki wyszły szaro. W rzeczywistosci są w kolorze delikatnej, jasnej, wiosennej zieleni "wykluwających się" listków. Zrobione z grubszej bawełny - miały właśnie takie rustykalne wyjść. Jutro pojadą do Krakowa. Tak na margiesie - tylko ta duża robiona jest zgodnie ze schematem - pozostałe to inspiracja schematem. Zrezygnowałam z układu "ślimakowego" wzoru i po swojemu dodawałam słupki poszerzające serwetkę.
Obserwatorzy
poniedziałek, 2 maja 2011
środa, 27 kwietnia 2011
Kapliczki przydrożne. Kapliczka z Pogórza Przemyskiego
Taka sobie zwyczajna, stara kapliczka przydrożna z Pogórza Przemyskiego:
Troche krzywa, kryta gontem:
A w ogrodzie wiosna szaleje:
Drugi rok z rzędu doczekaliśmy się kwitnienia magnoli. Sprawia nam to ogromną przyjemność, gdyż poprzednie próby zasiedlenia ogrodu tym drzewem - kończyły się niepowodzeniem: drzewko nie wytrzymywało srogich zim. U mojej mamy w ogrodzie także zakwitła magnolia - po raz pierwszy, ma wprawdzie tylko dwa kwiaty (w kolorze zdecydowanie ciemniejszym, niż nasza).
Kolejne drzewko (prezent od teścia), "chuchane" przez nas, to kasztanowiec (nie ustaliłam jeszcze jaki to gatunek, ale nie jest to kasztanowiec zwyczajny). Mąż troszczący się o drzewko, ogrodził je siatką (w innym przypadku koziołek już dawno uszkodziłby je rogami, co uczynił ostanio z młodą wierzbą, której koronę znalazłam obok pieńka). W tym roku drzewko zakwitnie:
A to wspaniale w tym roku kwitnąca szachownica kostkowata:
i brunera wielkolistna, której kwiaty przypominają niezapominajki:
Marzyłam zawsze, by w moim ogrodzie posadzić drzewa rosnące w parkach, dość rzadkie gatunki. Teraz można właściwie kupić prawie wszystkie, jakie nam się zamarzą. Różnie bywa z ich aklimatyzacją. Jednak niektóre gatunki zupełnie dobrze i ładnie rosną w tym dość surowym podgórskim klimacie. Parku z naszego ogrodu już nie uczynię (brak sił na pielegnację wszystkich roślin).
* * *
Drugą chustę ginkgo skończyłam, jednak nie było czasu na wykonanie fotografii, gdyż całe popołudnie kosiłam trawę w ogrodzie mamy. Robiłam ją z innych gatunkowo nici i wyszła całkiem, całkiem. Jednak nie udało mi się uzyskać ładnego zakończenia. Chyba powinnam była spuszczać oczka szydełkiem. No nic - ewentualnie zrobie kolejne podejście do tego wzoru, by uzyskać zadawalający efekt.
poniedziałek, 25 kwietnia 2011
Ginkgo 1
Ta chusta podobała mi się od dawna. Zaczęłam nawet ją robić z wełny w zimie, ale projekt nie wyszedł poza kilkadziesiąt oczek trójkata wykonanego ściegiem gładkim. Ostatecznie z powodu wiosennej fascynacji zielenią wykonałam w czasie świąt szybką chustę z "Kalinki" - innego zielonego nie było pod ręką. Później znalazłam jeszcze włóczkę oliwkową, z której kręcę "ginkgo 2".
Mam wrażenie, że ten wzór liściowy znacznie ładniej będzie się prezentował we włóczce nieco grubszej. Początkowo, kiedy jeszcze chusta była na drutach, wydawała mi się po prostu brzydka i miałam chęć, by rzucić robótkę w kąt. Dobrnęłam jednak do końca, namoczyłam, wyprasowałam i stwierdziłam, że może być.
