Obserwatorzy

czwartek, 4 czerwca 2015

Cergowa

Wyruszyliśmy czerwonym szlakiem między Jasionką a Lubatową. Wyprawę zorganizował brat, który wpadł w odwiedziny. Wycieczka niezbyt męcząca (6 km w obie strony). Tyle, że potem jeszcze ruszyliśmy do pustelni św. Jana z Dukli, obejrzeliśmy skansen w Zydnarowej i cerkiew w Zawadce Rymanowskiej.

Widok na Cergową
 
Cergowa (inne nazwy: Cergowska Góra, Wielka Góra, 716 m n.p.m.) – zalesiony szczyt w Beskidzie Niskim, w paśmie Beskidu Dukielskiego, na południowy wschód od Dukli. Posiada trzy wierzchołki: (od zachodu) 716 m n.p.m. (z żelaznym krzyżem), 683 m n.p.m. i 681 m n.p.m. Jej sylwetka góruje nad Duklą.




My ruszyliśmy od tego najniższego, by dotrzeć do wierzchołka z żelaznym krzyżem.
Trasa wiedzie cały czas lasem. Na stokach góry znajduje się rezerwat przyrody tzw. Rezerwat Tysiąclecia na Cergowej Górze - występują tu lasy mieszane: olszynka karpacka, wielogatunkowy grąd, jaworzyna górska i ponad 100 okazów cisa pospolitego.




Cergowa jest jedynym takim wzniesieniem w okolicach Rymanowa i Iwonicza, toteż już w XIX wieku turyści przebywający w tych uzdrowiskach - wyprawiali się na górę.




Tym razem towarzyszył nam pies brata i bratowej. Ifki nie mogłam zabrać, gdyż atakuje Melę.

wtorek, 2 czerwca 2015

Historia pewnego gniazdka

Wysokość mojego trzeciego piętra osiągnęła jodła posadzona kiedyś pod oknami - drzewo samo w sobie dość liche, o rzadkich gałązkach i wątpliwej urodzie. Na wprost mojego kuchennego okna, między pomiędzy gałęziami było sobie gniazdko - tak już ze dwa lata. Tej wiosny jakoś nie od razu zaobserwowałam, że zostało zasiedlone. Dopiero ostatnie deszcze i fakt, że wiatry miotały drzewem na lewo i prawo, zwróciły  moją uwagę na to, że gniazdo nie jest puste. Zobaczyłam, że ptasia mama ofiarnie osłania młode. Rozłożyła skrzydła jak parasol i przyjmowała na siebie  spadające krople ulewy. Od czasu do czasu tylko zmieniała pozycję - nawet nie wyruszała w poszukiwaniu pożywienia.

Widać krople deszczu na szybie
 
Już po deszczu...
 
Kolejny dzień - jeszcze zimno, ale już nie deszczowo - ptasia mama  pracowicie, co chwilkę przynosiła coś do zjedzenia. Zaobserwowałam, że czekały trzy otwarte dzioby. Matka uwijała się jak w ukropie.


Kolejny dzień ujawnił, że pisklaki są już dosyć spore, ładnie upierzone, chociaż jeszcze  nie urosły im lotki, wydawały się rozkoszne w swym pisklęcym puchu. W gniazdku zaczęło się robić ciasno i widać było, że coraz to któreś pisklę próbuje swych sił, a to w puszeniu piórek, a to w dziobaniu się pod skrzydełkiem, a to w staniu na brzegu gniazda. Pomyślałam, że lada chwila małe wylecą z gniazda.




Dziś rano mama jeszcze donosiła jedzonko i zajmowała się ofiarnie maluchami.





Wróciliśmy wieczorem z ogrodu. Popatrzyłam przez okno, a tam... Gniazdo puste - zostało jedno, małe, samotne pisklę.


Nie było rodzeństwa, nie ma mamy, która nie zajrzała do malca ani razu zanim zapadł zmrok. Małe stało na brzegu gniazdka. Jednak nie mogło się zdecydować na jego opuszczenie. Pewnie rano głód zmusi je do tego.

Ptasia rodzina to chyba drozdy - nie jestem ornitologiem, nie znam się za bardzo na ptakach. Nieco obawiam się o małe, gdyż tu na osiedlu żyją koty dokarmiane przez mieszkańców i istnieje obawa, że mogą na ptaszki, nieporadne jeszcze przecież - zapolować.
A z kolei pod chałupą w Zagórzu, w krzaku czarnego bzu uwiły sobie gniazdo rudziki. Cudownie śpiewają i latają wokół. Chciałam zrobić zdjęcia, kiedy uwijały się pod krzakiem, ale dziś nie miały ochoty. Zrobiłam tylko to jedno w gniazdku. Jak się dobrze przyjrzeć - to widać ogonek i oko:


Czarny bez zaczyna kwitnienie - chyba z tego krzaka nie będę zbierać kwiatów, by ptaków nie stresować.

Edycja
Kiedy rano wychodziłam do pracy - małe jeszcze stało na gnieździe. Ruszyło się nieco - wskoczyło na wyższą gałązkę. Pokazała się też ptasia mama, która wyraźnie zachęcała małego ptaszka, żeby w końcu ruszył w kierunku ziemi. Wieczorem, kiedy wróciłam do domu, maleństwa już nie było.
Dodam jeszcze, że z przykrością zaobserwowałam, właśnie rankiem, kota wyłaniającego się z paproci rosnących pod drzewem... Hmm - nie chcę nawet myśleć o najgorszym.

sobota, 30 maja 2015

Po okresie zimna i deszczu

przyszły w końcu pogodne dni. Słońce rozlało się szeroko ujawniając bujność i zieleń majowej przyrody. Postanowiłam skorzystać z ciepła i słońca, którego już wyraźnie mi brakowało. Wczoraj i dzisiaj testowałam nową trasę w Zagórzu - nigdy jeszcze tamtędy nie chodziłam.
 Zieleń traw
 
... i paproci zarastających kiedyś uprawne pola
 


Pole rzepaku cudownie żółtego - wzdłuż którego
wiodła polna błotnista droga

Okazało się, że docelowo drogą leśną i wzdłuż pól można od naszej chałupy dowędrować do Poraża (ja do Poraża nie doszłam - bo tego nie zakładałam). Ostatecznie wczoraj i dzisiaj zrobiłam po około 7 km (razem 14), oczywiście w towarzystwie obydwu psów.




Trasa zupełnie nieuczęszczana - żywej duszy nie spotkałam, widziałam tylko w błocie odbite spore kopyta i nie były to na pewno krowie, mieszkają więc w tych lasach jelenie (sarnie kopytka są znacznie mniejsze).



W oddali Góry Słonne
 
Słońce, rozedrgane promieniami powietrze, zieloność drzew i traw, niebieskość nieba - to wspaniały odpoczynek. Idzie się i nie myśli o problemach, tylko o pokonaniu dystansu. Psy zjadłszy wieczorny posiłek padły i śpią po wysiłku. Ja zmęczona koszeniem trawy u mojej mamy i dystansem - też odpuściłam sobie dzisiaj wieczorne ćwiczenia aerobowe.

czwartek, 28 maja 2015

Nieopodal Sanoka

rozłożona w malowniczej dolinie wzdłuż szosy: to pnącej się nieco w górę, to opadającej, leży wieś Poraż. Jeżdżę niekiedy tamtędy do pracy. I zawsze niezmiennie jestem pod urokiem krajobrazu pięknego o każdej porze roku (taki Beskid Sądecki w miniaturce - to oczywiście moje skojarzenie). Wieś w latach dawniejszych była obiektem różnego rodzaju niewybrednych dowcipów, takich w stylu o policjantach - nie ma to zbytniego uzasadnienia, gdyż jest ładna i zadbana, a ludzie mądrzy. Początki miejscowości sięgają wieków średnich i zapewne w przyszłości o niej więcej napiszę. Najstarszą budowlą we wsi jest kościół (z 1783 r.), ja jednak zwróciłam uwagę na stary budynek stojący przy kościele.


Dziś opuszczony, ale pobielony, zapewne przewidziany do remontu, jednak stojący tak sobie bez przeznaczenia. Okazało się, że jest to dawna plebania wzniesiona w pierwszej połowie XIX wieku na rzucie wydłużonego prostokąta. Część wschodnia plebani jest drewniana , część zachodnia murowana, otynkowana . Jest to budynek parterowy, podpiwniczony. Część zachodnia wskutek nierówności terenu ma wysokie sutereny, w których mieściła się kuchnia i mieszkanie dla gospodyni. Układ wnętrza górnej części jest jednotraktowy z sienią przelotową na osi . Piwnice są sklepione kolebkowo . Południowa elewacja jest siedmioosiowa z gankiem. Dach plebani jest dwuspadowy przyczółkowy, kryty blachą, z wydatnym okapem nad gankiem wspartym na czterech słupach.(cytat ze strony: http://poraz.pl/o-miejscowosci ).




 
 
Zainteresowała mnie oryginalna bryła budynku i fakt, że pozostawiony został taki, jak kiedyś go wybudowano - jeszcze ani ulepszony, ani rozebrany...
Z tyłu zwraca uwagę dziwna konstrukcja drewniana, ni to zabudowa tarasu, ni to budka jakaś. Kiedy przyjrzałam się uważnie stwierdziłam, że to nic innego tylko drewniana wygódka.



Powyższa strona internetowa podaje, że w budynku ma się mieścić muzeum - niestety niczego takiego nie wypatrzyłam.
Do Poraża jeszcze wrócę, kiedy wybiorę się, by zrobić zdjęcia kościoła.

wtorek, 26 maja 2015

Czas rabarbaru

Rabarbar to warzywo, jednak w Stanach Zjednoczonych traktowany jest jak owoc. A chociaż nadmierne jego spożycie nie jest zalecane z powodu dużej zawartości szczawianów, jednak jego pozostałe właściwości są nieocenione.

 


Poza witaminą C, zawiera B-karoten, witaminę E, wapń, żelazo, potas; w 100 g  ma 3,2 błonnika. Jest niskokaloryczny (w 100 g - 9 kcal); ma też niziutki indeks glikemiczny - 15.
Zawsze uwielbiałam placki z rabarbarem (teraz niestety ich nie jem) - jednak nic nie powstrzymało mnie, by taki upiec dla rodziny:



Zrobiłam też dżem rabarbarowy. W zeszłym roku, kiedy odkryłam przepis na dżem rabarbarowy z imbirem - sezon na to warzywo już się kończył. Teraz staram się wykorzystywać każdą łodygę. Niestety sama próbuję dżemiku tylko na czubku łyżeczki...




Kwaskowaty smak rabarbaru pasuje nie tylko do deserów, ale i do mięs, a także do łososia. Można go podawać jako mus, konfiturę, sos. W czasie ciepłej wiosny  doskonały jest także kompot z rabarbaru. Poza imbirem świetnie komponuje się smakowo z pomarańczą, cynamonem, truskawkami.

Tu kwiat rabarbaru w funkcji ozdobnej
 
Rabarbar nazwę swą zawdzięcza Grekom  i pochodzi od słowa „rhabarbaros”, co znaczy „obcy znad Wołgi”, ale nie pochodzi z Rosji, lecz z Chin. To jego transport z Azji do Europy odbywał się właśnie tą rzeką.

Rabarbar, rzewień (Rheum L.) – rodzaj roślin należących do rodziny rdestowatych. Obejmuje około 60 gatunków występujących w subtropikalnej i umiarkowanej Azji(najdalej na zachód, do europejskiej części Rosji, sięga zasięg rabarbaru tatarskiego). Rośliny te rosną zwykle na górskich łąkach oraz w miejscach skalistych. Wiele gatunków rozpowszechnionych jest w uprawie jako rośliny ozdobne i lekarskie. Do częściej uprawianych należą: rabarbar dłoniasty, rabarbar kędzierzawy, rabarbar lekarski i rabarbar ogrodowy oraz mieszańce między rabarbarem kędzierzawym i ogrodowym.
 
Pokrój: okazałe byliny osiągają do 3 m wysokości, łodyga wyprostowana, podłużnie bruzdowana, nagą lub owłosiona.
Liście zebrane w rozetę przyziemną, poza tym także łodygowe, pojedyncze, całobrzegie, zatokowo-ząbkowane lub dłoniasto złożone. Blaszka szeroka, owalna lub trójkątna, wyrastająca na grubym ogonku liściowym. Liście rozety przyziemnej okazałe, większe od łodygowych.
Kwiaty: drobne, zebrane zwykle w okazałe, rozgałęzione kwiatostany. Okwiat trwały, sześcioczłonowy, różowy, biały lub zielony.
Owoce: trójkanciaste, oskrzydlone niełupki.

*   *   *
Postanowiłam edytować ten wpis w związku z pytaniami w komentarzach.
Sadzonki rabarbaru można kupić w sklepach ogrodniczych - widziałam w doniczkach, a najlepiej dostać od sąsiadów, u których rabarbar rośnie. Ten prezentowany na zdjęciu posadziłam w zeszłym roku (rozsadzałam stary rabarbar i podzieliłam na kilka sadzonek) - widać, że w tym roku jest bardzo dorodny.
Przepis na dżem rabarbarowy znalazłam w internecie. Robię go tak:
Składniki:
1 kg rabarbaru już obranego i pokrojonego na kawałki,
1 cytryna,
60/50 dkg cukru,
kawałek imbiru 1-2 cm.
Do pokrojonego rabarbaru dodaję starty imbir, wyciskam sok z jednej cytryny, zasypuję cukrem - mieszam i zostawiam na kilka godzin, żeby rabarbar puścił sok. Następnie smażę na wolnym ogniu do pożądanej konsystencji. Jedni lubią gęściejszy, inni rzadszy dżemik. Gorący przekładam do słoików - dla pewności jeszcze je gotuję.
Można robić dżem rabarbarowo - truskawkowy w sposób jw. - tylko rabarbar pól na pół z truskawkami.
 
Nie robiłam wekowanego rabarbaru jako przyprawy do mięs - tylko czytałam o takiej możliwości. Jedynie dodawałam do mięsa kawałki rabarbaru - z cynamonem i imbirem - nadaje ciekawy smak sosowi mięsnemu.
 
Literatura:
1.http://pl.wikipedia.org/wiki/Rabarbar

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails