Miał być dzisiaj kolejny odcinek na temat żakardów. Nie będzie... Czasu brakło, bo musiałam zająć się innymi sprawami, o których niżej.
Nie tak dawno licznik na moim blogu wskazał, że odwiedziło mnie ponad 1 mln czytelników. Cieszy mnie popularność bloga, fakt że wiele osób znajduje tu dla siebie coś do obejrzenia i poczytania. Wiele radości sprawiają mi komentarze, które potwierdzają, że to co robię się przydaje, że blog jest interesujący i ciekawy. (Zaskoczeniem było dla mnie to, że kiedyś na ulicy w Sanoku zaczepiła mnie młoda kobieta słowami: "czy to pani prowadzi bloga "U Antoniny". Pani poznała mnie po chuście, która miałam na ramionach. Krótka rozmowa była bardzo sympatyczna. Pozdrawiam Panią z Sanoka...). Mam przecież świadomość, że skoro piszę w sieci, treści skierowane są do Czytelników podzielających moje zainteresowania. Nie będę zamykać bloga dla wybrańców, bo nie taka miała być jego idea.
Mam też wrażenie, że dzielę się z moimi Czytelnikami wieloma rozwiązaniami robótkowymi, opisami projektów, wzorami, techniką wykonania. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że przygotowanie sensownego opisu wykonania czegoś - to praca wielogodzinna. Przygotowanie tekstu, grafiki, ich obróbka - to czas, czas i czas. Na przykład napisanie krótkiego posta na temat kolejnej techniki żakardowej - także zajmuje wiele godzin: jest to wyszukanie informacji, często tłumaczenie (bo w języku polskim nie ma żadnych opracowań), sensowne sklecenie tekstu oraz wyszukanie takiej grafiki, by człowiek mógł mieć pewność, że nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności za jej wykorzystanie. Tego czasu włożonego w przygotowanie treści, po opublikowaniu posta, nie widać.
Dotąd można było czerpać z mojego bloga tyle, ile się komuś podobało. W sumie nie miałam nic przeciw temu, że kopiowano i treść, i zdjęcia - przecież jeżeli umieszczam jakiś opis wykonania, to po to by ktoś z niego skorzystał - nieprawdaż? Część opisów przygotowałam nawet w formie osobnych dokumentów do pobrania. Sądziłam jednak, że służą te opisy, rady osobom, które chcą się czegoś się nauczyć, zdobyć nowe doświadczenia i oczywiście wykorzystają je dla siebie. Pochwalą się, że coś tam wykonały na podstawie opisu z mojego bloga, zamieszczą odnośny link...
Jednak, jak się okazuje niektórym nie przeszkadza to w tym, by u siebie na blogu pokazywać moje zdjęcia (sygnowane napisem "Antonina"), zamieszczać moje teksty i opisy jako swoje. Kopiowane były nie tylko pojedyncze fotografie, czy fragmenty opisów, ale posty w całości! Moja córka nagle stała się córką pewnej pani, moje prace - jej pracami. Nie wiem czy pani Anna S. tak ignoruje zasady prawa autorskiego, czy nie ma wyobraźni, czy - już mi nawet słów brakuje...
Drugi aspekt - zauważyłam też, że niektórzy kopiują moje opisy robótek, a potem je po prostu sprzedają...
Ja nie chciałam robić ze swego bloga witryny komercyjnej - jest zdecydowanie blogiem hobbystycznym. Nie ma tu reklam, wzorów nie sprzedaję - dzielę się nimi za darmo. Przecież sama też korzystam z wzorów, które krążą w sieci. Staram się zawsze umieszczać linki i odnośniki, jeżeli korzystam z cudzej własności. Poczytałam zasady prawa autorskiego i jego interpretacje i wydaje mi się, że raczej zdecydowanie stosuję się do reguł.
W świetle powyższych zdarzeń zablokowałam możliwość kopiowania treści (tekstu), fotografii i grafiki. Muszę się zmierzyć z tym problemem i przemyśleć dalsze rozwiązania. Zdaję sobie sprawę, że te blokady są do obejścia dla tych, którzy zechcą je obejść. Bo nie ma stuprocentowych zabezpieczeń.
Dodam jeszcze, że nie można wielu mierzyć jedna miarą, była pani,która napisała do mnie, że skorzystała z treści mego bloga pisząc swój artykuł i to było ok.
Na razie będzie tak - kiedy sobie wszystko poukładam - poinformuję moich Czytelników.
Obserwatorzy
niedziela, 19 lutego 2012
czwartek, 16 lutego 2012
Komin - Inspira
Inspira Cowl
robiłam bardziej z ciekawości, aniżeli z rzeczywistej potrzeby. Zainteresowały
mnie wzór i technika wykonania tzn. wzór ściągacz 2 x 2 lub 3 x 3, wykonany
naprzemiennie kolorowymi włóczkami. Prościzna, ale bardzo efektowna. Dobranie
odpowiednich włóczek i ich komponowanie daje niepowtarzalny, oryginalny
rezultat. Mało tego, nie ma dwóch takich samych egzemplarzy.