Fatalnie się robi z "Kalinki", ślizga się toto po drutach, a kiedy oczko spadnie to "se leci", druty mają też dziwną tendencję do wyślizgiwania się z robótki.
Druty 4 mm; włóczka "Kalinka" (63% akryl + 37% wiskoza) 550m/100g; zużycie ok. 60 g
Mam wrażenie, że ten wzór liściowy znacznie ładniej będzie się prezentował we włóczce nieco grubszej. Początkowo, kiedy jeszcze chusta była na drutach, wydawała mi się po prostu brzydka i miałam chęć, by rzucić robótkę w kąt. Dobrnęłam jednak do końca, namoczyłam, wyprasowałam i stwierdziłam, że może być.
Fatalnie się robi z "Kalinki", ślizga się toto po drutach, a kiedy oczko spadnie to "se leci", druty mają też dziwną tendencję do wyślizgiwania się z robótki.
Detal
Chustę wykończyłam jednym rzędem wzoru francuskiego, inaczej aniżeli w opisie (nie pamiętałam jak tam było wykończone, a nie chciało mi się otwierać komputera). Może w następnej wersji zrobię tak, jak ma być. Dodałam też jeden motyw wzoru z obu stron trójkąta - bo chusta wychodziła niewielka. Na razie włożyłam ją do białej bluzki i jedynego zielonego sweterka znajdującego się w moim posiadaniu. Jakoś nawet pasowała ta jasna zieleń "Kalinki" do zieleni irlandzkiej mojego swetra i zieleni wiosny.
Aura w czasie świąt nie była porywająca, wczorajsze słońce przeplatało się z opadami przelotnymi deszczu, dzisiaj było już zdecydowanie zimniej. Trawa rośnie jak szalona i zaczęły kwitnąć mlecze:
piątek, 22 kwietnia 2011
Przed świętami
Szybko umykający przedświąteczny tydzień powoli finiszuje. Pogoda cudowna (chodziłam dziś w bluzce z krótkim rękawem), w ogrodzie nagle zrobiło się wiosennie. Nie miałam czasu na prace ogrodowe, bo pochłonęły mnie inne obowiązki. Zazieleniło się: dzisiaj zakwitła magnolia, kwieciem obsypało dzikie czereśnie, a czeremcha już ma prawie rozwijające się pąki:
Rura podłączona, rów zasypany, prace odebrane; pozostało jeszcze złożenie licznika i podpisanie umowy na odbiór ścieków. Ale to już nieco później. Niestety przed samymi schodami mam kopczyk z ziemi i znów trzeba będzie po jej uleżeniu się położyć płytki i kostkę. Cieszymy się jednak niezmiernie, że udało się to przedsięwziecie ukończyć przed świętami.
Święta niestety obchodzić będziemy tylko z moimi rodzicami, gdyż dzieci jadą na wesele do rodziny i do nas zawitają dopiero na długi majowy weekend.
Wieczorami troszeczkę zajmowałam się tworzeniem szydełkowych pisanek w kolorze zielonym (obszydełkowałam cztery), powstała też rustykalna serwetka. Wymyśliłam sobie w tym roku wielkanocne dekoracje właśnie w kolorze jasnej zieleni. Pisanki jednokolorowe, w kolorze nieśmiałej zieleni stały się dla mnie symbolem tęskonoty za wiosną, która w miedzyczasie się rozbuchała.
Pokazuje też dzisiaj piękną, haftowana kartkę od Teni:
Wielość spraw różnych, które zbiegły się w tygodniu, plus jakieś zakupy i przygotowania świąteczne spowodowały, że tak prawdziwie wiosną nie udało się nacieszyć. Sfinalizowalismy dzisiaj ostatecznie podłączenie chałupy do kanalizacji miejskiej:
Święta niestety obchodzić będziemy tylko z moimi rodzicami, gdyż dzieci jadą na wesele do rodziny i do nas zawitają dopiero na długi majowy weekend.
Wieczorami troszeczkę zajmowałam się tworzeniem szydełkowych pisanek w kolorze zielonym (obszydełkowałam cztery), powstała też rustykalna serwetka. Wymyśliłam sobie w tym roku wielkanocne dekoracje właśnie w kolorze jasnej zieleni. Pisanki jednokolorowe, w kolorze nieśmiałej zieleni stały się dla mnie symbolem tęskonoty za wiosną, która w miedzyczasie się rozbuchała.
Pokazuje też dzisiaj piękną, haftowana kartkę od Teni:
Pragnę też złożyć Wszystkim moim Czytelnikom i Odwiedzającym bloga życzenia spokojnych, szczęśliwych Świąt Wielkanocnych spędzonych w wiosennej atmosferze
Chciałbym te życzenia wpisać indywidualnie w komentarzach blogów, które obserwuję i odwiedzam, ale jest ich taka wielość, że po prostu nie jestem w stanie tego uczynić, za co przepraszam. Tydzień był dla mnie dość intensywny i jestem zmęczona. Liczę, że odpocznę podczas świąt.
środa, 20 kwietnia 2011
Urok starych dworców
Zdjęcia dworca w Nowym Zagórzu zrobiłam jeszcze w zeszłym roku. Miałam przygotować porządną notatkę na temat kolei galicyjskiej. Niestety jakoś czasowo nie wyszło, a fotografie chciałabym w końcu pokazać. W wielu miejscowościach ostały się jeszcze stare budynki dworcowe, chociaz życie na nich prawie zamarło. Ludzie niewiele podróżują pociągami. Składy jeżdżą coraz krótsze, wagony niemal puste. Zamyka się budynki dworcowe, perony zarastają trawą. Mało tego - często wyburza się na stacjach stare budyneczki czy budki drużników pochodzące niekiedy z XIX wieku. Niszczejącym jest m.in. dworzec w Nowym Zagórzu. Tory zarosły trawą, najczęściej przejeżdzają tamtędy pociągi towarowe i te nieliczne pasażerskie wyruszające ze stacji ze Starego Zagórza.
Życie tutaj, jakby stanęło w miejscu. Przed budynkiem stary popererelowski skwerek z bukszpanem. Na balkonie ohydny dywan wiszący tam chyba cały sezon, bo przyjeżdżałam kilkakrotnie, by zrobić zdjęcia i wycofywałam się ze względu na ten dywan psujący mi widok budynku... W końcu wyjścia nie było i został uwieczniony na fotografii.
Dworzec od strony torów. Trawa wdziera się już niemal pod zadaszenie pierwszego peronu
...i zbliżenie
detal
* * *
Tydzień przedświąteczny nie sprzyja robótkom, zresztą jakoś tak dużo pracy i zajęć mam ostatnio i mało czasu wolnego. Sweterek Audrey utknął na etapie połowy pierwszego rękawa. Realizacja kanalizacji w chałupie - chwilowo też. Umówieni na dzisiaj fachowcy, którzy mieli podłączać rury - nie dotarli. Kolejne podejście jutro.
Dziękuje za komentarze. I miło mi powitać kolejne czytelniczki mego bloga: Annę z Leska i Marię z Pogórza Przemyskiego.
Pragnę też podziękować Teresie za cudowną pięknie haftowaną kartę świąteczną. Teniu - dziękuje bardzo!Oczywiście pochwalę się nią na blogu, ale nie było jeszcze okoliczności, by zrobić fotkę. To już jest druga haftowana karta od Teresy - pierwszą dostałam na Boże Narodzenie. I też sobie ją oprawię w ramki. A podziwiam hafty Teresy bardzo - bo ja tak pięknie haftować nie potrafię. Dodam jeszcze, że warto zajrzeć na blog Teresy, która podaje tam przepis na ser suszony do żuru wielkanocnego. Arcyciekawa i niezwykła propozycja dania wielkanocnego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)























