Obserwatorzy

sobota, 11 lutego 2012

Żakardy. "Setesdal" – norweski wzór żakardowy

Historia dziewiarstwa
Setesdal to nie tylko nazwa miejscowości leżącej około 110 km od Kristiansand w Norwegii, gdzie żyje i pracuje Annemor Sundbø - to obecnie też nazwa tradycyjnego żakardowego swetra norweskiego zwanego także "setesdalgenser" (Setesdal sweater). No cóż trzeba by tu teraz opowiedzieć całą historię przywrócenia tego wzoru współczesności...
Annemor Sundbø (ur. 1949 r.) jest  projektantką, ekspertem, znawcą norweskiej historii dziewiarstwa, autorką kilku książek na temat  tradycji dziewiarskich  i historii dzianiny w Norwegii,  projektantem dzianin opartych o tradycyjne ludowe wzory. Jest osobą, która połączyła  wiadomości z historii dziewiarstwa  z historią kultury Norwegii. Obecnie  prowadzi wykłady na te tematy oraz warsztaty, na których uczy przędzenia wełny, haftu ludowego, projektowania dzianin.

Annemor Sundbø  - zdjęcie stąd

Książki Annemor Sundbø:

"Everyday Knitting: Treasures from a Ragpile",

"Strikking I Billedkunsten - Knitting In Art",
"Invisible Threads in Knitting",
"Setesdal Sweaters the History of the Norwegian Lice Pattern".



Zdjęcia stąd


W 1983 r. Annemor  kupiła, w pobliżu Kristiansand, fabrykę Torridal Tweed poddającą recyklingowi stare  wełniane ubrania. W tym czasie fabryka przerabiała  około 16 ton materiału, z którego wyrabiano m.in.  wypełnienie materaców. I to miejsce stało się dla Sundbø  niezwykłym. Tam właśnie znajdowała  często już bardzo zniszczone, ale dawne, tradycyjne dzianiny, które stały się jej źródłem wiedzy  na temat dawnego wzornictwa i techniki dziania, a z czasem inspiracją do opracowania własnych wzorów opartych o te tradycyjne.
Te stare wzory pochodzą z początku  XIX w. –  dowodem  są obrazy malarzy norweskich, na których utrwalili postacie ubrane w takie swetry (obrazy można zobaczyć w artykule Leili Nargi).
Ówcześni mężczyźni nosili wełniane spodnie o podwyższonej talii, dlatego sweter nie musiał być długi.




Tradycyjne wzory norweskie - zdjęcia stąd

Tradycyjny tzw. „lusekofte” zrobiony był z wełny owczej w naturalnym kolorze, z reguły dół swetra był biały, bo wpuszczano go w spodnie i nie chciano marnować kolorowej przędzy na dzianinę, która jest schowana. Sweter robiony był najczęściej w kolorze czarnym, na którego tle  wrabiano  pojedyncze „dziabki” imitujące  płatki śniegu.Translator wyrzucił mi nazwę "wszy".  Ponoć wzór "wszy" pojawił się na dzianinach jeszcze w XVIII wieku i stał się tak popularny, że obecnie już nie dojdzie się kto był jego autorem. Na ramionach  wrabiano charakterystyczny, geometryczny wzór żakardowy. Swetry dziano na okrągło. Przy mankietach  i koło szyi swetery ozdabiano  haftem, co nadaje im niezwykłego charakteru i oryginalności. Tu - sposób wykonania haftu.

Współczesne swetry inspirowane tradycyjnymi wzorami:
Zdjęcie stąd

Zdjęcie stąd


Warto przeczytać artykuł Leili Nargi w "Twist Collective";  

Również "Interweave  Knits", Winter 2011 zamieścił obszerny tekst na  temat Annemor Sundbø  link  do tego dokumentu.


Literatura:

czwartek, 9 lutego 2012

Różne drobiazgi

Niekiedy trzeba przeznaczyć  trochę czasu na "wyprodukowanie" drobiazgów mających konkretne, sensowne przeznaczenie, albo i takich, które mogą się przydać, acz nie są konieczne. Dzisiaj taka seria:
Woreczek - etui na aparat fotograficzny:


Pokrowiec został zrobiony wzorem ryżowym. Tutaj ciekawostka - woreczek jest robiony na okrągło, a zaczynam go  taką metodą, którą zaczyna się skarpetki robione od palców. Dawniej spód takiego woreczka zszywałam igłą, albo łączyłam metodą graftingu. Zalinkowana metoda pozwala ładnie i bez kłopotu zrobić dół woreczka.

Z kolei do wykonania znaczników zainspirowała mnie Tonka . Zobaczyłam u niej na blogu i  postanowiłam też takie sobie zrobić. Nie mam talentów biżuteryjnych, by markery robić z drutu i koralików, używam zwykle kółeczek plastikowych, które w dużych ilościach kupuję w pasmanterii i w tychże dużych ilościach gubię nieustannie. Kółeczka niespodziewanie spadają z druta i giną  gdzieś na podłodze, czy dywanie, a potem wciąga je odkurzacz. Nie sprawdzają  się też  znaczniki z włóczki w innym kolorze (także je gubię w trakcie roboty). Nie mogę także przyzwyczaić się do znaczników gotowych, o tego typu, które również w cudowny sposób wypadają z robótki.



Tyle, że ja moje kulki szydełkowe zawiesiłam na kółkach plastikowych. Zyskałam solidne znaczniki. Kiedy taki upadnie na podłogę, to go po prostu widać i nie ginie. Niebieskie zostały zrobione z grubszej bawełny i są dość duże; pozostałe  dziubałam już ze "Snehurki", a wypchałam wypełnieniem do maskotek.

A tu zimowe bransoletki ze sznureczków na drutach zrobionych taką metodą. Sznureczek robiłam z 4 oczek:



Pierwsza z cieniowanej bawełny; szaro-czarna z z mieszanki wełny i akrylu.

Na koniec pieczątka z Lidla, którą można użyć do produkcji własnych metek. Oto moje pierwsze próby:


Oczywiście pieczątkę kupiłam sobie  podczas podróży do Mszany, kiedy zjechaliśmy na chwilę do Lidla w Nowym Sączu. Chyba na jakichś blogach czytałam posty pań, które polecały taką pieczątkę. Czyniłam próby na papierze i na bawełnianej tasiemce. Wypadałby dopracować pomysł.

wtorek, 7 lutego 2012

Czapki męskie (3)

To chyba już ostatnie czapki męskie w tym roku. Niegroźna i lekka grudniowa zima zmieniła się nagle w prawie arktyczną i wymusiła, by te czapki "produkować".  
Pierwsza czapa - krasnal została zrobiona do kompletu (do tego szalika). Prawda, z pewnym opóźnieniem, a to dlatego, że nie bardzo udawało się nam ustalić, jaki ma być fason. W końcu stanęło na tym, że ma być długa i wisząca z tyłu. I chyba jest:

Druty 5 mm; włóczka Himalaya Padish  180 m/100 g (20% akryl, 30% wełna), kolor 50206; zużycie około 100 g

Wyszło niemal 100 g włóczki, bo czapa po prostu jest duża i długa. Ponieważ  włóczka sama w sobie układa się ozdobnie, nie pasował tu już żaden wzór, dlatego została wykonana  wzorem tzw. pończoszniczym.
Druga czapka z wełny niewiadomego pochodzenia, zrobiona wzorem żakardowym, powędrowała do mojego brata i ponoć w sobotę miała swój debiut  podczas wyprawy w góry:



Została zrobiona z tej samej wełny, z której robiłam tę czapkę w warkocze dla mojego męża. Tu jest tylko inny wzór - reliefowy.

poniedziałek, 6 lutego 2012

Prezent gwiazdkowy

od córki i zięcia został sfinalizowany przez nas w ostatni weekend. Był oryginalny. Dzieci zafundowały nam wyjazd do spa w Mszanie Górnej. Przyjechały do Sanoka, by być pod ręką, gdyby się coś działo u dziadków oraz żeby opiekować się psem. Zięć zawiózł nas do ośrodka (w niedzielę po nas przyjechał). A my z mężem mieliśmy oddawać się przyjemnościom pobytu: basen, jacuzzi, grota solna, sauna, masaż misami tybetańskimi.

Widok na ośrodek "Wyspa Mszanka"

Spędziliśmy uroczy weekend we dwoje. Uświadomiłam sobie, że nie wyjeżdżaliśmy nigdy razem (bez córki), właściwie od urodzenia dziecka. Faktycznie wróciliśmy zrelaksowani i wypoczęci. 
Niestety wyjazd wypadł w największe mrozy, toteż nie za bardzo udało nam się pozwiedzać miasteczko i okolicę. Nie dało się wytrzymać długo na takim zimnie. 




Migawki z miasteczka

Natomiast w ośrodku same atrakcje. Na przykład masaż misami tybetańskim.  Pani przykładała na kolejne części ciała różnej wielkości misy z mosiądzu chyba i uderzała w nie  pałeczką z filcowym zakończeniem - dźwięk i drganie przenosiły się na ciało. Taki masaż ma mieć działanie relaksujące, lecznicze i psychoterapeutyczne, ma przywracać harmonię organizmu, odprężać i rozluźniać. Dźwięki wnikające w ciało powodują wibrację i ruch komórek, co w efekcie ma dodać energii. 
Doskonałego relaksu dostarcza grota solna. Ściany zbudowane zostały z kawałków soli, dzięki czemu w pomieszczeniu wytworzył się specyficzny mikroklimat. Po kilkunastominutowym pobycie  czuje się na ustach słony smak. Sól wpływa pozytywnie na skórę, drogi oddechowe, działa przeciwgrzybicznie i przeciwalergicznie. Seans wzbogacony jest muzyko- i koloroterapią. I muszę przyznać, iż ten 45 minutowy  pobyt w grocie - faktycznie niezwykle relaksuje.



W ośrodku bryły soli można zobaczyć w różnych miejscach, jako element dekoracyjny. Są na prętach balustrady w kawiarni, w pokojach, w holu:


Wracaliśmy w fatalnych warunkach drogowych:


Na dużej części trasy droga była po prostu biała. Na szczęście zięć jest doskonałym kierowcą, a więc czułam się bezpiecznie w samochodzie. W pewnym momencie minęliśmy na trasie do Dukli (i nie była to żadna boczna droga) autentyczne sanie ciągnione przez konia. Jak za dawnych lat...

środa, 1 lutego 2012

Rowan 51, vintage i kołnierzyki szydełkowe

Kołnierzyki w stylu "bebe", albo  "Piotruś Pan" - znowu modne. Pamiętamy je z czasów młodości, kiedy nosiło się  takie do fartuchów szkolnych, albo do granatowych, czy czarnych sukienek.  Szydełkowe przypomniała na swym blogu Reni.  Mnie po części zauroczyła nowa kolekcja Rowan Knitting & Crochet Magazine 51 .  Szczególnie spodobały mi się sweterki w stylu vintage, w tym dwie bluzeczki właśnie z kołnierzykami: 




W tym numerze Rowan jest jeszcze kilka  bardzo ładnych modeli sweterków: St Tropez, Monaco, czy też dwie urokliwe bluzeczki polo: Rosa i Antibes.
Kiedy zobaczyłam te bluzki z koronkowymi kołnierykami oczywiście chwyciłam za szydełko i także zaczęłam robić kołnierzyki, jednak pokażę je w innym wpisie.
Moda na kołnierzyki trwa, propopnuje się różniaste np. takie odcięte od koszuli męskiej, odpowiednio ozdobione i noszone np. do bluzki bez kołnierzyka, albo do sweterka. A więc niezupełnie mieszczące sie w konwencji  kołnierzyka dla grzecznej panienki, a bardziej pełniące funkcję specyficznego naszyjnika. Widziałam takie przeróbki kołnierzyków na blogach, jednak nie pomnę na jakich. Nosi się kołnierzyki bebe i koszulowe, małe i większe, szydełkowe, skórzane, futrzane, atłasowe;  z cekinami i naszytymi guzikami; ozdobione koronką i fredzelkami;  luźno zapięte na szyi, a ubrane do sukienki z dekoltem, wiązane tasiemką itd. itd. Widziałam  nawet gdzieś kursik, jak wykonać kołnierzyk z serwetek szydełkowych. 

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails