Obserwatorzy

sobota, 9 października 2010

Nic szczególnego - "Kiri"

Wyrobiwszy z tej włóczki 50 g  na projekt Lavalette, która to chusta podoba mi się bardzo, zmieniłam zdanie i sprułam wszystko. Jakoś ta włóczka nie prezentowała się dobrze. Zrobiłam najłatwiejszą ażurową  - Kiri. Włóczkę kupiłam kiedyś w szmateksie, w mej opinii nie nadawała się na nic innego, tylko na jakiś szal lub chustę - podobał mi się kolor (taki dżinsowy), mniej podobała mi się srebrna nitka i brązowawe nopki. Swoje odleżała. I teraz, kiedy tak szybko zaatakowała jesień, odczułam gwałtowną potrzebę posiadania chusty na drutach (jakbym mało miała różnych szali, szalików i chust szydełkowych)...
Ale gdzie ja wyjdę z tą srebrną nitką? Chociaż w dzień to "srebro" aż tak nie razi, za to wieczorem błyszczy  w całej okazałości...

Druty 3 mm; włóczka:  53% polyacryl, 26% wełna, 9% polychlorid, 7% polyester, 5% lurex; zużycie 140 g; rozmiar:180/90cm







Zdjęcia zrobione jeszcze w ogrodzie. Po mroźnej nocy, w południe wyszło słońce i całkiem przyjemnie robiło się porządki przedzimowe: ostatnie koszenie trawy,  wykopywanie i czyszczenie cebulek oraz  kłączy roślin zimujących w piwnicy. Poprzycinałam też pelargonie, które zwożę na zimę do mieszkania w bloku.

Na drutach mam jeszcze jedną Kiri z grubego akrylu (też ze srebrną nitką), ale ta nie dla mnie. Przygotowuję już prezenty gwiazdkowe  (wiem, że ta osoba, dla której robię  tę chustę - lubi  właśnie takie wyroby).

niedziela, 3 października 2010

Kapcie szydełkowe - balerinki. "Kolekcja jesienna"

Znane już, prezentowane wcześniej kapcie szydełkowe - balerinki. [ Dopisane: Drogie Panie!] Opis wykonania kapci jest  tu . (I był od początku w tym miejscu podany).Tym razem "Kolekcja jesienna" w mocnych, nasyconych kolorach (poza jedna parą). W większości wykonane  jeszcze z włóczek  bawełnianych lub z domieszką bawełny, a wiec nie takie super ciepłe, jak te przeznaczone  na zimę. Podobnie, jak prezentowane wcześniej  etui na telefony, zostały przeznaczone na prezenty.


Kapcie nr 1 (kolor jaskrawozielony):



Kapcie nr 2 ( kolor zimowitów):



Kapcie nr 3 (kolor trawiastozielony):



Kapcie nr 4 (popielate):



Kapcie nr 5 (turkus):



Kapcie nr 6 (ciemny granat):



Udało mi się dzisiaj sfotografować kapcie dzięki temu, że wyszło słońce i pogoda była zaskakująco ładna. Z przyjemnością tropiłyśmy z Ifunią "ślady jesieni" w ogrodzie i w lesie. Oczywiście nie da się w innym obuwiu chodzić, niż kalosze. Trawa mokra i żadne buty nie przetrzymają wilgoci. Przydają sie też włożone na  stopy ciepłe wełniane  skarpety...
Miotam się robótkowo i mam na drutach zaczęte ze trzy robótki...  Nie wiem co uda się najszybciej ukończyć.

piątek, 1 października 2010

Robótkowo powoli

Dość wolno, ale systematycznie powstaje jesienna kolekcja kapci:


Tymczasem  zrobiłam  pokrowce na telefony:


Przydałby się zabrać za jesienno-zimowe odzienie: chusty, berety, mitenki, rękawiczki. Na innych blogach jesień robótkowa w pełni, tylko u mnie jakoś tak się ślimaczy. Może, kiedy jeszcze skróci się dzień, a wieczory  będą dłuższe, uda mi się zdziałać coś bardziej sensownego.
Tymczasem pozaglądajmy do chałupy:

Taką "kozę" - piecyk żeliwny -  uratowałam przed oddaniem na złom. Na razie służy jako "stolik" na miednicę, tarę do prania i środki czystości



