Obserwatorzy

środa, 16 marca 2016

Moherowe otulenie

Uff - niedawno skończyłam pled na drutach, zaczęty jakieś trzy lata temu (z okładem). W początkowej fazie wykonałam jakieś 2/3 długości, by robótkę porzucić i nie wracać do niej tyle czasu. Były jakieś próby dokończenia - zrobiłam raz na kilka miesięcy po kilka rzędów. Ostatnio się zaparłam - postanowiłam skończyć, bo pledzisko leżało w koszu przy fotelu robótkowym i przeszkadzało. I tak ostatecznie nie osiągnęłam zamierzonych rozmiarów, gdyż moher się skończył. Początkowo miałam go tak dużo, że część podarowałam mamie na sweter, a potem okazało się, że pled z konieczności musi być krótszy (planowałam 2 m).

Druty 5,5 mm; włóczka moher wełniany + akryl; zużycie włóczki 1200 g;
wielkość 1,6 x 1,8 m
 


Co tu dużo pisać? Pledzisko jest bardzo ciepłe i puchate (to z powodu tego moheru kupionego w szmateksie - którego nikt nie chciał), bo czarny i gryzący. Całość robiłam ściegiem francuskim, dodałam też nitkę dość grubego akrylu w kolorze "sól i pieprz" (szaro-graftowym). Nie da się ukryć że moher w kolorze czarnym skutecznie przyciemnił wyrób, ale czy wszystkie koce muszą być kolorowe?
 


 
No oczywiście raczej nie mam kiedy się nakrywać tym pledem, bo rzadko poleguję na kanapach... Tu pozuję tylko do zdjęcia
Projekt uważam, za zakończony, gdyż od dawna chodziło mi po głowie, by wykonać właśnie koc zrobiony z jednej nitki moherowej, a drugiej jakieś innej. Myślałam o kolorowych pasach, ale trafiła mi się paka czarnego moheru i ten wykorzystałam.

niedziela, 13 marca 2016

Sezon prac ogrodowych

rozpoczęliśmy już w zeszłym tygodniu, by kontynuować w tę sobotę. Chociaż jest jeszcze dość mokro i błotniście, i w zasadzie nie da się pracować w ziemi, zajmujemy się głównie przycinaniem krzewów i drzewek oraz wycinaniem różności, które same, nieproszone wysiały się tu i ówdzie.



Przekwitają już leszczyna i ranniki. Kwitną śnieżyczki, a w słonecznych miejscach zaczynają wychylać z ziemi krokusy.





O wiośnie świadczy przede wszystkim ptasi harmider - ukryte w gałęziach  ptaki śpiewają ile sił w gardziołkach.



Psy cieszą się z pobytu na powietrzu. Ifka z zapałem kopie doły, Tola jej asystuje.



 
Cieszymy się z nadchodzącej wiosny.
 
 

sobota, 5 marca 2016

Cerkiew obronna w Posadzie Rybotyckiej

Najstarsza w Polsce murowana cerkiew obronna pw. św. Onufrego. Wybraliśmy się, aby ją obejrzeć, któregoś lutowego dnia - niestety aura zupełnie nie dopisała: zimno, deszczowo, zachmurzone niebo, ołowiane chmury. Szkoda, bo zła pogoda pozbawiła nas przyjemności oglądania. Cerkiewki w środku też nie zobaczyliśmy, gdyż była zamknięta, a warto gdyż podczas remontu odsłonięto w nawie głównej szesnastowieczną polichromię.

 
 

Dawniej prawosławna, potem greckokatolicka cerkiew klasztorna została zbudowana w pierwszej połowie  XV wieku. Usytuowana jest na naturalnym wzniesieniu terenu,na skraju wsi. Otoczona pozostałościami kamiennego muru obronnego.
 



 
Zbudowana na planie wzdłużnym, trójdzielna, orientowana, każda z części świątyni pokryta jest oddzielnym czterospadowym dachem. W murach znajdują się tylko wąskie okienka strzelnicze, malutkie drzwi w wieży bronią dostępu do środka. Ściany budowli podparte są przyporami.







We wnętrzu cerkwi zobaczyć można zachowane fragmenty XVII-wiecznej polichromii, a także ryte w tynku napisy w języku łacińskim i ruskim oraz daty m.in.1506, 1514 pozostawione przez pielgrzymów. Zachował się także murowany ikonostas z Wrotami Carskimi oraz pojedynczymi Wrotami Diakońskimi.
Według tradycji w podziemiach cerkwi pochowano ostatniego prawosławnego władykę przemyskiego, Michała Kopystyńskiego.

Źródło:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Cerkiew_%C5%9Bw._Onufrego_w_Posadzie_Rybotyckiej
http://www.posada-rybotycka.pl/Site/Historia.html
http://mojebieszczady.com/atrakcja/cerkiew-posada-rybotycka

niedziela, 28 lutego 2016

Jeszcze czapki

Pokazuję, bo to już niemal schyłek zimy i powoli zaczyna się odkładać do szafy bardzo ciepłe rzeczy. Czapki zostały zrobione jakiś czas temu, są noszone do kurtki, z której wystaje podszewka w kolorze morskim (szmaragdowym?). No i taki był plan - zrobić czapkę pasującą do podszewki kurtki. Najpierw miałam problem z tym kolorem (nie było na stanie), myślałam o czapie by była jednolicie w kolorze morskim. Ostatecznie skończyło się na tym, że morska zieleń (szmaragd) została zaakcentowana tylko jako pasek ściągacza i pompon:



Do tego odgrzebałam w czeluściach szafy szalik współgrający kolorystycznie:


Z rozpędu powstałą druga czapka, tyle że z akcentami niebiesko-turkusowymi:

 
 
Obie czapy zostały zrobione według pomysłu z zeszłego roku - wtedy zrobiłam taką czapkę z czerwonym ściągaczem i pomponem.
Jeszcze dwie razem:

czwartek, 25 lutego 2016

Kolejny zwyklak

Dziewiarsko wciąż tkwię w zimowych klimatach, chociaż zima powoli oddaje pola wiośnie. No cóż pokażę co wydziergałam, chociaż zapewne już tej zimy za bardzo nie ponosi się ciepłe swetry. No więc kolejny zwyklak - zupełnie taki sam jak ten. Tyle, że inne włóczki i ten, zdaje się, wyszedł nieco obszerniejszy.

Zdjęcie balkonowe

i w mieszkaniu
 
 
Druty 7 mm (ściągacz) i 9 mm (reszta); włóczka: dwie nitki - pierwsza to mieszanka: 76% wełny, 10% jedwabiu, 10% alpagi, 4% wiskozy o nazwie "Nomotta", druga to akrylowy moher "Tifftik"; zużycie 350 g
 
I jeszcze szczegóły - "na wisielca":
 


 
Doszłam do wniosku, że powinnam była robić ten sweter na drutach 8 mm - byłby nieco mniejszy.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails