Obserwatorzy

wtorek, 14 października 2014

Moje zmagania cd.

Dziękuję za liczny odzew na post: "Moje zmagania". Za słowa wsparcia, rady, zachętę do dalszej pracy nad sobą. Odezwały się licznie osoby zdrowe, dotkniętych cukrzyca raczej niewiele. Jednak nie zmienia to mojego wcześniejszego zamiaru, że od czasu do czasu coś na temat cukrzycy napiszę. Dziś nieco o pracy nad utratą wagi ciała. Właściwie odchudzać zaczęłam się zanim zdiagnozowano cukrzycę (jakieś 3 tygodnie wcześniej). Doszłam do takich rozmiarów, że zaczęłam już kupować ubrania większe (największe jak do tej pory). Jakoś mój dawny rozmiar 42/44 dziwnie się powiększył... Był to ostateczny sygnał,  żeby zabrać się za siebie. Lato sprzyjało, a córka moja, pracująca nad odzyskaniem formy i linii po ciąży, poleciła mi książkę Chodakowskiej. Zaczęłam więc od gotowania potraw zaproponowanych przez panią Ewę. Jak się później okazało, przepisy te w dużym stopniu wpasowują się w dietę cukrzyka. Na początek też zdecydowanie zwiększyłam dzienną aktywność fizyczną (co najmniej godzina bardzo szybkiego marszu z kijami).
Zdrowe odżywianie a nie głodzenie się, pięć małych posiłków dziennie, zero słodyczy, słodzonych soków owocowych, sosów, pieczywa, makaronów, pierogów, knedli itp. szybko przełożyło się na utratę średnio jednego kg na tydzień i gdzieś do połowy sierpnia schudłam sześć kg. Potem jeszcze dwa. Wrzesień przyniósł kolejna utratę dwóch. Razem dziesięć kg. Teraz walczę o jedenaste kilo.
W międzyczasie zdiagnozowano cukrzycę, więc poczytawszy na temat odżywiania, zaczęłam sprawdzać indeksy glikemiczne poszczególnych produktów, by wybierać te o najniższym. Jem dużo warzyw, ryb, trochę mięsa (głównie gotowanego),  nabiału (najczęściej biały ser i czasem jajka; ostatnio mały kubek jogurtu naturalnego). Stałym "posiłkiem" jest spożywanie - przeważnie na drugie śniadanie zielonych koktajli. Bazą zawsze jest seler naciowy (IG 15) blendowany z różnymi dodatkami: kawałek awokado, kawałek brzoskwini, szpinak, rucola, śliwka, gruszka itp.do tego dodaję łyżkę otrąb owsianych, 2 łyżki oleju lnianego i rozcieńczam zimną zieloną herbatą lub wodą mineralną (niegazowaną). Jest to napój o niskim IG i raczej małokaloryczny, ale bardzo zdrowy. Zawsze rano przygotowuję sobie taki koktajl do kubka termicznego  i zabieram do pracy na drugie śniadanie. Ostatnio wprowadziłam do diety chlebek "Pro-biotyk" (ziarna) - nie podnosi mi cukru, zjadam co drugi dzień 1-2 kromeczki.
Druga ważna rzecz - ruch.  Kiedy dni zaczęły robić się krótsze, nie zawsze udaje mi się po powrocie z pracy iść z psami i kijami, więc od września wprowadziłam ćwiczenia fitness - są to przeważnie treningi E.Chodakowskiej z YouTube. I przyznać muszę, że początkowo była to porażka. Nie mogłam wykonać poprawnie i wytrzymać większości ćwiczeń. Jednak po prawie 1,5 miesiąca ćwiczeń, są zdecydowane efekty: tkanka tłuszczowa się zmniejszyła, masa mięśniowa zwiększyła. Kondycja wzrosła - co jest widoczne podczas wędrówek górskich. Dawniej wspinaczka pod strome wzniesienie okupiona była przystankami, urywanym oddechem, czerwona twarzą i oczyma zalanymi potem. Teraz mogę iść pod górę, jak czołg, nie muszę tak często odpoczywać.
Kiedy zbyt późno wracam z pracy i nie mam możliwości wyjścia - biegam 4 x 3 piętra w moim bloku. To też jest ruch.
Reasumując: do utraty wagi przyczynia się: zdrowe odżywianie i dużo, dużo ruchu oraz oczywiście konsekwencja. W moim przypadku właściwe odżywianie i ruch - poza schudnięciem - ma wspomagać leki w obniżaniu cukru we krwi. Przyznam, że w tym czasie (od początku lipca) ze słodkich rzeczy zjadłam: 2 kawałki tortu (jeden na weselu, drugi na roczek wnuczki), 3 śliwki w czekoladzie, 3-4 pomadki z likierem, kawałek gorzkiej czekolady w górach. Owszem czasem mnie nachodzi na słodkie - ale trwam w uporze. Może, kiedy ustabilizuję wagę i cukier czasem sobie pozwolę na więcej.
Teraz właściwie nie mam co na siebie włożyć, gdyż ubrania stały się za duże (nawet te mniejsze, które czekały na moje schudniecie). Znalazłam się między rozmiarem już nie 42, ale jeszcze niezupełnie 40. Nawet spodnie od córki (kiedy schudła, dała je mnie), w które w sierpniu nie wchodziłam - teraz wiszą mi na tyłku. Na piątek potrzebuję ubrać się bardziej reprezentacyjnie - muszę sobie kupić nowy żakiet i coś na tyłek, gdyż po dzisiejszych próbach stwierdziłam, że dawny  kostium, po prostu na mnie wisi.

20 komentarzy:

El. pisze...

Nie odezwałam się, bo prawdę mówiąc ten pierwszy post i Twoje wyniki w walce z cukrzycą to dla mnie jakaś nierealna bajka. Trudno mi uwierzyć w tak szybkie i cudowne rezultaty.
U mnie zdiagnozowano cukrzycę kilka lat temu - biorę leki (tych wymienionych nie znam); ruszam się co prawda inaczej, bo opieka nad chorymi rodzicami, chory kręgosłup plus robota w ogrodzie to po całym dniu harówki nie mam już zupełnie sił i czasu na profesjonalne ćwiczenia; zmiana diety nie przyniosła obniżenia wagi (nawet po dwukrotnej ścisłej diecie z powodu trzustki nie schudłam nawet kilograma).
Dlatego trudno mi wykrzesać z siebie entuzjazm i pozytywne myślenie.

Ogród Aleksandry pisze...

Pięknie ! Bardzo motywujące. Pozdrawiam i podziwiam.

renya pisze...

Gratulacje! Widoczne efekty zawsze są najlepszą motywacją:) Życzę zdrowia i udanych zakupów:)

Dzianinowe Studio pisze...

Podziwiam Twoją silną motywację. Praca nad sobą należy do najcięższych, a Ty radzisz sobie świetnie. Powinnam brać z Ciebie przykład, ale... No właśnie- zawsze jest jakieś ale. Ujmę to tak- koniec biadolenia, czas się wziąść za pracę. Dziękuję za ten wpis. Pozdrawiam serdecznie.

Kasia J. pisze...

Jestem pełna podziwu dla Ciebie. Motywujesz mnie do tego, żeby w końcu wziąć się za siebie. Dziękuję Ci za to.
Pozdrawiam serdecznie.

3nereida pisze...

Jak czlowiek tyje nie ma co na siebie wlozyc i jak widac jak schudnie tez nie jest lepiej .Zaintrygowala mnie ta ksiązka.
Jestem pod ogromnym wrazeniem twojej silnej woli i wytrwalosci .Gratulacje .

Korespondentka wojenna pisze...

Rewelacyjnie! Gratuluje wytrwalosci i efektow pracy nad soba :) Moze na razie nie kupuj duzo ubran, bo chudniesz w takim tempie ze te nowe za niedlugo moga sie okazac za duze :))))
Trzymam kciuki!

Renata Soallina pisze...

Gratuluję silnej woli. Wiem po sobie jakie to trudne. Gdy czyta się, że tak świetnie Ci idzie -złudnie może wydawać się to niemożliwe. Ja jednak wiem, że Twoje wyniki są możliwe do odsiągnięcia i są efektem ciężkiej pracy jaką wykonałaś.Wiem, że na to składa się zarówno sporo wylanego potu i zadyszki jak również myślenie o tym co kupić do jedzenia, żeby było smacznie ale zgonie z konieczną dietą. Trzymam kciuki za dalszą wytrwałość :)

Antonina pisze...

Moje drogie Panie pragnące utracić wagę, to nie jest tak, że łatwo mi przyszło. Jeszcze w czerwcu zwyczajnie myślałam, że mnie i ćwiczeniom jest nie po drodze, a dieta - no przecież odżywiam się w miarę zdrowo, a że czasem podjadam to wafelka, to ciasteczko -to nic wielkiego.
Druga sprawa - jak widać, czas włożony w odzyskanie formy i zmniejszenie wagi przekłada się na brak czasu na inne rzeczy, chociażby robótki, które mi się ślimaczą.
El, nie ty jedna masz problemy osobiste i bywasz zmęczona, trzeba w tym wszystkim z czegoś zrezygnować i znaleźć czas dla siebie. Też mam problemy i nie ma nadziei na rozwiązanie, będzie tylko gorzej. Pracuję, co zabiera sporo czasu, mam starą matkę wymagająca opieki, chorego męża wymagającego opieki, ogród, psy. Jestem jedyną osobą w domu, na której spoczywają wszystkie obowiązki: od załatwiania wszystkich spraw, zakupy, nawet do przetykania zatkanego kibla... W tym wszystkim muszę znaleźć czas dla siebie, żeby nie oszaleć. Więc jakoś funkcjonuję. Zawsze mam zaległości i coś jest niewykonane. A najczęściej to ćwiczę dopiero około godziny 23- bo wcześniej nie wyrabiam. Niekiedy oczy zamykają mi się ze zmęczenia na stojąco.
Po prostu trzeba pomyśleć o sobie, bo kto pomyśli o Tobie?
Nie są to cudowne rezultaty - no tyle, że schudłam. Wciąż walczę z wysokim cukrem, który robi się wyższy im bardziej jestem zmęczona i niewyspana, wciąż próbuję uaktywnić trzustkę i podleczyć wątrobę. Nie wiesz ile siły kosztują mnie codzienne ćwiczenia, kiedy padam na tzw. ryj i poszłabym spać, otwieram kopa uruchamiam program i ćwiczę...Odpuszczam sobie tylko wtedy, kiedy jestem po wycieczce.

Dziś kupiłam mundurek: spodnie w rozmiarze 40, żakiet 42 (małe). Zawsze byłam szczuplejsza w pupie i rozwinięta w piersiach.

Alina Szwarczyńska pisze...

Hej. U mnie stwierdzono podwyższony cukier w listopadzie ubiegłego roku.Zalecono mi dietę i dużo ruchu.
Akurat byłam po operacji kręgosłupa i nadwaga była moim wrogiem. Ochoczo podeszłam do ćwiczeń,kijomarszów i zajęć w wodzie. Waga spada, cukier też i obyło się bez leków no i nadciśnienie zniknęło, tablety poszły w kąt. Trzymam kciuki za Ciebie i przy okazji za siebie też.

Anonimowy pisze...

Witaj! Nie raz chciałam zostawić jakiś ślad w postaci komentarza, byś wiedziała, że Twój blog jest dla mnie źródłem inspiracji robótkowych i zwyczajnie go lubię za wszystko inne. Mam podobne problemy z wagą, a zdrowotnie na szczęście nie cukrzycę, lecz niedoczynność tarczycy (zdjagnozowaną wczesnym latem). Zaczęłam się więc usprawiedliwiać, że i tak nie schudnę, i dopiero wynik na wadze wysoki jak nigdy dotąd otrzeźwił mnie trochę. Dopiero zaczynam, ale mam nadzieję, że wezmę sobie Twoje słowa do serca. Dzięki, że chcesz się z nami dzielić swoimi doświadczeniami również na tym polu. A 40 nosiłam jakieś naście+ lat temu i komu to przeszkadzało? Pozdrawiam Cię serdecznie - Teresa

KonKata pisze...

takie ciuchowe zakupy są strasznie miłe
trzymam kciuki za dalsze sukcesy !!!
pozdrawiam cieplutko !!!!!!!

Antonina pisze...

...w moim komentarzu miało być "otwieram kompa", a nie "kopa".
Zapomniałam dodać, że też jestem po złamaniu kręgu w kręgosłupie, który czasem pobolewa... i ćwiczę. To właśnie podczas zwolnienia lekarskiego z powodu ww. złamania - założyłam tego bloga...

Cieszę się, że Panie się odzywają.
Naprawdę warto powalczyć o swoje ciało, kiedy się jest w wieku dojrzałym i wydaje się, że już się nie da. Nie róbmy z siebie zbabiałych babć.

El. pisze...

Antonino - to nie jest tak, że bywam zmęczona. Ja cały czas żyję z bólem kręgosłupa i nóg (a to jest podstawa naszego całodziennego poruszania się), walczę z lekarzami o jakąś skuteczną terapię i nie mam już z czego zrezygnować. To co robię to podstawowe rzeczy na dwa gospodarstwa - niezbędne minimum, ale i tak ono zabiera mi całe dnie i wszystkie siły. I też sama ciągnę ten wózek.

Anonimowy pisze...

Atonino!
Przepraszam za pytanie,ale ile jeszcze masz do emerytury.Pytam dlatego poniewaz wiecej wolnego czasu bardzo by Ci sie przydalo.
Zupelnie inaczej sie zyje jak nie musi sie leciec do pracy,a obowiazkow i tak jest duzo,ze caly dzien jest zapelniony
Ewa

Antonina pisze...

El - a jednak twierdzę, że człowiek ma jakiś wybór, nawet, kiedy wydaje się, że zupełnie go nie ma. Odpuść sobie trochę np. pracę w ogrodzie.
Tereso - tak trzymaj!

Ewo - właściwie już mogłabym iść na emeryturę, we wrześniu strzeliło mi dodatkowe pół roku wynikające z nowej ustawy. Jednak chciałabym jeszcze popracować, gdyż wyliczoną hipotetyczną emeryturę mam dość niską, ponieważ kapitał początkowy naliczono mi z okresu najmniej dla mnie korzystnego. Nie wyobrażam sobie życia za 50% mojej dotychczasowej pensji, dlatego chciałabym popracować jeszcze przynajmniej z rok. Nasze dochody spadłyby drastycznie (maż jest na rencie).

Anonimowy pisze...

Faktycznie 50% pensji to za malo na emeryture,.Niestety nie masz wyjscia musisz jeszcze popracowac zeby spokojniej pozniej zyc.
Trzymam za Ciebie kciuki Antonino i pozdrawiam
Ewa

wilddzik pisze...

Pani zmagania nie tylko z chorobą, ale i z życiowymi problemami są godne podziwu. Trzymam kciuki za walkę z cukrzycą i przesyłam Pani życzenia zdrowia i nieustającej motywacji do zachowania zdrowego trybu życia. Serdecznie pozdrawiam Pani Antonino!

Pani Kowalska pisze...

Gratuluję podjętego wysiłku!
O zdrowie warto powalczyć :)
Cukrzyca to zmora naszych czasów, a lekarze mają przeważnie słabe pojęcie czym jest ta choroba, i co ją wywołuje...
Nie raz nawet o diecie się nie zająkną!
Widzę, że przestudiowałaś dogłębnie informacje na temat diety przy cukrzycy, dodam tylko od siebie, że jeżeli używasz sztucznych słodzików, to z nich zrezygnuj, bo ogłupiają trzustkę nie gorzej, niż cukier ;)
I chciałabym przestrzec osoby czytające Twojego bloga, żeby zawczasu zmieniły trochę swój sposób odżywania, bo żywność przetworzona, biała mąka, napoje gazowane, wyroby z kukurydzy, a zwłaszcza słodycze z dodatkiem syropu glukozowego mogą wywołać cukrzycę u osób ze słabszą trzustką! Tak więc zrezygnujcie chociaż z białego chleba, napojów ze sklepu i kupowanych słodyczy, zróbcie to dla swojego zdrowia :)

Antonina pisze...

Pani Kowalska - dziękuję za komentarz. Twoja uwaga, by zawczasu zrewidować swe nawyki żywieniowe - bardzo trafna.
W ogóle niczego nie słodzę od lat - a więc nie używam ani cukru, ani słodzików. No dawniej, kiedy byłam przeziębiona to używałam miodu lub soku malinowego lub z czarnego bzu - teraz już tego nie.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails