Nie robię śnieżynek i aniołów w tym roku. Zrobiłam tylko kilka "piernikowych" choinek z włóczki:
Wzór znaleziony na Ravelry, wydał mi się bardzo wdzięcznym.
Poza opisem, autorka zamieściła także schemat choinki. Robi się łatwo i szybko. Oczywiście choineczki można ozdobić jakimiś koralikami, lub haftami.
A tu jeszcze czerwona i białe:
Historia dziewiarstwa
Kilka swetrów żakardowych zrobiłam w swym życiu. Nie było to może szczyt osiągnięć dziewiarskich, ale noszone były. Ostatnio znów żakardy mnie zafascynowały. Chwilowo przełożyło się to na zgłębianie informacji na temat tradycji, technik i sposobów dziania oraz trendów w modzie. I jak się okazało jest to temat rzeka... "Rzeka" tak głęboka i szeroka, że korzystając z dobrodziejstw internetu i możliwości translatora wiedzę swoją i owszem pogłębiłam. Dodam, że w języku polskim nie ma sensownych publikacji na te tematy.
Zacznijmy w ogóle od wyjaśnienia pojęcia "żakard" - to tkaninazutkanymi wzorami. Jako materiał obecnie jest produkowana na specjalnych maszynach. Taką maszynę do produkcji żakardu wynalazł lioński tkacz Joseph Marie Jacquard w 1805 roku, czym spowodował prawdziwą rewolucję w tkactwie. Maszyna żakardowa może kierować każdą nitkę osnowy osobno, co umożliwia tworzenie wzoru na dużej powierzchni i dużych raportów. Wcześniej możliwe było uzyskanie podobnego efektu na krosnach ręcznych. Nas jednak interesuje żakard wykonywany na drutach (oczywiście techniką żakardową można wykonywać też dzianiny na szydełku).
Zastanawiałam się dlaczego niektóre wzory żakardowe nazywają się "norweskie", inne "Fair Isle" (wiele dziewiarek obecnie pojęciem Fair Isle nazywa ogólnie wzory żakardowe) i od czego to zależy oraz czym się różnią. Można uznać, że kolebką wzorów żakardowych są kraje skandynawskie, jednak nie bez znaczenia jest też Islandia i Szkocja. I tak pokrótce można uporządkować (nie wiem do końca czy jest to prawidłowa klasyfikacja, bo nie miałam możliwości zweryfikowania swych wiadomości - może panie mieszkające w tych krajach je uzupełnią).
Techniki żakardowe: selbu, setesdal, bohus są charakterystyczne dla krajów skandynawskich; kolebką Fair Isle jest mała wysepka w północnej Szkocji, a wzór Argyle pochodzi z Argyll z zachodniej Szkocji. Islandia dała początek technice nazwanej lopi. Należy tu wspomnieć też o norweskich swetrach „Marius”. Wprawdzie irlandzkie swetry z aranami (warkoczami) nie są wykonywane techniką żakardową, ale stały się inspiracją dla wielu dziewiarek i projektantów. Więcej na ten temat technik żakardowych napiszę w kolejnych postach.
Aby rozjaśnić nieco monotonię dzisiejszego wpisu polecę kilka ciekawostek z serii „swetry norweskie”. Jeżeli interesują nas modele i wzory norweskie, wiele możemy znaleźć na stronie Dropsa
Na podsumowanie: tak Dominik Waszek w tekście „Panowie – teraz swetry” wyjaśnia znaczenie pojęcia sweter na Wyspach Brytyjskich:
Zakładane przez głowę, czyli „wciągane” swetry bywają najczęściej nazywane sweater, możemy jednak spotkać się również w określeniem pullover, którego w Polsce używa się raczej na określenie bezrękawnika. Sweater bywa też nazywany „jumper”, tu jednak uwaga, bo ta zasada obowiązuje wyłącznie na Wyspach. W USA jumper to niezobowiązujące określenie fartucha czy... kitel. Co starsi czytelnicy pamiętają też pewnie z języka polskiego określenie „jersey”, którym na Wyspach nazywa się swetry już coraz rzadziej, ale wciąż jeszcze da się je usłyszeć.
Na tym jednak nie koniec zabawy. Grubym faux pas będzie użycie słowa sweater w odniesieniu do swetrów rozpinanych lub zasuwanych. Na te ciuchy w Wielkiej Brytanii mówimy kardigan i kropka. Jednak bawełnianej bluzy w stylu sportowym, nawet jeśli rozpinana, nie nazwiemy już cardiganem, ale raczej sweatshirt. Jeśli jednak chcemy wprawić sprzedawcę w osłupienie, poprośmy o „golf”. W najgorszym przypadku odeślą nas do najbliższego salonu Volkswagena, w najlepszym wytłumaczą, że przylegający do szyi kołnierz swetra nazywa się tutaj polo neck lub turtleneck.
nosi imię Ignacego Łukasiewicza. A rzeczona Bóbrka leży niedaleko Krosna na trasie w stronę Dukli. Tu w latach sześćdziesiątych XIX wieku Ignacy Łukasiewicz, uważany za twórcę polskiego przemysłu naftowego, założył pierwszą na świecie kopalnię ropy naftowej.
Należy pamiętać, że Ignacy Łukasiewicz był pierwszym konstruktorem lampy naftowej, która zapłonęła po raz pierwszy 31 lipca 1583 r. podczas nocnej operacji chirurgicznej we lwowskim szpitalu
Sto lat później z inicjatywyStowarzyszenia Naukowo-Technicznego Inżynierów i Techników Przemysłu Naftowego powstało muzeum - skansen na terenach, gdzie kiedyś Łukasiewicz, do spółki z Tytusem Trzecieskim i Korolem Kolbassą, wydobywał ropę naftową.
Ludzie od dawna obserwowali na powierzchni ziemi wycieki czarnego płynu używanego, jako leku na różne choroby oraz smaru do osi pojazdów konnych. Pierwsze "kopalnie" to były rowy głębokości 1,2 m, w których zbierała się ropa. Później zaczęto drążyć tzw. kopanki mające od kilku do kilkudziesięciu metrów głębokości. Dopiero z czasem technologia naftowa doskonaliła się i powstawały szyby wiertnicze. W Bóbrce częściowo jakby czas się zatrzymał - możemy obejrzeć te najstarsze - pochodzące z czasów Łukasiewicza - kopankii: Franek (wykonana ręcznie około 1860 roku do głębokości 50 m, a następnie w latach późniejszych pogłębiona za pomocą wiertnicy ręcznej do głębokości 150 m)i Janina (ręcznie wykopana do głębokości 132 m, a następnie pogłębiona wiertnicą ręczną do głębokości 250 m; do dziś jest eksploatowana przy użyciu pompy wgłębnej. Obecnie uzyskuje się z niej jeszcze od 50 do 100 kg ropy na dobę).
Do najcenniejszych zabytków muzealnych należą też:
obelisk ufundowany w 1872 r. przez Ignacego Łukasiewicza w miejscu zwanym Wrzanka. Na obelisku widnieje napis: "Dla utrwalenia pamięci założonej kopalni oleyu skalnego w Bóbrce w r. 1854 Ignacy Łukasiewicz";
warsztat mechaniczny z 1864 roku, o konstrukcji drewnianej, który służył do obsługi wierceń metodą udarową. Znajdują się w nim najprostsze maszyny obróbcze, między innymi tokarka i wiertarka napędzana ręcznie za pośrednictwem pasów transmisyjnych. W późniejszym okresie zainstalowana została napędzająca go mechanicznie maszyna parowa;
Dom Łukasiewicza z 1865 roku, w którym zgromadzono pamiątki po Ignacym Łukasiewiczu:
drewniana kuźnia kopalniana z 1856 roku; we wnętrzu znajdują się dwa paleniska zbudowane z cegły, podsycane za pomocą skórzanego miecha z lat 1890-95; wyposażona jest w stare narzędzia kowalskie;
Wśród zabytków muzealnych w Bóbrce znajdują się także obiekty nowsze:
kotłownia z końca XIX wieku o konstrukcji drewnianej, która dostarczała pary do napędu urządzeń kopalnianych. W kotłowni znajduje się kocioł płomienicowy o powierzchni 30 m2 obudowany cegłą;
wiertnica typu kanadyjskiego z 1885 roku, napędzana lokomobilą parową.
wiertnica udarowa typu Bitków z 1923 roku. Jest to zmodernizowana przez polskich inżynierów i techników naftowych wiertnica typu kanadyjskiego;
urządzenia wiertnicze typu SM;
urządzenia wiertnicze obrotowe typu Trauzl OP-1200, N1400S;
pompy, sprężarki dawnej konstrukcji;
kieraty do grupowego pompowania odwiertów: z 1890 roku oraz z okresu międzywojennego;
zbiór gazomierzy domowych i przemysłowych;
kolekcja lamp naftowych:
aparatura laboratoryjna;
zbiór narzędzi do wierceń obrotowych.
Na terenie skansenu zbudowano pawilon wystawowy, w którym są prezentowane wystawy związane z górnictwem naftowym, gazowniczym oraz przemysłem rafineryjnym.
Do prezentowanego wcześniej szala dorobiłam czapkę i mitenki (włóczkę wyrobiłam niemal do ostatniego centymetra, dlatego ściągacze w mitenkach są w innym kolorze). Zdjęcia nieszczególne z powodu dość kiepskiej pogody i krótkiego dnia:
Na czapce i mitenkach jest jakiś wzór w warkocze, ale tu zupełnie niewidoczny. Pokazuję raczej z obowiązku archiwisty, bo tak po prawdzie nie ma się czym chwalić.
I jeszcze fotki z jesiennych spacerów:
Ten znikający miedzy drzewami mężczyzna ma już dobrze ponad 70 lat. Mijamy się często na trasie. Pan dosłownie biega z kijkami (mówi, że trenuje przed sezonem narciarskim - jeździ na biegówkach). Podziwiam go bardzo.
Od końca września chyba "chodziła" za mną chęć posiadania ciepłego, czarnego szala. Takiego, który można sobie omotać na kurtce wokół pleców i szyi. Wszyscy noszą kominy, szalokominy, a mnie się zachciało ciepłego szala... Pogodna jesień nie sprzyjała szybkiej realizacji, potem doszedł jeszcze brak czasu i realizacja projektu wyraźnie przesunęła się w czasie. Nie udało mi się kupić sensownej włóczki w kolorze czarnym w pasmanterii w miasteczku (na zamówienie internetowe jakoś nie chciało mi się czekać). Kupiłam więc "MerinoTweed" YarnArtu - nie ma głębokiej czerni, jest takie bardzie grafitowe, no i ma jakieś beżowe nopki. Czy taka włóczka była właściwa na projekt ażurowy? Nie byłam do końca przekonana. Jednak zrobiłam ten szal: