Obserwatorzy

środa, 8 sierpnia 2012

Kresy Wschodnie 2012 r. (2). Drohobycz czyli skąd powiedzenie: ręka, noga, mózg na ścianie

Drohobycz to miasteczko obok Truskawca i Borysławia leżące nieopodal Lwowa (60 km na południowy zachód). Nasza przewodniczka podkreślała, że w Borysławiu wydobywano ropę naftową, w Drohobyczu przerabianio i mieszkano, a w Truskawcu wypoczywano. Truskawiec znany jest jako uzdrowisko bogate w zasoby wody mineralnej m.in. popularnej tu "Naftusi". W Drohobyczu już w wiekach średnich wydobywano sól, stąd w herbie miasta  widnieje dziewięć topek (głów) soli. II wojna światowa stała się dla tego miasta cezurą. Zmienił się świat, zmienił się układ społeczeństwa zamieszkujacego to miasteczko. Kiedyś koegzystowali tu zgodnie Polacy, Ukraińcy i Żydzi - funkcjonowały obok siebie cerkwie, kościoły i  synagogi. Do dziś możemy tropić ślady tej wielokulturowości. Mnie przede wszystkim Drohobycz kojarzy się z Brunonem Schulzem i "Sklepami cynamonowymi". Więc jego ślady pokażę najpierw:

Dom, w którym mieszkał Bruno Schulz

 Pamiątkowa tablica wmurowana w ścianę budynku

 Tablica upamiętniająca miejsce na trotuarze, gdzie pisarz został zastrzelony

Nie będę tu przytaczać historii Brunona Schulza - w różnych źródłach można sobie samodzielnie poczytać. Gdzieś tam między drzewami pokazano nam budynek liceum, w którym uczył.

Ważną ulicą miasteczka  jest ulica Tarasa Szewczenki (dawniej Adama Mickiewicza), mieszczą się przy niej  piękne architektonicznie budynki (XIX w.), obecnie w większości odremontowane. Tu kiedyś mieszkali najbogatsi mieszkańcy.




Nie można powiedzieć, że nie czci się naszego Adama Mickiewicza. Jednak zmieniono nazwę ulicy Mickiewicza na Tarasa Szewczenki, a nasz wieszcz patronuje jakieś bocznej uliczce:



Owszem odnowiono też pomnik i poeta zyskał nowy wizerunek w kolorze złotym:


Jakaś tam taka moda panuje i pomniki malowane są pozłotką.
A i na kościele św. Bartłomieja (usytuowany w centrum przy Rynku, jest jednym z głównych zabytków Drohobycza) upamiętniono wieszcza:


Stare miasto zbudowane zostało na prawie niemieckim, stąd centrum to kwadratowy rynek z ratuszem oraz promieniście rozchodzacymi się  uliczkami. Pod drodze mijamy pomnik Jerzego Kotermaka (Drohobycza) (ok.1450 -1494) ukraińskiego astronoma, lekarza, astrologa, ponoć nauczyciela naszego Mikołaja Kopernika:



A teraz już o tym skąd się wzięło powiedzenie: "ręka, noga, mózg na ścianie". Opowieścią na ten temat  uraczył nas pan Stanisław Winiarz


 - kościelny w kościele  św. Bartłomieja opowiadający jego historię ze wschodnia swadą:
"Na tym miejscu stała kiedyś pogańska świątynia, a kiedy kopali fundamenty pod kościół natrafili na stopę, dłoń i głowę tego bożka, który był tu w tej pogańskiej świątyni. I na pamiątkę tego wyniesiono te części na zewnątrz i wmurowali wścianę. I stąd jest to powiedzenie "ręka, noga mózg na ścianie", to od nas z Drohobycza".


Według miejscowej tradycji kościół został wybudowany na miejscu starego zamku. Jego budowa rozpoczęła się w r. 1392, a. zakończyła się na początku XV w. W końcu tegoż wieku w kościele był pożar, po czym został on odnowiony. W r. 1548 otoczono go wałem, rowem i parkanem, zbudowano kilka drewnianych baszt i jedną murowaną. Podczas powstania Chmielnieckiego świątynia została zdewastowana, a w r. 1681 - odbudowana. W r. 1754 kościół został odnowiony, natomiast gruntowna konserwacja została przeprowadzona pod koniec XVIII w. W 1780 r. według rysunków wybitnych malarzy J. Matejki, S. Wyspiańskiego, J. Megoffera były wykonane witraże. W 1800 r. na miejscu drzwi północnych została zbudowana kaplica. Prace konserwatorsko-budowlane zostały przeprowadzone pod koniec XIX i na początku XX w. Od 1902 do 1910 r. z prezbiterium zdjęto wysoką gotycką attykę i nakryto ją istniejącym do dziś poniżonym dachem.
Kościół jest murowany z czerwonej cegły, nietynkowany, trzynawowy, ogólnego typu, z wydłużonym graniastym prezbiterium. Według planu, zbliżony jest bardzo do kościoła katedralnego we Lwowie, bez późniejszych dobudów.





Zdjęcia z wnętrza kościoła św. Bartłomieja w Drohobyczu

Po II wojnie światowej kościół został zamieniony na skład soli, co doprowadziło do dużej degradacji wnętrza. Obecnie świątynia funkcjonuje normalnie, gdyż została zwrócona wiernym; systematycznie odbywają się tu msze w języku polskim. Pan Stanisław Winiarz opowiadał, że w 1987 r. Polacy rozpoczeli starania o odzyskanie świątyni. Pisali listy do Moskwy, które zostawały bez odowiedzi. W końcu zebrano podpisy Polaków, które ksiądz Stanisław Draguła zawiózł do papieża. Było to okres, kiedy wizytę Janowi Pawłowi II składał Gorbaczow. Po trzech tygodniach przyszło zarządzenie, by kościół oddać wiernym. 16 grudnia 1987 r. Polacy weszli do kościoła, 23 biskup Moskwa z Przemyśla poświecił  kościól, a 25 świętowano tu, po 45 latach, Boże Narodzenie.

niedziela, 5 sierpnia 2012

Bluzka "Gala"

Nowy model letniej bluzki z bawełny. Bluzka z kołnierzykiem polo to klasyczny model i nie  ma w nim niczego odkrywczego. Ta została zrobiona z beżowej (piaskowej) "Sonaty" na maszynie dziewiarskiej. Ręcznie wykonałam ściągacze, pliski wykończeniowe i kołnierzyk. Wzór prążków można zrobić też na drutach.


Dzianina maszynowa + druty 2,5 - 2,25 mm; włóczka "Sonata" 70 % bawełna 30% wiskoza
294 m/100g; zużycie 300 g

 
Rozmiar bluzki: 36/38, przeznaczona do pracy. Wykonana klasycznie - zszywane poszczegóne części - tym razem nietaliowana. Po powiekszeniu zdjęć można dojrzeć szczegóły.



Jeżeli Czytelniczki będą zainteresowane, mogę przybliżyć sposób wykonania (jednak bez szczegółowych obliczeń) oraz wzór - czyli jak wykonać takie prążki na drutach.

piątek, 3 sierpnia 2012

Obowiązki

rodzinne mnie pochłonęły, dlatego nie miałam czasu na solidne przygotowanie kolejnych wpisów - relacji z wycieczki, ani właściwie na nic innego. Myślę, że w przyszłym tygodniu złapię trochę oddechu. Gdzieś tam późnymi wieczorami kończyłam bluzeczkę dla córki, która przyjedzie na weekend i ją sobie zabierze. Wtedy też zostanie obfotografowana na modelce (bluzka oczywiście). Chwilowo jedno zdjęcie przed moczeniem jeszcze:


Zdjęcia na blogu ponownie umieszczam w mniejszym rozmiarze, gdyż miejsce na Picasie gwałtownie mi się kurczy, a jak się skończy, to blog bez fotografii przecież nie będzie miał sensu (a za pieniądze nie będę wykupywać dodatkowego miejsca). Wprawdzie poczytałam już u koleżanek, że wstąpienie do Google+ daje możliwość nieograniczonego zamieszczania fotek do rozmiaru 2048/2048 pikseli i to jest  jakiś ratunek. Dlatego po prostu należy klikać na te  małe zdjęcia i je sobie powiększać do pooglądania.
A teraz już lecę do kolejnych spraw...

wtorek, 31 lipca 2012

Kresy Wschodnie 2012 r. (1). Ogólnie czyli dlaczego warto nosić spódnicę

Wycieczka obejmowała trzydniowy program zwiedzania miast i zabytków na tzw.Kresach Wschodnich. Wjechaliśmy na Ukrainę przez przejście graniczne w Krościenku, co oznaczało, że przez jakiś czas pojedziemy 30 km/godz. z powodu kiepskiej drogi. I tak było, chwilami zdawało się, że autobus się przewróci  (kiedy wjeżdżał w wyjątkowo głębokie dziury).
Dzień pierwszy: zwiedzanie Drohobycza, Stanisławowa zwanego tam Iwano-Frankiwsk i dojazd do Czerniowic.
Dzień drugi: zwiedzanie wybranych obiektów w Czerniowicach, twierdzy w Chocimiu i Kamieniu Podolskim, po drodze Okopy Św. Trójcy (te z "Nie-boskiej komedii" Z.Krasińskiego) - nadprogramowo, Skała Podolska nad rzeką Zbrucz i nocleg w Tarnopolu.
Dzień trzeci: twierdza w Zbarażu, nadprogramowo Wiśniowiec z pałacem Wiśniowieckich, Krzemieniec, Poczajów (takie miejsce dla Ukraińców, jak dla nas Częstochowa); powrót przez przejście graniczne w Medyce.
Zanim przejdę do szczegółów wyprawy - dzisiaj refleksje ogólne. Jestem z wycieczki bardzo zadowolona. Pani przewodnik była świetnie przygotowana, za oś swej opowieści wzięła wiadomości z przewodnika Mieczysława Orłowicza, co dawało wyobrażenie jak było na tych ziemiach na początku XX wieku i co się zmieniło. Mało tego w Drohobyczu o kościele św.Bartłomieja snuł opowieść tamtejszy kościelny - Polak pan  Stanisław Winiarz, a w trzecim dniu podróży towarzyszył nam pan Grzegorz, który przygotował cały spektakl  wzbogacony śpiewem i recytacją (mogliby się od niego uczyć recytacji dzisiejsi uczniowie). Obaj panowie posługiwali się znakmitą polszczyzną oczywiście z tym charakterystycznym wschodnim zaśpiewem. Kiedy słuchało się pana Grzegorza miało się wrażenie, jakbyśmy słuchali audycji z przedwojennego radia.

Na deptaku w Stanisławowie sklep z pamiątkami w stylu naszej "Cepelii"



Stragany z tzw. pamiątkami - zdjęcia z różnych miejscowości

Upał - kobiety chodzą pod parasolkami chroniacymi przed słońcem - ta ma niezwyle ozdobną, stylizowaną na koronkową

Ukraina od strony Krościenka - biedna, a od strony Lwowa - bogata. Tam stare, walące się chałupy, zarośniete przydomowe ogródki, niewiele uprawnych pól. Tu w okolicach Lwowa widać wyraźny boom gospodarczy; ładne stacje benzynowe, bogate wille i budujące się następne domiszcza, uprawne pola. Duże miasta centra mają niemal europejskie: zadbane z deptakami, knajpkami, ekskluzywnymi sklepami, pięknymi, zgrabnymi dziewczętami spacerujacymi często w długich sukniach. Tylko gdzieś tam poza centrum czai się bieda i brzydota... W zwiedzanych miastach piękne dziewiętnastowieczne kamienice i bruk na ulicy.

Brukowana ulica

Co rzuca się w oczy nie tylko w małych miasteczkach (poza centrum): liszaje zniszczonych elewacji budynków, zaniedbana zieleń miejska (chyba nigdy niekoszona trawa), wielość pomników Tarasa Szewczenki i  pozostałości pomników "pobiedy", żebracy przy cerkwiach, kobiety handlujące na bazarach, przystankach autobusowych, na ulicy płodami rolnymi przywiezionymi ze wsi . Kupić można biały ser, mleko jaja.

Pomnik Tarasa Szewczenki - tu z zupełnie niepomnikowym gołębiem na głowie

Kobieta stojąca nieopodal przystanku, handlujaca mlekiem i białym serwm; ubrana w haftowaną bluzkę

Niedziela - starszy meżczyzna w haftowanej koszuli

Kobieta - wyszła po nabożeństwie z cerkwii

 Żebrak z kubkiem proszący o jałmużnę...

 tu już spotyka się z kolegami; ten siedzący w środku ma chore, owrzodzone stopy

Żebracy pod cerkwią

Na straganach wielość letnich owoców: pomidory, gruszki, śliwki, melony i arbuzy.




Wszędzie dużo śmieci.

Osobny temat rzeka to toalety na Ukrainie. W zasadzie w dużej części korzystaliśmy w czasie podróży autobusem - z ekologicznych (krzaki). O stacjach benzynowych z przyzwoitymi kibelkami nie było co marzyć. O stanie rozwoju cywilizacyjnego narodu świadczą kible. Tu jeszcze Ukraincy mają wiele do zrobienia (tak, jak kiedyś Polacy). Twierdza w Chocimu - nie skorzystałam wcześniej z toalety ekologicznej i musiałam się udać tutaj do ubikacji - zewnątrz budynek pobielony i czysty, dwie kabiny, wprawdzie drzwi z desek (jedne się nie domykały), a w środku: dziura! Tak dziura w betonie. Nogawki spodni musiałam "se" trzymać, coby nie obsikać.

Chocim - WC

W restauracji  w Kamiemiu Podolskim - jedna, dosłownie jedna tolaleta. Kafelki, umywalka... i dziura (tyle, że bardziej estetyczna, bo z nakładką). Dopiero tam na Ukrainie zrozumiałam wyższość spódnicy nad spodniami. W jednym z hoteli w holu była normalna toaleta z kilkoma kabinami, mydłem w płynie i suszarkami. Jednak w innym hotelu w holu jedna kabina dla pań i panów (po śniadaniu, przed wyjazdem, ustawiła się tam kolejka z pasażerów naszego autobusu. Papieru toaletowego często nie ma. A jak jest to cieniutki i wąski. Tylko w hotelu (po remoncie) w Tarnopolu mieliśmy przy pokojach normalne kabiny prysznicowe, WC, papier toaletowy lepszej jakości, czyste ręczniki, a nawet saszetki z szamponem i mydełka.
No i kto powie, że podróże nie kształcą?

poniedziałek, 30 lipca 2012

Wróciłam

z wycieczki. Wrażeń mnóstwo, czas bardzo intensywnie spędzony, zdjęć ponad 500 (niestety bardzo różnej jakości). Pogoda dopisała - podróż i zwiedzanie w upale (pewnie ze 30 stopni). Warto było. Kiedy zewidencjonuję i uporządkuję zdjęcia napiszę więcej.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails