Odcięta od internetu byłam ponad dobę, nie było ponoć w całym Sanoku (jeżeli wierzyć dostawcy). Dlatego dopiero dziś mogłam pozałatwiać zaległe sprawy, czasu mi jednak nie wystarczyło na przygotowanie sensownego wpisu. Czas dzielę między pracę zawodową, a harówkę w ogrodzie (rośliny nie chcą czekać), więc na działalność robótkową zostaje go marginalnie. A przecież mam jeszcze wiele innych obowiązków...
Zauważyłam, że po wprowadzeniu nowego interfejsu Bloggera (którego używam od dawna) zmieniło się coś z funkcją obserwowania blogów.
1.Nie ma już na górnym pasku narzędzia "Obserwuj", blogi dodaje na pulpicie nawigacyjnym do tzw. listy czytelniczej i chyba nie ma już ograniczeń ilościowych. Do niedawna, nie mogłam już dodawać nowych blogów, gdyż lista była pełna. Z bólem serca musiałam rezygnować z obserwacji niektórych blogów, albo przenosiłam je do czytnika Google, gdzie zaglądam rzadziej.
2.Nie ma też funkcji "Przestań obserwować". Nie można zrezygnować z obserwowania jakieś witryny, jeżeli się ją dodało do swej listy.
3.Raz dodany blog "wisi" na naszej liście. Nie jest to problemem, jeżeli się faktycznie odwiedza te blogi, ale mam na liście blogi, które przestały istnieć i nijak ich nie można usunąć. I to mnie denerwuje najbardziej. Bywa że autor usunął bloga i pod tym adresem, ktoś utworzył sobie nową witrynę, która mnie nie interesuje, a pozbyć się tego nie można. Czy macie podobny problem? Jak sobie z nim radzicie - może ja czegoś nie zrozumiałam, albo nie doczytałam?
Obserwatorzy
środa, 23 maja 2012
niedziela, 20 maja 2012
"Zpagetti" w praktyce (2). Dywanik
Tym razem wykorzystałam "Zpagetti" kolorowe. Bardzo kusiło mnie by wyszydełkować dywanik. Wahałam się między białym (do łazienki), a zielonym (rustykalnym do chałupy w Zagórzu). W końcu sięgnęłam po kolorowe i powstał dywanik oparty na wzorze podkładki. Wyszła mega podkładka:
Szydełko 15 mm; materiał: "Zpagetti"; zużycie 1 motek
A w sumie bardzo zgrabny dywanik, który nie jest zbyt duży, ale w sam raz nadaje się rozmiarowo np. pod stopy, kiedy np. wychodzi się spod prysznica...
Zdjęcia robiłam oczywiście już w chałupie, skąd po bardzo upalnej pierwszej połowie dnia, przegoniła nas burza (taka z gradem i hektolitrami wody). Bohatersko wytrwaliśmy pod daszkiem budynku gospodarczego, bo właśnie rozpaliliśmy grilla i trzeba było dopiec te skrzydełka i karczek, które miały być naszym obiadem. Pomimo tego, że burzę przeczekaliśmy, nie było już aury, by zostawać w ogrodzie (zrobiło się zbyt mokro).
Oczekując na pieczone mięsiowo zajęłam ręce i uszyłam z kawałka pozostałej nitki zielonego "Zpagetti" korale i bransoletkę - takie nadające się na lato. Wypełnieniem są styropianowe i drewniane kulki.
Robótka prosta: zeszyłam na lewej stronie tasiemkę "Zpagetti" ściegiem za igłą, przewróciłam uzyskany tunel na prawa stronę, włożyłam do środka kulki zawiązując je na guzek. No i ozdoba na lato gotowa. Muszę się przyznać, że uwielbiam korale różnego rodzaju i mam ich bardzo dużo, naprawdę dużo i tych ze szlachetniejszych kamieni, i takich zwykłych z drewna, plastiku, szkła.
Na koniec pokażę jak łączyć "Zpagetti". Odradzam wiązanie guzków, bo będą bardzo grube. Po prostu rozprostowuję tasiemkę, zszywam na lewej stronie oba końce na okrętkę nitką w dobranym kolorze, zeszywam razem brzegi tasiemki w miejscu łączenia - już na prawej stronie... i można robić dalej, bo nie wyczuwa się niemal żadnego zgrubienia:
Irmelin - nie da się ukryć, że im grubsze "Zpagetti", to ciężej się robi, bo robótka jest dość masywna, no i trzeba umiejętności, by uzyskać dzianinę, taką jaką sobie życzymy. Np. kosze trzeba robić dość ciasno, a dywaniki można wykonać nieco luźniej. Poza tym robótki przybywa szybko, co daje niewątpliwą satysfakcję.
Joanno - sznurek i "Zpagetti" to dwie różne bajki i nie szukałabym tu porównań.
Urszulo97 - mam wrażenie, że na odzież należy dobierać "nitkę" "Zpagetti" cieńszą, niż na akcesoria. Mam do testowania jeszcze białe i czarne, nieco rozciągliwe, bo z domieszką poliamidu. Białe jest dość grube, a czarne cieńsze. Jednak obawiam się, że jeden motek czarnego nie wystarczy mi na jakąkolwiek część garderoby (w motku jest tylko 120 m), chyba, że tunika/bluzka będzie na chuda nastolatkę i ogólnie na szczupłą osobę, bo dla siebie bym nic nie robiła, w obawie, że taka odzież dodałaby mi kilogramów. Chociaż doświadczenie wykonania czegoś do ubrania z tak grubej nitki, może być interesujące. Ponadto chciałabym teraz spróbować, jak dzianina wychodzi na drutach.
Irmelin - nie da się ukryć, że im grubsze "Zpagetti", to ciężej się robi, bo robótka jest dość masywna, no i trzeba umiejętności, by uzyskać dzianinę, taką jaką sobie życzymy. Np. kosze trzeba robić dość ciasno, a dywaniki można wykonać nieco luźniej. Poza tym robótki przybywa szybko, co daje niewątpliwą satysfakcję.
Joanno - sznurek i "Zpagetti" to dwie różne bajki i nie szukałabym tu porównań.
Urszulo97 - mam wrażenie, że na odzież należy dobierać "nitkę" "Zpagetti" cieńszą, niż na akcesoria. Mam do testowania jeszcze białe i czarne, nieco rozciągliwe, bo z domieszką poliamidu. Białe jest dość grube, a czarne cieńsze. Jednak obawiam się, że jeden motek czarnego nie wystarczy mi na jakąkolwiek część garderoby (w motku jest tylko 120 m), chyba, że tunika/bluzka będzie na chuda nastolatkę i ogólnie na szczupłą osobę, bo dla siebie bym nic nie robiła, w obawie, że taka odzież dodałaby mi kilogramów. Chociaż doświadczenie wykonania czegoś do ubrania z tak grubej nitki, może być interesujące. Ponadto chciałabym teraz spróbować, jak dzianina wychodzi na drutach.
sobota, 19 maja 2012
„Zpagetti” w praktyce (1). Kosz z uchami
Z Akademii Rękodzieła „Bocian” zwrócono się do mnie z propozycją przetestowania „Zpagetti”. O „Zpagetti”
pisałam tu.
Zastanowiwszy się – wyraziłam zgodę. Miałam
otrzymać „nić” i wykonać z niej jakieś przedmioty. Szczególnie ciekawiło mnie
tworzywo, to oryginalnie produkowane, a nie otrzymane z pociętych podkoszulków. Paczka przyszła szybko – dołączono
też szydełko15 mm . Na początek pooglądałam otrzymane motki. Rozpoczęłam
od próbek: i szydełkowych, i na drutach – różnej grubości, by potem pomyśleć,
co z którego motka można by wykonać. Niestety pierwsze testowanie zbiegło się z
awarią aparatu i zdjęć próbek nie ma.
Okazało się, że każdy motek „Zpagetti” jest inny
gatunkowo:
1.Pierwsze, z którego otrzymuje się najgrubszą
dzianinę – pasek cieniutkiej bawełny szerokości
ok. 3,5; właściwie była to cienka bawełniana wstążka, która w trakcie
roboty zwijała się w rulon; raczej
nieelastyczna i nierozciągliwa (z dziurkami). Zdecydowanie nie nadawała się na wykonanie odzieży.
Wydała mi się znakomita, do tego by wykonywać z niej dywaniki, chodniczki,
pufy, kosze. Chociaż bardzo kusił mnie łazienkowy dywanik, ostatecznie zrobiłam
szydłem najprostszy kosz na różnego rodzaju „przydasie”. Można go z powodzeniem
postawić przy robótkowym fotelu i przechowywać w nim włóczki i robótki; wykorzystać,
jako kosz na łazienkowe akcesoria,
ostatecznie nawet jako gazetnik. Z pozostałej resztki wyszydełkowałam mały
koszyczek na różności. Na obydwa kosze
zużyłam jeden motek „Zpagetti”.
2.”Zpagetti” z dzianiny bawełnianej, nierozciągliwe,
rulon o mniejszej średnicy; tu kolorowe: zielone w czerwone kwiatuszki. Jakoś
nie mam pomysłu co z niego zrobić. Przymierzałam się do tego i owego, i chyba wykonam chodniczek lub
dywanik.
3 i 4.”Zpagetti
Hoooked” białe i czarne, jako jedyne posiadało metkę, z której
dowiedziałam się, że zawiera 92% bawełny i 8 % elasticu, a motek ma 120 m . Tu dało się zauważyć
tendencję do rozciągania wykonanej dzianiny (chyba, że robiłoby się bardzo
ciasno). Narobiłam się próbek na drutach i szydełkiem. To „Zpagetti” może być
wykorzystanie do zrobienia wszystkiego, a więc
torebek, koszy, dywaników, osłonek itd, itd. Testowałam białe, ale kiedy sięgnęłam po czarne, okazało się, że
jest nieco cieńsze i mniej twarde. Robiłam próbki na grubych drutach (12 mm , takie najgrubsze
kupiłam w „biferno” – grubszych nie spotkałam w żadnej innej pasmanterii).
Zastanawiam się czy nie dałby się wykonać z niego czegoś do ubrania? Bo do tej pory z moich testów wynika raczej, że
„Zpagetti” zdecydowanie nadaje się na realizację projektów typu kosze,
dywaniki, torebki, pufy. Na Ravelry widziałam
czapkę - ale była bardzo gruba i
wyglądała, jak hełm, podobnie kapelusz - był taki zbyt ciężki; ktoś tam zrobił coś w rodzaju szyjogrzeja. Ale
np. na naszyjniki „makaronowe” nadaje się świetnie.
Kosz z uchami
opis wykonania
„Zpagetti”, szydełko 15 mm . Kosz wykonujemy
półsłupkami.
Denko
Na pętelce z
nici robimy:
1 rz.: 8 półsłupków;
2 rz.:16 półsłupków /po 2 w każdy z poprzedniego rzędu/;
3 rz.: 24 półsłupki; w co drugim po 2 półsłupki;
2 rz.:16 półsłupków /po 2 w każdy z poprzedniego rzędu/;
3 rz.: 24 półsłupki; w co drugim po 2 półsłupki;
4 rz.: 32 półsłupki; w co trzecim po 2 półsłupki;
5 rz.: 40 półsłupków; w co trzecim po 2 półsłupki;
6 rz: 48 półsłupków; w co 4 po 2 półsłupki.
5 rz.: 40 półsłupków; w co trzecim po 2 półsłupki;
6 rz: 48 półsłupków; w co 4 po 2 półsłupki.
Następnie wykonujemy
kolejnych 9 rzędów bez dodawania kolejnych półsłupków.
W rzędzie 16 rozpoczęłam formowanie uchwytów: 7 półsłupków,
15 oczek łańcuszka, (opuszczam wówczas 10 słupków), 14 półsłupków, 15 oczek
łańcuszka (opuszczam 10 słupków), 7 półsłupków.
Rz. 17 – zrobiłam szydełkiem
10 mm ,
żeby brzeg kosza był ściślejszy; uchwyty obrobiłam 20 półsłupkami – utworzyły
się zgrabne ucha. Ot i powstał kosz do zagospodarowania. Świadomie robiłam dość
ciasno, by otrzymać dzianinę zwartą i nierozciągliwą. Chodziło mi o to, by kosz
po obciążeniu nie rozciągnął się
dwukrotnie.
Mały koszyk z
„okienkami”
opis wykonania
„Zpagetti”, szydełko 15 mm . Kosz wykonujemy
słupkami.
Z nici pozostałej mi po zrobieniu dużego kosza wykonałam mały koszyczek, który może
mieć różne przeznaczenie: może posłużyć jako
pojemnik na drobiazgi, osłonka na doniczkę, czy słoik udający flakon, a odwrócony
może nawet pełnić rolę abażuru.
Tu ograniczała mnie ilość tworzywa
(nieokreślona w metrach resztka).
Denko tym razem
robiłam słupkami wykorzystując model
dodawania słupków, jak przy dużym koszu.
Rz.1 – 8 półsłupków,
Rz.2 – 16 słupków,
Rz. 3 – 24 słupki.
Rz. 4 nadal 24
słupki, ale wykonane reliefowo; otrzymałam denko z „łańcuszkiem” na brzegu.
Rz. 5 – 24 słupki
Rz. 6 - 1 słupek, 1 ocz. łańcuszka itd. (brakowało
już nici), dlatego zrobiłam wzór „okienek”
Rz.7 – oczka rakowe jako wykończenie.
Koszyk jest mniej sztywny, niż ten zrobiony półsłupkami,
jednak trzyma formę i może być
wykorzystywany do różnych celów w domu.
czwartek, 17 maja 2012
Cerkiew w Hoszowie
Hoszów to wieś leżąca przy drodze z Ustrzyk Dolnych do Czarnej. Budowę cerkwi rozpoczęto tu przed wybuchem II wojny światowej na miejscu świątyni istniejącej wcześniej, a zakończono w roku 1948.
Budowali ją wspólnie mieszkańcy wioski wyznania grecko- i rzymskokaltolickiego. Ponoć w czasie wojny Niemcy zgromadzili tu amunicję, która wybuchła i nadwyrężyła konstrukcję. W czasach Polski Ludowej jakiś czas była tu owczarnia.
Ostatecznie w roku 1970 świątynia została przejęta przez parafię rzymskokatolicką w Jasieniu. W latach siedemdziesiątych wyremontowano dach: zmieniono pokrycie z gontu na blachę, osuszono piwnice, oczyszczono sklepienie i ściany.
Na terenie przycerkiewym można zauważyć pozostałości dawnego cmentarza (zachowały się tylko cztery nagrobki).
Cerkiew pod wezwaniem św.Mikołaja, a obecnie kościół pw. bł. Bronisławy to budowla orientowana, trójdzielna, konstrukcji zrębowej, oszalowana. Została zbudowana w tzw. ukraińskim stylu narodowym (nawiązującym do cerkwi huculskich), na planie krzyża greckiego z centralnie posadowioną kopułą na ośmiobocznym tamburze. Prezbiterium trójboczne z dwiema zakrystiami. W szczycie od strony zachodniej obraz przedstawiający bł. Barbarę.
Legenda głosi, że dawno, dawno temu na tym miejscu stał zamek, o którym mowa w przekazie zanotowanym przez Wincentego Pola z około 1836 r. Starzec mieszkający w miejscowości Rabe opowiadł Polowi o najeździe tatarskim na te tereny (prawdopodobnie w 1672 r.). Twierdził, że zamek nie został zdobyty przez Tatarów, a spalił się w czasach konfederacji.
Jak wyglądała cerkiew w latach sześćdziesiątych, można zobaczyć na filmie "Wilcze echa".
Źródło:
1.Magdalena i Artur Michniewscy, Marta Duda-Gryc; "Cerkwie drewniane Karpat. Polska i Słowacja. Przewodnik" . Oficyna Wydawnicza REWAS. Pruszków 2011.
2.http://www.twojebieszczady.pl/st_cerkwie/cerkiew_hoszow.php
Ostatecznie w roku 1970 świątynia została przejęta przez parafię rzymskokatolicką w Jasieniu. W latach siedemdziesiątych wyremontowano dach: zmieniono pokrycie z gontu na blachę, osuszono piwnice, oczyszczono sklepienie i ściany.
Cerkiew pod wezwaniem św.Mikołaja, a obecnie kościół pw. bł. Bronisławy to budowla orientowana, trójdzielna, konstrukcji zrębowej, oszalowana. Została zbudowana w tzw. ukraińskim stylu narodowym (nawiązującym do cerkwi huculskich), na planie krzyża greckiego z centralnie posadowioną kopułą na ośmiobocznym tamburze. Prezbiterium trójboczne z dwiema zakrystiami. W szczycie od strony zachodniej obraz przedstawiający bł. Barbarę.
Legenda głosi, że dawno, dawno temu na tym miejscu stał zamek, o którym mowa w przekazie zanotowanym przez Wincentego Pola z około 1836 r. Starzec mieszkający w miejscowości Rabe opowiadł Polowi o najeździe tatarskim na te tereny (prawdopodobnie w 1672 r.). Twierdził, że zamek nie został zdobyty przez Tatarów, a spalił się w czasach konfederacji.
Jak wyglądała cerkiew w latach sześćdziesiątych, można zobaczyć na filmie "Wilcze echa".
Źródło:
1.Magdalena i Artur Michniewscy, Marta Duda-Gryc; "Cerkwie drewniane Karpat. Polska i Słowacja. Przewodnik" . Oficyna Wydawnicza REWAS. Pruszków 2011.
2.http://www.twojebieszczady.pl/st_cerkwie/cerkiew_hoszow.php
wtorek, 15 maja 2012
Ukraina 2012 r. Ukraińskie rustykalne wyroby z wełny owczej
Historia dziewiarstwa
Nie byłabym sobą, gdybym podczas wycieczki na Ukrainę nie zwróciła uwagi na to co samo pchało się przed oczy, czyli wyroby ręczne z wełny wystawione na straganach. Jak wiele osób dziergających, zawsze wyostrza mi się uwaga (jak u psa gończego), gdy na horyzoncie pojawi się pasmanteria, albo sklepik z dzianinami. Gdziekolwiek jestem, moje ścieżki zawsze doprowadzają mnie do miejscowej pasmanterii. Nawet nie muszę nic kupować, wystarczy mi tylko popatrzeć na zgromadzone zasoby włóczek, nici i ozdób pasmanteryjnych... Na Ukrainie czasu nie było na wizyty w sklepach, jednak w Pilipcach zwróciłam uwagę na wytwory z wełny. Stragany z pamiątkami były podobne do polskich w miejscowościach wypoczynkowych: jakieś drewniane rzeźby, użytkowe przedmioty przeznaczone do gospodarstwa domowego (też z drewna), koszmarne pamiątki różnego autoramentu, no i wyroby z owczej wełny. Nie wiem czy były to wzory charakterystyczne dla tego regionu, czy też takie pozaczasowe i pozamiejscowe. Zwracały uwagę skarpety i rękawiczki z wrabianymi wzorami żakardowymi. Było też pasterskie ponczo z grubej, chyba filcowanej wełny:
Sweter z bąblami i warkoczami z wełny owczej:
oraz kilimy, koce, narzuty:
Szczególna i charakterystyczna jest narzuta z grubej wełny owczej z włosem we wzory geometryczne wyglądająca tak, jakby była nieco podfilcowana . Tu kompozycja kolorystyczna z popielatej czarnej i białej wełny. Podobną narzutę mam w domu, dostałam ją od mojej mamy, która kupiła ją kiedyś od Ukraińców na rynku. Inny zestaw kompozycyjny i kolorystyczny takich narzut: tło w kolorze ekri (naturalnej wełny), a wzory geometryczne w kolorze zielonym i czerwonym.
Czy jest to oryginalny, ludowy, charakterystyczny produkt dla Ukrainy - nie wiem. To tak, jak zawsze intryguje mnie pochodzenie naszych wzorów na swetrach zakopiańskich. Czy góralki robiące te swetry zapatrzyły się na modne swetry turystów przyjeżdżających dawnej na narty w tzw. swetrach norweskich z wzorem gwiazd i zaczęły robić podobne, czy też same wymyśliły takie swetry. Nie wiem czy zdoła się to ustalić. Dziś swetry tzw. zakopiańskie są tradycyjnymi ludowymi wyrobami, które można właśnie kupić w górach, ale co było najpierw?
Nie byłabym sobą, gdybym podczas wycieczki na Ukrainę nie zwróciła uwagi na to co samo pchało się przed oczy, czyli wyroby ręczne z wełny wystawione na straganach. Jak wiele osób dziergających, zawsze wyostrza mi się uwaga (jak u psa gończego), gdy na horyzoncie pojawi się pasmanteria, albo sklepik z dzianinami. Gdziekolwiek jestem, moje ścieżki zawsze doprowadzają mnie do miejscowej pasmanterii. Nawet nie muszę nic kupować, wystarczy mi tylko popatrzeć na zgromadzone zasoby włóczek, nici i ozdób pasmanteryjnych... Na Ukrainie czasu nie było na wizyty w sklepach, jednak w Pilipcach zwróciłam uwagę na wytwory z wełny. Stragany z pamiątkami były podobne do polskich w miejscowościach wypoczynkowych: jakieś drewniane rzeźby, użytkowe przedmioty przeznaczone do gospodarstwa domowego (też z drewna), koszmarne pamiątki różnego autoramentu, no i wyroby z owczej wełny. Nie wiem czy były to wzory charakterystyczne dla tego regionu, czy też takie pozaczasowe i pozamiejscowe. Zwracały uwagę skarpety i rękawiczki z wrabianymi wzorami żakardowymi. Było też pasterskie ponczo z grubej, chyba filcowanej wełny:
Sweter z bąblami i warkoczami z wełny owczej:
Zbliżenie swetra
oraz kilimy, koce, narzuty:
Szczególna i charakterystyczna jest narzuta z grubej wełny owczej z włosem we wzory geometryczne wyglądająca tak, jakby była nieco podfilcowana . Tu kompozycja kolorystyczna z popielatej czarnej i białej wełny. Podobną narzutę mam w domu, dostałam ją od mojej mamy, która kupiła ją kiedyś od Ukraińców na rynku. Inny zestaw kompozycyjny i kolorystyczny takich narzut: tło w kolorze ekri (naturalnej wełny), a wzory geometryczne w kolorze zielonym i czerwonym.
Czy jest to oryginalny, ludowy, charakterystyczny produkt dla Ukrainy - nie wiem. To tak, jak zawsze intryguje mnie pochodzenie naszych wzorów na swetrach zakopiańskich. Czy góralki robiące te swetry zapatrzyły się na modne swetry turystów przyjeżdżających dawnej na narty w tzw. swetrach norweskich z wzorem gwiazd i zaczęły robić podobne, czy też same wymyśliły takie swetry. Nie wiem czy zdoła się to ustalić. Dziś swetry tzw. zakopiańskie są tradycyjnymi ludowymi wyrobami, które można właśnie kupić w górach, ale co było najpierw?
Subskrybuj:
Posty (Atom)