Zabawa cieniowaną "Rozetti Sarayli" była doskonała. Właściwie, kiedy zamawiałam ten kolor: 104-04, to wyobrażenia nie miałam, jaki będzie w rzeczywistości. Już w motku widziałam, że kolory są dość intensywne, dlatego dobrałam drugi kolor (tło) w stonowanym kolorze stalowym).
Inne uwagi techniczne: gubiłam oczka w miejscu przechodzenia kolorów, tzn. w rzędach robionych wzorem pończoszniczym (kolor stalowy) - robiłam 2 rzędy tym kolorem. Oczka gubiłam na tzw. oko - po pierwszym powtórzeniu zgubiłam około 30, potem gubiłam kilka razy po 22 -18 , by w końcu gubić po 12. Komin wkładany na płaszcz, czy kurtkę - ma odpowiednią szerokość (przeznaczony był dla pani noszącej rozmiar około 42), dla szczuplejszej osoby należy na dole zrobić komin węższy. Zresztą można skorzystać z opisu na Ravelry, gdyż jest darmowy. Ja jak zwykle, z opisu nie korzystałam, robótkę zaczynałam na wyjeździe, z pamięci. Dół i górę wykończyłam oczkami rakowymi, bo nie zaczynałam jej tym ozdobnym wzorem , gdyż nie miałam możliwości podglądania, jak to zrobić. Może innym razem wykorzystam ten sposób.
Druty 5,5 mm; włóczka "Rozetti Sarayli" 70% akryl, 30% wełna; 180 m/100 g
- zużycie 100 g;
Jasminum 50% wełna, 50% akryl; 200 m/100 g - zużycie 100 g
Zabawa cieniowaną "Rozetti Sarayli" była doskonała. Właściwie, kiedy zamawiałam ten kolor: 104-04, to wyobrażenia nie miałam, jaki będzie w rzeczywistości. Już w motku widziałam, że kolory są dość intensywne, dlatego dobrałam drugi kolor (tło) w stonowanym kolorze stalowym).
Rozmiary komina: 60 cm na dole (220 oczek - początek robótki), około 32-33 cm (134 oczka) na górze; wysokość 38 cm. Siódme powtórzenie wzoru wpłynęło na wydłużenie komina i chwilami może wydawać się on za długi, ale można go zawinąć do środka.
Inne uwagi techniczne: gubiłam oczka w miejscu przechodzenia kolorów, tzn. w rzędach robionych wzorem pończoszniczym (kolor stalowy) - robiłam 2 rzędy tym kolorem. Oczka gubiłam na tzw. oko - po pierwszym powtórzeniu zgubiłam około 30, potem gubiłam kilka razy po 22 -18 , by w końcu gubić po 12. Komin wkładany na płaszcz, czy kurtkę - ma odpowiednią szerokość (przeznaczony był dla pani noszącej rozmiar około 42), dla szczuplejszej osoby należy na dole zrobić komin węższy. Zresztą można skorzystać z opisu na Ravelry, gdyż jest darmowy. Ja jak zwykle, z opisu nie korzystałam, robótkę zaczynałam na wyjeździe, z pamięci. Dół i górę wykończyłam oczkami rakowymi, bo nie zaczynałam jej tym ozdobnym wzorem , gdyż nie miałam możliwości podglądania, jak to zrobić. Może innym razem wykorzystam ten sposób.
wtorek, 14 lutego 2012
poniedziałek, 13 lutego 2012
Kościół św.Michała Archanioła w Mszanie Dolnej
Podaje się, że miejscowość Mszana Dolna powstała w XIII w. W 1345 r. została oficjalnie ulokowana przez Kazimierza Wielkiego. Król ufundował we wsi parafię pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Pod koniec XVII w. patronem parafii został Archanioł Michał.
Neogotycki kościół został zbudowany w latach 1891-1910 na miejscu starej drewnianej świątyni:
Idąc do kościoła po drodze mijamy przydrożną kapliczkę:
A oto detale architektoniczne kościoła:
Wewnątrz znajduje się wiele zabytków sztuki sakralnej, m.in. malowany na desce
obraz z pozłacanym tłem z początku XVI w. przedstawiający Zaśnięcie Matki
Boskiej, kamienna
chrzcielnica z XVII w. oraz polichromia prof. Juliana Makarewicza z 1921 r.
sobota, 11 lutego 2012
Żakardy. "Setesdal" – norweski wzór żakardowy
Historia dziewiarstwa
Setesdal to nie tylko nazwa miejscowości leżącej około 110 km od Kristiansand w Norwegii, gdzie żyje i pracuje Annemor Sundbø - to obecnie też nazwa tradycyjnego żakardowego swetra norweskiego zwanego także "setesdalgenser" (Setesdal sweater). No cóż trzeba by tu teraz opowiedzieć całą historię przywrócenia tego wzoru współczesności...
W 1983 r. Annemor kupiła, w pobliżu Kristiansand, fabrykę Torridal Tweed poddającą recyklingowi stare wełniane ubrania. W tym czasie fabryka przerabiała około 16 ton materiału, z którego wyrabiano m.in. wypełnienie materaców. I to miejsce stało się dla Sundbø niezwykłym. Tam właśnie znajdowała często już bardzo zniszczone, ale dawne, tradycyjne dzianiny, które stały się jej źródłem wiedzy na temat dawnego wzornictwa i techniki dziania, a z czasem inspiracją do opracowania własnych wzorów opartych o te tradycyjne.
Setesdal to nie tylko nazwa miejscowości leżącej około 110 km od Kristiansand w Norwegii, gdzie żyje i pracuje Annemor Sundbø - to obecnie też nazwa tradycyjnego żakardowego swetra norweskiego zwanego także "setesdalgenser" (Setesdal sweater). No cóż trzeba by tu teraz opowiedzieć całą historię przywrócenia tego wzoru współczesności...
Annemor Sundbø (ur. 1949 r.)
jest projektantką, ekspertem, znawcą norweskiej historii dziewiarstwa,
autorką kilku książek na temat tradycji
dziewiarskich i historii dzianiny w
Norwegii, projektantem dzianin opartych
o tradycyjne ludowe wzory. Jest osobą, która połączyła wiadomości z historii dziewiarstwa z historią kultury Norwegii. Obecnie prowadzi wykłady na te tematy oraz
warsztaty, na których uczy przędzenia
wełny, haftu ludowego, projektowania dzianin.
Annemor Sundbø - zdjęcie stąd
Książki Annemor Sundbø:
"Everyday Knitting: Treasures from a Ragpile",
"Strikking I
Billedkunsten - Knitting In Art",
"Invisible Threads in Knitting",
"Setesdal Sweaters the History of the Norwegian Lice Pattern".
"Invisible Threads in Knitting",
"Setesdal Sweaters the History of the Norwegian Lice Pattern".
Zdjęcia stąd
W 1983 r. Annemor kupiła, w pobliżu Kristiansand, fabrykę Torridal Tweed poddającą recyklingowi stare wełniane ubrania. W tym czasie fabryka przerabiała około 16 ton materiału, z którego wyrabiano m.in. wypełnienie materaców. I to miejsce stało się dla Sundbø niezwykłym. Tam właśnie znajdowała często już bardzo zniszczone, ale dawne, tradycyjne dzianiny, które stały się jej źródłem wiedzy na temat dawnego wzornictwa i techniki dziania, a z czasem inspiracją do opracowania własnych wzorów opartych o te tradycyjne.
Te stare wzory pochodzą z początku
XIX w. – dowodem są obrazy malarzy norweskich, na których utrwalili postacie ubrane w takie swetry (obrazy można zobaczyć w artykule Leili Nargi).
Ówcześni
mężczyźni nosili wełniane spodnie o podwyższonej talii, dlatego sweter nie
musiał być długi.
Tradycyjne wzory norweskie - zdjęcia stąd
Tradycyjny tzw. „lusekofte” zrobiony był z wełny owczej w naturalnym kolorze,
z reguły dół swetra był biały, bo
wpuszczano go w spodnie i nie chciano marnować kolorowej przędzy na dzianinę,
która jest schowana. Sweter robiony był najczęściej w kolorze czarnym,
na którego tle wrabiano pojedyncze „dziabki” imitujące płatki śniegu.Translator wyrzucił mi nazwę "wszy". Ponoć wzór "wszy" pojawił się na dzianinach jeszcze w XVIII wieku i stał się tak popularny, że obecnie już nie dojdzie się kto był jego autorem. Na ramionach wrabiano charakterystyczny, geometryczny wzór żakardowy. Swetry dziano na okrągło. Przy
mankietach i koło szyi swetery ozdabiano
haftem, co nadaje im niezwykłego charakteru i oryginalności. Tu - sposób wykonania haftu.
Współczesne swetry inspirowane tradycyjnymi wzorami:
Zdjęcie stąd
Zdjęcie stąd
Warto przeczytać artykuł Leili Nargi w "Twist Collective";
Również "Interweave Knits", Winter 2011 zamieścił obszerny tekst na temat Annemor Sundbø - link do tego dokumentu.
Literatura:
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















