Obserwatorzy

sobota, 3 marca 2012

O języku polskich dziewiarek. Głos w dyskusji

Temat wywołała  maga , podjęła  pimposhkaPostanowiłam także zabrać głos. Może najpierw ogólnie – to nie jest tak, że w naszym języku panuje „rozbójnictwo”. Język wtedy żyje, jeżeli się rozwija. Dziś łacina jest językiem martwym, albo tzw. wegetującym,  a to dlatego że nie pełni roli użytkowej.
A jednak nadal funkcjonuje jako język Kościoła i Państwa Watykańskiego, w terminologii medycznej, prawniczej, ekonomicznej, naukowej. Mało tego dała początek wielu pojęciom w różnych językach. I „ślady” jej znajdziemy m.in. w angielskim, francuskim i oczywiście polskim. Zapożyczenia językowe od dawna miały wpływ na języki ojczyste.  I tak było z językiem polskim. Język wzbogaca się o nowe słowa i jest to naturalny proces. Przecież musimy nazywać nowe urządzenia, zjawiska, rzeczy. Z drugiej jednak strony nic nie zwalnia nas z dbania  o czystość i piękno języka ojczystego, poprawne jego używanie oraz  niezaśmiecanie go koszmarkami, nieuzasadnionymi kalkami językowymi. Reguluje te zagadnienia „Ustawa o języku polskim”gdzie m.in. przeczytamy:

  • Podmioty wykonujące zadania publiczne na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej dokonują wszelkich czynności urzędowych w języku polskim, chyba że przepisy szczególne stanowią inaczej.
  • Języka polskiego używa się w obrocie prawnym na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej pomiędzy podmiotami polskimi oraz gdy jedną ze stron jest podmiot polski. Dotyczy to w szczególności nazewnictwa towarów i usług, ofert, reklamy, instrukcji obsługi, informacji o właściwościach towarów i usług, warunków gwarancji, faktur, rachunków i pokwitowań.
  • Posługiwanie się w obrocie prawnym na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej wyłącznie obcojęzycznymi określeniami, z wyjątkiem nazw własnych, jest zakazane. 
  • Obcojęzyczne opisy towarów i usług oraz obcojęzyczne oferty i reklamy wprowadzane do obrotu prawnego, o którym mowa w ust. 1, muszą jednocześnie mieć polską wersję językową.
  • Napisy i informacje w urzędach i instytucjach użyteczności publicznej, a także przeznaczone do odbioru publicznego oraz w środkach transportu publicznego sporządza się w języku polskim.
  • Nazwom i tekstom w języku polskim mogą towarzyszyć wersje w przekładzie na język obcy w wypadkach i granicach określonych w rozporządzeniu ministra właściwego do spraw administracji publicznej. 
To nie jest tak, że Polacy nie troszczą się o czystość swego języka, chociaż językoznawcy ubolewają, że następuje zdziczenie. Ależ czy nie  martwili się o to antenaci w różnych okresach historycznych? Wystarczy tu przypomnieć tylko rejowe: „Polacy nie gęsi i swój język mają”, Słowackiego: Chodzi mi o to, aby język giętki, powiedział wszystko, co pomyśli głowa. Mickiewiczowskie:
Ach, ja pamiętam czasy, kiedy do Ojczyzny 
Pierwszy raz zawitała moda francuszczyzny! 
Gdy raptem paniczyki młode z cudzych krajów 
Wtargnęli do nas hordą gorszą od Nogajów, 
Prześladując w Ojczyźnie Boga, przodków wiarę, 
Prawa i obyczaje, nawet suknie stare.

Toż to nic innego, jak przejaw troski o polskość i język narodowy. Martwimy się i dzisiaj. Zaledwie kilkanaście dni temu  (20 lutego) w przeddzień Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego ogłoszona została przez Radę Języka Polskiego i Narodowe Centrum Kultury pod patronatem Prezydenta RP B. Komorowskiego - kampania społeczna „Ojczysty – dodaj do ulubionych”, która ma przypominać o roli i miejscu języka ojczystego w życiu Polaków – zarówno społecznym, jak i indywidualnym. Ma przyczynić się do podnoszenia świadomości językowej, do ugruntowania poczucia, że polszczyzna jest tworzona przez każdego użytkownika i że to każdy z nas jest za nią odpowiedzialny. Jednocześnie ma kształtować przekonanie, że język jest wartością samą w sobie: że należy o niego dbać przede wszystkim dlatego, że jest wspólnym dobrem.
W ramach tej kampanii powstały spoty telewizyjne zatytułowane „Zoo” i „Biuro”.