Kolekcja prostokątnych butelek

niedziela, 26 września 2010

Z trudem akceptuję jesień,

która w tym roku zaczęła się jeszcze w lecie... No ciepła i złota mogłaby jeszcze być, nie działa aż tak depresyjnie i można cieszyć się drobiazgami, o choćby takimi widokami:



Niestety prognozy pogodowe są nieciekawe, toteż wczorajszą sobotę (bardzo jeszcze ciepłą) wykorzystałam na posadzenie  hiacyntów i tulipanów botanicznych:

Cebule sadzę w kratownicach, bo zeżarłyby je nornice

Dzisiaj (już uciekając przed deszczem) wybraliśmy się na wycieczkę po lesie, po którym grasowały "watahy" grzybiarzy (grzybów dla wszystkich nie wystarczyło, znalazłam tylko urokliwe  siedliska muchomorów).
Jesień przypuściła atak w lesie:




 i w ogrodzie:


Po drodze mijaliśmy leśną przydrożną kapliczkę:


*   *   *
Z Diwiną umówiłam się na wymiankę. Dostałam od niej śliczne  poszewki  z  białym haftem (poszewki zajmą  należne im miejsce w chałupie).


A ja Diwinie podarowałam: kapcie szydełkowe, etui na komórkę i ubranko na kubek:


Bardzo miłe są takie wymianki. Tylko szkoda, że nie mam tak mało czasu, by uczestniczyć w tych blogowych...

sobota, 25 września 2010

Sobień

Dla takiego widoku warto wybrać się na Sobień:


Taki pejzaż (widok na dolinę Sanu) jest widoczny z platformy widokowej na Sobieniu

Tylko 7 km od Sanoka na południowy wschód  (nieopodal miejscowości Załuż) w Monastyrcu znajdują się ruiny średniowiecznego zamku  Sobień.


Początki warowni strzegącej szlaku wzdłuż doliny Sanu sięgają XIII wieku. Na przełomie XIII i XIV wieku powstał tu murowany zamek. W dokumentach pojawił się po raz pierwszy jako Soban, stanowiący własność królewską. Zamek został nadany przez Władysława Jagiełłę w roku 1389 rycerskiemu rodowi Kmitów. Od 1415 roku właścicielem był Piotr Kmita, który w roku 1417 gościł na zamku Władysława Jagiełłę ze świeżo poślubioną Elżbietą z Pileckich Granowską. Sobień po zmarłym bracie Janie Kmicie odziedziczyła Małgorzata Kmita Mościsławska. W 1436 r. Jan Goligyan w imieniu żony Małgorzaty Kmity wystąpił do sądu grodzkiego w Sanoku przeciw Mikołajowi Kmicie - kasztelanowi przemyskiemu, który zajął gwałtem dobra ojczyste Małgorzaty Goligyan  przypadłe jej po bracie zm. Janie Kmicie i jego dzieciach z Bachórza, tj. zamek Sobień i należące doń wsie: Olszanica, Myczkowce, Rajskie i Izdebki oraz inne. W końcu doszło do ugody między Małgorzatą, a jej stryjem. Małgorzata odstąpiła Mikołajowi i jego synom zamek Sobień z wsiami do niego należącymi.



Zamek został zniszczony w 1474 roku przez wojska węgierskie. W 1488 r. właścicielem wsi został Stanisław Kmita i zapisał go swojej żonie Katarzynie. W 1512 r. Węgrzy ponownie zniszczyli zamek. Wkrótce potem Kmitowie przenieśli swoją siedzibę do Leska, a opuszczony zamek popadł w ruinę. W latach 1518 – 1519 Sobień i Bóbrka stanowiły własność Piotra i Stanisława Kmitów. W 1580 r. Sobień stał się własnością Stanisława Stadnickiego -  kasztelana przemyskiego, stryja słynnego „diabła łańcuckiego” Stanisława Stadnickiego i należał do tej rodziny w latach 1580 - 1713.



Na zarośniętym lasem wzgórzu, nad Sanem zachowały się fragmenty murów obronnych, szczątki budynków i ślady wałów przedzamcza.


Takie schody prowadzą na górę

Na teren ruin dostajemy się  zabezpieczonym wejściem

Na terenie góry zamkowej utworzono ścieżkę dydaktyczną "Na Górze Sobień". Miejsce to jest też szczególnie ciekawe ze względu na rosnącą tu  rzadką roślinność (powstał rezerwat przyrody).


Występuje tu wiele gatunków bardzo rzadkich roślin. Górę porasta las grądowy, lipowo-grabowy, buczyna karpacka i łęg podgórski z jesionem wyniosłym, świerkiem pospolitym, jaworem i leszczyną. Niezwykle interesująca jest roślinność runa. Warto przyjechać tu  wczesną wiosną. W połowie marca, a czasem nawet wcześniej, zakwitają m.in.przebiśniegi, przylaszczki i cebulice dwulistne. Zaraz po nich pojawiają się: kokorycz, pierwiosnka wyniosła, żywiec gruczołowaty i  miodunka ćma. Te rośliny masowo występują na południowo-zachodnim zboczu. Pod koniec maja i w czerwcu kwitnie  lilia złotogłów i tojad mołdawski, czworolist pospolity i obrazki alpejskie.

Lilia złotogłów

Tojad mołdawski

Legendy

"O Czarnej Damie"

Ponoć Duch Czarnej Damy przywędrował wraz z Kmitami do Leska z Sobienia.
Jest to duch małżonki jednego z Kmitów. Po śmierci ukochanego męża, który zginął za ojczyznę podczas wyprawy wojennej, przywdziała czarny strój na znak żałoby. I nigdy już się z nim nie rozstawała.
Kiedyś, podczas oblężenia zamku w Sobieniu, wybuchł pożar. W płomieniach zginęła wdowa po Kmicie a jej ducha widywano spacerujacego po ruinach zamku w Sobieniu do czasu przeprowadzki.
Niektórzy utrzymują, że między Sobieniem a Leskiem jest podziemne przejście. Podobno Czarna Dama często tamtędy przechodzi z zamku do zamku.


"Z niewolnika nie ma miłośnika"

Kiedy zamek Sobień był jeszcze w rękach rodu Kmitów jednemu z nich zmarła żona. Jednak dośc szybko postanowił ożenić się po raz wtóry. Wybranką okazała się młodziutka Węgierka - Margarita. Dużo młodsza od Kasztelana, a poza tym zakochana w innym mężczyźnie. Wyszła za Kmitę posłuszna woli ojca, ale była bardzo nieszczęśliwa.
Na zamku życie towarzyskie kwitło. Kmita organizował polowania, wydawał liczne uczty, jednak Margarita wciąż była smutna. Obecna ciałem na zamku, duchem była przy ukochanym Andreasie.
Nie wiadomo jak dotarła do Andreasa wiadomość od Margarity, że chciałaby zobaczyć go choć jeszcze raz. Młodzieniec w niedługim czasie pojawił się  na zamku. Kasztelana akurat nie było. Andreas spędził tydzień  na Sobieniu ukrywany przez Margaritę w jej komnatach. Planował wspólną ucieczkę na Węgry. Jeszcze przed powrotem Kasztelana odjechał z nadzieją w sercu na szczęśliwy finał przedsięwzięcia.
I może było by się udało, gdyby nie fakt, że kasztelański karzeł, któremu Kasztelan zlecił obserwację Kasztelanowej podczas swej nieobecności, doniósł swemu panu o tym co się wydarzyło.
Wściekłość zdradzonego Kmity nie miała granic. Kazał wychłostać strażników i osadzić ich w lochach o chlebie i wodzie. Żonę zaś nakazał żywcem zamurować w piwnicy.
Gdy Andreas dowiedział się, co się stało, chciał ruszyć na Sobień, ale z garstką pomocników nie miał szans na zbrojne zdobycie zamku. Z pobliskich lasów zebrał zbójników różnej maści i z nich uformował oddział, z którym ruszył na ratunek ukochanej.
Kiedy Kasztelan zobaczył Andreasa w otoczeniu zbrojnych, wydał polecenie wysadzenia piwnicy, w której więził Margaritę. Wybuch dało się odczuć w promieniu kilku kilometrów. Zapadło się sklepienie piwnicy i Margarita została pogrzebana pod zwaliskiem cegieł i kamieni. Zrozpaczony Andreas spiął konia i odjechał, a ślad po nim na zawsze zaginął.
Odtąd duch nieszczęsnej Kasztelanowej wciąż krąży po ruinie zamku i nawołuje ukochanego Andreasa.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails