Obserwatorzy
niedziela, 17 czerwca 2012
wtorek, 12 czerwca 2012
Bieszczadzka ciuchcia
Niedaleko Cisnej w miejscowości Majdan mieści się główna stacja kolejki bieszczadzkiej. Już sam przejazd kolejką stanowi nie lada atrakcję, jednak samo miejsce, gdzie stacjonuje, jest równie ciekawe.
Majdan jest to niewielka osada leśna leżąca w dolinie Solinki. Tutaj kiedyś rodzina Fredrów zbudowała hutę żelaza, a na początku XX w. pracowały w tej miejscowości dwa tartaki dające utrzymanie robotnikom i ich rodzinom, dlatego powstała konieczność zbudowania stacji przeładunkowej. Niestety w wyniku działań wojennych tartak spłonął w 1939 r.; potem odbudowany przez Niemców, ponownie został spalony w czasie walk z UPA.
W czasach Polski Ludowej kolejka służyła do transportu drzewa pozyskiwanego w tym rejonie. Wybudowano parowozownię w Rzepedzi, warsztaty w Nowym Łupkowie, stacje w Rzepedzi, Smolniku, Nowym Łupkowie, Wetlinie. A w samym Majdanie powstały budynki mieszkalne dla robotników i ich rodzin.
W 1994 r. kolejka została wpisana do rejestru zabytków. Dzięki Fundacji Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej w 1997 r. ponownie wyjechała - już jako atrakcja turystyczna tego regionu.
Kolejka kursuje w sezonie turystycznym od 1 maja do 30 października na trasie o łącznej długości 33 km. Trasa nr I to Majdan - Przysłup - Majdan ; Trasa nr II: Majdan - Balnica - Majdan. Można zamówić przejazd specjalny. Czas przejazdu cennik i inne szczegóły można znaleźć na stronie internetowej bieszczadzkiej ciuchci.
Nas urzekły stojące na stacji stare parowoziki (akumulatorki w aparacie odmówiły współpracy i nie ma zdjęć), oglądaliśmy wagony, budynek stacji, w którym mieści się małe muzeum (niestety przyjechaliśmy zbyt późno, żeby je zwiedzić i przejechać się kolejką). Na tej małej, urokliwej stacyjce czas się zatrzymał. Warto na trasie wędrówek górskich znaleźć trochę czasu i zobaczyć żyjący kolejowy skansen, bo przecież kolejka jeździ...
Budynek stacji
Majdan jest to niewielka osada leśna leżąca w dolinie Solinki. Tutaj kiedyś rodzina Fredrów zbudowała hutę żelaza, a na początku XX w. pracowały w tej miejscowości dwa tartaki dające utrzymanie robotnikom i ich rodzinom, dlatego powstała konieczność zbudowania stacji przeładunkowej. Niestety w wyniku działań wojennych tartak spłonął w 1939 r.; potem odbudowany przez Niemców, ponownie został spalony w czasie walk z UPA.
Zabytkowa studnia
Kiedy jednak w Bieszczadach rozbudowano sieć dróg, eksploatacja kolejki stała się nieopłacalna.
Ze szczegółową historią kolejki można się zapoznać tu.
Kolejka wjeżdża na stację
W 1994 r. kolejka została wpisana do rejestru zabytków. Dzięki Fundacji Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej w 1997 r. ponownie wyjechała - już jako atrakcja turystyczna tego regionu.
Nas urzekły stojące na stacji stare parowoziki (akumulatorki w aparacie odmówiły współpracy i nie ma zdjęć), oglądaliśmy wagony, budynek stacji, w którym mieści się małe muzeum (niestety przyjechaliśmy zbyt późno, żeby je zwiedzić i przejechać się kolejką). Na tej małej, urokliwej stacyjce czas się zatrzymał. Warto na trasie wędrówek górskich znaleźć trochę czasu i zobaczyć żyjący kolejowy skansen, bo przecież kolejka jeździ...
Źródło:
1.Folder "Bieszczadzka Kolejka Leśna.
niedziela, 10 czerwca 2012
Kobieta z taczkami
Rzeźba kobiety z taczkami stoi przy galerii rzeźbiarskiej na trasie w Bieszczady (Nowy Zagórz). Spodobała nam się, oglądamy ją jeżdżąc do chałupy. Dziś w końcu zatrzymałam się, by zrobić zdjęcie:
Autorem jest Mariusz Mogilany, członek Bieszczadzkiej Grupy Twórców Kultury, współtwórca parateatralnej grupy "Patio". Artysta tworzy używając nie tylko dłuta, ale i piły spalinowej oraz siekiery. Mieszka w Zagórzu, nieopodal wzgórza klasztornego, gdzie znajduje się jego pracownia. Tu można zobaczyć filmik, pokazujący m.in. tę pracę w fazie powstawania.
Autorem jest Mariusz Mogilany, członek Bieszczadzkiej Grupy Twórców Kultury, współtwórca parateatralnej grupy "Patio". Artysta tworzy używając nie tylko dłuta, ale i piły spalinowej oraz siekiery. Mieszka w Zagórzu, nieopodal wzgórza klasztornego, gdzie znajduje się jego pracownia. Tu można zobaczyć filmik, pokazujący m.in. tę pracę w fazie powstawania.
A mojemu mężowi kobieta z taczkami skojarzyła się z zupełnie inną rzeźbą: Molly Malone z irlandzkiego Dublina. Molly też została przedstawiona z taczkami (nieco innymi), na których miała kosze z rybami, którymi handlowała. Ponoć zmarła młodo na febrę. Pomnik autorstwa Jeanne Rynhart przy ul. Grafton Street w Dublinie został postawiony w 1987 r. z okazji obchodów tysiąclecia istnienia miasta. Sama postać Molly jest niemal legendarna, nie ma źródeł potwierdzających istnienie takiej osoby, chociaż wiele kobiet tak właśnie się nazywało. Właściwie to Molly została rozsławiona piosenką pt. "Molly Malone", która w Irlandii stała się nieoficjalnym hymnem Dublina i pieśnią śpiewana przez kibiców sportowych.
I tak dla porównania obu koncepcji artystycznych zdjęcie kobiety z taczkami z Dublina:
Na tym zdjęciu ja z moim mężem podczas zwiedzania Dublina
No inne te kobiety, chociaż koncepcja podobna. To tak jak z robótkami: kiedy coś wymyślimy, sądzimy, że jesteśmy pierwsze, a bywa, że przed nami już to wymyślono...
piątek, 8 czerwca 2012
Na Tarnicę
Na kolejną wyprawę z bratem wyjechaliśmy wczoraj o 6 rano do Ustrzyk Górnych. Naszym celem była Tarnica. Chcieliśmy zobaczyć panoramę Bieszczadów z polskiej strony, ze spojrzeniem na szczyt Pikuj (Ukraina). Niestety wczesne, ostre słońce później w górach już nie świeciło. Tzn. świeciło w dolinach, a nad Szerokim Wierchem i Tarnicą zawisły ciemne, ołowiane chmury i pasma górskie na horyzoncie wyraźnie były zamglone.
Wędrowaliśmy od Ustrzyk Górnych czerwonym szlakiem (Główny Szlak Beskidzki) przez Szeroki Wierch, którego najwyższym szczytem jest Tarniczka (1351 m n.p.m.). Jest to trasa mniej uczęszczana, gdyż większość turystów wybiera wejście niebieskim szlakiem od Wołosatego, jest ono krótsze. Nam zależało na podziwianiu widoków z połonin Szerokiego Wierchu i stąd ten wybór. Zresztą wracaliśmy tą samą trasą (nie mieliśmy ochoty na powrót do Ustrzyk asfaltem).
Na wysokości 1275 m n.p.m. leży przełęcz Sidło - tu krzyżują się szlaki niebieski z czerwonym:
Po 15 minutach jesteśmy już na najwyższym szczycie Bieszczadów Tarnicy (1346 m n.p.m.). Stąd można oglądać: Szeroki Wierch, Krzemień, Kopę Bukowską, Halicz, Połoninę Caryńską, no i przy dobrej pogodzie, gdzieś na horyzoncie Pikuj, który wczoraj był prawie ukryty w chmurach.
Stoi tu krzyż (ten od 2000 r.):
Tam gdzieś w chmurach majaczy Pikuj - właściwie niewidoczny:
Ciekawostką jest fakt, że co roku w Wielki Piątek wędruje na Tarnicę pielgrzymka połączona z drogą krzyżową.
Wczorajsza pogoda była dosyć typowa (jednak dawno w górach o tej porze roku nie wkładałam na siebie bluzy polarowej i kurtki - było po prostu bardzo zimno). Gdy schodziliśmy oczywiście ocieplało się i ostatecznie rozebraliśmy się do krótkich rękawów.
Turystów sporo, głownie młodzieży. Spotkaliśmy na przełęczy nawet mężczyznę w ciemnym garniturze i mesztach...
W drodze powrotnej jeszcze oglądaliśmy to i owo, by ostatecznie wylądować w Cisnej, gdzie świętowano finał IX Biegu Rzeźnika i przygrywał zespół folkowy: "Wiewiórka na drzewie":
Wędrowaliśmy od Ustrzyk Górnych czerwonym szlakiem (Główny Szlak Beskidzki) przez Szeroki Wierch, którego najwyższym szczytem jest Tarniczka (1351 m n.p.m.). Jest to trasa mniej uczęszczana, gdyż większość turystów wybiera wejście niebieskim szlakiem od Wołosatego, jest ono krótsze. Nam zależało na podziwianiu widoków z połonin Szerokiego Wierchu i stąd ten wybór. Zresztą wracaliśmy tą samą trasą (nie mieliśmy ochoty na powrót do Ustrzyk asfaltem).
Na wysokości 1275 m n.p.m. leży przełęcz Sidło - tu krzyżują się szlaki niebieski z czerwonym:
Po 15 minutach jesteśmy już na najwyższym szczycie Bieszczadów Tarnicy (1346 m n.p.m.). Stąd można oglądać: Szeroki Wierch, Krzemień, Kopę Bukowską, Halicz, Połoninę Caryńską, no i przy dobrej pogodzie, gdzieś na horyzoncie Pikuj, który wczoraj był prawie ukryty w chmurach.
Ten grzbiet na horyzoncie - to Krzemień
Tam gdzieś w chmurach majaczy Pikuj - właściwie niewidoczny:
Tak Pikuj wygląda ze strony ukraińskiej:
Ciekawostką jest fakt, że co roku w Wielki Piątek wędruje na Tarnicę pielgrzymka połączona z drogą krzyżową.
Wczorajsza pogoda była dosyć typowa (jednak dawno w górach o tej porze roku nie wkładałam na siebie bluzy polarowej i kurtki - było po prostu bardzo zimno). Gdy schodziliśmy oczywiście ocieplało się i ostatecznie rozebraliśmy się do krótkich rękawów.
Turystów sporo, głownie młodzieży. Spotkaliśmy na przełęczy nawet mężczyznę w ciemnym garniturze i mesztach...
W drodze powrotnej jeszcze oglądaliśmy to i owo, by ostatecznie wylądować w Cisnej, gdzie świętowano finał IX Biegu Rzeźnika i przygrywał zespół folkowy: "Wiewiórka na drzewie":
czwartek, 7 czerwca 2012
"Zpagetti" w praktyce (4). Tunika
Raczej ciekawość powiodła mnie w kierunku takim, by ze "Zpagetti" spróbować zrobić coś z odzieży. Dlatego ten wyrób traktuję jako eksperyment. Tworzywo jest grube i raczej ciężkie, niektóre motki mają nić charakteryzującą się dość dużą rozciągliwością. Dzianinę należy wykonywać grubymi drutami lub szydełkiem. Ja robiłam szydełkiem 15 mm i 12 mm oraz drutami 12 mm (grubszych nie miałam). Np.niezbędnik wykonany na drutach tej grubości trzyma formę, dlatego, że jest zrobiony dość ciasno, a akurat nić tego "Zpagetti" była zdecydowanie elastyczna i rozciągliwa. Równie elastyczna jest nitka czarnego "Zpagetti", ale cieńsza. Dlatego pokusiłam się o próbę wykonania ubrania, konkretnie tuniki. Jednak ograniczenia w postaci posiadania zaledwie 120 m nitki spowodowały, że tuniczka wyszła nieduża, ot tak w rozmiarze na szczupłą nastolatkę.
Oczywiście należy mieć świadomość, że dzianina jest gruba i dość ciężka. Nie każdy może lubić tak grube sploty dzianiny. Osóbka szczupła może coś takiego nosić bezkarnie, paniom bardziej okrągłym gruba dzianina doda kilogramów.
Konkludując:
Druty 12 mm; włóczka:"Hoooked Zpagetti" 92% bawełny, 8% elastik; 120 m/1motek
Tunikę prezentuje Klaudia - piętnastolatka, która uczyniła mi tę uprzejmość, że zgodziła się na pozowanie
Aby uzyskać dużą rzadkość dzianiny, a dysponowałam tylko drutami 12 mm, zdecydowałam się na prosty wzór powiększający oczka. Na prawej stronie robiłam 1 ocz. prawe, narzut (powtarzać). Na lewej stronie przerabiałam wszystkie oczka na lewo spuszczając luźno narzuty. Tunikę robiłam na okrągło, by jak najmniej zszywać, gdyż przy tak grubej dzianinie szwy są niewskazane. Wyrób ma zeszytą część pod pachami, tam, gdzie musiałam dodawać oczka na kimono oraz osobno wyrabiać przód i tył. Ramiona zostały "zeszyte", w taki sposób, że przerobiłam razem oczka przodu i tyłu. Tunika ma wzór dwustronny: można ja nosić na prawą lub lewą stronę.
Strona prawa
Strona lewa
I jeszcze jedno zdjęcie:
Oczywiście należy mieć świadomość, że dzianina jest gruba i dość ciężka. Nie każdy może lubić tak grube sploty dzianiny. Osóbka szczupła może coś takiego nosić bezkarnie, paniom bardziej okrągłym gruba dzianina doda kilogramów.
Konkludując:
- Zpagetti" doskonale nadaje się na akcesoria: poduchy, dywaniki, torebki itp.
- Wyrób jest dość gruby, bo nitka jest gruba oraz ciężki.
- Ze "Zpagetti" można wykonywać dzianiny na drutach lub szydełkiem; zależy co się komu podoba.
- Bardzo szybko przybywa robótki, prędko uzyskujemy produkt finalny.
- Gotowe "Zpagetti" ma przewagę nad ciętym podkoszulkami, ponieważ ładniej się zwija w rulon, jest równe i gładkie oraz bardziej elastyczne (co ma znaczenie przy niektórych projektach). Dodatkowo są to długie odcinki nitki. Generalnie miałam motki prawie bez supłów, tylko w czarnym pojawiło się aż 5 łączeń nitki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



.jpg)