Przytoczę kilka opinii RJP na temat współczesnej bolączki Polaków – anglicyzmów: 

-określenie market powinno być zastąpione w szyldzie sieci sklepów spożywczych XXX wyrazem sklep;
-obcojęzyczne szyldy i napisy na sklepach, placówkach usługowych itp. — jeżeli nie towarzyszy im napis polski — uważam za przejaw mody i  pretensjonalności oraz chęci podniesienia swojego prestiżu za pomocą form językowych. W Warszawie są nie tylko „restauranty”, „silvery” czy sklepy z „leatherem”, lecz także „Atelier teatru fryzur”, „Beibik” (sklep z ubraniami dla dzieci), „Chickenik” (sklep mięsny), a nawet „Mięso-shop” (!!!);
-nazwa listu elektronicznego "przeżywa" teraz okres przejściowy - obecna jest ciągle jej anglojęzyczna forma (e-mail), lecz jednocześnie coraz częściej pojawia się wersja spolszczona (mejl). Która z nich zwycięży - pokaże czas. Jednak obie są poprawne;

oraz uzupełnienie: Uchwała ortograficzna nr 7 Rady Języka Polskiego w sprawie zapisu nazwy listu elektronicznego (przyjęta na XII posiedzeniu plenarnym dn. 21 maja 2002 r.)

Poprawna forma nazwy listu elektronicznego to e-mail, potocznie: mejl.

Wracam jednak do zasadniczego problemu: języka polskich dziewiarek. Z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że istnieje. Może jego rozwój zatrzymał się - nie wiem na latach osiemdziesiątych czy dziewięćdziesiątych  XX w., ponieważ  nie ma żadnych nowoczesnych, polskich wydawnictw (nie mam tu na myśli tłumaczeń) autorstwa Polek. Jednak jeżeli jeszcze Helena Dutkiewicz w swych książkach z lat  czterdziestych i pięćdziesiątych  („Roboty na drutach w teorii i praktyce”, „Dziewiarstwo ręczne”) – używa dość skromnej nomenklatury określającej  np. różnego rodzaju wykonywanie oczek na drutach,  to już w latach sześćdziesiątych np. Helena Gawrońska w książce „Roboty na drutach” swobodnie operuje  takimi pojęciami jak: „oczko prawe od tyłu”, „dwa oczka razem na prawo od tyłu”, „dwa oczka skrzyżowane w stronę prawą” itp., a Jadwiga Turska i Małgorzata Korsak („W świecie oczek”, wyd.1991 r.) profesjonalnie stosuje  polskie nazewnictwo np. „dwa oczka prawe przekręcone przerobione razem od tyłu”,  dwa oczka lewe przerobione razem na lewo”, trzy oczka  prawe złączone przeciąganiem” itd.  A że długie te określenia są? No cóż tak brzmią w polszczyźnie. Przecież i tak przekładając obcojęzyczne zwroty na język polski, musimy te oczka tak właśnie opisywać.


Wydaje mi się  jednak, że problem zasadniczy pojawia się przy nazywaniu nowych technik i metod dziania pochodzących  zza granicy, które nie otrzymały jeszcze polskiej nazwy. No cóż  trzeba tu liczyć na  inteligencję naszych dwujęzycznych koleżanek dziewiarek, które w sposób profesjonalny, zgrabny, mądry przełożą  te trudne anglicyzmy na "nasze".

środa, 29 lutego 2012

Szydełkowe kołnierzyki (2)

Kołnierzyk wykonany tym wzorem - zauroczył mnie i koniecznie musiałam taki zrobić:


Wzór prosty: 5 oczek łańcuszek, pikotka zrobiona na półsłupku zawieszającym łuczek. Co prawda robi się wolno, ale  jest efekt.
Dzisiaj chciałabym pokazać w jaki sposób przyozdobić i nosić kołnierzyki. Najłatwiej jest zrobić pętelkę i przyszyć ozdobny guzik:


Dobrym rozwiązaniem jest wykonanie rozmaitych  wiązadełek:


Sznureczek można wykonać szydełkiem, a na jego końce ozdobić kutasikami (chwostami) (tak jak na zdjęciu), pomponikami, kwiatuszkami, koralikami itp. Można też wykonać szydełkowe ząbki.

Na zdjęciu sznureczki z kwiatuszkami i ząbki

Schemat wykonania ząbków

Kto lubi wiązadełka może wykorzystać aksamitki lub atłasowe wstążki, poprzeplatać je przez ażur kołnierzyka i zawiązać na kokardę:


Ładnie wygląda kołnierzyk spięty broszką:


Broszki - kwiatuszki wykonane szydełkiem z nici, przyozdobione koralikami lub guzikami też świetnie się komponują.
Wreszcie możemy  zrobić rozmaite  broszki - muszki:



 Broszki - kwiatki wykonane zostały z nici "Maxi",  a broszki - muszki z czarnej bawełny


Z tyłu broszki można umocować zapięcie - agrafkę, albo przyszyć guzik i spinać ażurowy kołnierzyk tym guzikiem:



I jeszcze ostatnia rada. Kołnierzyk zwykle zaczynamy robiąc łańcuszek, na którym często (acz nie zawsze) robimy w pierwszym rzędzie słupki, a dopiero później wyrabiamy wzór ażurowy. Ciekawym rozwiązaniem jest  wykonie  pliski ażurowej robionej  na obwód kołnierzyka, na której dopiero później zawiesimy wzór. Tego sposobu użyłam robiąc  np. kołnierzyk brązowy (ażur pliski pozwolił na przeplecenie wstążki) oraz prezentowany dzisiaj kołnierzyk czarny.

Schemat pliski i jej fragment 

niedziela, 26 lutego 2012

Szydełkowe kołnierzyki (1)

znów modne. Noszone kiedyś do sukienek (np. małej czarnej),  bluzeczek, a nawet szkolnych fartuchów, dziś przezywają renesans. Można je ubierać tradycyjnie do sukienek i bluzek uszytych z materiału, ale można nosić w wersji innej: do bluzek i sweterków dzianinowych. Mogą być takie bardziej przylegające do szyi, ale i bardziej obszerne - ubierane na luzie. Przygotowałam kilka propozycji:
Wzór ananasów:



Tu kołnierzyk w podwójnym wydaniu: do bluzki ze szczypankami oraz do sweterka

Schemat  

Następny wykonany wzorem, który mi się bardzo podoba:



Schemat

Wykonanie tego oparłam częściowo na gotowym schemacie, a częściowo na własnym pomyśle:



Początek kołnierzyka robiłam zupełnie inaczej, potem wykorzystałam ten wzór (od rzędu 4):


I taki:

Schemat

Wzór wymagał korekty - zupełnie się nie sprawdził. Na wzorze widać, że zaczynamy kołnierzyk od łuczków robionych najpierw z 2, potem z 3, 4 oczek łańcuszka itd. Niestety tak robiony kołnierzyk stał się falbanką, toteż zrobiłam korektę i zaczynałam kołnierzyk łuczkami z 5 oczek łańcuszka - potem na oko dodawałam  oczka na łuczki, a i tak na koniec nieco mi się  ten kołnierzyk za bardzo zrobił falbaniasty. Jeżeli będę mieć czas, to zrobię ten model ponownie, tak by się nie marszczył.


Ostatni to całkowita improwizacja; taki sobie wymyśliłam (wzoru i opisu nie ma):


Kołnierzyki robiłam z nici bawełnianych "Maxi" i "Perle". Niektóre krochmaliłam, a niektóre nie. Te krochmalone są dość sztywne, ładniej się wymodelowały pod żelazkiem, ale bardziej sterczą. Niekrochmalone miękko się układają. Myślę jednak, że takie niciane kołnierzyki powinny być nieco usztywnione, ale bardzo leciutko. 

Więcej o kołnierzykach następnym razem.

piątek, 24 lutego 2012

Chusta Dream Stripes (2)

ta wyszła bardzo "pszczółkowo". Została zrobiona z włóczki z odzysku. Sprułam dwa szyjogrzeje kiedyś tam zrobione, dodałam jako drugi kolor czarną włóczkę i powstała taka chusta:

 Druty 5,5 mm; włóczka „Liwia” (20% wełna, 80% akryl);185 m/100 g (musztardowa) + akryl 100% (czarna); zużycie 200 g


Do kompletu czapka , która została przerobiona z tej starej musztardowej. Ta jest nieco mniejsza i została wykonana wzorem podobnym do ryżowego: przerabia się na prawej stronie (rzędy nieparzyste) jedno oczko prawe, drugie lewe, a w rzędach parzystych wszystkie oczka na lewo.

Czapka: druty 4 mm; włóczka „Liwia” (20% wełna, 80% akryl);185 m/100 g; zużycie 100 g

Czapka jak zwykle robiona na okrągło: ściągacz 72 oczka, powyżej ściągacza dodane 10 oczek. Głębokość czapki około 25 cm. Model czapki-krasnal, jednak ta nie jest bardzo głęboka i szeroka, mniej wisi z tyłu.

środa, 22 lutego 2012

Ręce mi opadły...

Jak napisałam w komentarzu  - pani Anna S. usunęła wszystkie moje teksty i zdjęcia, jak sobie zażyczyłam. Przeprosiła. Nadal jednak utrzymuje, że przy wszystkich moich materiałach miała link do mojego bloga, tyle, że ani słowa nie ma o tych tekstach - całych postach i zdjęciach, które linku nie miały. Poza tym nie było to jakieś tam jednostkowe zdjęcie pożyczone sobie, by coś tam zilustrować.  Były to kilkakrotnie całe posty od a do z - skopiowane dosłownie! Zrobiłam zrzuty ekranu i mam dowody. Pani chciała mi zrobić reklamę publikując na swym blogu moje materiały - tak twierdzi. Tyle, że to chyba ja jej tę reklamę zrobiłam, bo na martwy dotąd blog z niewielką oglądalnością, walą ludziska i oglądają. Napisałam w komentarzu do poprzedniego mojego posta, że chcę zakończyć temat, ale kiedy weszłam na bloga tej pani i zobaczyłam jej publiczne oświadczenie o tym linkowaniu i  reklamie oraz stwierdzenie - cytat: "Zresztą  sama pani Antonina również umieszcza  na swym blogu  różne linki i nie przypuszczam, żeby miała  na wszystkie zgodę autorów" - krew mnie zalała i tyle. Bo przecież nie o linki tu idzie!
No i wyszłam na pieniaczkę...
Ponadto pani S. po tej aferze zmieniła  tytuł swego bloga, usunęła podawane wcześniej namiary na siebie na Facebooku oraz dostęp do profilu. To są fakty. Jeżeli jest tak uczciwa, jak twierdzi, a ja się tylko czepiam  i nie wiadomo o co mi chodzi  - to  dlaczego to uczyniła?
A ja się rozczulam, czy podawać  namiary na bloga tej pani, mam skrupuły, bo nie wypada tak z buta kogoś traktować i piętnować, bo może nie wie, może to z niedoinformowania, może dopiero uczy się zachowania w sieci, bo każdy popełnia jakieś błędy, na których się uczy. Niewątpliwie pani S. nauczyła się, że twardo trzeba  iść w zaparte i  twierdzić, że białe jest czarne (a nie białe jest białe i czarne jest czarne); jak ukrywać swoją internetową tożsamość likwidując wcześnie podane namiary na Facebooka (gdzie zostawiła jej wiadomość moja córka o nieprawnym wykorzystaniu jej wizerunku w sieci oraz popełnionym plagiacie) oraz dostęp do profilu, na którym był mail (dzięki czemu mogłam do niej napisać - chociaż wcześniejszy mail wrócił się do mnie).
Mam takie swoje powiedzonko: "litość jest zbrodnią" - jakże jest ono prawdziwe w wielu życiowych sytuacjach...
To wszystko jest takie żałosne, źle się z tym czuję,  mam  niesmak po tej aferce. Czy tak trudno ludziom przyznać się do błędu?

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails