Obserwatorzy

czwartek, 17 maja 2012

Cerkiew w Hoszowie

Hoszów to wieś leżąca przy drodze z Ustrzyk Dolnych do Czarnej. Budowę cerkwi rozpoczęto tu  przed wybuchem  II wojny światowej na miejscu świątyni  istniejącej wcześniej, a zakończono w roku 1948.


Budowali ją wspólnie mieszkańcy  wioski wyznania grecko- i rzymskokaltolickiego. Ponoć w czasie wojny Niemcy zgromadzili tu amunicję, która wybuchła i  nadwyrężyła konstrukcję. W czasach Polski Ludowej  jakiś czas była tu owczarnia.




Ostatecznie w roku 1970 świątynia  została przejęta przez parafię rzymskokatolicką w Jasieniu. W latach siedemdziesiątych  wyremontowano dach: zmieniono pokrycie z gontu na blachę, osuszono piwnice, oczyszczono sklepienie i ściany.


Na terenie przycerkiewym można zauważyć pozostałości dawnego cmentarza (zachowały się tylko cztery nagrobki).


Cerkiew pod wezwaniem  św.Mikołaja, a obecnie kościół pw. bł. Bronisławy to budowla orientowana,  trójdzielna, konstrukcji zrębowej, oszalowana. Została zbudowana w tzw. ukraińskim stylu narodowym (nawiązującym do cerkwi huculskich), na planie krzyża  greckiego z centralnie posadowioną kopułą na ośmiobocznym tamburze. Prezbiterium trójboczne z dwiema zakrystiami. W szczycie od strony zachodniej  obraz przedstawiający bł. Barbarę.
Legenda głosi, że dawno, dawno temu na tym miejscu stał zamek, o którym mowa w przekazie zanotowanym przez Wincentego Pola z około 1836 r.  Starzec mieszkający w miejscowości Rabe opowiadł Polowi o najeździe tatarskim na te tereny (prawdopodobnie w 1672 r.). Twierdził, że zamek nie został zdobyty przez Tatarów, a spalił się w czasach konfederacji.
Jak wyglądała cerkiew w latach sześćdziesiątych, można zobaczyć na filmie "Wilcze echa".

Źródło:
1.Magdalena i Artur Michniewscy, Marta Duda-Gryc; "Cerkwie drewniane Karpat. Polska i Słowacja. Przewodnik" . Oficyna Wydawnicza REWAS. Pruszków 2011.
2.http://www.twojebieszczady.pl/st_cerkwie/cerkiew_hoszow.php

wtorek, 15 maja 2012

Ukraina 2012 r. Ukraińskie rustykalne wyroby z wełny owczej

Historia dziewiarstwa
Nie byłabym sobą, gdybym podczas wycieczki na Ukrainę nie zwróciła uwagi na to co samo pchało się przed oczy, czyli wyroby ręczne z wełny wystawione na straganach. Jak wiele osób dziergających, zawsze wyostrza mi się uwaga (jak u psa gończego), gdy na horyzoncie pojawi się pasmanteria, albo sklepik z dzianinami. Gdziekolwiek jestem, moje ścieżki zawsze doprowadzają mnie do miejscowej pasmanterii. Nawet nie muszę nic kupować, wystarczy mi  tylko popatrzeć na zgromadzone zasoby włóczek, nici i ozdób pasmanteryjnych...  Na Ukrainie czasu nie było na wizyty w sklepach, jednak w Pilipcach zwróciłam uwagę na wytwory z wełny. Stragany z pamiątkami były  podobne do polskich w miejscowościach wypoczynkowych: jakieś drewniane rzeźby, użytkowe przedmioty przeznaczone do gospodarstwa domowego (też z drewna), koszmarne pamiątki różnego autoramentu, no i wyroby z owczej wełny. Nie wiem czy były to wzory charakterystyczne dla tego regionu, czy też takie pozaczasowe i pozamiejscowe. Zwracały uwagę skarpety i rękawiczki z wrabianymi wzorami żakardowymi. Było też pasterskie ponczo z grubej, chyba filcowanej wełny:



Sweter z bąblami i warkoczami z wełny owczej:


Zbliżenie swetra

oraz kilimy, koce, narzuty:


Szczególna i charakterystyczna  jest narzuta z grubej wełny owczej z włosem we wzory geometryczne wyglądająca tak, jakby była nieco podfilcowana . Tu kompozycja kolorystyczna z popielatej czarnej i białej wełny. Podobną narzutę mam w domu, dostałam ją od mojej mamy, która  kupiła  ją kiedyś od Ukraińców na rynku. Inny zestaw kompozycyjny i kolorystyczny  takich narzut: tło w kolorze ekri (naturalnej wełny), a wzory geometryczne w kolorze zielonym i czerwonym.
Czy jest to oryginalny, ludowy, charakterystyczny produkt dla Ukrainy - nie wiem. To tak, jak zawsze intryguje mnie pochodzenie naszych wzorów na swetrach  zakopiańskich. Czy góralki robiące te swetry zapatrzyły się na modne swetry turystów przyjeżdżających dawnej na narty w tzw. swetrach norweskich z wzorem gwiazd i zaczęły robić podobne, czy też same wymyśliły takie swetry. Nie wiem czy zdoła się to ustalić. Dziś swetry tzw. zakopiańskie są tradycyjnymi ludowymi wyrobami, które można właśnie kupić w górach, ale co było najpierw?

niedziela, 13 maja 2012

Wiosenny ogód


Zdjęć ogrodowych w tym roku prawie na blogu nie było. Teraz jednak rośliny szybko przekwitają, jakby się spieszyły. Wydaje im się że nie zdążą w tym sezonie zaczerpnąć promieni słonecznych. Szybciej zakwitają, aniżeli ja mam czas przy nich popracować. Najwięcej barw żółtych:











I jeszcze spojrzenie na ogród wykoszony w piątek (te zdjęcia robione dzisiaj, niestety przy pochmurnej aurze): 



piątek, 11 maja 2012

Siatka dla dziewiarki i kociarki...


No właśnie czy "kociarki"? Bo skoro wielbiciele kotów, to kociarze, a nauka o kotach - kociarstwo (chociaż słówko "kociarstwo" w niektórych kręgach wiązane jest z tzw. falą, czyli  formą agresji skierowanej przeciwko młodszym i niedoświadczonym, a stosowaną w wojsku i np.w szkołach i internatach), to forma żeńska od kociarza, niewątpliwie: kociarka.
Hafty powstały już jakiś czas temu. Siatkę z czerwonym hafcikiem uszyłam już dosyć dawno. Ta z kotami także trochę się przeleżała, bo jakoś nie było okoliczności, by wyciągnąć maszynę do szycia. Wczoraj w końcu zmuszona zostałam do tego by skrócić mężowi dżinsy, to i przy okazji uszyłam siatkę. Niestety musiałam sfotografować ją komórką, bo aparatu jeszcze nie mam:


Wzór rysowałam sama. Talentów plastycznych nie posiadam, posłużyłam się jako pierwowzorem jakimś obrazkiem znalezionym w  internecie. Powiedzmy szczerze nie jest to rysunek najwyższych lotów, jednak jego prymitywizm jest zamierzony:


Wzór na siatce dla dziewiarki znalazłam w Internecie:



Spodobał mi się bardzo i musiałam go wykonać.


A tak uszyłam uchwyty, czyli ucha siatek:


wtorek, 8 maja 2012

Leje

już dwa dni - mocno. Świat nagle się mocno zazielenił, a rośliny prześcigają w kwitnieniu. Wiosny w tym roku na moim blogu nie było, toteż skromnie nadrabiam zaległości:




Zdjęcia zrobione zostały jeszcze podczas długiego weekendu. Dzisiaj ogrodowy świat wygląda już zupełnie inaczej. Niestety zgniotłam sobie wyświetlacz w aparacie fotograficznym i  nie mam czym robić zdjęć, zanim nie kupię następnego (nie opłaca się inwestować w naprawę). A jakieś działania w kierunku  kupowania mogę dopiero podjąć około soboty (nie mam czasu wcześniej). Faktem jest, że potrzebowałam nowego aparatu, lepszej jakości, jednak miał to być zakup zaplanowany i przemyślany. Teraz jednak muszę kupić po prostu jakąś przeciętną cyfrówkę, żeby móc w ogóle cokolwiek fotografować. A do tego, że mam aparat w torebce, po prostu już się przyzwyczaiłam. Generalnie planowałam najpierw wymianę komputera, a w następnej kolejności kupno jakiegoś porządniejszego aparatu. No w życiu trafiają się nieprzewidziane zdarzenia, oby były tylko takie...

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails