Obserwatorzy

sobota, 13 kwietnia 2013

Chusty pavloposadskie

Jestem nimi zauroczona. Są fascynujące i stały się dla mnie obiektem pożądania. Innymi słowy mowa tu o rosyjskich chustach ludowych. Chusty te  produkowane są od ponad 200 lat w miejscowości Pavlovsky Posad  (Павловский Посад) koło Moskwy.


W 1795 r. powstała w miejscowości  Labzin Vohna (później Pavovskij Posad) fabryka założona przez chłopa Ivana Dmitrevicha Labzina produkująca jedwabne chusty; w połowie XIX w. wnuk założyciela wytwarzał już chusty wełniane z nadrukowanym kolorowym wzorem. Wzory te odbijano na materiale za pomocą drewnianych matryc (jak wygląda proces produkcji można zobaczyć na filmiku umieszczonym na tej stronie). Wzory stare, tradycyjne, ludowe to kwiatowe ornamenty: róże, lilie; później pojawiły się wpływy orientalne, wschodnie tzw. tureckie.  Obecnie manufaktura zatrudnia projektantów opracowujących własne kolekcje, którzy sięgają do tradycji, ale i kierują się własną wyobraźnią. Dominują kolory bordowy, czarny, granatowy, ciemnozielony. Fabryka wytwarza chusty, apaszki i szale, szaliki męskie jedwabne, wełniane, a także bawełniane. Jeden produkt może mieć i  dwadzieścia kolorów. Każdy ornament oraz kolekcja posiada własną nazwę.


Skąd takie powodzenie chust? Prawosławne kobiety  musza obowiązkowo nosić chusty na głowie, kiedy idą do cerkwi - takie nakrycie głowy jest  symbolem godności  i czystości kobiety; poddania oraz posłuszeństwa mężowi i Bogu. I tak w okresie Wielkiego Postu kobiety noszą czarne chusty wspominając ukrzyżowanego Chrystusa; pod koniec Wielkiego Postu - czerwone czasem ze złotym haftem - jako symbol radości i szczęścia; świętując  Dzień Świętej Trójcy - zielone.


 Należy pamiętać, że oryginalna chusta pavlopasadskaja powinna mieć na metce takie logo:
 

Chusty z tej fabryki są znane i kupowane w całej Rosji i w krajach byłego Związku Radzieckiego. Zagraniczne wycieczki robią zakupy w przyfabrycznym sklepie. Można kupić chusty również w sklepach internetowych (nie znalazłam takiego, który sprzedaje do Polski). Są też chętnie nabywane przez celebrytów z zachodniej Europy. Wkładają je także panowie. Ambicją wielu pań z tamtej strony granicy jest  to, by posiadać chustę z tej właśnie fabryki, niektóre mają nawet spore kolekcje. Na przykład na forum Osinki są wątki poświęcone np. prezentacji posiadanych chust, albo prezentacji ubrań i akcesoriów uszytych z tych chust.
Ja mam jedną,  nazywa się "Zołuszka" - kupiłam ją w Polsce; pokazuję ją na zdjęciach w tym poście. Fotki nie oddają jej urody, gdyż są robione podczas kiepskiej pogody.

Linki prezentujące chusty i  ich historię:
przyfabryczny sklep internetowy: http://platki.ru/
http://pavlovoposadskie-platki.ru/istorya-platkov/pavlovoposadskie-platki-istorya/
http://www.kosynok.net/
http://fashionblog.com.ua/narodny-j-platok-kak-nosit/
http://igorinna.livejournal.com/810831.html
 
 
 

 

wtorek, 9 kwietnia 2013

Kamizelka na drutach

Nadal pozostaję w klimatach pulowerkowo-kamizelkowych. Prezentowaną dzisiaj  kamizelkę planowałam zrobić od dawna. Miała wyjść właśnie taka klasyczna z charakterystycznymi trójkątami z przodu.


Druty 4 mm; włóczka "Calabria" 100m/50 g; 50% wełny, 50% wiskozy; zużycie 220 g 

Zdecydowanie nie miała to być kamizelka "starobabna" (tzn. ocieplacz przeznaczony dla starszych pań,  bardzo ciepły, luźny, długi za tyłek ) - czymś takim (ma ze 20 lat) siedzę w domu na fotelu, kiedy dłubię na drutach. Zapewne wiek mój predestynuje mnie bardziej do wkładania właśnie takich, wspomnianych wyżej, kamizelek "starbabnych" - jednak mam nadzieję, że ta dzisiejsza nie mieści się w takich kategoriach i mogłaby być noszona przez młodsze panie. Jednocześnie przypominam sobie kiedysiejsze hasło z wyszukiwarki blogowej: "kamizelka dla pani sześćdziesięcioletniej", które  bardzo mnie zdziwiło - czy  kamizelka dla pani w wieku powyżej balzakowskim jest jakaś inna? Pewnie dla niektórych tak. Jakie były oczekiwania osoby, która to hasło wpisała, na co liczyła, jakie modele miały się wyświetlić?

 Na płasko
 
i na wieszaku
 
No dość już dywagacji, wracam do dzisiejszej kamizeli. Nie jest długa; taki sposób dziania daje efekt dłuższego przodu i krótszego tyłu. Kamizela została wykonana w jednym kawałku (zeszyłam ją tylko na ramionach), taliowana. Dół i wykończenie pach - to 6 rzędów wzoru francuskiego, plisa guzikowa - też wzór francuski. Efekt trójkątnych przodów uzyskałam robiąc na środku przodu 3 oczka razem (aby przód się nie zwężał, te oczka dodawałam przy plisie guzikowej i na bokach - przy imitacji bocznych szwów). Całe to taliowanie i spuszczanie na dekolt - to zabawa z robieniem lub nierobienie oczek bocznych.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

W sobotę

zainaugurowaliśmy sezon ogrodowy. Fakt, pogoda niezbyt sprzyjała, chociaż śniegu u nas już prawie nie ma. Było dość zimno, mokrawo i mgliście.



Zaczęłam od przycinania krzewów: na pierwszy ogień poszedł winobluszcz płożący się po siatce, potem mocno przycięłam krzak jaśminu. Niestety pod podciętym krzewem  ujawniły się ślady działalności  Ify, która wyryła dziury i kratery, tak, że trzeba będzie zasypywać korzenie. Wejście od frontu zostało wysprzątane i ogarnięte.
Psiska szalały w towarzystwie psiego sąsiada i urządzały szalone gonitwy.




Ifunia dzielnie walczyła z kopcami mrowisk.




Jednak cała wyprawa zakończyła się chorobą męża, który wieczorem dostał wysokiej gorączki  i jeszcze się leczy. Na mnie jakoś źle działa to przedłużające się przesilenie wiosenne objawiając się brakiem weny do napisania jakiego sensownego wpisu blogowego. Jakoś chęci brak (tematy by się znalazły). Chyba zmęczona jestem tym brakiem słońca.
Przejawy wiosny mizerne. Jakiś kwitnący krzak leszczyny i śnieżyczki wychylające się z trawy:


Zdjęć śnieżyczek nie zrobiłam, gdyż planowałam je na niedzielę, ale niestety już do ogrodu nie pojechaliśmy (mąż zmagał się z temperaturą taką około 39 stopni C). Leczę go m.in. herbatą z sokiem malinowym i lipową z miodem.

piątek, 5 kwietnia 2013

Kapliczki przydrożne. Kapliczka w Sanoku przy ul. Lipińskiego i Murarskiej

Ukryta za żywopłotem, z lipami niemal w nią wrastającymi na narożach. Setki razy przejeżdżałam nieopodal tej interesującej kapliczki.


Danych nie mam żadnych, niewątpliwie jest dość stara o czym świadczą detale i te drzewa, które kiedyś ktoś posadził zbyt blisko budowli, a teraz ją przytłaczające.

 
Kapliczka odnowiona, pomalowana, ma wmontowaną kratkę wentylacyjną. Teraz jeszcze urzeka zachowanymi detalami stolarki i konstrukcji dachu.



 

środa, 3 kwietnia 2013

Pulowerki

W oczekiwaniu na wiosnę  machnęłam sobie dwa pulowerki. Lubię nosić pulowerki czy kamizelki  na bluzki koszulowe, szczególnie wiosną, kiedy już za ciepło na sweterki, a w samej bluzce jeszcze za bardzo ciągnie po plecach, kiedy wyłączą ogrzewanie w pomieszczeniach.
Pierwszy w kolorze czarnym wykonany jest szydełkiem (dość wysoki ściągacz zrobiłam na drutach), na okrągło. Miał to być lekki, ażurowy pulowerek, który można, w razie potrzeby, włożyć pod żakiet:

 Druty 3 mm, szydełko 2,1 mm Tulip;
włóczka "Kocurek" 100% akryl, 520m/100g; zużycie 120 g.

 
Detale
 
Wzór
 
Pulowerek został wykończony półsłupkami, ostatni rząd to oczka rakowe.
 
Pulowerek nr 2 został zrobiony na drutach, na okrągło. Jest zdecydowanie cieplejszy, nieco bardziej obszerny (bez taliowania), bardziej sportowy:
 
Druty 3 mm i 3,5 mm; włóczka "Regia" 75% wełny, 25% poliamid; 125m/100g; zużycie 200 g
 
 
Pulower został wykończony ściągaczem 2x2, zwieńczonym sznureczkiem (dzięki temu dekolt i pachy się nie rozciągają). Gotowy już wyrób bardzo się naciągnął po namoczeniu (a nie robiłam zbyt luźno). Obawiałam się, że już tak zostanie, jednak po wysuszeniu wrócił do pierwotnych rozmiarów. Byłoby mi szkoda pracy, gdyby forma rozciągnięta była monstrualnych rozmiarów. A sam pulower z założenia też jest nieco luźniejszy.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails